nr. 22
VICTORIA, BC,
lato 2010
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA



ARTYKUŁY

Od Redakcji


Śmierć księdza Skorupki
w 90 rocznicę Cudu Nad Wisłą


NEONY
na festiwalu w Jarocinie



List czytelniczki
o artykule Biały Kruk

Rozmowę z malarką Ewą Lupin przeprowadziła Ewa Caputa

Najważniejsze są oczy 

– Jestem pianistką, ale musiałam zrezygnować z grania, bo parę lat temu odniosłam kontuzję palca, – mówi Ewa Lupin, gdy spotykamy się na rozmowę w jej domu w Oak Bay, w Victorii BC.

– Nie mogłam ćwiczyć i miałam dużo wolnego czasu. Kontuzji uległa lewa ręka, a prawą miałam sprawną. I wtedy przypomniało mi się, że jak byłam mała, to bardzo lubiłam rysować. Ale nigdy nie nie miałam na rysowanie czasu, bo instrument jest wymagający, a ja grałam od dziecka. Teraz nagle pojawiła się okazja. Zaczęłam rysować wszystko dookoła. Któregoś dnia moja koleżanka, Terry Tallentire, widząc co robię, zaprosiła mnie do swojego domu, na sesję rysunkową. Pozował nam rosyjski książę, Nikolas Galicyn, spowinowacony z carem. Było kilkanaście osób no i one wszystkie zabrały się do rysowania, a ja zaglądałam im przez ramię. Patrzyłam, co kto robi i tak powoli narysowałam portret. Okazało się, że ze wszystkich uczestników tej sesji zrobiłam najlepszy rysunek. Od tego momentu zainteresowała mnie ludzka twarz.



– Nigdy nie miałam formalnej plastycznej edukacji. Jestem muzykiem. Zaczęłam więc myśleć o tym, by pogłębić swoje umiejętności i zapisałam się na kurs malarstwa dla początkujących. Poszłam na zajęcia kilka razy, ale mój maż, Alan, który jest moim najsurowszym krytykiem, stwierdził, ze niczego się na tych lekcjach nie uczę. No i zarzuciłam ten kurs. Poznałam na nim jednego malarza, który podsunął mi myśl, by do pracy używać pasteli. Na samym początku widziałam świat czarno biało, może przez fortepian, ale jak zaczęłam używać pasteli, to zaczęłam myśleć o kolorach. Jeden z pierwszych pasteli, które namalowałam, to portret pisarki Joan Austen-Leight, która była skoligacona z tą sławną brytyjska pisarką, Jane Austen. Zrobiłam jej kilka szkiców. Później dostałam e-mail od Jane Austen Society z Anglii, z pytaniem, czy mogą umieścić mój szkic na okładce książki, więc się zgodziłam. Odbyło się też uroczyste odsłonięcie tego portretu i było wielkie przyjęcie. Co mnie zdziwiło, to fakt, że w momencie, gdy umieszczony na sztalugach portret został odsłonięty, to córka Joan, która go przedtem nie widziała, rozpłakała się. I mnie to zainteresowało, bo nie przypuszczałam, że obrazem można wzruszyć. Dla mnie zawsze muzyka była tym, co dochodziło do głębi ludzkiej duszy. Nie przypuszczałam, ze malarstwo też może mieć na ludziach ten efekt. Córka Joan powiedziała, że to dzieło jest takie żywe, że ma się wrażenie, że może zejść z płótna. „Jeśli matka odejdzie, to będzie nasze najpiękniejsze o niej wspomnienie. Dzięki temu portretowi Mama będzie dla nas ciągle żywa.” Szkic, który im podarowałam, był w pastelach – to była stara twarz, więc zrobiłam ją w lila, bo dla mnie ta twarz była jak skrzydło białego motyla, takia prawie przezroczysta, delikatna. Mój szkic znalazł się w muzeum Jane Austen w Baltimore. No i tak się zaczęła moja przygoda z pastelami.



