nr. 51
VICTORIA, BC,
marzec 2014
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Younger
Than Yesterday
Dom Polski
11 kwietnia

Opiekun
Polskiego Domu
Poszukiwany


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Józef Hen -
DZIENNIK

ciąg dalszy

Ewa Korzeniowska -
Pytanie o
Insurekcję

kościuszkowską

Magdalena Hen-
Na Krymie

jest inaczej

Teodozja Lisiewicz -
Dulębianka
Bojowniczka o prawa
kobiet

Lidia Mongard -
Wiosenne Zieleniny

z cyklu Botanika
stosowana

Co słychać
w muzeum

RBCM

Bogusław Woźniczka -
Topienie Marzanny
fotoreportaż

Memoriał
Bronka Czecha
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 6

Rozmaitości


Indeks autorów

Przepisala ECK

Trendowata
nowa wersja cz. 6

W parę godzin potem, ordynat skończył robotę przy biurku i podziękował swemu menadżerowi:
- Skończyliśmy na dzisiaj, gdyby zaszło coś niespodziewanego, to jesteśmy w kontakcie.
Marian Klecz popatrzył na niego z pewnym zdziwieniem.
- Jak to? Nie będzie pan do nas przyjeżdżał?
- Przez jakiś tydzień może.
- W takim razie mam sprawę…no powiedzmy trochę delikatną. Chciałbym zapytać, które konie przeznaczone są na wyłączny użytek domowników?
- Dlaczego pan o to pyta?
- Przepraszam, że o tym mówię ale pani ….używa wszystkich koni, jak swoich. I nie słucha pańskich rozporządzeń. Często zaprzęga całą czwórkę do dwókółki i pędzi jak oszalała po naszych drogach. To dosyć niebezpieczne. No i prawdę mówiąc nie oszczędza ich. A te dwa kare powinny odpoczywać…
- Trudno. Niech pani hrabina robi jak chce, nie mogę jej tego zabronić.
Klecz zrozumiał, że niezręcznie poruszył tę sprawę i że powinien już odejść. Spojrzał na ordynata: widok jego zsuniętych brwi i wydętych ust dotknął Mariana niemile. Oczu ordynata nie widział, gdyż zawieszone były na ekranie laptopa, ale domyślał się, że widok ich nie jest zachęcający.
Klecz zawsze podziwiał grzeczność tego magnata względem podwładnych. Lecz widział, że zmarszczenie brwi, charakterystyczne wydęcie ust i wielkopańskie zaniedbanie w całej postaci nie jest u niego oznaką zbyt dobrego humoru.
Rzekł z ukłonem:
- Przepraszam, że się ośmieliłem.
- O proszę pana - odrzekł Michorowski ze szczególnym tonem, jakby przebaczenia i oburzenia zarazem za te przeprosiny. Wypowiedział te słowa wspaniałomyślnie i karcąco.

Podniósł przy tym głowę i błyskawicznie spojrzał na Klecza. Ten pragnął już nie być w gabinecie.
- Moje uszanowanie- rzekł kłaniając się.
- Do widzenia - rzekł krótko ordynat z odpowiednim kiwnięciem głowy. Podniósł przy tym brwi nerwowym ruchem.
Klecz wyszeł. Ordynat odetchnął.
- Wiecznie skargi na ciotkę – mruknął zły – i zawsze Klecz. No, ale już dziś zrozumiał. Nie umiał dawać takich nauk.
Przeszedł się po gabinecie i pokręcił głową.
- Ten ją lubi – rzekł prawie głośno.
Zjawił się kamerdyner Jacenty.
- Starszy pan prosi pana do siebie.
- Dobrze. Proszę przygotować mój motocykl.
Pan Maciej zagłębiony w staroświeckim fotelu czytał, nie zwracając uwagi na włączony telewizor. Na widok wchodzącego wnuka odłożył książkę i uśmiechnął się.
- Dziękuję, że przyszedłeś. Pewnie byłeś zajęty?
- Nie. Już wracam do siebie.
- To mile, że się pofatygowałeś. Muszę z tobą porozmawiać, a właściwie dać ci burę za złe odnoszenie się do ciotki. Niepotrzebnie ją drażnisz.
- A aaa.. Widzę, że dziadka już przekabaciła. Winszuję!
- Ale cóż znowu, mój Waldi! Tylko nie widzisz jak nie znoszę nerwów, a ona je posiada w wysokim stopniu. Gdy je podrażnisz, mamy takie obiady jak dzisiaj, co przyjemnym nie jest.
- No dobrze. Ale ostatecznie, co myślisz dziadku?
- Ja stanowczo trzymam twoją stronę. Ten hrabia S. jest niepoczytalny. Idalka sądzi inaczej. Ona uważa, że powinniśmy się trzymać tylko z ludźmi z naszej sfery i dopomagać jedni drugim. Po części ma rację, ale w tym wypadku…
Waldemar wybuchnął ironicznym śmiechem.
- Wspaniała teoria! Altruizm ciotki rozczula mnie. Ale to jest pseudo altruizm. Ciotce ten hrabicz zaimponował, jakby sama była parweniuszką. Hrabia S. praktykantem w Słodkowcach - to ciotkę łechocze. Ale ja jestem skrajnym egoistą i takiego poliszynela nie wezmę na praktykanta, po części swojego pomocnika. Ja szukam nie sfery, lecz tęgości, energii, o czym ten pan pojęcia nie ma. Że jeden z moich praktykantów jest hrabią, to nie dowodzi bym szukał drugiego i brał bez względu, jaki on. Tamten w Głębowiczach pracuje jak każdy inny, a hrabia S. jest do niczego. Może ciotka myśli, że praktykant będzie tu odgrywał rolę gościa, będzie grywał w tenisa, w bilard i głośno czytał poezję. Pewnie do takich zajęć się hrabia nadaje, ale ja wymagam praktykanta innego i takiego mieć muszę. Zresztą już mam. Jestem umówiony, a umowy nie zerwę dla idiosynkrazji ciotki.
Mówił żywo, gestykulując i chodząc po pokoju. Stanął przy oknie.
- Czy dziadzio wie, jaką ja odbywałem praktykę u książąt Łozińskich w Anglii po skończeniu Halli? – spytał gwałtownie. - Jeśli hrabia nie jest zdolny do podobnej, niech przyjeżdża zadowolić ambicje ciotki.
Pan Maciej machnął ręką.
-Dajże mi spokój. Dobrze znam tego gagatka. Uperfumowany laluś, ma dwadzieścia kilka lat. Tylko mu stroje i zabawa w głowie. Zero wykształcenia. Na ruletce zna się lepiej, niż na rolnictwie.
- No właśnie, a ja bym chciał, żeby moi praktykanci się uczyli. W naszych majątkach mają ku temu okazję. Nie chcę bawidamków
- No powiedz to swojej ciotce, toż to dopiero będzie awantura.
- A ty dziadziu, czy chcesz, aby z wami zamieszkał?
- Ja lubię towarzystwo młodych. Nie mam nic przeciwko temu, żeby u nas trochę pobył. To my powinniśmy wszczepiać dobrą rasę, tym mniej rasowym. Nawet, jeśli nie zna się na agronomii, to pan S. może się u nas dużo nauczyć.
Waldemar wiedział, że jego dziad był zagorzałym obrońcą swojej sfery i cześć dla niej posuwał aż do fetyszyzmu. Wyobrażał sobie, że arystokracja jest batutą w ręku Boga, że kieruje masą ludzi niżej położonych, jak orkiestrą ludzkich wrażeń.
Jednej wady pan Maciej nie był wstanie wybaczyć swej sferze, to jest zamiłowania do obczyzny, co ją czyniło podobną do maskaradowej pstrokacizny zakrywającej właściwy grunt. Podziw bezkrytyczny dla obcej kultury, jej naśladownictwo, wtrącanie angielskich słówek do rozmowy. Snobizm na sławne ekskluzywne potrawy, marki ubrań i przedmiotów. Wszystkie te wady dostrzegał pan Maciej u swojej córki Idalii.

(Ciąg dalszy nastąpi)

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji