nr. 19
VICTORIA, BC,
kwiecień 2010
NavBar

ARTYKUŁY

Ewa Caputa - Epitafium
Wspomnienie o Panu Leszku Solskim

Ewa Caputa

EPITAFIUM

Byłam w roku 1999 gościem w hotelu-pensjonacie Eden, w Sopocie, gdy przyszedł do mnie z wizytą pan Leszek Solski z żoną Ewą. Siedzieliśmy na tarasie secesyjnej willi z widokiem na Park Południowy. Pan Leszek, przystojny mężczyzna o bujnych włosach białych jak mleko i duszy młodzieńca, opowiadał o swej ostatniej wizycie w Kanadzie, w mieście, w którym mieszkam, bo i jego córka z rodziną tam mieszkają. Opowiadał ze swadą o moim synu i mężu, których wówczas od paru miesięcy nie widziałam.

Był wesoły, i towarzyski i niesamowicie kontaktowy. Znaleźliśmy szybko porozumienie. Okazało się, że podobnie jak mój ojciec, „dziadek Leszek, jak nazywał go wtedy podobno mój syn, był inżynierem budowlanym, a jeszcze na dodatek część młodości spędził w moim rodzinnym mieście Toruniu, gdzie chodził do liceum Kopernika. Natychmiast dogadał się też z moimi dwiema ciotkami, łączniczkami z Powstania Warszawskiego, dla których, tak jak dla niego Bóg, Honor, Ojczyzna nie są pustym hasłem. Widać było, że jest to człowiek z pasją, z misją by godnie usankcjonować śmierć tych wszystkich, którzy w lesie katyńskim stracili życie.

Gdy w 1989 roku w Polsce zaczęto otwarcie mówić o tym, że katyńska zbrodnia to dzieło sowietów i tworzyć się zaczęły organizacje Rodzin Katańskich, pan Leszek całym sercem i energią zaangażował się w tę działalność. Osierocony przez ojca, który był oficerem wojska polskiego, więźniem Kozielska, zamordowanym w Katyniu, przez wiele lat żył wspomnieniami po nim i kilku pamiątkami. Dopiero w 1989 roku pojechał pierwszy raz do Katania. Na to, by się pomodlić przy mogile ojca, czekał czterdzieści dziewięć lat, tyleż samo czekał, by dać świadectwo prawdzie. Przy miejscu spoczynku ojca służył do mszy, służył do mszy za ojca i za poległych tam Polaków. Pamiątki po ojcu stanowiły dla niego bezcenne skarby, tak jak dla wielu innych osób z Katyńskich Rodzin, dlatego w dziesięć lat później przy pomocy pracowników Biblioteki Politechniki Gdańskiej Leszek Solski utworzył fotograficzne muzeum pamiątek katyńskich z „Gdańskiej Rodziny Katańskiej. Opowiadał to wszystko w pewne sierpniowe popołudnie przed ponad 10 laty.

Patrząc na listę ofiar, które zginęły 10 kwietnia w katastrofie polskiego rządowego samolotu pod Smoleńskiem nie spodziewałam się, że zginął i on. A jednak tam było również jego nazwisko. W gazecie z Wybrzeża przeczytałam, że podobno marzył o tym wyjeździe. Nie mogło go zabraknąć na obchodach 70-cio lecia katyńskiego mordu. Poleciał do Katynia, bo miał ku temu osobiste i patriotyczne powody. Zginął w tej przeradzającej katastrofie, mając przy sobie listy ojca, w pobliżu jego mogiły. W Katyniu stracił ojca Kazimierza i stryja Adama. Teraz do nich dołączył. Tak jak pozostałych 96 ofiar katastrofy, Leszek Solski zginał za prawdę, służąc polskiej sprawie.


Znicze przed domem p. Solskiego w Sopocie


Następny artykuł tutaj

Napisz do Redakcji