nr. 52
VICTORIA, BC,
KWIECIEŃ 2014
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Wielkanocne
Jajeczko
Dom Polski
27 kwietnia

Opiekun
Polskiego Domu
Poszukiwany


ARTYKUŁY

Od Redakcji

ks. P. Szczur -
O prawie

do miłości

ks. M. Szwej -
Zmartwychwstał
Pan

Wielkanoc

Szymon Włodarski-
Fenomen

emigracji

Józef Han -
Dulębianka
DZIENNIK
ciąg dalszy (3)

Lidia Mongard -
Wczsne zioła

koper
i szczypiorek

M. Sławiński
Stół wielkanocny

Radziwiłła

E. Caputa -
Świąteczne
wypieki
fotoreportaż

E. Caputa
Do zobaczenia!
z Januszem
Pawlakiem

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 6

Rozmaitości


Indeks autorów

Mirosław Sławiński

Stół wielkanocny Sierotki Radziwiłła



Piątek 28 marzec –wtorek 1 kwiecień.W wielkanocnych numerach poznańskiego „Tygodnika Literackiego”, które ukazały się 13 i 20 kwietnia 1840 r., Antoni Woykowski zamieszcza nie podpisaną opowieść otrzymaną kilka miesięcy wcześniej pocztą z Paryża. Tytuł przykrojony pod święta brzmiał: „Święcone u J. O. Księcia Radziwiłła Sierotki”. Wkrótce się okazało, że autorem tej modnej w romantycznej dobie szlacheckiej gawędy był Juliusz Słowacki. Opowiadanie zaczyna się od opisu tłumnego przybycia gości na zamek, gdzie rezyduje gospodarz. I tu czeka ich niespodzianka:

„(...) otworzono drzwi do pierwszej sali, zaleciało nas powietrze i aura przesiąkła zapachem święconego, które urządził kucharz pierwszy J. O. Księcia, Włoch Loga, ku krotochwili i zabawie; w pierwszej bowiem sali stały trzy pasztety olbrzymiego kształtu, które ujrzawszy, książę zawołał: Wać Panowie, do ataku! - co wymówiwszy, zdjął z pierwszego pasztetu czapkę - i wyleciało z niego wielkie mnóstwo żywych kuropatw, jemiołuch, gołębi, jarząbków, ortolanów [ptaków hodowanych w ogrodach Lombardii i Prowansji do celów gastronomicznych], które potłukłszy okna, powylatywały na dziedziniec, gdzie jeszcze był długi ogon szlachty cisnącej się za księciem panem, a ci, że wielu było uzbrojonych w fuzje, zaczęli owe ptastwo strzelać w lot. (...)


Tu książę przyzwał kucharza do sali i zaczął go mocno strofować za to, że nie dopiekł zwierzyny. (...) zapytany kucharz, co się znajdowało w wielkiej piramidzie, stojącej na prawo, odrzekł księciu panu, iż upiekł w niej całego Laokonta z wężami [chodzi oczywiście o kopię grupy Laokoona - słynnej marmurowej kompozycji odkrytej w 1506 r. w ruinach Złotego Domu Nerona w Rzymie]. (...) Wtem J.O. Książę, wziąwszy ze ściany buławę żelazną, nabitą gwoździami, dał tak po piramidzie, że aż się rozleciała - i ujrzeliśmy siedzącego na ruinach pasztetu karła w cielistym ubiorze, który był cały skrępowany kiełbasami, jakby ów Laokont właśnie pasujący się z gady Minerwy. Na to kucharz Loga niby zawstydzony odezwał się: Decoctus erat, sed resurrexit [ugotowany był, lecz zmartwychwstał].


(...) po rozbiciu trzeciego pasztetu znaleźliśmy karlicę księcia (...), Diannę, która święconymi salcesony przywiązana była za ręce do pasztetu [udawała Andromedę przykutą łańcuchami do skały], przed nią leżał ogromny szczupak, mający zamiast własnej głowę dzika, z paszczęką otworzoną, która bez wątpienia karlicy owej mogła być grobem. J. O. Książę udawał gniew - a my wszyscy dziwiliśmy się tym pięknym inwencjom Włocha, które niby oszukując nas, w zawieszeniu trzymały ranny apetyt.


Tu wystąpił ksiądz Ryłło, jezuita, już nie udając gniewu, ale prawdziwie rozsierdzony, i rzekł: Nie godzi się, książę panie, z tworów boskich czynić takie igraszki - oto ja, nie wiedząc, co było w tych pasztetach, poświęciłem je, więc i te stworzenia poświęcone zostały jako rzeczy na jadło przeznaczone, a teraz mam skrupuł i grzech na sumieniu. Ja to sam wymyślił, rzekł książę, więc będę pokutował w Jeruzalem, a te karły wczoraj spowiadały się i jadły komunikanta, więc woda święta nie spadła na diabła (...).


Nie mając co robić w pierwszej owej sali, gdzie już tylko smok i owe salcesony, którymi były skrępowane karły, mogły być ku pożywieniu, weszliśmy za księciem panem do sali drugiej, gdzie już czekały na nas niewiasty i małżonki owych panów, którzy byli do księcia na święcone sproszeni. - Książę oddał głęboki pokłon i zaczął wszystkie w ręce całować, co trwało długo, ile że połączone było z komplementami; po czym, kazawszy sobie podać jaje, obchodził wszystkich książę pan i każdemu podając jaje, składał życzenia pełne afektu - a nareszcie i piastunce swojej, która w kącie stojąc, płakała z rozczulenia, podał talerz i pocałował w chude ręce staruszkę, która go wzięła za głowę i uścisnęła jak dziecko swoje. Babko, rzekł J. O. Książę, na przyszłe święcone twój piastun będzie gdzieś na morzach, jak na huśtawce, a ty mi tu rób co roku święcone i czekaj - i z kucją mnie czekaj co rok, aż zejdą gwiazdy - bo może ja powrócę głodny, (...)


W. Panowie, może to ostatnie święcone, które będę pożywał z wami - a że inni moi krewni bambizami [kalwinami], a mój brat, Grzegorz ad cardinalatum strychuje [szykuje się do godności kardynała], to może już nigdy więcej Radziwiłłowskiego święconego nie zobaczycie; ale niech to was, miłościwi panowie, nie pozbawia apetytu... proszę się rozgościć. Obróciliśmy wtenczas oczy na święcone, a było na co patrzeć, albowiem i tu pod prezydencją księcia kucharz wszystko tak urządził, że nie tylko apetytowi, ale i myśli było przyjemnym. W sali tej albowiem, śród mnóstwa drzew, z miodu lipowego była sadzawka z wyspą zielonym owsem pokrytą, na której się pasł święty baranek z chorągwią, mający oczy z dwóch karbunkułów [rubinów, granatów?] ze skarbca J.O. Księcia wyjętych, które błyszczały niezmiernie. Na tego baranka godziło czterech dzików okropnej wielkości, upieczonych całkowicie, a dwanaście jeleni ze złoconymi rogami, w różnych pozyturach, wyskakiwało z lasu, który był z drzew pomarańczowych, różnymi konfektami obrodzony.


Gdy tu same mięsiwa, to w przyległej komnacie były ciasta i napoje nie mniej misternie ułożone. Nie lasy tam, ale baby podobne skałom nosiły na głowach z migdałowych murów grody i fortece, coś nawet podobnego Jerozolimie widać było, albowiem śród cukrowych domów ukryte ananasy koronami szarymi naśladowały palmowe drzewa, a w bramach zaś figurki cukrowe w szmalcowanych pancerzach i z krzyżami czerwonymi na piersiach, jako jerozolimscy rycerze za czasów Godfreda, stali na straży”


(J. Jarosińska, „Kuchnia polska i romantyczna”). >

Tekst jest fragmentem artykułu z Tygodnika Wprost 15/2001

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji