nr. 35
VICTORIA, BC, maj 2012
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


OGŁOSZENIA

Pomoc dla Karolka


ARTYKUŁY

Od Redakcji
kolejny numer Stron

Izabella Olszówka -
DZIEŃ MATKI


Józefina Konrat -
Irokezi a Konstytucja
3-go Maja

Ewa Caputa -
Uparty botanik

Adam Sczawiński
Ewa Caputa -
Modrzejewska w podróży
do Victorii..

Stanisława Rogalska -
Wanda przedziwna
samobójczyni

nie chciała Niemca
Czesław Zysk -
Czerwone maki
pod Monte Cassino

Anna Berntat -
O poezji Obertyńskiej


Bernard Małecki -
Matczyna miłość

Rozmaitości

Indeks autorów

Stanisława Rogalska

Wanda, przedziwna samobójczyni


Kopiec Wandy w Nowej Hucie

Kiedyś powodowana zwykłą babską złośliwością wysłałam jednemu z redaktorów polskich emigracyjnych czasopism wierszyk zaczynający się od słów:
Leży Wanda w smutku cała. Gdybym była megalomanką powiedziałabym, że to wierszyk najpiękniejszy, najbardziej dowcipny pod słońcem, tak samo jak każde z moich dzieci jest piękne i genialne a tylko te sąsiadki bachory to takie tępe nieurodziwe barany. Takie stanowisko i matki i pisarki jest zupełnie zrozumiałe i nie potrzebuje komentarzy. Co redakcja owego pisma z moim genialnym wierszem zrobiła? - Nie wiem. Położyłam sobie nawet pasjansa, aby się czegoś dowiedzieć - wyszło, że wydrukuje albo nie.
A swoją drogą wierszyk zasługuje na uwagę, jest, bowiem parafrazą fraszki Boya - Leży Wanda na kanapie i nogami fika. A ta fraszka Boya - to wiadomo parafraza starego dydaktyczno - patriotycznego wierszyka: Leży Wanda w polskiej ziemi - bo nie chciała Niemca. Zawsze lepiej mieć Polaka a nie cudzoziemca... Tra la la!
Osiemnastowieczny autor owego wierszyka, w tej chwili nie mogę sobie przypomnieć, kto zaczął, o tym patriotyzmie Wandy, powtarza jak pacierz za panią matką, za wielebnym księdzem Janem Długoszem. On to, bowiem pierwszy tę historię zapisał. W patriotycznym zapale przymykając oczy nawet na fakt samobójstwa, który z punktu widzenia zasad chrześcijańskich - jest śmiertelnym grzechem.
Veto przeciwko twierdzeniom wielebnego. ks. J. Długosza stawia Zofia Kossak-Szczucka, twierdząc w jednym ze swoich jak zawsze przepięknych opowiadań, że owa Wanda jest wymysłem Długosza. Wyskoczyła mu z głowy już opromieniona legendą, jak Atena Zeusowi.
Mimo całego uwielbienia, jakie żywię dla genialnej pisarki - przeciwko tej tezie o Wandzie stanowczo protestuję. Legenda, bowiem jest starsza od kroniki Jana Długosza o dobrych kilka stuleci. Tak stara jak każdy obrzęd ludowy, którego szczątki czasami w niezmienionej formie dotrwały do naszych czasów.
Imię Wanda było prawie nieznane i zupełnie niepopularne wśród ludności wiejskiej. A może w prastarych czasach należało do kategorii imion przysługującym tylko osobom z książęcego lub królewskiego rodu. Do tego rodzaju imion np. na Mazowszu należały: Ziemowit, Leszek, Janusz, Mieczysław. Tych imion, nie wolno było nadawać dzieciom pochodzącym z podlejszego stanu. Prawie do l6-go stulecia były tylko imionami używanymi w rodzinach arystokratycznych. To samo prawdopodobnie było i z imieniem Wanda.
Skąd się wobec tego wzięła taka sobótkowo-wiankowa przyśpiewka i to... Na odległym od Krakowa - Mazowszu? Oto ona:

Hej Wandecka, Wandziulina, Wandziunia
Nazbieroła se z południa - piołuna ...
I dziwanny tyz i macierzónki
I rumianku, rumianecku na wiónki . . .

I bylicy o północy moc - ziela
Ino ceko, ocekuje wesiela ...
Ty dunaju, hej modro ty wodo
Ty tyz cekoz na Wandziuli urode ...


