nr. 25
VICTORIA, BC,
grudzień 2010
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA


ARTYKUŁY

Ewa Caputa -
Wigilia w Domu Polskim

Ewa Caputa

Wigilia w Domu Polskim

Kolacja wigilijna w Domu Polskim, mimo, że odbyła się na dwa tygodnie przed prawdziwą Wigilią, nadzwyczajnie się udała. Ludzi się naschodziło tyle, że stoły trzeba było dostawiać. Dużo nieznajomych przyszło, dużo takich, których dawno nie było.

– O jakie zmiany! – mówi jakaś pani przy wejściu, bo Dom Polski wypiękniał nie tylko remontem, jaki miał miejsce niedawno, ale i obecnością młodych ludzi na sali.

– Mój Boże, mówi Klara Garson, Sybiraczka, która przez pół świata przejechała z Armią Andersa, – taka byłam wzruszona, gdy wczoraj spotkałam w Hali młodzież. Pomagali w przygotowaniu dzisiejszego wieczoru. To było takie piękne. Są młodzi, tak dobrze ich widzieć, aż w sercu coś mięknie.

Starsi ludzie nie często odwiedzają Polski dom, bo już sami nie mogą kierować autem, bo do górnej sali nie ma windy, a wielu z nich jest na wózkach, lub ma kłopoty z chodzeniem, zwłaszcza po schodach. Przywiezieniem seniorów na wigilijna wieczerzę zajęła się Jadwiga Lejer, dzięki jej inicjatywie spora grupka seniorów pojawiła się na tegorocznej uroczystości.

Rozpoczęły ją występy dzieci z polskiej szkoły. W tym roku dużo jest w szkole dzieci. W soboty rano uczy je polskiego Irena Siemiątkowska. Pomaga jej w tym grupka ochotników. Zwłaszcza duże ich zaangażowanie było przy organizowaniu Jasełek.

– Chciałabym podziękować Joannie de Corde i Eli Ploch za pomoc w organizacji szkoły, w przygotowaniu przedstawienia i dekoracji. Pragnę tez podziękować Witkowi Szczurkowi za przygotowanie nagłośnienia podczas prób i przedstawienia oraz wszystkim rodzicom i dziadkom za pomoc przy dekoracjach i przygotowanie dzieci do występów – powiedziała Irena Siemiątkowska po skończonych występach.

Jasełka w wykonaniu dzieci były wzruszające, nie tylko dla rodzin małych aktorów, ale dla całej publiczności. Niektóre kwestie nagradzane były brawami: dzieci lubiły, nie bały się mikrofonu. Udało się, było wzruszające. Na koniec była owacja.

Po jasełkach jadło na stołach błogosławił ksiądz Paweł Szczur zachęcając do łamania się opłatkiem. W tym szczególnym momencie powietrze w Domu Polskim elektryzowało uczuciem przyjaźni i jedności. Kolacja zaczęła się barszczem, potem były dania zimne i ciepłe śledzie, ryba, łazanki i ciasteczka z makiem na deser. Po prostu pycha. Nakładając sobie na talerz liczne potrawy, zastanawiałam się ile osób poświęciło swój czas, by przygotować te wigilijne specjały i bardzo im za to dziękuję. Jedzenie wspólnych posiłków wzmacnia więzi międzyludzkie, i to czuło się podczas polskiego wigilijnego wieczoru.

Po kolacji w domu Polskim zawitał Św. Mikołaj. Maluchy oczekiwały go niecierpliwie, więc gdy się w końcu pojawił zaiskrzyło energią. Mikołaj był wesoły, swobodny i doskonale rozumiał potrzeby i pragnienia swoich małych „klientów”. Dzieci wyczuwając w nim kolegę, śmiało siadały mu na kolanach, bez strachu odpowiadały na pytania przed otrzymaniem prezentów. Ze sceny Domu Polskiego emanowała młodość z polskimi genami. W duszach ludziskom grało. Bo i ten barszcz i polskie dzieci i kolędy…każdemu przychodzą wtedy na myśl wigilie spędzane w kraju. Ot takie sentymenty. Jesteśmy Kanadyjczykami, jeszcze bardziej nimi są nasze dzieci, ale mimo naszej asymilacji, siedzą gdzieś w głębi kufra pamięci wspomnienia, które wietrzy się raz do roku.

W tym roku specjalnymi gośćmi wigilijnego wieczoru byli polonijni seniorzy, ci sami, którzy budowali Polski Dom. O nich też w tym roku pamiętał Mikołaj obdarowując ich paczuszkami. Niewielu ich już zostało, a szkoda, bo to właśnie od nich, od byłych żołnierzy, Sybiraków, powstańców powinniśmy się uczyć kwintesencji polskości.

Przypomniał nam o niej polonez, gdy na scenę wyszła polonijna młodzież i odtańczyła ten tradycyjnie z Polską związany taniec. Dziewczyny w XIX wiecznych sukniach, chłopacy w ułańskich mundurach. Wirowali, wykonywali koszyczki i tunele taneczne, uśmiechnięci, młodzi.Publiczności łzy zakręciły się oczach, brawom nie było końca.

Następne wzruszenie pojawiło się kiedy zaczęliśmy śpiewać kolędy, wraz z naszym folklorystycznym zespołem ‘Białe Orły’. I znowu zastrzyk wzruszenia i energii, dynamiczna gra na skrzypcach w wykonaniu młodziutkiej Nataly Zbik i silne głosy śpiewaków sprawiły, że niby kolędy, a nogi same rwały się do tańca. W tak niezwykły sposób, bo tańcami zakończyła się wigilijna kolacja w Polskim Domu. Może trochę nietypowo, ale ludzie w niej uczestniczący wrócili do domów z radością w sercach, a Święta Bożego Narodzenia, to przecież święta radości.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji