NavBar
nr. 5
VICTORIA, BC
Czerwiec-Wrzesień 2008
ARTYKUŁY

A. Galon - Umarł król
A więc już się zakończyło... Ostatni – pożegnalny występ..


E. Caputa - Pielgrzymka
W kwietniu minęła trzecia rocznica śmierci Polskiego Papieża...


E. Kamiński - Na pogodzie zna się każdy
Czy rzeczywiście globalne ocieplenie?...


E. Caputa - Globalne ocieplenie
Na Ziemi robi się coraz cieplej....


E. Kamiński - Grunt to serce
Od zarania ludzkości człowiek starał się upiększać


E. Caputa - Cięzarowka z dromaderem
Rozmowa z Ewą Demarczyk...


ROZMAITOŚCI
Fraszki, wierszyki, komiks...


Fotoreportaż
P jak pierogi


Wywiad z Jarką Piecuch
prezesem Stowarzyszenia Polaków w Victorii


INFORMACJE LOKALNE


Ewa Caputa

Pielgrzymka

W kwietniu minęła trzecia rocznica śmierci Polskiego Papieża; pamiętam ogromny żal i rozpacz panujące wśród Polaków na całym świecie. Żałowałam, że mogę uczestniczyć w żałobnych obchodach tylko za pośrednictwem telewizji. Miałam jednak okazję i szczęście obcować z Ojcem Świętym na żywo. Było podczas dziewiątej pielgrzymki Jana Pawła II do ojczystego kraju. W jakiś sposób była to również moja pielgrzymka.

Dla mnie zaczęła się ona w Sopocie, gdy dostałam w prezencie bilet na papieską mszę na sopockich Wyścigach i to w ósmym sektorze! Było to w czerwcu 1999 roku . Przyjechałam do Polski na kilka dni przed Papieżem i obserwowałam z bliska przygotowania do tej wizyty. Z dnia na dzień otoczenie piękniało, a ludzie robili się lepsi. Z rosnącym podnieceniem opowiadano sobie o postępach w budowie papieskiego ołtarza, zaprojektowanego przez słynnego na wybrzeżu artystę, Mariana Kołodzieja. Do Sopotu zjeżdżały wycieczki z różnych stron, by popatrzeć jak powstaje. Było to dzieło niezwykłe: trochę jak skansen, trochę jak artystyczny happening, w trakcie którego powstawał ołtarz tworzony przez 40 rzeźbiarzy z całego Kociewia. Pomyślany w kształcie gołębich skrzydeł, na których stoją, specjalnie w tym celu wyrzeźbione krzyże, świątki, kapliczki i święte figury. Robiło to niezwykłe wrażenie, szczególnie po południu, gdy drewno wyzłacało zachodzące słońce. I wyglądało to tak, jakby wszystkie przydrożne krzyże i kapliczki zeszły się na sopocki hipodrom, by przywitać Ojca Świętego.

Chodziłam tam codziennie obserwując jak posuwają się przygotowania, jak buduje się sektory i przygotowuje teren stadionu na przyjęcie wielotysięcznego tłumu. W końcu nadszedł ten wielki dzień. Szliśmy na hipodrom ze składanymi krzesełkami, na długo przed godziną 17, o której to godzinie rozpocząć się miała papieska msza. Razem z nami ściągały tłumy. Dojście do naszych miejsc zajęło nam chyba ze czterdzieści minut. Widziałam z nich ołtarz jak na dłoni.

Wyciągnęłam aparat i zaczęłam robić zdjęcia. Powoli na krzesłach wzdłuż skrzydeł ołtarza zaczęli zasiadać ubrani w szkarłaty biskupi. Powoli stadion zaczął się zapełniać pielgrzymami. Dopóki wszyscy siedzieli było przyjemnie. Krótko przed 17 siedzenie zaczęło być trudne. Każdemu przypadał w udziale maleńki skrawek ziemi. Staliśmy obok siebie w krępującej ruchy ciasnocie.

Gdy zaczęła się msza, tłumy przesłoniły całkowicie widok ołtarza. O robieniu zdjęć nie było mowy. Stałam wśród setek nieznajomych. . Tuz przy mnie stała grupa młodzieży. Widząc moje starania, by cos złapać w obiektyw, wzięli ode mnie aparat, bo byli wyżsi i pstryknęli parę razy. Msza trwała dwie bite godziny. Staliśmy w ścisku, z nieba lał się żar. Harcerze roznosili butelkowaną wodę. Pomiędzy pielgrzymami, co jakiś czas przeciskali się sanitariusze. Papież wygłaszał homilię, a wierni z zachwytem przyjmował każde jego słowo. Ojciec Swięty mówił o tym, że miedzy ludźmi powinna panować solidarność w wierze i w miłości. A wierni śpiewali Arkę i bez końca skandowali na przemian „Kochamy Cię!” i „Zostań z nami!” Papież parę razy odpowiadał coś dowcipnego. Wydawałoby się, że może to trwać w nieskończoność. W końcu nadeszła chwila jednak chwila pożegnania. Ojciec Święty opuścił hipodrom. Powoli zaczęto rozprowadzać tłumy, które podobnie jak ja przeżyły ten niesamowicie elektryzujący moment spotkania z naszym papieżem.

Na hipodromie przy papieskim krzyżu, w dzień śmierci Jana Pawła II odbywają się modły w intencji Jego duszy. Nie ma już ołtarza, ale została modlitwa. Zdemontowane, poszczególne elementy papieskiego ołtarza stoją dziś przy kaszubskich drogach i w sanktuariach, jeden z fragmentów stoi na sopockiej plaży: to kapliczka szczęśliwych powrotów, przy której modlą się rybacy i ich rodziny. Upamiętnia ona ważne wydarzenie w życiu Sopotu i w życiu wszystkich ludzi, którzy wówczas z Ojcem Świętym przeżywali tę pielgrzymkę.

Kontakt