NavBar
nr. 10
VICTORIA, BC,
marzec-kwiecień 2009

INFORMACJE 
LOKALNE
Nadchodzące imprezy, ważne adresy i kontakty


ARTYKUŁY

E.Caputa - Nie Tylko ...
Prezes Polskiego Domu Jarka Piecuch


Edward Kamiński - Do czego zmierzał ten świat
o wynalazkach


Monika Kurc - AB OVO
O Wielkanocnych jajkach.


Włodzimierz Kowalewski - RADIO
Radio towarzyszy życiu każdego z nas...


T.S.B. - Mitoraj
Prace Mitoraja znajdują się w słynnych kolekcjach


Tadeusz Cieński - Los żołnierza
Wspomnienia weterana Wojny Bolszewickiej


Ewa Caputa - Sprawa Dziekańskiego
Polski immigrant zabity elektrycznym paralizatorem


FOTOREPORTAŻE

WOLUNTARIUSZE 
BIAŁEGO ORŁA

WALENTYNKI

MIGAWKI Z KONCERTU


ROZMAITOŚCI


Ewa Caputa

NIE TYLKO KROJENIE PIETRUSZKI

Jarka Piecuch (fot E.Caputa)

Sobota wieczór, początek stycznia. W kuchni Polskiego Domu szumi jak w ulu. Tradycja dzielenia się opłatkiem i świąteczny obiad w Domu Polskim w Victorii, to doroczny zwyczaj przyciągający dużo ludzi, dlatego przygotowania do tej uroczystości są szczególnie pracowite. Przy gotowaniu uwija się grupa woluntariuszy. Szefowa Stowarzyszenia, Jarka Piecuch, która przyszła do kuchni prosto z pracy, włożyła fartuch i zabiera się do krojenia pietruszki.

Niestety funkcja prezesa Stowarzyszenia, polega nie tylko na krojeniu pietruszki. Przez ostatni rok Jarka Piecuch zdążyła się o tym przekonać. W marcu 2008 roku, gdy Stanisław Planeta, po siedmiu latach, zrezygnował ze swojej funkcji i okazało się, że nie ma chętnych na prezesurę, Jarka Piecuch zgłosiła swoją kandydaturę, została przyjęta, i od tego momentu całkowicie zmieniło się jej zycie

- Wiecie państwo, ja żyję Polskim Domem. Jestem tu każdego dnia. Właściwie nie mam prywatnego życia Czasem nie śpię, nie jem - powiedziała podczas Walnego Zebrania.

- To widać, powiedział ktoś z sali, gdyż Jarka ma figurę młodocianej modelki.

Jest kobietą sukcesu, jak to się mówi po angielsku: "self made woman". Przyjechała do Victorii z córką przed dwudziestu laty. Od piętnastu lat prowadzi własny zakład kosmetyczny. Ma duże doświadczenie w pracy z ludźmi. Wesoła, koleżeńska, ale potrafi być ostra jak brzytwa. Jest profesjonalistką. Wiedzą o tym ludzie z Zarządu Białego Orła, którzy są jej najbliższymi współpracownikami. W przeciągu roku stworzyli zwarty zespół, który po wyborach 1 marca 2009 roku, zaczął drugą kadencję w minimalnie tylko zmienionym składzie. Nową twarzą w zespole jest Anna Ostrowska, która została skarbnikiem Stowarzyszenia. Ostatecznie w Zarządzie nadal przeważają kobiety, którym przewodzi „Dama o Silnej Dłoni”, Jarka Piecuch.

- Będziemy mieli ogromnie dużą ilość pracy w nadchodzącym roku. I zabieramy się do roboty natychmiast. Już w przyszłym tygodniu, 8 marca, z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet w Domu Polskim odbędzie się koncert, na który przyjeżdża gość z Vancouver. Kompozytor polski, Ryszard Wrzaskała będzie na fortepianie akompaniował pani Kamili Marczyk, która będzie śpiewała piosenki pana Wrzaskały. Zapraszamy wszystkich serdecznie. To będzie wspaniały koncert. Wypożyczamy nawet na tę okazję instrument. Oczywiście niczego sama nie zrobię. Zapraszam do pracy woluntariuszy, a tym wszystkim którzy pomagali mi w ubiegłym roku bardzo dziękuje. Byliście wspaniali.

W tydzień po wyborach odbyło się pierwsze zebranie, które trwało do 10:30. Jarka przyszła na nie po ośmiu godzinach pracy w swojej firmie. Prowadzone przez Jarkę zebrania zarządu są zawsze starannie przygotowane, odbywają się sprawnie i bezkonfliktowo, nawet jeśli podczas obrad ktoś ma odmienne zdanie od innych. Podczas zebrań rozdziela się wykonywanie zadań poszczególnym osobom z zarządu. A spraw tych jest bez liku. Większość z nich załatwia Jarka w różnych agencjach i urzędach, ale również inne osoby z zarządu dostają swoją wyznaczoną sprawę czy sprawy do załatwienia. Na wszystko potrzeba wolnego czasu i dobrej woli wszystkich, którzy dobrowolnie wzięli na swoje barki sprawę utrzymania i funkcjonowania Polskiego Domu. W ciągu pierwszego w nowej kadencji zebrania ustalono i podjęto kilka ważnych decyzji, takich jak odnowienie polisy ubezpieczeniowej, sporządzenie nowej umowy pracowniczej, remontu mieszkania zajmowanego przez państwa Tatarków, składania podań do o dofinansowanie, a także sprawy gaśnic, studzienek ściekowych, poczęstunku na koncercie i kilku innych, które trzeba załatwić lub przypilnować ich przebiegu. Ludzie chętnie podejmują się pracy, zgłaszają inicjatywy. Jarka umie zachęcać ludzi do pracy, ale sama pracuje równie intensywnie. Jest sprawnym managerem, dopilnowuje nie tylko terminów wysyłania podań, uiszczania płatności, ale również by tego by wszystko w Polskim Domu działało jak należy. Ma do pomocy również ludzi spoza zarządu, na których zawsze może liczyć, wśród nich jest mieszkającą na terenie Polskiego domu, Krystyna Tatarek, która wykonuje często jakieś telefonicznie przekazywane prośby czy polecenia prezeski.

- Prowadzenie Polskiego Domu i przewodzenie Stowarzyszeniu to jakby się miało etat, albo jakby prowadziło się bussines. A ja przecież już prowadzę swój własny bussines, a więc jakbym miała dwie firmy, a jeszcze do tego pracuję społecznie na rzecz spółdzielni mieszkaniowej w domu, której mieszkam. A spraw jest tyle i rzeczy dzieją się tak szybko, że trudno nadążyć. Moim największym marzeniem jest, by Polacy wzięli udział w paradzie na urodziny królowej Victorii, która rokrocznie odbywa się w naszym mieście. Ale do zrobienia jest znacznie więcej.

Dobrze, że prezeska Stowarzyszenia mieszka w pobliżu, więc nie zużywa prawie paliwa i czasu na dojazdy do Polskiego Domu. Czasem nawet jakąś ważna sytuacja zawraca ją z drogi do lekarza czy chiropraktora. Dom Polski, własność nas wszystkich, jest wielką odpowiedzialnością. Jest jak stary człowiek, którym trzeba się opiekować i Jarka Piecuch podjęła się drugiej kadencji, bo chce przeprowadzić projekty, na które w zeszłym roku nie było czasu.

Zapytana dlaczego to wszystko robi odpowiada, że nie może zawieść tych ludzi, którzy ją popierają w pracy i którzy jej zaufali.

* * *

Napisz do Redakcji