nr. 35
VICTORIA, BC, maj 2012
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


OGŁOSZENIA

Pomoc dla Karolka


ARTYKUŁY

Od Redakcji
kolejny numer Stron

Izabella Olszówka -
DZIEŃ MATKI


Józefina Konrat -
Irokezi a Konstytucja
3-go Maja

Ewa Caputa -
Uparty botanik

Adam Sczawiński
Ewa Caputa -
Modrzejewska w podróży
do Victorii..

Stanisława Rogalska -
Wanda przedziwna
samobójczyni

nie chciała Niemca
Czesław Zysk -
Czerwone maki
pod Monte Cassino

Anna Berntat -
O poezji Obertyńskiej


Bernard Małecki -
Matczyna miłość

Rozmaitości

Indeks autorów

Ewa Caputa

Modrzejewska w podróży

Tęskniła za Tatrami, ale także kochała ocean. Tu nagle w tym odległym zakątku świata znalazła jedno i drugie. Płynęła parowcem na angielską wyspę Vancouver, którą widać było na północnym horyzoncie, podczas gdy na południowej jego stronie piętrzyły się pysznie mocno jeszcze o tej porze ośnieżone góry, które swą linią i charakterem przypominają Tatry.
Tatry! Te cudowne miejsca, które wiele razy odwiedzała na końskim grzbiecie i w trakcie pieszych wędrówek. Tęskniła, ale to były tylko krótkie momenty. Zbyt mocno ją pochłaniała praca i Ameryka z jej ogromnymi otwartymi przestrzeniami, które tak dobrze poznała podczas swoich podróży. Teraz znowu ruszyła w podróż, ale całe szczęście niedługą i dobrze płatną. Chce nie chce musi grać, bo znowu potrzeba pieniędzy. „Ten nasz ranch pochłania wszystko. Czy to ma sens?” myślała często. No tak, ale przecież gra nie tylko dla pieniędzy, jak by się mogło komuś wydawać. Scena jest jej potrzebna jak oddychanie, jak pływanie, albo jeszcze bardziej. Kim jest bez sceny i jej splendoru? Ciągle zwyczajną Helcią, tą dawną z Krakowa, tyko troszeczkę starszą, dojrzalszą, mądrzejszą, jest Helcią, a nie hrabiną Modjeską, jak oni wszyscy ją tu nazywają. „Ha, ha, musieliby mnie zobaczyć na ranchu na bosa...”
-Atenttion Ladies nad Gentelmen, there is a school of whales on the starboard…
Z rozmyślań wyrwał ją głos rozbrzmiewający przez tubę. Nagle cała grupa pasażerów przybiegła na prawą burtę, gdzie stała Helena.
Do you see any whales? Asked Jo.
Yes! Yes! Look there.
Helena podskakując jak mała dziewczynka wyciągniętym palcem pokazywała zdezorientowanej Jo kierunek, w którym widoczne było stado biało-czarnych cudownych zwierząt. Wyskakiwało równocześnie wysoko ponad wodę i wyginając się w piękny łuk nurkowały pod powierzchnię. Przepływały tuż obok statku wcale się go nie bojąc. Helena długo wpatrywała się w znikające coraz dalej stado. Nagle ogarnęły ją refleksje. Może wolałabym być takim wspaniałym wodnym zwierzęciem? – zapytywała sama siebie. Wolność. Co to jest wolność? Orki są naprawdę wolne.


To chyba dobry znak myślała dalej: This tour will be all right.
Widok stada wielorybów poprawił jej humor. Może nie będzie źle w tej, jakiejś tam, Victorii, do której płyniemy.
Zaniedbane, choć niezwykle malownicze wybrzeże tonie w świetle zachodzącego słońca, nieporządna przystań, nie wróży nic dobrego, ale krótka jazda powozem do hotelu przekonała ją, że znalazła się w ładnym, ba niemal eleganckim mieście z ulicznymi lampami, drewnianymi trotuarami dla pieszych i kolorowo błyszczącymi oknami wystaw sklepowych.
9 czerwca 1889 roku Times Colonist pisał:
„Nie ma dziś na scenie aktorki, która posiadałaby większą godność niż Madam Modjewska. Przyczyn nie trzeba szukać daleko. Każde słowo, które wypowiada, w każdym spojrzeniu i geście, tak samo jak w każdym rozdziale jej interesującego życia na scenie i poza sceną, polska artystka udowadnia sobie i światu, że jest wspaniała kobietą i znakomitą artystką.
Pojawiając się w hotelu Driad wczorajszego wieczoru, reporter Times Colonist, który posłał jej swoją wizytówkę,
w kilka minut później siedział w jej pokoju zatopiony w
rozmowę z tą wspaniałą sceniczną artystką.
„Głos madam Modjeskiej jest melodyjny i odrobina akcentu, jakiego się nie pozbyła dodaje mu jeszcze specjalnego uroku.”
Helena Modrzejewska grała w Victorii przez dwa dni 10 i 11 czerwca 1889 roku, w dwóch przedstawieniach: As you like it i Mary Stuart. Przez dwa dni widownia była zapchana do ostatniego miejsca. Jej występy budziły ogromną sensację i łzy wzruszenia, a brawom przy stojącej publiczności nie było końca. Aktorka wywoływana była na scenę kilka razy. Publiczność dosłownie obrzuciła ją kwiatami. Najwyraźniej stado wielorybów przyniosło jej szczęście.

Następny artykuł:

Napisz do Redakcji