– Najpierw były delikatne, a potem zaczęły się robić coraz ciemniejsze. Od dzieciństwa podziwiałam obrazy Rembrandta. Zawsze lubiłam tą tajemniczość, to światło i twarze wyłaniające się z ciemności i tak malowałam. Obrazy zaczęły być coraz bardziej intensywne i okazało się, że papier nie przyjmuje już pewnego nasycenia. Potrzebowałam zmienić medium. Zadzwoniłam do tutejszego portrecisty i zapytałam go jakie farby kupić. Podał mi listę dziesięciu kolorów farb olejnych na bazie wody, no i zaczęłam robić kopie. Zabrałam trzy blejtramy i pojechałam na swoja wyspę, gdzie jak dziecko bawiłam się malowaniem, robiąc kopie różnych obrazów. To mnie wiele nauczyło. Poprzez kopiowanie, człowiek się uczy precyzji i wrażliwości na detal. Malowałam również ze zdjęć. Chciałam spróbować jak to się robi. Chciałam dotrzeć do tego.


– No i w tym momencie zadecydowałam, że muszę się zabrać za to systematycznie, pod okiem fachowców, więc znów zapisałam się do artystycznego college, ale po paru lekcjach, mój mąż, stwierdził, że niczego się tam nie uczę, więc przestałam uczęszczać na zajęcia. Przedtem lepiej malowałam niż po tych lekcjach. Właściwie nie mam żadnego malarskiego przygotowania. Uczę się przez obserwacje i eksperymentowanie. Przy czym, jest to dla mnie wspaniała zabawa. Dla mnie każdy obraz, początek obrazu, jest zagadką. Nigdy nie zastanawiam się jak to będę robić. Kupuję coraz większe płótna, bo moje obrazy rosną, i zastanawiam się nad techniką, której tak naprawdę nie znam, tej przepisowej techniki. Stoję i zastanawiam się jak ja mam to malować. No i jakoś się to zaczyna. Ja ciągle coś podczas tej pracy odkrywam. Każdy człowiek ma inne kolory, inne rysy. Zaczynam zawsze inaczej. Zwykle obserwuje ludzi i często widzę w twarzy coś tak zachwycającego, że pytam ludzi czy mogę ich malować. Zakochuję się w każdej osobie, którą maluję. Zwykle zaczynam od oczu, bo oczy są najważniejsze. Muszę je przed sobą mieć, żeby komunikować się z moim modelem. Oni musza się na mnie patrzeć, bo ja z nimi rozmawiam. Nie słucham muzyki, gdy maluję, tylko rozmawiam.

*

Ewa Lupin specjalizuje się w portretach. Prace, ktore wiszą w jej domu, cechuje dokładność i umiejętność obserwacji, która pozwala jej uwiecznić na płótnie nie tylko podobieństwo rysów, ale i emocje malowanego modela. Jest więc każdy namalowany przez Ewa Lupin portret nie tylko wizerunkiem, ale również wyrazem psychologicznej konstrukcji jej modela. Czasem maluje na zamówienie, częściej jednak upatruje sobie kogoś i różnymi sposobami stara się do tej osoby dotrzeć, namawiając na pozowanie. Każdy z portretów ma swój specyficzny klimat, którym emanuje portretowana osoba. Czasem charakter modela określają rekwizyty, które dopełniają całości obrazu i nadają mu symbolicznego znaczenia. Innym razem tylko przemyślany dobór barw określają aurę danego malarskiego dzieła. Każdy z portretów jest wyjątkowy poprzez wyrażanie bogactwa zawartego w portretowanym człowieku. Niektóre są zimne i dystyngowane, inne cechuje pełnia pasji i energii, wszystkie mają w sobie wrażliwość na detal i wielką wyrazistość oczu, bo najważniejsze są oczy.

* *

Ewa Stojek- Lupin urodziła się w Polsce, gdzie ukończyła Wyższą Szkołę Muzyczną w klasie fortepianu. Jako pianistka występowała wielokrotnie w Kanadzie, w Stanach Zjednoczonych i krajach skandynawskich. W swoim pianistycznym dorobku posiada nagrania dla Canadian Brodcasting Corporation oraz dla Polskiego Radia. W swej artystycznej karierze grała wiele premierowych utworów, również skomponowanych specjalnie dla niej. Od piętnastu lat zajmuje się malarstwem specjalizując się w portretach. Jej prace znajdują się w prywatnych kolekcjach w Ameryce i w Europie. Portret Joan Austen-Leigh, krewnej Jane Austen znajduje się w kolekcji Goucher College w Baltimore. Obecnie Ewa wraz ze swym meżem Dr. Alanem Lupinem mieszka latem w Victorii BC oraz w Paryżu, gdzie spędza zimowe miesiące.

Wystawę obrazów Ewy Stojek - Lupin obejrzeć będzie można jesienią 2010, w Konsulacie RP w Vancouver.


Przejdź dalej:

Napisz do Redakcji