nr. 34
VICTORIA, BC, kwiecień 2012
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Wielkanocne Jajeczko
DOM POLSKI 15 kwietnia,
dodatkowa tura wyborów

Albo Tak Albo Nie
wystąp grupy wokalnej
DOM POLSKI 5 maja

ARTYKUŁY

Od Redakcji
życzenia Wielkanocne

ECK - KRYZYS
gabinetowy
w Polskim Domu

Edward Kaminski -
Poważamy się nawzajem

w Europie
Zbigniew J. Pasek -
Golgota

religijna panorama w LA

Józefina Konrat -
Snobistyczny bluszcz
Moda męska...

Janusz Kowalewski -
Miłpść i hazard

opowiadanie
Czesław Zysk -
Czerwone maki
pod Monte Cassino

Ewa Caputa - Święcone
tradycja święcenia pokarmów
Pascha
przepis kulinarny
Kaplica w Ugandzie
podziękowanie o.o. Franciszkanów
Rozmaitości

Indeks autorów

Józefina Konrat

Snobistyczny bluszcz

Ivy League Style, to klasyczny sposób ubierania się mężczyzn z najwyższych szczebli społecznej drabiny w USA. Wylansowali go w latach 50tych ubiegłego stulecia studenci prestiżowych uniwersytetów należących do tzw. Ivy Leauge. Uczelnie te znajdują się w większości na terenie Nowej Angli. Jest ich osiem. Słyną z najwyższych standardów akademickich w świecie. Nazwa się je potocznie grupą „Ivy League”, dlatego, że należą do wspólnej ligi sportowej o tej samej nazwie i rokroczne prowadzą ze sobą międzyuczelniane rozgrywki. Poza tym, wszystkie te uczelnie są tak stare, że ich mury porasta bluszcz przez lata sadzony przez studentów w czasie specjalnych ceremonii. Najstarszą uczelnią biorącą udział w rozgrywkach Bluszczowej Ligi jest Uniwersytet w Harvardzie, który powstał jako New College w 1636 roku. To właśnie w dostojnych murach Harvardu, na zielonych murawach Yale, na kortach tenisowych Columbii, na łodziach wioślarskich w Princeton, na polach golfowych w Dartmouth College, na hipodromach Pensylawani, w salach wykładowych Uniwersytetu Browna, w studenckich klubach uniwersytetu Coronell zrodził się wygląd, który stał się wyznacznikiem społecznego statusu w ekskluzywnych kręgach na zachodnim wybrzeżu USA. Nowy Jork uważa się za Mekkę tego stylu. Tam, bowiem istnieją najprzedniejsze magazyny - Brooks Brothers, J. Press - specjalizujące się w ubraniach „Ivy”. Odzież ta Made in USA, szyta jest z pierwszorzędnej jakości tkanin z naturalnych włókien – wełna, bawełna, Madras, flanela - ma proste wzornictwo, wspaniały krój i proporcje, doskonałe wykończenie. Odznacza się gamą wyciszonych kolorów i wzorów. Celebruje kratki i paski, prążki wszelkiego rodzaju. Dodatki są spokojnie wykwintne. Ubrania te cechuje amerykańska nonszalancja połączona z angielską nobliwością. Ich zaletą jest wygoda. Luźne garnitury, tweedowe marynarki w jodełkę z łatami na łokciach, koszule Polo i szorty Bermudy, koszule z wszywanymi kołnierzykami zapinane na guziki do samego dołu i kolorowe, swetry z wełny shetlanckiej w drobne szlaczki; kamizelki, pulowery, skarpetki w kratkę, i kratki oparte na motywie kwadratowego rombu; buty żeglarskie i takie typu Oxford. Wszystko w najlepszym gatunku sprawdzające się w każdej sytuacji. Ubrania te przeznaczone są dla Amerykanów z „arystokratycznych” rodzin. „Ivy Look” jest tak hermetyczny, że posługuje się kodem czytelnym tylko dla ludzi należących do tej sekretnej klasy. Absolwenci uczelni należących do Ivy League stanowią w większości elitę USA. Dlatego Stany Zjednoczone zwariowały na punkcie bluszczowego stylu. To styl ludzi posiadających władzę, odpowiedzialnych, bogatych i biorących życie serio. Tak ubierają się amerykańska śmietanka: prezydenci, senatorzy, kongresmani, dyrektorzy banków i ministrowie. Każdy chce być do nich podobny. Ivy League Look to dress code ludzi z najwyżej półki, dlatego też ich styl szybko zaczął przenikać poza mury szacownych uczelni. Zaczęli go podchwytywać projektanci mody. Najsławniejszym z nich jest Ralf Laurel, który nigdy nie skończył szkoły projektanckiej, ale przez dwa lata pracował w sklepie Brooks Brothers w Nowym Jorku jako sprzedawca i to wystarczyło, by stał się wiodącym kreatorem mody inspirowanej przez Ivy Leauge, trafiającej do szerszej rzeszy konsumentów w amerykańskim tyglu.
Wygląd „Ivy” przyjął się również w Anglii i Japonii. Jest on wyznacznikiem dobrobytu, ale w każdym z tych krajów ma inny status. W Japonii w 1965 roku „Ivy” zdobył sobie popularność wśród zamożnej młodzieży akademickiej, i jest do dziś tak popularny, że niedawno wznowiono tam wydanie książki fotograficznej z lat sześćdziesiątych „Take Ivy” z fotografiami przedstawiającymi studentów na campusach Ivy Leauge. W Japonii jest to moda raczej niż styl życia związany z społecznym pochodzeniem.
Dla Anglików, „Ivy” to snobistyczny trend z nutą wyższości w tle: to przecież od nich, od Anglików wszystko się zaczęło. Choćby Bermudy, czy Madras to przecież byłe Brytyjskie Imperium. W Londynie największym sklepem sprzedającym Ivy League jest „Sir Jacks outfiters to the modern gentleman.” W Victorii nawet w najbardziej ekskluzywnym męskim butiku istniejącym od 1919 roku, ze stałą arystokratyczną klientelą nie znajdzie się takich ubrań. Najbliżej można kupić je w Vancouver. Ale Vancouver to metropolia, choć to w stolicy Brytyjskiej Kolumbi mieszka rosnąca cięgle liczba bardzo bogatych ludzi; emerytowanych amerykańskich decydentów i lokalnej arystokracji. Elementy stylu Ivy weszły na stałe do klasyki mody. Ubrania w tym stylu w Kanadzie sprzedaje dom towarowy The Bay, ale to zupełnie inny ścieg.

Następny artykuł:

Napisz do Redakcji