nr. 25
VICTORIA, BC,
grudzień 2010
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA


ARTYKUŁY

Ewa Caputa -
Wigilia w Domu Polskim

Bożena Ulewicz

TORUŃ WITA WAS

Wizytówką Torunia jest widok miasta z drugiej strony Wisły, od Pogórza. Poprzez spowolnioną od płynącej kry rzekę, jednym rzutem oka ogarnia się nadbrzeżną przestrzeń ściągniętą czerwoną taśmą murów. Sponad nich ku błękitowi zimowego nieba wzbijają się kościelne wieże, z najbardziej monumentalną, tą od Świętych Janów, zamaszyście dźwigającą potężny masyw świątyni. Błękit sprzęga się z krwistą czerwienią, która zwłaszcza w popołudniowym słońcu, pod tym szczególnym kątem nachylenia promieni, nabiera wyjątkowej barwy, charakterystycznej dla gotyckiej zabudowy ceglanej. Bo stary Toruń, wpisany na listę UNESCO, jest klasycznym przykładem nadwiślańskiego gotyku, ulubionego przez Krzyżaków stylu architektury. Gotyk kojarzy się nam na ogół ze średniowieczem, a konkretnie z okresem między XII, a XV wiekiem. Gdybyśmy jednak, obdarowani przez kapryśne wróżki andersenowskimi kaloszami szczęścia, trafili tu wcelowując się w pierwszą połowę XIII wieku, ze zdumieniem odkrylibyśmy, że to dzisiejsze zagłębie czerwonej cegły było wówczas miastem jeżeli nie zabitym dechami, to w każdym razie skleconym z drewna. Drewniane domy. Drewnem wykładane wąskie uliczki równo przecinające niewielki gródek, biegnące ku bramom w kierunku Wisły. Wyjątek stanowił zamek wzniesiony w drugiej ćwierci XIV wieku. nad rzeką przez Krzyżaków, no i mur z licznymi basztami i bramami, który uzupełnił obronną konstrukcję Torunia. Dopiero za czasów Krzyżaków, Toruń zaczął rozkwitać. Jak bardzo bowiem byśmy nie lubili rycerzy zakonnych – wiadomo krzywda Juranda i Danuśki – to nie da się ukryć, że cała północno-wschodnia Polska zawdzięcza swą szczególną architekturę właśnie im, facetom w białych płaszczach z krzyżem na plecach i pawich piórach w hełmach.


Krzyżak

Znad Jordanu via Ren nad Wisłę
Order braci zakonnych, których kolebką była gorąca Palestyna ( Zakon Szpitalny Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego) zaistniał oficjalnie w Jerozolimie w roku 1191. Krzyżacy byli to w pierwszej kolejności bitni żołnierze, dalej – sprawni administratorzy i nie najgorsi budowniczowie. Nie będziemy, więc dłużej utyskiwać, w ślad za autorami podręczników historycznych, nad nieroztropnością Konrada Mazowiec-kiego, który w 1226 sprowadził braci spod znaku krzyża do Polski i poczynił na rzecz zakonu liczne nadania, nie bacząc wcale na doświadczenia króla Andrzeja Węgierskiego. Tenże z niemałym trudem pozbył się przedsiębiorczych braciszków z Siedmiogrodu, gdzie usiłowali stworzyć niezależne państwo, dokąd przybyli już nie Ziemi Świętej, lecz z Nadrenii.
Po upadku Królestwa Jerozolimskiego, Krzyżacy zawędrowali do Koblencji, skąd zaplanowali nowe kierunki ekspansji, tym razem na Europę środkową i wschodnią, gdzie nie brakowało w owych czasach pogańskich ludów. To, co nie udało się u Madziarów, powiodło się w Prusiech i na Powiślu. Wynikły z tego powszechnie znane konsekwencje historyczne z bitwą pod Grunwaldem (1410) i pokojem toruńskim (1411) na czele, ale także pozostał trwały ślad materialny, w postaci architektury obronnej i sakralnej, dzięki której miasta takie jak Toruń do dziś przyciągają rzesze turystów.