Przyśpiewkę starałam się powtórzyć najdokładniej tak jak ją pamiętam. Dunaj oczywiście małą literą, bo Mazurów - Dunaj w znaczeniu geograficznym nie wiele obchodził. We wszystkich odmianach polskiej gwary ludowej Dunaj - to po prostu rzeka. Przyśpiewka, jak przyśpiewka. Przelatywała na skrzydłach wiatru od krańca do krańca ziemi.
Wykopaliska archeologiczne - to przeszłość nasza ukryta w ziemi. Piosenka i legenda - to przeszłość trwająca w czwartym wymiarze w powietrzu. A jedno i drugie trzeba tylko umieć uważnie odczytać. Wyżej przytoczona śpiewka - to z całą pewnością echa tragedii, jaka się rozegrała kilka tysięcy lat temu na Wawelu.
Temat ten przez wszystkie czasy interesował i zwykłych śmiertelników i więcej lub mniej znanych pisarzy i artystów. M.in. S. Wyspiańskiego w poezji, a L. Różyckiego w muzyce.
Kilka lat temu w jednym z kwartalników pedagogicznych wydawanych staraniem Polskiej Macierzy szkolnej w Londynie był publikowany b. dobry artykuł śp. prof. Mariana Kukiela „O nauczaniu historii. M.in. wspominając mit o Wandzie prof. Kukiel stwierdził: Nauka do tej pory nie bardzo sobie daje radę z Krakusem i Wandą. Z mojej strony jakakolwiek korekta tezy uczonego tej miary, co profesor M. Kukiel byłaby porywaniem się z motyką na słońce. Ale mój miły Boże. Każda dziedzina nauki milowymi krokami idzie naprzód i to, co wczoraj było kanonem - dziś jest zwykłą omyłką. Nie jestem jeszcze staruszką. Ale... Uczono mię w szkole, kiedy uczono nas historii Starego Testamentu, że np. Kain był myśliwym a Abel rolnikiem. Zajrzyjmy do nowych wydań Biblii obojętne, w jakim języku. Właśnie odwrotnie. Po prostu zła interpretacja poprzednich tłumaczeń. Mnie takiego matołka, jeżeli chodzi o nauki ścisłe zaklinano, że np. atom jest najmniejszą niepodzielną cząsteczką materii. Kiedyś tuż przed wojną redaktor jednego z czasopism warszawskich odsyłając mi wiersz wykpił mię bezlitośnie, bo użyłam w owym wierszu określenia „setna atomu. Atom jest niepodzielny. A mimo to ‚zaledwie w kilka lat później „podzielił niezgorzej Hiroszimę.
Ale wracając do owego artykułu prof. M. Kukiela. Esej, który piszę w tej chwili nie ma żadnych aspiracji naukowych. Ot, taka sobie pogaduszka poczciwej cioci z prowincji. Ale zgodnie z twierdzeniem wielkiego Kartezjusza, jeżeli ta ciocia istnieje, to myśli. Pozwala sobie nie tylko na luksus myślunku, ale między gotowaniem a zmywaniem naczyń od czasu do czasu coś przeczyta.
Właśnie w kilku publikacjach angielskich i niemieckich a m.in. w polskiej doskonałej pracy historycznej Pawła Jasienicy pt. „Polska Piastów, są wzmianki o zapiskach tzw. „Geografa Bawarskiego frankońskiego skryby z VI-go stulecia. Dowiadujemy się m.in. z tych zapisków o rozmiarach państwa Wiślan, którego granice biegły grzbietami Tatr od południa, od zachodu opierały się o Sudety, na wschodzie zatrzymywały się na linii Styru i Bugu. Dalej twierdzi P. Jasienica, że hipotezy wielu uczonych wskazują na Wawel jako stolicę owego państwa Wiślan.
To logicznie biorąc Krakus i Wanda, to właśnie jacyś legendarni albo jak najbardziej realni władcy owego prehistorycznego państwa. Kiedyś może owe kurhany podwawelskie zdradzą swoje tajemnice.
Stale trwają spory uczonych czy warstwa rządząca rekrutowała się z elementu miejscowego - słowiańskiego, czy z najeźdźców - Wikingów, których łodzie rozlewiskami i rzekami płynęły daleko w głąb słowiańskich krain. Jedno drugiego nie wyklucza.
Samo pochodzenie imienia Wanda - wskazuje raczej na Skandynawię, tak samo jak dotychczas w rozmaitych odmianach używane Krak, Krakus po prostu jako imię pospolite. Wanda, czy Vanda z jej angielską odmianą Wendy jest stale b. pospolitym imieniem w Skandynawii i często spotykanym na Wyspach Brytyjskich.
Czy ta ofiara Wandy, z której ukuto patriotyczno-dydaktyczną historyjkę gwoli nauce pokoleń, była dobrowolną? - śmiem wątpić i zawsze wątpiłam. Czy rzeczywiście ów akt samobójstwa był dyktowany rozpaczą i żalem, że zginęło tylu Wiernych wojowników? - Tak sobie tego życzył wielebny. Ks. kanonik J. Długosz a za nim pokolenia innych pedagogusów.
