NavBar
nr. 5
VICTORIA, BC
Czerwiec-Wrzesień 2008
ARTYKUŁY

A. Galon - Umarł król
A więc już się zakończyło... Ostatni – pożegnalny występ..


E. Caputa - Pielgrzymka
W kwietniu minęła trzecia rocznica śmierci Polskiego Papieża...


E. Kamiński - Na pogodzie zna się każdy
Czy rzeczywiście globalne ocieplenie?...


E. Caputa - Globalne ocieplenie
Na Ziemi robi się coraz cieplej....


E. Kamiński - Grunt to serce
Od zarania ludzkości człowiek starał się upiększać


E. Caputa - Cięzarowka z dromaderem
Rozmowa z Ewą Demarczyk...


ROZMAITOŚCI
Fraszki, wierszyki, komiks...


Fotoreportaż
P jak pierogi


Wywiad z Jarką Piecuch
prezesem Stowarzyszenia Polaków w Victorii


INFORMACJE LOKALNE


Edward Kamiński

Grunt to serce

Od zarania ludzkości człowiek starał się upiększać. Służyły do tego wszelkiego rodzaju sposoby, łącznie z zatykaniem kawałka kości w poprzek nozdrza, naciąganiem małżowiny uszu i dolnej wargi, tak by mieściły ozdobny krążek wielkości talerzyka deserowego i tym podobne metody. W upiększaniu się przodowały kobiety. Malowanie oczu i facjaty miało przyciągać wzrok ewentualnych partnerów gwoli rozmnożenia ludzkiego plemienia. Mężczyźni, z dzisiejszego punktu widzenia piękna, osiągali odwrotny wizerunek. Zatknięte tu i ówdzie pióra, przeraźliwe malowidła twarzy i torsu, upodobniające ich do dzikich zwierząt, podkreślały raczej „urodę” męskości i raczej służyły do odstraszania wojowników wrogich plemion.

Skrajne dążenia do upiększania się przetrwały do dzisiaj w zapadłych zakątkach świata, jak na przykład u Papuasów i Indian w dorzeczu Amazonki. W rozwiniętym świecie szczątkowe pozostałości tegoż trendu demonstrują wytatuowani skinersi z kolorowymi czubami na wygolonych łbach, z kolczykami w nosie, wargach i gdzie popadło. Natomiast gitarzyści „jaskińowcy” na koncertach rockowych nie pozostają w tyle lansując styl hallowinowy – wzrok dziki i suknię plugawą.

Opiewanie urody podostaje wciąż domeną twórczości poetyckiej. W filozoficznych rozważaniach fizjonomia ma mniejsze znaczenie. Ustępuje pięknu wewnętrznemu człowieka, a więc przymiotom ukrytym, zwy-kle docenianym w przemowach na pogrzebie delikwenta. W wydaniu ludowym pogląd ten oddaje anegdotka o nieśmiałej pannie Frani z powodu ospowatej twarzy. Zalecający się doń kawaler pocieszał ją: pluję na twarz, grunt to serce.

Dążenie do bycia urodziwszy zapoczątkowało rozwój przemysłu kosmetycznego. Jeszcze 100 lat temu, kiedy przemysł ten był dopiero w powijakach, roiło się od szarlatanów oferujących cudowne środki, sekretne preparaty na poprawę urody. Był to czas, gdy paryskie i londyńskie laboratoria pracowały pełną parą nad produkcją tych specyfików. Zawierały one najzwyklejsze składniki, zupełnie obojętne dla organizmu. Interes kwitł nadzwyczajnie, bowiem perspektywa odzyskania bujnej czupryny, powrotu do młodości, gładkiego lica, wabiła rzesze naiwnych. Rekordową popularność na przykład osiągały wówczas pigułki odrodzenia. Obiecywały przywrócenie zdrowia i urody do stanu jak w młodości. Wprawdzie nie zawierały żadnych trucizn, ale też ich składniki nie miały żadnej mocy odmładzającej. Inny genialny środek - Tynktura do użytku wewnętrznego, była li tylko nalewką spirytusową na różnych żywicach. Nader często wywoływała pieczenie, pokrzywkę, u niektórych brzydkie plamy na skórze. Ogłaszane wyniki analiz nie wpływały jednak na poziom sprzedaży.

Swoisty podatek od złudzeń płacimy też obecnie. Ludzka natura nie zmieniła się o jotę. Każdy chciałby być wiecznie piękny, młody i jest gotowy płacić za tę iluzję. Przoduje w tym zwłaszcza płeć piękna, nie wiedzieć, czemu zwana też słabą? Jest to oczywisty eufemizm skoro jak trafnie ujął to już I. Krasicki w „Myszeidos Pieśni X”:

Czegóż płeć piękna, kiedy nie dokaże
Mimo tak wielkich płci naszej zalety,
My rządzim światem, a nami kobiety.

Płeć słaba jest, więc na tyle silna, że ponadto napędza linie produkcyjne fatałaszków, ozdób i kosmetyków. Przemysł kosmetyczny, głównie za sprawą rodzaju żeńskiego, to dziś obok zbrojeniowego jest bodaj najpotężniejszą gałęzią światowej ekonomii.

Kanony piękności na przestrzeni czasu znacznie się zmieniły. Podobnie też słownictwo, jakim je określamy. Obecnie słowo seksowna, (kobieta) niemal wyparło piękna. Jakie były symbole seksu w okresie paleolitu możemy przypuszczać na podstawie figurek z wykopalisk archeologicznych. Rzeźbione ponad 20 tysięcy lat temu, w kłach mamuta, kamieniu lub z lepione z gliny figurynki - w żadnej z nich nie przywiązywano wagi do ukazania twarzy - mają zwaliste kształty uwypuklające natomiast anatomię seksu. Nadmiarem wagi paleolitycznych ślicznotek można by obdzielić tuzin dzisiejszych modelek z korzyścią dla ich urody.

Wraz z liberalizacją obyczajów i mniejszym oddziaływaniem doktryny kościelnej, pruderyjnie ukrywany seks został zaakceptowany jako jeden z najsilniejszych, naturalnych instynktów człowieka. Odwoływanie się do tegoż instynktu daleko wybiegając poza sypialnie, wielce rzutuje na nasze życie codzienne. Określeniem seksowny obdarza się, więc też przedmioty powszechnego użytku. W reklamie, przy pomocy przymiotników cool, na topie, a zwłaszcza seksowny, można sprzedać wszystko od biustonosza po samochód i pałę bejsbolową.

Zazwyczaj nie zastanawiamy się, dlaczego rozróżniamy piękne twarze i sylwetki od brzydkich facjat i szkaradnych figur. Jedne wydają się nam pociągające, a inne nie. Skoro symbole seksu zmieniają się z czasem, jakie są kryteria, które pozwalają nam świadomie czy też podświadomie je oceniać? Przedmiotem tym zainteresowali się naukowcy. Dr. Randy Thornhill z uniwersytetu Nowego Meksyku w Alburquerqe, posługując się komputerem udowadnia, że symetria jest niezwykle ważna dla osiągnięcia sukcesów seksualnych, zwłaszcza dla kobiet. Zdjęcia twarzy studentów i studentek tegoż uniwersytetu poddano precyzyjnym pomiarom komputerowym. Umieszczono punkty w zasadniczych miejscach dla tego pomiaru, takich jak skrajne, zewnętrzne i wewnętrzne kąciki oczu, policzków, ust nozdrzy nosa i zewnętrznych zarysów szczęk. Następnie liniami prostymi połączono przeciwległe punkty i wytyczono punkt środkowy. W doskonale symetrycznych twarzach wszystkie punkty środkowe wytyczały prostą, pionową linię w centrum twarzy. Tak spreparowane zdjęcia pokazano innym studentom z poleceniem określenia stopnia atrakcyjności. Okazało się, że najbardziej atrakcyjne są twarze symetryczne. Następnie poproszono o wypełnienie kwestionariuszy z pytaniami, kiedy po raz pierwszy stracili dziewictwo i ilu partnerów seksualnych zaliczyli na swoim koncie. Najbardziej symetryczni – twierdzi Dr. Thornhill – stracili dziewictwo znacznie wcześniej od innych i mieli więcej partnerów.

Czas niewątpliwie się zmienia. Miałem to szczęście, że dorastałem jeszcze w czasie przed-komputerowym. Z moją obecną symetrią nie miałbym szans stracić dziewictwo w ogóle. Swoją drogą, komu umawiającemu się wówczas z ładną dziewczyną na randkę przychodziło do głowy zaczynać od pomiaru jej symetrii, zwłaszcza twarzy i do tego jeszcze przy pomocy przyrządów naukowych. Robiło się to na oko i przeważnie na oko.

Z symetrią czy bez niej, ludzkość rozwijała się nader pomyślnie. Utarło się niezbyt eleganckie powiedzenie, że każda potwora znajdzie swego amatora. Kryje się w nim jednak fakt, że powoduje nami przede wszystkim prawo natury. Milion lat temu cała populacja świata liczyła niespełna pól miliona ludzi. 10 000 lat przed naszą erą było już trzy miliony, a dziś ponad 6 miliardów. Zew czy też prawo natury, potocznie lud nazywa to ‘wolą Bożą’. Symetria tylko nieco w tym pomaga. Ilekroć w Quebecu jest dłuższa awaria sieci elektrycznej, dziewięć miesięcy później zwiększa się tam przyrost naturalny. Trudno przypuszczać by po ciemku badano symetrię partnerów, chyba, że.... Namacalnie.

Osądzanie kogoś po wyglądzie też nie zawsze prowadzi do właściwych wniosków. Przykładem tego może być zdarzenie, jakie trafiło się nieżyjącemu już profesorowi socjologii i rektorowi Uniwersytetu Łódzkiego - Janowi Szczepańskiemu. W czasie wakacji pomagał swoim rodzicom przy pracach wiejskich. Grabił akurat siano, gdy pojawiła się, robiąca reportaż dziennikarka.

- I co dobry człowieku - zagadnęła – tak sobie grabicie i grabicie?
- Ano grabię sobie - odpowiedział uprzejmie prof. Sczepański.
- A jak nie grabicie, to, co wtedy robicie? – Wypytywała dziennikarka.
- Jak nie grabię to sobie wtedy rektoruję - wyjaśnił profesor.

Nie przeceniając, więc roli symetrii, ale i jej nie lekceważąc, bo jak cię widzą tak cię piszą, dziś, kiedy już wzrok słabszy, bardziej skłaniam się ku poglądowi, że grunt to serce.

Kontakt