Toruń, Krzywa Wieża

To dzięki nim – kawalerom zakonu NMP – podziwiamy dziś w Toruniu gotyckie perełki architektury. Niestety, zapalczywości toruńskich rajców, miesz-czan, tudzież zwykłych ciurów nie oparł się krzyżacki zamek. Po słynnym szturmie z 8 lutego 1454 roku twierdza została dość gruntownie zburzona. W ruinach budowli, w latach 60-ch naszego szczęśliwego minionego stulecia, osadzono betonową konstrukcję z restauracjo-kawiarnią, zwącą się rzecz jasna „Zamkowa”. Chyba głównym jej atutem był i jest nadal naprawdę piękny widok na leniwie wlokącą się Wisłę. W piwnicach kryjących zmyślną winiarnię, nad kielichem mniej lub bardziej zacnego trunku, można zintegrować się z odległymi wiekami. Pewnikiem niejedna zasobna beczułka, pachnąca reńskim lub węgrzynem, pękła tutaj umilając życie rzuconych na obczyznę braci. Poczucie misji, a czasem najzwyklejsza awanturnicza żyłka przywiodła niejednego rycerza na krańce ówczesnego cywilizowanego świata, którego granice zna-cznie rozszerzyli. Trochę mieczem, trochę ogniem, ale także i krzyżem, o czym nie powinniśmy zapominać. Z pewnością wobec Prusów nie byli Krzyżacy bardziej okrutni niż Jankesi względem Indian. Trudno jest czasami osądzić historię. Najgorsze doświadczenia przeszłości z czasem stają się najzwyklejszą pożywką dla gatunku homo turisticus.

Tajemnica imć pana Mikołaja
Oczywiście poza markową architekturą ma Toruń dla turystów także inne atrakcje. Do tych najważniejszych zalicza się Mikołaja Kopernika – wielkiego polskiego astronoma, który 19 lutego 1473 roku „życiem udarowany został”, jak to napisał inny nasz znakomity rodak, Fryderyk Chopin, w jednym ze swych listów. Jest w tym pewien paradoks, że zarówno do Kopernika, jak i do Chopina słuszne skądinąd roszczenia zgłaszają Niemcy i Francuzi. O ile uroczemu Fryckowi łatwiej było dowieść nadwiślańskich koneksji – te rzewne, słowiańskie inspiracje przekładane na piękną mowę muzyki, tak z imć panem Mikołajem rzecz trochę trudniejsza.


Dom urodzin Kopernika

Urodził się w mieście zaledwie od dwu-dziestu lat podległym polskiej koronie, w rodzinie, której większość krewnych nosiła rdzennie niemieckie nazwiska i bez wątpienia była z pochodzenia Niemcami. Prawie wszystkie toruńskie rody mieszczańskie wywodziły się przecież z Westfalii. Rodzina ojca astronoma osiadła wprawdzie w Krakowie, ale pochodziła ze wsi Koperniki na Śląsku, gdzie mieszkali i Niemcy i Polacy. Można, więc poważnie domniemywać, że pierwsze słowo wypowiedziane przez przyszłego badacza gwiazd brzmiało „mutti”. Aliści przyjmując stosowaną w takich sytuacjach przez muzealników zasadę proweniencji, przyjęliśmy, że był imć Mikołaj Polakiem. Łacińska schola, nauka w polskim Krakowie, studia we Włoszech, wreszcie długi pobyt na Warmii, księstwie kościelnym rządzonym przez biskupów ukształtowały osobowość Kopernika. Niewątpliwie z punktu widzenia prawnego był nasz astronom poddanym korony, lecz zarazem przedstawicielem władz cieszącego się znaczną autonomią Kościoła. Kim czuł się sam w głębi serca, pozostanie jego słodką tajemnicą. Inna sprawa, że Krzyżaków do Olsztyna, gdzie administrował, nie wpuścił. Ale to było dawno. Dziś, często, gdy mówi się Kopernik, myśli się pierniki, a jak pierniki, to święta.

