nr. 22
VICTORIA, BC,
lipiec 2010
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA



ARTYKUŁY

Od Redakcji


Śmierć księdza Skorupki
w 90 rocznicę Cudu Nad Wisłą


NEONY
na festiwalu w Jarocinie



List czytelniczki
o artykule Biały Kruk

Włodzimierz Kowalewski

LITERATURA JEST ZAWSZE BEZRADNA

Francuski pisarz, filozof i encyklopedysta Denis Diderot został zaproszony przez carycę Katarzynę II do Rosji. Gdy się tam wybierał, spotkał jednego z ministrów króla Ludwika XV i zapytał go:
– Czy król nie ma nic przeciwko mojemu wyjazdowi?
– Ależ nie – żywo zaprzeczył minister. – Raczej przeciwko powrotowi.
Nie ma co się dziwić ministrowi królewskiemu. Diderot, autor obrazoburczych „Myśli filozoficznych” oraz przesiąkniętych liberalizmem haseł „Encyklopedii francuskiej” należał do najbardziej zagorzałych krytyków władzy absolutnej. Wielkiej rewolucji roku 1789 co prawda nie dożył, ale według wielu historyków właśnie dzięki pracy literackiej jego i jemu podobnych demokratyczne hasła trafiły na podatny grunt i doprowadziły do obalenia monarchii. To chyba jedyny w dziejach kultury europejskiej przykład udanej ingerencji pisarzy i treści ich książek w realny świat polityki, dowodzący mocy drukowanego słowa, które potrafiło nawet zmienić ustrój i strukturę społeczeństwa. Rzecz taka mogła się jednak wydarzyć chyba tylko we Francji.

Nasza rodzima literatura gdzieś od końca XVI-go wieku jest terenem beznadziejnych zmagań z głupotą polityków, cynizmem władzy, ale też i z najciemniejszymi stronami narodowego charakteru. Już Mikołaj Rej potrafi dokładnie, niczym dzisiejsza elektronika najnowszej generacji, odkryć i opisać rdzenny „polski” gen – nieprawdopodobną mieszaninę nieróbstwa, pychy, krótkowzroczności, pogardy dla jakiegokolwiek porządku i niezwykłej zdolności do samodestrukcji. Geny mają do siebie to, że z trudem dają się modyfikować.
W II połowie XVIII wieku, gdy byt państwa polskiego zawisł na włosku, literatura była jednym wielkim wołaniem o rozsądek, rozwagę i ratowanie państwa za wszelką cenę. Nie pomogły ani rzeczowe argumenty, ani kpiny czy nawet szyderstwa Krasickiego, Kołłątaja, Niemcewicza i innych. Gen w swoim obłędnym pędzie do samounicestwienia zadziałał skutecznie, nie licząc się z czymkolwiek.
Romantyzm to było zaklinanie, odwoływanie się do emocji i branie na sentyment zatwardziałej i nieprzewidywalnej polskiej duszy. Co z tego, że poeci pisali płomienne wiersze i chcieli ginąć za miliony, kiedy w momencie śmiertelnego zagrożenia Warszawy przez wojska feldmarszałka Paskiewicza posłowie kłócili się w Sejmie o podatki, a generałowie o to czy walczyć, czy może nie, i o to, który z nich najważniejszy.
Żeromski, to wielokrotnie ośmieszane gorzkie sumienie narodu, pokazał w „Przedwiośniu” polityków jako bosych chłopaków, wywijających dzikie tańce na błocie, przy dźwiękach harmoszki. Muszę przyznać, że nie znam celniejszej i bardziej aktualnej metafory, chociaż i ta nie zdała się na nic.
Dzisiejsi polscy pisarze unikają problematyki politycznej i rzeczywistej problematyki społecznej jak ognia. Unikają też nawet podjęcia próby zdefiniowania wnętrza, określenia racji myślenia, prawdziwej, a nie zmyślonej dla efektu, skali wartości wyznawanych przez współczesnego Polaka. Nie dostrzeżemy takich zagadnień w książkach autorów najwybitniejszych i nagradzanych – spod znaku „FAART-u”, „Halaartu”, salonów warszawskich, krakowskich i jakich tam jeszcze. Czy znajdzie się pióro, które opisze wnętrze młodego człowieka z warstwy średniej? Czy znajdzie się pióro, które przedstawi mentalność mieszkańca popegeerowskiej wsi? Mentalność, a nie atrakcyjne pisarsko zewnętrzne obrazy biedy i degeneracji. A kto przeniknie psychologiczne mechanizmy tego, co wyprawia się w naszym parlamencie? Literatury nie wyręczy tu ani publicystyka, ani socjologia.
A więc, panowie krytycy i autorzy, od lat wypisujący androny na temat „prozy zaangażowanej”, popatrzcie w telewizor a potem wyjrzyjcie przez okno. Czas prawdziwego zaangażowania i literatury prawdziwie współczesnej właśnie już nadszedł.

Następny artykuł:

Napisz do Redakcji