nr. 25
VICTORIA, BC,
grudzień 2010
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA


ARTYKUŁY

Ewa Caputa -
Wigilia w Domu Polskim

Ewa Korzeniowska

Apetyt na geniusza

Opowieść o wydaleniu z Kanady polskiego naukowca.

Leopold Infeld był człowiekiem o wyjątkowym umyśle i nieprzeciętnych zdolnościach. Należał do niewielkiego grona jednostek wybitnych i może dlatego, droga jego naukowej kariery była wyboista. Nie tak tragiczna, co prawda, jak ta, którą kilkadziesiąt lat wcześniej potoczyły się losy wielkiego francuskiego matematyka Evariste’a Galois, bohatera napisanej przez Infelda powieści „Whome the Gods love” (1943), z którym autor identyfikował się w młodości. Galois (1811-1832), fenomen matematyczny, niedoceniany za życia, prześladowany za wolnomyślicielskie przekonania, wierzył w siłę swojego rozumu, w swój nieprzeciętny talent i pośmiertną sławę. Profesor Infeld natomiast nie marzył o pośmiertnej sławie, gdyż został doceniony za życia. Nie tylko dzięki fenomenalnemu umysłowi i osiągnięciom naukowym i dydaktycznym, ale również literackim, dziennikarskim, społecznym. Infeld uczestniczył miedzy innymi w międzynarodowej działalności na rzecz pokoju; był założycielem wydziału fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Warszawskim. To dzięki jego inicjatywie powstał budynek wydziału przy ulicy Hożej w Warszawie. Zasłużona sława otworzyła mu drogę do nieśmiertelności, choć niestety nie doceniła tego jego druga ojczyzna, Kanada.


Dom rodzinny Infelda

Żeby zrozumieć w pełni trudną drogę do nieśmiertelności Leopolda Infelda (1898 -1968), przenieśmy się na chwilę na Kazimierz, dzielnice Krakowa, założoną przez króla Kazimierza Wielkiego dla wypędzonych z innych krajów Europy Żydów, którzy znaleźli w Polsce azyl. Krakowski Kazimierz to średniowieczne domy, stare mury synagogi i bruk; ręcznie malowane szyldy i drewniane bramy. Przy ulicy Krakowskiej stoi do dziś kamienica będąca rodzinnym domem Infelda. Był synem krakowskiego kupca handlującego skórami. Sklep ojca położony był jednak poza granicami Kazimierza. W domu Państwo Infeldowie rozmawiali w języku jidysz, w synagodze modlili się po hebrajsku, ale Leopold uczył się polskiego od wieśniaczki, która była jego mamką. Od piątego roku życia uczęszczał do talmudycznej szkoły przy synagodze, od szóstego roku życia był również uczniem polskiej szkoły powszechnej. Ponieważ ojciec planował zostawić dobrze prosperujący sklep jedynemu synowi (oprócz niego były w rodzinie Infeldów dwie córki), mimo protestów Leopolda po szkole powszechnej zamiast do gimnazjum, posłano go do szkoły handlowej. Miał być kupcem, a został fizykiem teoretykiem. Zawdzięczał to nauczycielom. To oni rozbudzili w nim zainteresowanie nauką. Jego prawdziwa fascynacja wiedzą rozpoczęła się jednak od lektury „Zasad fizyki”, trzytomowego dzieła autorstwa Augusta Witkowskiego, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego – Leopold przeczytał te książkę mając kilkanaście lat.


Krakowski Kazimierz

Zadaniem fizyka teoretyka jest opisywanie zjawisk zachodzących w świecie, zadaniem pisarza jest zapisywanie emocji, które ten świat w nim budzi. Ponieważ Leopold Infeld był również pisarzem, więc sam opowiedział, jaką drogą doszedł do zainteresowania się fizyką. I choć pisząc na ten temat jest dość powściągliwy w książkach wspomnieniowych, to świetnie ukazuje nagłe olśnienie nauką w powieści swojego autorstwa poświęconej życiu Evariste’a Galois. Czytając tę powieść odnosiłam wrażenie, ze właśnie na postać swojego bohatera autor przełożył emocje związane z własnymi przeżyciami. Opis tych doświadczeń, choć w przypadku Galoisa dotyczą one geometrii, jest plastyczny i ukazuje jakby przeżycia samego autora. Oto jak opisuje olśnienie Everesta:

„Gdy tak czytał strona po stronie [podręcznik], geometria zaczęła mu się jawić jak budynek o prostocie i pięknie greckiej świątyni… zauważył ze zdziwieniem, że jest w stanie odgadnąć i przewidzieć, co dalej; widział układające mu się przed oczami struktury. Wkrótce cała klasa, jego otoczenie, koledzy, nauczyciele, odgłosy, zapachy, przestawały istnieć. Abstrakcyjne twierdzenia geometrii zaczęły być bardziej realne niż materialny świat. Budynek geometrii wznosił się w jego mózgu. (op.cit., str53, tłum. EK)

Leopold Infeld wyrósł w liberalnym domu, ojciec przestał go przymuszać do czegokolwiek, gdy zorientował się, że syn ma większe ambicje niż prowadzenie sklepu. Gdy osiągnął pełnoletniość został powołany do wojska Franciszka Józefa. Jego przeżycia z tego okresu opisane w wydanej w Londynie w 1942 roku książce autobiograficznej „Quest. The evolution of a Scientist” nie są gorsze od przygód Szwejka, choć nigdy nie był na froncie – całą wojnę spędził w Krakowie. Jeszcze przed zdaniem matury w wojsku zaczął uczęszczać na wykłady uniwersyteckie. Po wojnie był świadkiem powstawania wolnej Polski i rosnących w niej nastrojów antysemickich i antykomunistycznych, co opisał we wspomnianej autobiografii. Po skończeniu studiów w Krakowie w 1920 roku wyjechał do Niemiec, gdzie po raz pierwszy spotkał się z Albertem Einsteinem. Panujący w Niemczech antysemityzm i nastroje antypolskie przekreśliły możliwość studiowania na uniwersytecie w Berlinie. Uczęszczał tam jednak na wykłady jako wolny słuchacz i nawiązał kontakty, które zostały mu na całe życie i w pewnym sensie wpłynęły na jego sympatię dla komunistycznego idealizmu.
Po powrocie do Krakowa pracował nad doktoratem, który obronił w wieku 22 lat, ale nie otrzymał asystentury na swej macierzystej uczelni, na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1924 roku, pierwszy w wolnej Polsce doktor fizyki teoretycznej, pojechał, więc na prowincje, by zarabiać na życie jako nauczyciel w żydowskich gimnazjach. Potem w 1927 roku zaczął pracować w gimnazjum w Warszawie, w dzielnicy żydowskiej. Miał już wtedy na swym koncie kilka publikacji naukowych w specjalistycznych pismach we Francji i w Niemczech. Na ich podstawie w 1928 roku został przyjęty do Polskiego towarzystwa fizyków.

Był naukowcem ze starej szkoły, której reprezentanci jak Albert Einstein, wierzyli w naukę bez barier i granic. Prace badawcze odbywały się na zasadzie otwartych dyskusji i wspólnego analizowania zagadnień. Wzajemna inspiracja przyczyniała się do rozwoju dalszych poszukiwań. W czasach warszawskich Infelda forum Towarzystwa Fizyków organizowane parę razy do roku były dla niego jedynym miejscem wymiany naukowej myśli i ogłaszania wyników pracy. A jednak uważał, że lata te były dla niego stracone naukowo z powodu izolacji, w jakiej przyszło mu żyć na prowincji. Dopiero w 1931 roku, po długotrwałych staraniach otrzymał asystenturę na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego we Lwowie. Rok później, po śmierci żony Haliny, której chorobę wstrząsająco opisuje w „Quest” Leopold Infeld publikuje pierwszą w świecie książkę popularno-naukową z dziedziny fizyki zadedykowaną zmarłej żonie – „Nowe drogi nauki”. W 1933 roku Infeld otrzymuje stypendium naukowe fundacji Rockefellera i wyjeżdża do Cambridge. Współpracuje tam z wybitnymi fizykami, ogłasza kilka rozpraw naukowych, ale po ośmiu miesiącach stypendium się kończy i Leopold Infeld wraca do Polski. Szybko jednak uznał, że wracając popełnił błąd. Nastroje antysemickie w kraju wzrastały wraz z antykomunistyczną fobią i z tego powodu nie otrzymał katedry fizyki teoretycznej na uniwersytecie w Wilnie. Rozgoryczony kolejnym niepowodzeniem postanawia opuścić Polskę. Całe życie marzył o tym, aby wyrwać się z getta, ale pod koniec pobytu w kraju, gdy pojechał po raz ostatni do Krakowa, poczuł w sobie sina więź z miejscem, w którym wyrósł. Oto co napisał o tym w „Quest”:

Krótko przed wyjazdem do Ameryki pojechałem do Krakowa i włóczyłem się po ulicach getta w moim mieście…
Nie! To nie prawda, ze miałem tylko odrazę i niechęć do tego środowiska. To, co czułem, to dziwna mieszanina nienawiści i miłości.
Mogłem zapytać sam siebie: << Co mnie obchodzą Żydzi? Jestem ponadto. Nie dotyczą mnie ani problemy rasowe, ani religijne, ani niesprawiedliwości >>, ale moje uporczywe próby przecięcia tych więzów były tylko dowodem na to, że takie więzy istnieją i będą istnieć do ostatniego dnia mojego życia. Nienawiść i niechęć miały wiec pewien posmak miłości i atrakcji. (s.186-187, tłm. EK).
Choć nie spotkał się ze specjalną przychylnością w Polsce ze względu na swoje pochodzenie i przekonania, Leopold Infeld zawsze czuł się z Polską związany, o czym tez pisał w Quest:
„Polska jest i będzie moim krajem. Zawsze będę tęsknił za polskimi łąkami i polami, za powietrzem pachnącym kwiatami i sianem, za widokami i dźwiękami, które są niepowtarzalne. Będę tęsknił za wsiami i wiejskimi drogami pełnymi wybojów i za wieśniaczymi chatami, za uśmiechami polskich dziewczyn i polskim jedzeniem. Ale ponad wszystko będę tęsknił zawsze za dźwiękami polskiego języka, w którym doświadczyłem wczesnych radości i smutków, głupich niepozbieranych myśli, i jedynego języka, w którym mogę robić głupie żarty, opowiadać niesamowite historie i na okrągło kląć. Nigdy nie zapomnę mojego kraju…


Krakowski Kazimierz

Wyjechał w 1937 roku do Princeton na zaproszenie Einsteina, gdzie razem w nim pracował w Institute for Advanced Study. Dzięki tej współpracy powstało kilkanaście publikacji naukowych dotyczących relatywizmu i teorii względności, ale zaowocowała ona również kolejną książkę popularnonaukową, Evolution of Physics, napisaną wspólnie przez obu uczonych. Książka ta mająca na celu wprowadzić zwykłego zjadacza chleba w tajemnicę teorii względności do dziś cieszy się wielką popularnością.
Podczas swojego pobytu w USA, Leopold Infeld poznał swoją kolejną żonę Helenę. Gdy skończyła się praca w Princeton wraz z nią wyjechał do Kanady, gdzie w Toronto otrzymał stanowisko profesora. Po opuszczeniu USA Infeld i Einstein współpracowali ze sobą korespondencyjnie nad kilkoma zagadnieniami z zakresu fizyki, nie dyskutowali jednak ze sobą projektu Manhattan dotyczącego budowy bomby atomowej, (co miało później duże znaczenie).
Rozpisywać świat i jego zjawiska na symbole i liczby, określać je w matematyczno - fizycznych wzorach to zadanie fizyków teoretyków. To oni wraz z matematykami rozwiązują rebusy Pana Boga. Dlatego fizyk teoretyk jest po części matematykiem, myślicielem, filozofem, logikiem i bacznym obserwatorem zachodzących w życiu zjawisk.
Niewielu ludziom dane jest tak głębokie analityczne wejrzenie w głąb abstrakcji. Do takich wybranych należeli miedzy innymi Albert Einstein, Evariste Galois i Leopold Infeld.
Infeld stwierdził kiedyś, że w życiu potrafi być tylko albo fizykiem, albo pisarzem. Dużo później dowiedział się o sobie, że też jest wspaniałym dydaktykiem. Wierzył w potrzebę kształcenia nowych kadr naukowych. Jednak nie udało mu się w Toronto zorganizować instytutu fizyki teoretycznej. Swoje marzenia zrealizował dopiero po powrocie do Polski.
W Kanadzie podczas wojny, Infeld współpracował z kanadyjskim ministerstwem Obrony narodowej. Brał udział w pracach nad radarem, nigdy jednak nie był zaangażowany w prace związane z produkcją bomby atomowej. O jej zrzuceniu na Hiroszimę i Nagasaki dowiedział się od bawiącego na wakacjach w Toronto, Juliana Tuwima. Ale po 1946 roku wygłosił szereg wykładów na temat niebezpieczeństwa broni jądrowej, przeciwstawiając się obowiązującej wówczas propagandzie. Ten fakt zaciążył trochę na reputacji profesora, być może stał się najważniejszym motywem usunięcia go z Kanady i decyzji osiedlenia się na stale w Polsce.
Do pierwszej oficjalnej wizyty Leopolda Infelda w Polsce doszło w 1949 roku. Zobaczył wtedy zrujnowaną, ale pełną życia Warszawę, Wrocław w gruzach i swój ukochany Kraków. W Sali Kolegium Maius UJ, gdzie kiedyś był słuchaczem po raz pierwszy wygłosił wykład.


Collegium Maius U.J.

Choć nie spotkał swoich bliskich, nie odnalazł też ich grobów na żydowskim cmentarzu, zachwyciła go biedna, zniszczona, ale chłonna wiedzy Polska. Serdecznie przyjęty i zachęcany przez ówczesne władze komunistyczne, postanowił ponownie przyjechać do Polski w następnym roku, tym razem na kilka miesięcy, by prowadzić pracę dydaktyczną i współpracować z polskimi naukowcami. Plany te, niepotrzebnie ujawnione podczas wywiadu udzielonego redaktorowi ukazującego się w Montrealu prawicowo katolickiego pisma Ensigne, stały się przyczyną ponawianych ataków i nagonki na Leopolda Infelda w Kanadzie. Znalazły one finał podczas obrad kanadyjskiego parlamentu w 1950 roku i odbiły się echem w całym kraju.
Na czym polegał domniemany grzech profesora Infelda? Otóż oskarżony on został przez kanadyjskie władze o chęć sprzedania Rosjanom tajemnicy bomby atomowej! Dano mu tym samym do zrozumienia, że jego planowany pobyt w Polsce jest niewskazany. Gdy mimo wszystko wyjechał z zamiarem spędzenia roku w Europie, postawiono mu ultimatum: albo powrót do Toronto na jesienny semestr, albo utrata katedry. W tej sytuacji Leopold Infeld postanowił wraz z rodzina pozostać w Polsce. Jego decyzja została potraktowana przez władze kanadyjskie bardzo surowo.
Kanada straciła wybitnego naukowca i nauczyciela; zyskała na tym komunistyczna Polska oraz polska nauka. Ale czy zyskał sam profesor Infeld? Choć zdawał sobie sprawę z tego, ze jest ofiarą zimnej wojny, to jednak wybierając Polskę był nie świadomy tego, że jest również ofiarą podstępu komunistów. Zrozumiał to dopiero na krótko przed śmiercią Stalina, jak napisał w książce Why I left Canada.
Zarówno Leopold Infeld, jak i jego urodzone w Kanadzie dzieci pozbawione zostały Kanadyjskiego obywatelstwa w latach 50. Przywrócono im je dopiero w 1994 roku!!!! A wiec 44 lat potrzeba było kanadyjskim władzom, by przyznać, że w Kanadzie mały jest apetyt na geniuszy, nawet, jeśli cieszą się oni nieśmiertelną sławą.

Następny artykuł

Napisz do Redakcji