Gloria in excelsis Deo
Święta Bożego Narodzenia spędzane przez kilkanaście lat w Toruniu za każdym razem przenoszą mnie w krainę dziecięcej religijności, na którą nakładają się jak przezrocza reminiscencje z baśniowego świata E.T. Hoffmana, bajkowych impresji J. Ch. Andersena, czy nawet z Dickensa, bo kto wie, czy w zakrzątanym tłumie wypełniającym Szeroką, a nawet ciasne uliczki pomiędzy Starym i Nowym Miastem nie przemyka się sam pan Scrooge w lichym paletku i wyświeconym cylinderku na głowie. Wigilia u zacnych rodziców Klary (bohaterki “Dziadka do orzechów” E.T Hoffmana) mogła mieć miejsce w tak reprezentacyjnym mieszczańskim domu, jak kamie-nica „Pod Gwiazdą”. A i sam zacny gród, oglądany z drugiego brzegu Wisły przypomina piernikowe miasto mijane przez małą Klarę, w czasie jej niezwykłej podróży przez bajkową krainę u boku dziadka do orzechów przemienionego w uroczego księcia. Piernik kojarzy się z Bożym Na-rodzeniem. Toruń jest piernikową stolicą Polski, słynącą od średniowiecza z wyrobu pierników o szlachetnym smaku. Polski piernik nie ustępował temu z No-rymbergii, a toruński piernik był w Polsce najlepszy. Pierniki toruńskie, tak jak norymberskie, pieczono w cyzelowanych drewnianych formach. Można je dziś oglądać w muzeum miejskim znajdującym się w ratuszu. Najsławniejszym piernikiem toruńskim jest katarzynka, ciastko o wyjątkowym kształcie zrobione jakby ze złączonych serc. Legenda mówi, że wymyśliła ten kształt pewna zakochana Kaśka, no i stąd piernikowa kata-rzynka. Pierniki w Toruniu piekli artyści maestrii piekarniczej. Sztuka dobrego ciasta polegała na odpowiednich proporcjach, odpowiednim doborze korzeni, ich jakości, no i na smaku miodu. Nie daj Boże, przesypie się cynamonu, czy czerwonego pieprzu, albo pszczoły zamiast na lipie na gryce były pasione, piernik do wyrzucenia, bo taki popsuty smak, to zła renoma dla piernikarza. Ciasto piernikowe musi powoli dojrzewać w odpowiednich warunkach leżakując wiele miesięcy. Dobre ciasto jak dobre wino nabierało wartości z upływem czasu. Podobno dojrzałe ciasto bywało nawet częścią posagu niejednej toruńskiej panny. Mnie toruńskie pierniki kojarzą się ze Świętami Bożego Narodzenia. A w Toruniu te dni są specjalne.


Toruński ratusz

Oznajmia ich początek dzwon u Św. Janów, głęboki, spiżowy głos Tuba Dei, wieszczący narodzenie Dzieciątka i wzywający na Pasterkę. Po niej Torunianie na czele ze swym biskupem pośpieszą do Betlejki ustawionej na Staromiejskim Rynku, aby złożyć symboliczną figurkę dzieciątka na sianie żłóbka. Przy nim stoją i najprawdziwszy osioł i owieczki, cieszące się niesłabnącą ciekawością szczególnie najmłodszych mieszkańców Torunia. Zwłaszcza, gdy ta Jedyna Noc jest pogodna, nie nazbyt mroźna i wietrzna, czy deszczowa, o co nie trudno tu, w pobliżu Wisły, całe rodziny spacerują wokół Betlejki, robią sobie zdjęcia z Dzieciątkiem, Józefem i Maryją, próbują poklepać owieczkę, lub poczochrać osła za uszami. Podziwiają ogromną choinkę stojącą tuż przy ratuszu, w sąsiedztwie Mikołaja Kopernika, któremu 6 grudnia studenci uroczyście przywdziewają czapeczkę świętego patrona. Rzeźbę odlano w ludwisarni Fischerów w Berlinie, według projektu berlińskiego rzeźbiarza Fryderyka Tiecka. Zdarza się, że w tę wigilijną noc jakaś dziecięco rozszczęśliwiona grupa starszaków, z pewnością nie bez przyczyny jakiegoś zacnego trunku, zatrzyma się pod pomnikiem i zacznie wyśpiewywać kolędowe cudeńka. Może tak będzie i tym razem. Dlatego warto zajrzeć w te święta do starego, poczciwego Torunia.

Następny artykuł:

Napisz do Redakcji