nr. 52
VICTORIA, BC,
KWIECIEŃ 2014
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Wielkanocne
Jajeczko
Dom Polski
27 kwietnia

Opiekun
Polskiego Domu
Poszukiwany


ARTYKUŁY

Od Redakcji

ks. P. Szczur -
O prawie

do miłości

ks. M. Szwej -
Zmartwychwstał
Pan

Wielkanoc

Szymon Włodarski-
Fenomen

emigracji

Józef Han -
Dulębianka
DZIENNIK
ciąg dalszy (3)

Lidia Mongard -
Wczsne zioła

koper
i szczypiorek

M. Sławiński
Stół wielkanocny

Radziwiłła

E. Caputa -
Świąteczne
wypieki
fotoreportaż

E. Caputa
Do zobaczenia!
z Januszem
Pawlakiem

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 6

Rozmaitości


Indeks autorów

ks.Mieczysław Szwej

Zmartwychwstał Pan prawdziwie

Chrześcijańskie zrozumienie Wielkiej Niedzieli opiera się na fakcie powstania Chrystusa z grobu. W pierwotnym Kościele bardzo żywe były tradycje żydowskie i Dzieje Apostolskie świadczą, jak wiernie ich przestrzegano. Z jednym akurat wyjątkiem dotyczącym niedzieli. Wierzący w Chrystusa nieomal od początku przestali obchodzić szabas, wywodzący się z Księgi Rodzaju, i przeszli na nikomu nieznaną niedzielę. Stało się tak za przyczyną Chrystusa. Pisze o tym św. Mateusz:
W wieczór szabasu, który świtał już na pierwszy dzień tygodnia, przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób. A oto stało się wielkie trzęsienie ziemi i Anioł Pański zstąpił z nieba, i odwaliwszy kamień usiadł na nim.
W ten sposób tłumaczy się powstanie niedzieli chrześcijańskiej na miejsce powszechnie obchodzonego szabasu. Z okazji dyskusji z faryzeuszami podczas zrywania kłosów Pan Jezus powiedział, że jest Panem szabasu, On może rzeczywiście go zmienić; i tego dokonał po zmartwychwstaniu w niedzielny poranek. Odtąd niedziela w sensie liturgicznym stała się rzeczywiście pamiątką powstania z martwych syna Bożego i stopniowo przejęła również charakter dnia odpoczynku, zastrzeżonego dotąd wyłącznie dla szabasu.
Dowody na rzeczywisty fakt Zmartwychwstania Pańskiego rozpadają się na dwie kategorie, mianowicie historyczne i rzeczowe. O pierwszych piszą ewangelie, autentyczne księgi świadectwa Dobrej Nowiny o Zbawieniu dokonanym przez życie, naukę, mękę i śmierć Jezusa Chrystusa. Egzegeci odczytują w nich, że w czasie od 9 kwietnia do 18 maja w 30 roku po narodzeniu, Jezus Chrystus siłą własną powstał z grobu i dwanaście razy pojawił się uczniom swoim na terenie Judei i Galilei.
Znamy te wydarzenia z katechizmu. Zatrzymajmy się, więc nieco dłużej przy dowodzie rzeczowym na Zmartwychwstanie Pana. Jest nim, jak powszechnie wiadomo, Całun z Turynu, przechowywany w katedrze św. Jana Chrzciciela już blisko pięćset lat.
Na początku XX wieku amerykański ksiądz Herbert Hurston oraz publicysta francuski Ulysse Chevalier przypuścili atak na Całun Turyński. Odmówili mu autentyczności, nazwali fałszerstwem, podkreślali niepewność jego pochodzenia. Skutek tych zarzutów był taki, że kardynał mediolański, Michale Pellegrino zawiązał towarzystwo naukowe, które od wielu lat bada chustę, urządza zjazdy naukowe i przeprowadza ekspertyzy.
Giuliano Clovio ( 1498-1578), włoski malarz okresu Odrodzenia, na jednym ze swoich obrazów przedstawił Józefa z Artymatei i Nikodema, którzy składają do grobu owinięte całunem ciało Chrystusa. Istnieje, więc wiekowa tradycja potwierdzająca, że odbicie na płótnie jest odbiciem ciała. Umiejscowienie ran zgadza się idealnie ze świadectwem Ewangelii i prawdziwość całunu okazuje się być dzisiaj bardziej pewna, niż to mogło wyglądać przy końcu XIX wieku.

Nas interesuje stosunek badań nad Całunem z Turynu do cudu Zmartwychwstania Pańskiego. Związki te są wielorakie i bardzo przekonywujące. Najpierw rodzi się pytanie, w jaki sposób płótno tkane metodą palestyńską w skośne prostokąty, mogło odbić na sobie negatyw zwłok, które były w nie owinięte?
Wyjaśnienie daje nam pierwsza eksplozja w Hiroszimie. Zanim zniszczyła ona jeden z mostów, odbiła na jego filarach konstrukcje żelazne, krany i liny, a także biegnących ludzi. Te odbicia na murze pozostały.
Coś podobnego zdarzyło się w poranek Zmartwychwstania Pańskiego. Opisywane przez Ewangelistów wielkie światło w jakimś sensie spiekło całun i przez dziwny proces utleniania włókna utrwaliły zarys zwłok z ranami po biczowaniu, cierniach, upadkiem pod krzyżem i przebiciu ciała włócznią. Badania uczonych amerykańskich z 1979 roku nie wykazały obecności żadnej farby na całunie poza śladami zaschniętej krwi.
Odbicie zesztywniałych zwłok jest zresztą tak anatomicznie dokładne, że malarze średniowiecza nie znający budowy anatomicznej człowieka, w żaden sposób nie mogliby tego rysunku podrobić.
Obecnie przechowuje się całun w kaplicy książąt Sabaudzkich, ozdobionej barokowym ołtarzem z czarnego marmuru wykonanym przez włoskiego architekta, Guanino Guariniego (1624-1683). Zanim jednak tę relikwię złożono w sejfie z azbestu chroniącym przed pożarem, przetrwała ona kilka kataklizmów. Powstałe wtedy dziury z trudem naprawiono. Gdyby całun namalowany był ręką człowieka, to nie mógłby on przetrwać wszystkich pożarów i potopów i zachować się z taką precyzją aż do naszych czasów.
Po drugiej wojnie światowej dr Max Frei zbadał pod mikroskopem kurz, drobne nasionka, strzępy liści, jakie przez wieki nagromadziły się na całunie. Powstała w ten sposób lista pięćdziesięciu roślin, które miały styczność z tym płótnem w ciągu dwóch tysięcy lat.
Pochodzą one głównie z Jerozolimy oraz z Edessy, zwanej po Turecku Urfa, z Konstantynopola, z Francji i Włoch. Takie, można przypuszczać były miejsca, w których kolejno znajdował się całun i nauka te dzieje bez wątpliwości potwierdza.
Pytamy dalej, co mówią uczeni o całunie. Zwłoki w nim nie leżały bardzo długo w grobie. Ewangelie wspominają o dwóch nocach i jednym dniu. Do tego faktu w II rozdziale Dziejów Apostolskich nawiązuje w kazaniu św. Piotr. Mówi on o patriarsze Dawidzie, który umarł i został pochowany, a grobowiec jego znajduje się między nami po dziś dzień. Ale Chrystus nie został pozostawiony w otchłani, ani ciało jego nie zaznało skażenia, świadczy o tym całun. Tu leży wieka prawda o Zmartwychwstaniu. Grób Dawida czcimy jako pamiątkę jego zgonu, tymczasem grób Jezusa od początku pozostawał pusty. Lecz powiedzieć trzeba jeszcze coś więcej. Ślady ran są na całunie bardzo wyraźne, natomiast nie widać na nim śladów rozkładu ciała. A przecież pogrzeb nastąpił w czasie spiekoty wiosennej, gdy narządy wewnętrzne szybko ulegają dekompozycji. O kilka tylko godzin dłużej przebywał w nie wietrzonym grobowcu kamiennym Łazarz z Bretanii, i siostra jego Marta prosi Jezusa, żeby nie odsuwać kamienia:
„Panie już go czuć.”(Jan II.39)
Przestępcom łamano na krzyżu nogi, a zwłoki ich wrzucano do dołu bez trumiennego płótna. Chrystusa nie uważano za przestępcę.
Historia Kościoła wspomina o dwóch fałszywych wieściach, jakie o Chrystusie od początku głoszono. Po pierwsze o tym, że na krzyżu umarł pozornie, a właściwie jedynie zemdlał; po drugie, że to uczniowie wykradli z grobu jego zwłoki. Tutaj znów badania nad Całunem z Turynu okazują się niezawodne. Wizerunek ciała odbitego na płótnie nie wykazuje żadnych objawów życia. Stwierdził to profesor z Sorbony, agnostyk Yves Delage, który na zebraniu Akademii Francuskiej oświadczył, że Całun z Turynu jest jego zdaniem całunem Jezusa, tego, który naprawdę umarł i naprawdę zmartwychwstał.
Badania rentgenologiczne dokonane nad materią potwierdzają jeszcze dodatkowy aspekt. Nikt śmiertelnego prześcieradła siła z Chrystusa nie ściągnął, nikt go nie zwijał. Odbite rany widać na nim od wieków z zastanawiającą dokładnością, nie zamazane, nie wytarte. Jeśliby miano w nocy ukradkiem ciało wyjąć z grobu, to przy takim postępku zarys postaci na płótnie uległby zniekształceniu. Badania jednak wskazują na to, że całun opadł sam w naturalny sposób, kiedy zmarły stanął na nogach. Pan zmartwychwstał prawdziwie.
Dlaczego umarł? Wiara uczy, że za ludzkie grzechy. Pytamy jednak jak odbyła się śmierć od strony fizycznej. Powstały na ten temat trzy teorie: Jezus skonał na krzyżu w stosunkowo krótkim czasie, w trzy godziny, prawdopodobnie z wycieńczenia; z powodu uduszenia lub w wyniku udaru serca. Cierpienie, zakażenie krwi lub udar słoneczny mogły przyspieszyć śmierć, choć niewolnicy z Powstania Spartakusa konali na krzyżach przez kilka dni. Dr Ligi Malantrucco, kardiolog z rzymskiego szpitala św. Piotra, wykrył pewne analogie między opisem zwłok Chrystusa, a zwłokami ludzi, którzy umarli na serce. Wolno stąd wnioskować, że Chrystus zmarł podczas ukrzyżowania prawdopodobnie na serce. Wersję tę potwierdza Ewangelia św. Jana oraz wzmianka św. Mateusza o pogorszeniu się stanu zdrowia Jezusa już w Ogrodzie Oliwnym i zaraz po aresztowaniu. To były pierwsze symptomy ataku serca. Nie ma, zatem wątpliwości, że Jezus cierpiał i umarł. W naszych rozważaniach staraliśmy się również wykazać, że bez wątpienia On także zmartwychwstał. Niechaj, zatem Święcone tego roku i polski dyngus naszą wiosenną radość wielkanocną uczynią głębszą i bardziej zrozumiałą. Alleluja! Wesoły nam dziś dzień nastał, bo Pan zmartwychwstał prawdziwie. >

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji