nr. 52
VICTORIA, BC,
KWIECIEŃ 2014
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE

ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Wielkanocne
Jajeczko

Dom Polski
27 kwietnia

Opiekun
Polskiego Domu

Poszukiwany


ARTYKUŁY

Od Redakcji

ks. P. Szczur -
O prawie

do miłości

ks. M. Szwej -
Zmartwychwstał
Pan

Wielkanoc

Szymon Włodarski-
Fenomen

emigracji

Józef Han -
Dulębianka

DZIENNIK
ciąg dalszy (3)

Lidia Mongard -
Wczsne zioła

koper
i szczypiorek

M. Sławiński
Stół wielkanocny

Radziwiłła

E. Caputa -
Świąteczne
wypieki

fotoreportaż

E. Caputa
Do zobaczenia!

z Januszem
Pawlakiem

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 6

Rozmaitości


Indeks autorów

Szymon Włodarski

Fenomen emigracji

Będąc jeszcze w kraju i uczęszczając do liceum ogólnokształcącego, ani ja ani moi przyjaciele nie przywiązywaliśmy uwagi do pojęć polskiej kultury, folkloru i literatury. Oczywiście lekcje języka polskiego wypełnione były rozważaniami i analizą całego okresu polskiej twórczości literackiej, zaczynając od “Bogurodzicy” a kończąc na czasach współczesnych. Zajęcia z historii również poświęcone były głównie sprawom polskim (proszę sobie wyobrazić, że uczono nas o Cudzie nad Wisłą). Nigdy jednak jako uczniowie nie zauważaliśmy piękna i bogactwa naszej kultury. Fascynowały nas amerykańskie filmy, samochody, zachodnie produkty i zwyczaje. Było w modzie nie słuchać polskiej muzyki, uważając, że to,co najlepsze jest zachodnie. W jak wielkim byliśmy błędzie. Czy było to zjawiskiem zwykłym dla młodych ludzi? - Nie sądzę. Większość “dorosłych” w owym czasie podzielała nasze poglądy, a może powinienem napisać odwrotnie, to my podzielaliśmy poglądy starszych (pomijam całą politykę i sytuację ówczesnej PRL).
Młodzi, którzy wyrastali w PRL-u, tworzyli grupę ludzi, dla których pojęcie Polska, oznaczało tylko codzienne życie pozbawione kolorów hollywoodzkich bajek. Z pewnością i ja byłem taki sam, a zapewniam wszystkich, że wtedy bez wahania oddałbym wszystko za motor Harley Davidson.
Emigracja to czas zmiany i życia w kompletnie innych warunkach.
Człowiek traci pewność rzeczy, które go otaczają, pierwsze zderzenia z obcą kulturą, nieznanym językiem i zwyczajami powoduje, że niektórzy czują się zagubieni. Zmienia się spojrzenie na świat, człowiek poznaje nowe rzeczy i odkrywa u siebie nowe reakcje na otaczające go środowisko. Wtedy to również sięga po to, co mu szczególnie bliskie - polskie. Normalnym odruchem jest potrzeba tego, co kiedyś było znane, a teraz jest utracone. Kupujemy polskie gazety, śmiejemy się oglądając po raz kolejny “Samych swoich”, czytamy polskie książki, posyłamy dzieci do polskiej szkoły i harcerstwa. Wtedy to przypominamy sobie, ze już kiedyś coś takiego słyszeliśmy, ale nie zwróciliśmy na to uwagi będąc w kraju.
Dopiero po “stracie” danej rzeczy odkrywamy jej piękno, głębię i jakże odczuwalną dla nas bliskość. Znam osobiście wiele ludzi, którzy dopiero po wyjeździe z kraju zaczęli interesować się polską książką i filmem, polską historią i sztuką. Sam uważam siebie za właśnie doskonały przykład tytułowego “fenomenu emigracji”. To, czego będąc w kraju nie dostrzegałem, tu, z dala od ojczyzny odkrywam na nowo. Idąc w przeszłość jeszcze dalej, lektury licealne, których nigdy nie przeczytałem, teraz dosłownie “połykam”, interesuje mnie polska literatura i historia (nie tylko ta z II WS). Przeglądając swoje książki i notatki przywiezione z kraju co rusz natykam się na nowe-znane fakty. Ostatnio wpadł mi w ręce krótki dwuwiersz renesansowego polskiego poety, Mikołaja Reja:

“Cudze chwalicie swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”

Hmm, jakże słusznie ujętą prawda życiowa. Widać nie tylko moje pokolenie ulegało tendencji zachwycania się nad obcym, innym (czytaj: lepszym) życiem. Emigracja zdaje się być pozytywnym czynnikiem powodującym zapotrzebowanie na uświadomienie sobie podstawowych pytań dotyczących ojczyzny, Polski, mojej kultury, gdzie wyrosłem, jakich mam przodków. Można by zaryzykować stwierdzenie, że na emigracji ludzie stają się lepszymi Polakami, lepiej znają swoje dziedzictwo narodowe i kulturę. Czyż nie jest to zjawisko powszechne, nazwijmy to je „fenomenem emigracji”? Czyż emigracja nie powoduje „otworzenia oczu” i zauważenia, że filmy hollywoodzkie, to po prostu kolorowe bajki, że wiele obcych zwyczajów po prostu nam nie pasuje, że nasze polskie Święta Bożego Narodzenia i nasza Wielkanoc to coś więcej niż tylko dni wolne od pracy, że pojecie przyjaciela to dla nas coś więcej niż „friend” w znaczeniu języka angielskiego, że film „Rejs” to klasyka kina, a Mickiewicz nie był wcale oderwanym od rzeczywistości poetą, ale wieszczem narodowym. Jako Polacy odziedziczyliśmy wielki skarb narodowy
przeszłych pokoleń, niezmierzone bogactwo artystyczne, sztukę europejską i ponad tysiącletnią historię. Nie powinno być w nas miejsca na wstyd i kompleksy, że jesteśmy Polakami. Powinniśmy być dumni, że z Polski pochodzimy.
Oczywiście nie ma reguł bez wyjątków. Sporo ludzi po wyjeździe z Polski stara się jak najszybciej zasymilować z nowym otoczeniem, zapominając o swoich korzeniach i tradycjach. Zjawisko nie tyle smutne, co po prostu ludzkie, jacy jesteśmy zależy od nas samych i nikt nie daje nam prawa do oceniania innych. Ale...
Artykuł ten nie ma na celu nawoływania do negacji wszystkiego, z czym spotkamy się będąc na emigracji. Wiele dobrego mamy do zawdzięczenia Kanadzie i naprawdę powinniśmy zaliczać się do ludzi szczęśliwych, którym dane jest żyć w kraju Klonowego Liścia. Powinniśmy tym bardziej włączać się w życie tego kraju dając przykład innym, może trochę nieśmiałym rodakom. A do czytania i studiowania polskiej literatury zachęcam wszystkich gorąco w zaciszu domowym każdego z nas.>

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji