nr. 34
VICTORIA, BC, kwiecień 2012
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Wielkanocne Jajeczko
DOM POLSKI 15 kwietnia,
dodatkowa tura wyborów

Albo Tak Albo Nie
wystąp grupy wokalnej
DOM POLSKI 5 maja

ARTYKUŁY

Od Redakcji
życzenia Wielkanocne

ECK - KRYZYS
gabinetowy
w Polskim Domu

Edward Kaminski -
Poważamy się nawzajem

w Europie
Zbigniew J. Pasek -
Golgota

religijna panorama w LA

Józefina Konrat -
Snobistyczny bluszcz
Moda męska...

Janusz Kowalewski -
Miłpść i hazard

opowiadanie
Czesław Zysk -
Czerwone maki
pod Monte Cassino

Ewa Caputa - Święcone
tradycja święcenia pokarmów
Pascha
przepis kulinarny
Kaplica w Ugandzie
podziękowanie o.o. Franciszkanów
Rozmaitości

Indeks autorów

Edward Kamiński

Poważamy się nawzajem … a nawet wprost przeciwnie!

Z opinią wstającego wcześnie rano możesz spać do południa, a zła sława ciągnie się jak cień za człowiekiem. Utarte poglądy mają długi żywot. Zakorzenione opinie nie nadążają za szybkimi zmianami współczesnych wydarzeń. Stąd też, tak duże rozbieżności między oficjalnymi kontaktami Polski z sąsiednimi krajami. Rządy zawierają nowe układy, zmieniają się powiązania gospodarcze i kulturalne, ustępują napięcia i byłe animozje. Poglądy w środowiskach mniej wykształconych, zainteresowanych własnym podwórkiem i tym co włożyć do garnka, niewiele wiedzących o świecie, pozostają po staremu. Uprzedzenia do obcych, osądy innych nacji, częściej zasłyszane niż wynikające z doświadczenia, opierają się upływowi czasu. Następstwa 43 lat „żelaznej kurtyny” oddzielającej Polskę od świata zachodniego, zwłaszcza Zachodniej Europy, głęboko zapadły w świadomość przeciętnych mieszkańców na zachodzie. „Kurtyna” zdemontowana 23 lata temu wciąż przesłania im poczucie wspólnoty z tymi na wschodzie. Dla nich, od granicy na Odrze zaczyna się „inna Europa”, często kojarzona z biedą, folklorem i bałaganem.
Osiem lat temu, kiedy dołączyliśmy do krajów Zjednoczonej Europy, Instytut Spraw Publicznych w Warszawie opracował na podstawie sondażu „Obraz Polski i Polaków w Europie”. W tym czasie 78 procent Szwedów, 68 proc. Hiszpanów, 63 proc. Brytyjczyków i ponad 50 proc. Niemców nie było pewnych czy w Polsce istnieje demokracja parlamentarna. Ponad połowa Szwedów, Hiszpanów, Brytyjczyków i Francuzów nie wiedziało, że mamy gospodarkę wolnorynkową. Polska jawiła się im, jako kraj biedny, wiejski, konserwatywny, przesadnie katolicki, nieustannie gojący rany z przeszłości. Źródłem wiedzy były zasłyszane stereotypy. Ktoś coś powie, naplotkuje, usłyszy uszczypliwy dowcip typu Polish joke, który zresztą, jak ktoś chce, może przypisać każdej innej nacji. „Polacy różnią się od nas” – można było to usłyszeć zwłaszcza od Niemców i Austriaków, mniej od Francuzów, Brytyjczyków i Hiszpanów. Według Austriaków Polak był religijny, życzliwy, zacofany i konserwatywny. Hiszpanie postrzegali nas, jako, raczej religijnych, raczej pracowitych, raczej życzliwych, raczej zacofanych, i raczej uczciwych. W opiniach Francuzów byliśmy religijni, pracowici, zdyscyplinowani, uczciwi, odpowiedzialni, ale nadużywający alkoholu. Najlepiej - o dziwo, że lepiej nie można - oceniali nas Brytyjczycy: religijni, pracowici, zdyscyplinowani, odpowiedzialni i życzliwi. Za to, żeby się nam w głowach nie przewróciło, według naszych niemieckich sąsiadów byliśmy religijni, zacofani, raczej życzliwi, raczej nieuczciwi i raczej nieskuteczni. Z częściej wymienianych stereotypów datujących się od schyłku XVIII wieku to utrwalone w słowniku potocznym porzekadło - polnische Wirtschaft (polska gospodarka) - jako synonim brudu i nieporządku. Mówiono też (i nie bez przyczyny), że Polska ma dużo wspólnego z Irlandią. Podobieństwo przypisywano obu nacjom, nie tylko w nieustannej walce o wolność, ale w zamiłowaniu do nadużywania alkoholu, w bałaganiarstwie i nieporządku. Obecnie Irlandia słynie z czystości, a przed wybuchem kryzysu finansowego z nadzwyczajnego bumu gospodarczego. Zdaniem niektórych polityków polskich, mieliśmy szanse w naszej gospodarce na zbudowanie II Irlandii. Nie udało się, bo – jak mówiono w Polsce – tyle wypić to u nas nikt nie może.
Szczególnie trwałe i odporne na zmiany, nawet w rzeczowej argumentacji, są stereotypy przyswajane we wczesnej młodości. W ówczesnych sondażach dodatkowo pytano studentów uczelni fińskich, francuskich i niemieckich o najczęstsze skojarzenia związane z Polakami. Studentom fińskim kojarzyliśmy się z biedą, ubóstwem, religijnością, byciem w opresji. Uważano nas za gościnnych, miłych i wciąż należących do bloku wschodniego. Francuzi najczęściej wymieniali porzekadło ”pijany jak Polak” z pewną dozą pobłażania i admiracji. W kolejności była bieda, kraj wschodni, katolicyzm, Lech Wałęsa, komunizm, „Solidarność”, robotnik, praca, polscy Żydzi i antysemityzm. Bardzo źle wypadliśmy w skojarzeniach młodych Niemców: Polak jest leniwy, ociężały. Na drugim miejscu wymieniali uprzejmość i gościnność. Dalej jednak – biedny, złodziej, kraść, tani robotnik, brudny, śmierdzący, kryminalista, wschód, przesiedleńcy, oszust, krętacz, złodziej samochodów.
x x x
Polska po 23 latach udanej transformacji została uznana przez ONZ za kraj wysoko rozwinięty w rankingu rozwoju społecznego (HDI); dołączyła do elitarnego klubu gospodarczo rozwiniętych państw świata; zbudowała demokratyczne państwo; weszła do NATO. Dziewięć lat temu, 16 kwietnia 2003 r., Polska podpisała traktat akcesyjny przystąpienia do Unii Europejskiej, po raz pierwszy od wieków jest krajem sukcesu. Co się zmieniło w ostatnich latach w postrzeganiu Polaków u zachodnich sąsiadów? W oficjalnych stosunkach międzyrządowych dużo, w opiniach międzyludzkich, jak na olbrzymie zmiany gospodarcze i polityczne w tym czasie, niewiele.
Optymistycznie przewidując, potrzeba wymiany co najmniej jednego pokolenia nim ulegnie zapomnieniu obraz „dzikiego wschodu”. Odważny turysta z zachodu zwiedzał Polskę 30 lat temu utartym wówczas szlakiem: Warszawa – Kraków – Wieliczka – Oświęcim – Zakopane. Wrażeniami z wycieczki podzielił się ze znajomymi, ci z kolei ze swoimi. W krótkim czasie setki tysięcy osób opowiadało o polskich osobliwościach: kolejki po benzynę, puste sklepy - nie licząc w nich sprzedawców, cuchnące toalety z kawałkami gazet zamiast papieru toaletowego, złe hotele, ale za to droższe dla cudzoziemców, powszechna opryskliwość, nieznajomość języków obcych, dziesiątki innych drobnych i większych irytacji.
Obeccnie w prasie europejskiej coraz mniej jest takich obrazków z Polski jak chłopskie wozy drabiniaste i wieśniacy z widłami w polu, bo trudniej już o podobny folklor. Jednak wciąż można znaleźć relacje ukazujące Polskę jak dziwoląga, coś w rodzaju skansenu. Np. w ubiegłym roku jedna z francuskich gazet, w swobodnym stylu upraszcza wiedzę o Polsce. Czytamy: „Oto znajdujemy się w świecie absurdu. Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie II wojny światowej, którego jedna piąta żyje poza granicami kraju i w którym co trzeci mieszkaniec ma 20 lat. Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja. Kraj gdzie człowiek wydaje więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma nędzy, a obcy kapitał pcha się drzwiami i oknami. Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu. Kraj, w którym rządzą byli socjaliści, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy.
Cudzoziemiec musi zrezygnować tam z jakiejkolwiek logiki, jeżeli nie chce stracić gruntu pod nogami. Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku, ekspedientem po niemiecku, a ministrem lub urzędnikiem państwowym tylko za pośrednictwem tłumacza. Polacy ..! Jak wy to robicie?”.
Nieco bardziej dociekliwy dziennikarz francuski, pisząc o swych doświadczeniach językowych w Polsce mógłby przytoczyć wyniki badań przeprowadzonych przez koncern EF Education First, na kursach językowych w 44 krajach na świecie. W latach 2007-09 przeprowadzono 2.3 mln. testów. Z Polski przetestowanych 8 tys. osób uplasowało się na 10 miejscu. Mówili lepiej po angielsku niż Szwajcarzy, Francuzi, Hiszpanie i Włosi. Lepsi byli tylko kursanci z krajów dwujęzycznej edukacji językowej: Skandynawii Norwegii i Holandii. Rzecz jasna nie świadczy to jeszcze o powszechnej znajomości angielskiego w Polsce, lecz zmiany zachodzące i w tej dziedzinie. Już dziś, specjaliści bez znajomości języka obcego nie mają szans na znalezienie dobrej pracy. Jeszcze tak niedawno, krążył dowcip o dwóch milicjantach stojących przy skrzyżowaniu Marszałkowskiej z Al. Jeruzalemskimi. Podchodzi do nich zachodni turysta z prośbą o informację. Pyta:
- Du jou sapek english? Nie – odpowiadają. Sprechen Sie deutsch? – Nie. Parlare Italiano? – Nie. Parlez-Vous Francais? – Też nie. Zrezygnowany turysta odszedł.
Milicjanci nawiązują rozmowę: Nie sądzisz, że trzeba by zacząć uczyć się jakiegoś języka? - A po co? - Żeby móc się porozumieć. – Nie widzisz, że facet znał cztery języki i też się z nami nie dogadał?
Lepsze oceny polskich przemian można znaleźć w zagranicznej prasie przeznaczonej dla czytelnika elit gospodarczych i finansowych. W brytyjskim tygodniku „The Economist” w listopadzie 2010 r. między innymi czytamy: „Polska nigdy nie była bezpieczniejsza, zamożniejsza i lepiej postrzegana na świecie niż dziś. … stała się bardziej pragmatyczna i mniej romantyczna”. Pismo przytoczyło opinię pewnego dyplomaty, który twierdzi, że „największe tragedie w historii Polski wynikały z przeceniania swych sił. Obecnie wszystko wskazuje na to, że zaczęła w końcu mierzyć zamiary według sił”.
Warto przytoczyć artykuł we włoskim dzienniku “La Stampa”, z marca ubiegłego roku, pod tytułem „Polska cudu, bogata, optymistyczna i sexy”. Na wstępie właściciel włoskiej wytwórni urządzeń laserowych Enrico Grassi podaje, że w ciągu tygodnia zdołał otworzyć w Krakowie swoją filię i zatrudnić grupę młodych inżynierów. Zachwyca się - to „rekord świata”, nie do pobicia w zbiurokratyzowanej Italii. Dobra sytuacja gospodarcza Polski jest wciąż niedoceniana i za mało znana. Finały mistrzostw Europy w piłce nożnej będą okazją do pokazania dynamizmu i ambicji Polski, „największego placu budowy w Europie”. Polska stała się ”trendy, wręcz sexy”. Tego ostatniego terminu autor już nie wyjaśnia. Sądząc po temperamencie Włochów można się domyślić.
Największa rozbieżność w ocenach Polski widoczna jest w sąsiednich Niemczech, między oficjalnym stanowiskiem ich elit, a stereotypowymi poglądami przeciętnych zjadaczy chleba. W ciągu ubiegłych 20 lat Polska weszła do pierwszej dziesiątki partnerów handlowych Niemiec. Obroty rynkowe między obu krajami wzrosły 14-krotnie. W 2010 r. wyniosły 66, 4 mld euro. Tradycyjne towary: mięso, jajka, mleko i produkty rolne stanowią dziś tylko 10 proc. eksportu. Najważniejsze polskie towary, to maszyny i urządzenia mechaniczne, samochody, części samochodowe i meble. Volkswagen Poznań jest drugim po Fiacie eksporterem do Niemiec. Polacy zarządzają już m.in. filiami Mercedesa, Boscha, Deusche Banku.
„Kraj ludzi ambitnych” - pod takim tytułem tygodnik „Spiegel” publikował niedawno pochwały polskiej gospodarki. „Od gołych liczb ważniejsza jest zmiana percepcji: polnische Wirtschaft przestaje być synoniomem bałaganu, niechlujstwa i marnej jakości”.
Zła sława Polski utrzymująca się w zaskorupiałych środowiskach zachodniego świata, to nie tylko spuścizna po systemie błędów i wypaczeń byłego PRL. Od kilku już lat rodacy swobodnie przemieszczają się do najdalszych zakątków Europy Zachodniej. Podejmują tam prace. Zyskują sobie uznanie solidnością wykonywanych obowiązków i kulturą obycia. Wśród setek tysięcy są jednak i tacy, którzy prócz pospolitego chamstwa, braku podstawowej ogłady, cwaniactwa i dwóch lewych rąk do pracy, nie mają nic innego do zaoferowania tamtejszym społeczeństwom. Na wyspach brytyjskich n.p. często można spotkać się z opinią, że każdy pank z tatuażem i ogoloną głową to Polak. Wśród przestępców Polacy są najliczniejszą grupę przybyłych do pracy z Europy. W roku 2010 brytyjskie sądy skazały aż 6 777 polskich obywateli, a przecież wystarczy jedna „czarna owca” żeby zaszargać dobre imię całemu środowisku.
W ciemnogrodzie niemieckich zaścianków wciąż panuje przekonanie, że każdy Polak to złodziej, zwłaszcza samochodów. „Jedź do Polski, twoje auto już tam jest” – tak brzmi najkrótszy niemiecki dowcip o polskich złodziejach samochodów. Nie można zaprzeczyć faktom. Afery jednak nieco rozdmuchano. Na konto polskich złodziejaszków policja niemiecka zaliczała większość samochodów uprowadzonych przez rosyjską mafię przez otwartą granicę. Zanim zawiadomiono polską policję o kradzieży, samochody znikły na rozległych rubieżach Ukrainy i dalej.
W czasie wojny, Polacy zmuszeni do niewolniczych robót w III Rzeszy, świadomie sabotowali pracę, wypuszczali braki, uszkadzali maszyny, pracowali na zwolnionych obrotach i wynosili surowce. Była to forma walki z niemieckim okupantem. Opowiadania starszego pokolenia o leniwych Polakach i złodziejach krążą wśród Niemców do dziś. Do większości środowisk nie docierają tam takie informacje jak raport Organizacji Wspólnoty Gospodarczej i Rozwoju (OECD) skupiającej 34 najbardziej rozwinięte państwa świata. Polacy pod względem ilości czasu pracy uplasowali się na drugim miejscu po Korei Południowej. Średnio, w ciągu tygodnia pracowali o 10 godzin więcej niż Holendrzy, 5 godzin więcej niż Niemcy. Należy jednak dodać, że według raportu firmy Sedlak & Sedlak wydajność siły roboczej w Polsce należy do najniższych w Europie.
x x x
Zwykle, dużo mają do powiedzenia na temat innych nacji ci, którzy nosa poza granice swej gminy czy powiatu nie wyściubili. Jest to chyba wspólna przywara osobników z podobnych środowisk różnych krajów. Swego czasu spotykałem w Ottawie z takich “rzeczoznawców”, którzy mieli niezachwiane opinie o wielu krajach. Najdalej jednak, gdzie ich poniosło w turystycznym zapale było Toronto. Dla dopełnienia obrazu długiego żywota stereotypów nie można pominąć też naszych rodzimych nosicieli utartych opinii. Bo Polacy, tak niezwykle wrażliwi na to, co i kto o nich myśli, odwzajemniają się szczodrze sąsiadom z zjednoczonej Europy.
Podczas miesięcznego pobytu w kraju, w 2009 roku spotykałem wiele osób różnego pokroju. W przypadkowych spotkaniach, w poczekalniach stacji autobusowych, w pociągach i w plenerze. Rozmawiałem tak – od niechcenia – jak ludzie zwykle zagadują do siebie, skracając czas oczekiwania lub podróży. Oficjalne wypytywanie budzi nieufność. Ludzie ucinają rozmowę, mówią zwrotami zapamiętanymi z gazety lub TV, albo mówią coś innego niż myślą. W zapiskach zachowałem opinie zbieżne, lub nie wiele różniące się od siebie z różnych stron kraju. Osoby z zapadłych osiedli, zwłaszcza wschodnich połaci, tak zwanej Polski B były bardziej skrajne, zdradzające zacofanie prowincjonalne. Rzecz jasna mały i przypadkowy dobór reprezentacji rozmówców nie pozwala na socjologicznie umotywowane wnioski, a tylko na ogólne spostrzeżenia. Co w naszych zaściankach mówiono o obcych nacjach?

Niemiec, hitlerowiec, Prusak i krzyżak to jedno. Odwieczny wróg, co chce pluć nam w twarz i nasze dzieci germanić (wyraźnie zapożyczone z pierwszych strof Roty). Wciąż czyha żeby znów zagarnąć nasze odzyskane ziemie piastowskie na zachodzie. Te ich mercedesy to mają dobre.
Francuz to fircyk, żabojad. Wynalazł gilotynę. Wina ma dobre, ale w jadłospisie w restauracjach trudno się połapać. Nigdy nie wiadomo, czy podadzą ślimaki czy inne robactwo. Nie dasz napiwku to kelner na ulice za tobą wybiegnie z wyzwiskami. Niby przyjaciele, a jak przyjdzie, co do czego, to nas olewają. Najstarsi pamiętają opowiadania o chłopach wziętych do poboru pruskiego, a potem ci sami służyli pod Napoleonem. Powiadali, że te Francuzy to takie same jak Niemce, ino jeszcze gorsze. Teraz to tam się trochę zmieniło.
Włoch to leń i pieniacz. Nos zadziera i o byle co procesuje się. Kojarzy się z mafią. Krewki, za kierownicą to wariat. A kobieciarze !! W samochodach na ulicy publicznie się miętoszą bez żadnej krępacji. Nasze dziewuchy pojechały z pielgrzymką do Rzymu papieża zobaczyć. W ścisku w tyłek ich szczypały. Nawet w kościele rąk przy sobie nie mogli utrzymać.
Anglik to snob i co drugi to lord. Panowali na morzach, podbili pół świata. Z tych koloni to wielkie dobra nagromadzili, teraz pysznią się swoim bogactwem. Od nas tam paru pojechało i mają dobrze.
Rusek to kacap, bolszewik, czerwony. Pewnie jeszcze gorszy od Niemca. U Szwabów to przynajmniej był porządek i najlepsze fabryki, a tam smród, głód i ubóstwo. Za cara i Stalina siła naszego narodu wygubili. Na Sybir wywozili całymi transportami, w gułagach zakatowali. Putin też nie lepszy. Mówią, że to Słowianie, ale Polak z Ruskim nigdy się nie zejdzie.
Szwedzi spustoszyli nam ziemie, ale Jasnej Góry nie wzięli, Matka Boska obroniła. Było to tak dawno, to im już odpuściliśmy. Teraz nie wojują i dają przykład zgody społecznej. Tylko za dużo tam tej rozpusty i pornografii.
Żydem jest każdy, kto nie zgadza się z naszym posłaniem.
Najbardziej zaskorupiali wiedzą wszystko, czyli wiedzą swoje. Tych nie przekona nic, można by ich przypiekać na stosie i też żadnej racji poza swoją nie wykrztuszą. Ile jeszcze upłynie lat, nim w Ciemnogrodzie” rozjaśni się?

Następny artykuł:

Napisz do Redakcji