NavBar
nr. 13
VICTORIA, BC,
październik 2009

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


Podziękowania


ARTYKUŁY

Od Redakcji


Tadeusz Cieński - Ze Wspomnień Ojca
o pierwszych dniach II Wojny Światowej


Hanna Gurr-Jazłowiecka - Obozowa Rodzina
wspomnienia


Ewa Caputa - Ojczyzna to ziemia i groby
W jesienne dni Wszystkich Świętych


Akademia
z okazji 65 rocznicy Powstania


Humor


Rozmaitości


IMPREZY

Koncert Jazzowy

Zabawa Halloweenowa


Hanna Gurr-Jazłowiecka

Obozowa Rodzina

Zdarzyło się dwa razy, że dotarły do nas paczki żywnościowe z Czerwonego Krzyża i odbywały się wtedy istne uczty bogów. Czego tam nie było - kakao, masa z ziemnych orzeszków, czekolada, małe puszeczki pasztetów, jajka w proszku, mięsa puszkowe i co tylko dało się wyobrazić! No i oczywiście kawa (używana przeważnie w handlu z Niemcami) i papierosy Camele i - częściej – Raleigh’y. Ponieważ ty, Lodko, byłaś jeszcze niepaląca, miałam prawdziwe używanie, bo oddawałaś mi cały swój papierosowy przydział. Raleigh’y miały na opakowaniu wizerunek mężczyzny w stroju, jaki nosił Henryk Walezy, z kryzą pod szyją, kapeluszem z piórem itp. Nazbierało się tych obrazków dość dużo, więc po dorysowaniu na nich wąsów, bród i innych detali żeby każdy z nich inaczej wyglądał – naklejałyśmy cały ich rząd na ścianie pomiędzy naszymi pryczami i tak powstała galeria przodków rodu baronostwa von Gurr. Z puszki po biskwitach zdjęłyśmy nalepkę przedstawiającą piknikującą na zielonym wzgórzu młoda parę. Poszła tez na ścianę, powyżej galerii jako nasz „landszaft”. Historia naszego rodu została w ten sposób urealniona i reszta arystokracji w drużynie odnosiła się do nas z większym szacunkiem. Tak nam się przynajmniej zdawało.

Zaczęłam tego Raleigh’a traktować coraz poważniej, nawet – nie pytając go o zdanie – postanowiłam go naprawdę zaadoptować. Byłam przekonana, że Sir Walter Raleigh, taki przecież romantyk, nie będzie miał nic przeciwko przyjęciu młodej uczestniczki powstania do grona swej rodziny. Leżąc na pryczy patrzyłam na te „portrety”, marząc o Anglii i jej dawnej historii. Jeszcze jedna odskocznia od szarego obozowego życia. Paczkowe szaleństwo kończyło się w raczej krótkim czasie i trzeba było wracać do normalnego trybu życia jeńców wojennych.

Pozostawały tylko wspomnienia...

Paragwaj, Nowy Jork, Chicago,
W słowach dalekich słoneczny świat!
Zjadłam kakao z malagą,
Paczki z USA przywiał do nas wiatr!

Siedzę na pryczy pośród stosu puszek,
I chłonąc okiem stubarwne nalepki,
Czuję się prawie jak z bajki Kopciuszek,
Któremu z radości mieszają się klepki!

Pomyślcie, tylu, tylu obcych ludzi
Wkładało pracę w tę każdą małą rzecz!
Amerykański kontynent się trudził
Dla mnie Kriegsgefangene! To ci byczy skecz.

W swych śliwkach słońce śle mi Kalifornia,
Tuńczykiem pozdrawia daleki ocean.
Toż to szaleństwo! Luksusowa orgia!
Trzeba na ten temat setny uciąć pean.

Musze przyznać, że zamiast śliwek, papierosów, drzemów
Zamiast biskwitów, sardynek i sera,
Kruszonek, cukru, witamin i kremów
Wołałabym jeden list od ciebie teraz!

Mały arkusik I tylko zdań parę
O wszystkim, co nasze, kochane i stare.

H.J.

Potem, bliżej wiosny, gdy zaczęłam pracować w Eryce, przyniosłam znalezione na przedoboziu jakieś kwiatuszki. Pamiętam jak z wielkim trudem przecięłaś tępym nożykiem drewniane pudełko od tego spleśniałego sera, który czasem dostawałyśmy (mówiłyśmy wtedy, że porządny ser powinien być spleśniały, mimo, ze trudno było przełknąć ten specjał). Zrobiłaś z niego miniaturową skrzyneczkę-ogród na kawałek okna przy twojej pryczy.

Inna roślinka (chyba paproć) została umieszczona w ozdobnej powycinanej puszce i stanęła na stołeczku między pryczami razem z fotografiami bliskich nam osób. Któregoś dnia – dziwo! Wypuściła nowy pęd. Wykorzystałyśmy to w specjalny sposób. Powiedziałyśmy „Skierce” śpiącej w twoich głowach, ze w naszym rodzie oznacza to narodzenie potomka i spytałyśmy ją, czy może pomóc nam w tej sprawie przez zostanie naszą córka. Zgodziła się, a potem sprowadziła Zosika i baronostwo von Gurr mieli prawdziwa rodzinę. Następny „dodatek” Janka, to była już wnusia.

Takim sposobem stałaś się mamą całej tej podgrupy i ten tytuł przylgnął do ciebie na stałe. Nawet później twój Staszek i jego koledzy, odwiedzając nas po uwolnieniu, tak ciebie nazywali. Nie mówiąc już o przyszłym sześciorgu dzieci.


Ach jak płynie ten czas...


*


JEST TO FRAGMENT Z KSIĄZKI "ZNAD DWÓCH OCEANÓW", KTOREJ AUTORKAMI SA HANNA GURR JAZŁOWIECKA I LEOKADIA ROWIŃSKA.
WYDAWNICTWO EXLIBRIS

  

Napisz do Redakcji