NavBar
nr. 15
VICTORIA, BC,
grudzień 2009

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


ARTYKUŁY

Ewa Caputa - Akt Dobroczynności
Wigilijny posiłek dla bezdomnych

spotkanie z Ewą Stachniak

fragment najnowszej powiesci polsko-kanadyjskiej pisarki

Ewa Caputa - W nowych rękach
polski sklep delikatesowy w Victorii


Ewa Korzeniowska - Tradycja
polskiej Wigilii...


fotoreportaż - Wieczerza Wigilijna
w Polskim Domu w Victorii


Edward Kamiński - Małpie Początki
z okazji roku Darwina


Rozmaitości


NADCHODZĄCE IMPREZY

Zabawa Sylwestrowa

Projekcja filmu Popiełuszko

Ewa Caputa

AKT DOBROCZYNNOŚCI

Gdy w mroźny grudniowy dzień wchodzę do schroniska dla bezdomnych w Victorii, Streetlink, uderza mnie silny zapach nikotyny i potu. Na ławkach pod ścianami korytarza śpią ludzie okutani w jakieś koce i śpiwory. Drogę do jadalni wyznacza długa kolejka mężczyzn i kobiet w różnym wieku. Ubrani w przypadkowe kawałki garderoby, ale schludnie. Długowłosi, skurczeni i zmarznięci cierpliwie czekają. Dopycham się do bufetu, przy którym grupa polskich woluntariuszy serwuje stojącym w kolejce polskie kombo: kiełbasę, kapustę, pierogi i kurze udka. Na deser kruche ciastka i kawa. W drzwiach do jadalni Patrycja i jej mama rozdają pakieciki z upominkami: rękawiczki, szaliki, skarpetki, czapki. Rozglądam się. Wszystkie stoliki są zajęte. Ludzie w ogonku cierpliwie czekają na swoją kolej, ale widać w ich oczach obawę, że może dla nich zabraknąć dobrego polskiego jedzenia, które, poza wszystkim innym, stanowi miłe urozmaicenie monotonii codziennych posiłków z garkuchni.

Do miejsca, w którym stoję, podchodzi mężczyzna i prosi o sok. Zagaduję go. Pytam czy mu smakuje polskie jedzenie. Facet klepie się po brzuchu. - I like kapusta the best.

- Czy jesteś Polakiem?- Pytam zdziwiona jego wspaniałą wymową.

- Nie, ale moja matka była Ukrainką.

– A skąd jesteś?

- I’m passing by. It was good food. Thanks guys.

Przy wydawaniu porcji uwijają się młodzi ludzie: Patryk, Artur, Patrycja. Patryka widziałam tu już w ubiegłym roku. Artur, który również należy do grupy młodych udzielających się w Polonii, jest tutaj pierwszy raz.

- Dlaczego zgłosiłeś się do tej pracy?

- Chcę nabyć umiejętności pracy w grupie. To też dobra lekcja życia. W przyszłym tygodniu mam pięć egzaminów, ale dwie godziny mnie przecież nie zbawią. Każdy zasługuje na trochę dobroci, zwłaszcza na święta.

Do bufetu z pustym talerzem podchodzi starszy człowiek w czerwonej kurtce. Prosi o deser i kawę, podaję mu talerzyk ze świątecznymi ciasteczkami.

- To wspaniale - mówi. - I to nie tylko to ważne, że przynieśliście do nas to wspaniałe jedzenie, choć to istna uczta!!! Ale dla nas ważny jest fakt, że przyszliście tu do nas, do schroniska i nam to jedzenie serwujecie. Ważne jest to, że znaleźliście dla nas czas. To nie często się zdarza.

Powoli jadalnia w przytułku pustoszeje. Kończy się już jedzenie. Zostały tylko pierogi, które podane będą na obiad.

-Wydaliśmy 120 porcji - mówi inicjatorka tego dorocznego lunchu. Ludzie są wyraźnie zadowoleni. Podoba im się to, co robimy dla nich. Dlatego w przyszłym roku postanowiliśmy urządzić im tutaj prawdziwą polską wigilię z polskimi potrawami i kolędami. Być może uda nam się zaangażować więcej ludzi do pomocy i więcej sponsorów. W tym roku mięliśmy ich kilku i bardzo serdecznie im dziękujemy. Robimy to, bo kiedyś my w tym kraju byliśmy potrzebujący, teraz nadszedł czas, abyśmy zaczęli dawać tym, którzy mają mniej.

Gdy wychodzę ze schroniska mężczyzna w czerwonej kurtce podaje mi swój pakiet z prezentem.

- Merry Christmas - mówi do mnie z uśmiechem.

- Have a Merry Christmas and a good New Year.

Rys Elżbieta Szomborg

Następny artykuł tutaj

Napisz do Redakcji