Człowiek niezależnie od koloru skóry, miejsca i czasu przebywania na tym globie ziemskim jest i był w swoich zwyczajach, upodobaniach bardziej jeden do drugiego podobny jak nam się to może pozornie wydawać.
Ofiara Wandy mogła być tak samo „dobrowolną jak były ofiary tysięcy dzieci czy młodzieży w starych kulturach, jak ofiary u Majów, gdzie dzieci odurzone specjalnym odwarem-napojem z ziół „dobrowolnie pozwoliły sobie wyrywać drewnianymi ofiarnymi nożami serca i wrzucać swe ciała do „świętych studni na ofiarę bóstwu wody dla wybłagania w tak zawsze ubogim w wodę Meksyku deszczu.
Kilka lat temu znaleziono w błotach Jutlandii w części należącej do Danii - odciętego od powroza wisielca. Zaalarmowano policję. Oględziny lekarskie stwierdziły, że owa „zbrodnia miała miejsce przeszło dwa tysiące lat temu. Uczeni zaś doszli do wniosku (zresztą takich znalezisk na terenie całej Skandynawii jest masa) że ów wisielec albo „zaślubił boginię urodzaju i wiosny albo był podarunkiem dla Odyna.
Logicznie biorąc, jeżeli owa nasza Wanda była pochodzenia skandynawskiego, to rzecz prosta, że razem z tymi łodziami okrutni Wikingowie przynieśli i swoje zwyczaje. Zresztą ofiary z ludzi były tak samo znane w obrzędach słowiańskich. Czy owej uwieńczonej i odurzonej czymś Wandy nie popchnięto leciutko z łodzi aby się „poświęciła dla jakiejś słowiańskiej Nijoły czy skandynawskiej Ferii? Kto wie? Może i tego się kiedyś dowiemy, ale znając jako tako kulty i zwyczaje pogańskich ludów taki wniosek sam się uporczywie nasuwa.
Rzeka i jej bieg w cywilizacjach wszystkich ludów począwszy od Babilonii czy Egiptu - odgrywały zawsze wielką rolę. Nic dziwnego, że taka rzeka wyrastała do symbolu bóstwa, którego święto b. uroczyście obchodzono i któremu składano ofiary.
Nie zawsze to były ofiary tragiczne z życia ludzkiego - ofiary, które pochłaniała śmierć. Czasami to były ofiary dla życia i jego rozmnażania. Przedziwna zaiste analogia.
Kiedyś wyczytałam w jednej z angielskich książek, zbiorze legend i zwyczajów antycznych, że w owej owianej homerowską legendą Troi obchodzono święto wody i ognia w najkrótszą noc w roku. Dziewczyny, które ukończyły 15 lat, w tę noc rozbierały się do naga i tylko z wiankami na rozplecionych włosach wskakiwały do Skamandra z okrzykiem: Dobry boże Skamandrze, Skamandrze, weź moje dziewictwo, a udaruj mię szczęściem macierzyństwa. Ludzie antyku mieli do tych spraw inne podejście jak my obecnie. Ale jednak...
Mimo to, że Wisłę od Skamandra dzieli spora odległość - to owe wianki w Noc świętojańską jak jąźniej ochrzczono a naprawdę kupalnocke, nie były niczym innym tylko rodzajem zaręczyn a nawet pewnego typu zaślubin. Zresztą w podobny sposób obchodzono „święto lata we Włoszech jeszcze w epoce Renesansu.
Dziwny jest ten cykl zwyczajów i obyczajów w życiu ludzkim. Dziwny jak było i jest niezależnie od epoki - samo życie, a w nim niezrozumiały sam dla siebie walczący z tysiącami przeciwności i szukający szczęścia - człowiek. Wielki pisarz Kornel Makuszyński imię Wandy określa jako - „wodniste. Ja powiedziałabym raczej - mistyczne, Chociaż znam wiele posiadaczek tego imienia będących uosobieniem czasami aż przerażającego realizmu i prozy życiowej.
Co zaś do owej Wandy córki Kraka, jak przypuszczam władcy Wiślan, to zgodnie z założeniami wielu religii samobójczyni, jeżeli to istotnie była samobójczyni a nie ofiara, nie mogłaby być świętą. Ale ofiara, która może ostatnim drgnieniem serca zrozumiała, że ponad bogi wyimaginowane przez człowieka jest jeden Bóg Wszechmocny i Miłosierny z pewnością została do Jego chwały przyjęta.
Wszystkie zaś Wandy szukające swej patronki, znajdą ją w bliższym nam czasie jak owa Kneziówna z Wawelu. Bliska i naszym czasom i umysłom jest błogosławiona Wanda Malczewska - postać ogromnej słodyczy i heroicznej dobroci. Może i ją wkrótce z szeregu czekających na kanonizację polskich świętych ujrzymy na ołtarzach.

Następny artykuł:

Napisz do Redakcji