nr. 35
VICTORIA, BC, maj 2012
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


OGŁOSZENIA

Pomoc dla Karolka


ARTYKUŁY

Od Redakcji
kolejny numer Stron

Izabella Olszówka -
DZIEŃ MATKI


Józefina Konrat -
Irokezi a Konstytucja
3-go Maja

Ewa Caputa -
Uparty botanik

Adam Sczawiński
Ewa Caputa -
Modrzejewska w podróży
do Victorii..

Stanisława Rogalska -
Wanda przedziwna
samobójczyni

nie chciała Niemca
Czesław Zysk -
Czerwone maki
pod Monte Cassino

Anna Berntat -
O poezji Obertyńskiej


Bernard Małecki -
Matczyna miłość

Rozmaitości

Indeks autorów

Ewa Caputa

Uparty botanik


Dr Adam Szczwiński, Victoria 1993

Lubił postawić na swoim. Czasem wchodził w konflikty z władzami, bo doktor botaniki Adam Szczawiński (1913- 2006) był naukowcem - pionierem, który wiedział, że walczy o ważne sprawy. Pozostały po nim trwałe osiągnięcia zarówno teoretyczne jak i materialne.
Od dziecka fascynowała go przyroda.
- Urodziłem się we Lwowie. Mój ojciec był leśniczym, więc od dziecka związany byłem z naturą. Pamiętam, jako mały chłopiec często chodziłem z ojcem po lesie, i ojciec uczył mnie rozpoznawać gatunki drzew i roślin. Mówił mi o nich dużo, o tym, że wśród wszystkich roślin panuje harmonia, że bez nich nie byłoby życia na ziemi, że las jest naszym wielkim skarbem – opowiadał mi podczas rozmowy, gdy odwiedziłam jego „leśny dom” na Viaduct Street w 1993 roku.
Wokół niewielkiego bungalowu rosły wysokie iglaste drzewa.
- Mam tu swój prywatny las i nawet grzyby w nim rosną! Czy zna pani moją książkę o grzybach w Brytyjskiej Kolumbii? Pierwszy je skatalogowałem. Nawet przepisy na gotowanie grzybów pisałem. Japończycy kupują je u mnie do dziś.
Adam Szczawiński jest autorem wielu artykułów i kilku książek. Jedna z nich „Edible Garden Weeds of Kanada”, którą napisał przy współpracy Nancy J. Tuner, jest bestsellerem i ciągle sprzedawana jest w księgarniach, na przykład na Amazon.com
Rośliny były pasją Pana Szczawińskiego. Nic dziwnego więc, że zapisał się na studia botaniczne na uniwersytecie lwowskim im. Jana Kazimierza. Skończył studia z wyróżnieniem, zaczął pracę asystenta naukowego, niestety dobrze zapadającą się karierę przerwał wybuch wojny w 1939 roku. Po jej zakończeniu, wraz z wielu innymi niedocenianymi w Anglii polskimi żołnierzami, przyjechał do Kanady. W krótkim czasie kupił kawałek ziemi na Lulu Island (dzisiejsza dzielnica Richmont, w Vancouver) i zabrał się za uprawę ziemi. Miał teoretyczną wiedzę o roślinach, ale nie dość zielony kciuk. Próba farmerstwa nie powiodła się. Wtedy postanowił wrócić na uczelnię. Otworzył przewód doktorski na UBC w Vancouver. Jego promotorem był naukowiec pochodzący z Czech, dr. Kraina, z którym potem wiele lat współpracował i przyjaźnił się. Pod jego okiem zrobił doktorat.
W 1955 roku doktor nauk przyrodniczych, Adam Szczawiński przybył do stolicy Brytyjskiej Columbii, Victorii, by objąć stanowisko Kuratora Działu Botanicznego w Muzeum Prowincjonalnym. Był jednocześnie naukowcem i urzędnikiem, ale bardziej niż pracę przy biurku, kochał pracę w terenie. Szybko przekonał się, że tylko niewielka ilość roślin typowych dla ekosystemu Brytyjskiej Kolumbii była wówczas opisana i skatalogowana i usystematyzowana. Każdego lata wraz ze swymi asystentami i studentami pracował w terenie. Oprócz zielników i katalogów, efekty jego pracy i działalności można w Victorii oglądać do dziś, nie tylko w muzeum.
Pierwszą akcją, w którą się zaangażował była ochrona dzisiejszego Thetis Lake Park, który miał zostać zniszczony przez deweloperów planujących wybudowanie wokół jeziora zespołu atrakcyjnych domów i kondominiów. Pan Adam Szczawiński spędził całe lato 1956 roku zbierając i katalogując florę wokół jeziora i udowodnił, że ekosystem wokół jeziora ma unikatowy charakter. No i udało się. Dziś park ten jest jednym z ulubionych miejsc wycieczkowych.
Jednym z bardziej interesujących pomysłów Pana Adama Szczawńskiego była idea zorganizowania ogólnonarodowego arboretum, czyli ustanowienie specjalnego miejsca, w którym rosły by drzewa i krzewy, które występują na terenie całej Kanady. Uważał, że okolica Victorii doskonale się do tego przedsięwzięcia nadaje, ze względu na panujący tu łagodny klimat. Panu Szczawińskiemu udało się zainteresować swoim projektem grupkę entuzjastów botaniki z The Arboretum Society of the Pacific Northwest.
Wstępnie ustalono teren dzisiejszego Parku Playfer, jako dogodnego miejsce do założenia arboretum. Z finansowym poparciem rządu federalnego, na którego czele stał wówczas John Diefenbaker, zaczęto przygotowania do pierwszej fazy prac, polegającej na założeniu ogrodu rododendronów. Projekt narodowego arboretum w Victorii, niestety, upadł z powodu zmian w federalnym rządzie. Nowy premier Kanady, Lester B. Pearson postanowił, że narodowa kolekcja kanadyjskich drzew powinna raczej powstać w Ottawie, niż w odległym od stolicy zakątku kraju, na wyspie Vancouver. Niezrażeni rządową zmianą zdania, inicjatorzy pomysłu postanowili wykorzystać miejsce, które zostało im zaoferowane przez władze North Saanich, na założenie parku rododendronowego. Większość roślin otrzymali w formie dotacji od lokalnych i zagranicznych hodowców. Uroczyste otwarcie parku rododendronowego odbyło się w 1959 roku. Pomimo wielu trudności, wielu zmarzniętych roślin, park ten istnieje do dziś. Stare krzewy rododendronów, azalii i innych podobnych roślin wyrosły wysoko. Dziś przez park idzie się właściwie w tunelu roślin, które właśnie w połowie maja kwitną najwspanialej, tyle, że wysoko ponad głowami spacerowiczów.
Park rododendronów więc, to trwały pomnik działalności upartego Polaka. Jego nazwisko znajduje się na umieszczonej przy wejściu do Parku Playfair tablicy upamiętniająca założycieli parku.


W miarę postępującej pracy nad „zielnikiem Brytyjskiej Kolumbii” doktor Szczawiński z asystentami przemierzał ją systematycznie. Podczas swych wędrówek z przerażeniem przyglądał się rabunkowej gospodarce leśnej, jaką dostrzegał w odwiedzanych terenach. Niepokoiła go bezmyślność, z jaką wycina się starodrzew w pierwotnych lasach liczących setki, tysiące lat. Jako botanik wiedział najlepiej, do czego może taki leśny rozbój doprowadzić, gdy bezplanowo i bez ograniczeń wycina się prastare i prawdziwie dziewicze lasy. Postanowił się temu przeciwstawić. Znalazł grupę ludzi myślących podobnie i wspólnie zaczęli działać. Efektem długotrwałej systematycznej akcji pisania listów, zbierania podpisów pod petycjami Pan Szczawiński stał się niewygodnym pracownikiem muzeum. Z wnioskiem o jego zwolnienie wystąpił sam premier prowincji W.A.C. Bennett. A jednak, Pan Adam Szczawiński postawił na swoim, dzięki uporowi i wierze w słuszność sprawy, na szalę której postawił swoją karierę. Udało mu się. Po kilku tygodniach monitów ze strony różnych wpływowych osób, przywrócono upartego botanika do pracy. Swym uporem dr Szczawiński doprowadził do ustanowienia w BC pionierskiego w Kanadzie aktu (Ecological Reservs Act z 1971 r.) ustanawiającego 29 rezerwatów przyrody w Brytyjskiej Kolumbii. W 1999 roku było ich już 144.


- Czy drzewo płacze, gdy się je ścina? – Zapytała Pani Grażyna Sommerfeld, która przed kilkoma laty przeprowadzała z Panem Szczawińskim wywiad do polskiej audycji „Radio na 102”.
- Czy płaczą? Oczywiście jak my wszyscy odczuwają ból, ale to, to takie romantyczne podejście do sprawy. W istocie chodzi o to, że nie wolno niszczyć do końca wszystkiego, co natura produkowała przez wieki. Drzewa się wycina i przy okazji niszczy się leśną glebę, próchnicę, ściółkę, której parę centymetrowa warstwa, bogata w mikro faunę i florę powstaje przez setki lat.
Chciałam się czegoś więcej dowiedzieć o działalności pana Szczawińskiego. Postanowiłam więc, poszperać w Archiwum Brytyjskiej Kolumbii. Znalazłam tylko kilka sporządzonych przez niego raportów, dla dorocznych sprawozdań z działalności muzeum. Z tych martwych z pozoru dokumentów, emanuje upór i energia działania.

Następny artykuł:

Napisz do Redakcji