nr. 52
VICTORIA, BC,
KWIECIEŃ 2014
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Wielkanocne
Jajeczko
Dom Polski
27 kwietnia

Opiekun
Polskiego Domu
Poszukiwany


ARTYKUŁY

Od Redakcji

ks. P. Szczur -
O prawie

do miłości

ks. M. Szwej -
Zmartwychwstał
Pan

Wielkanoc

Szymon Włodarski-
Fenomen

emigracji

Józef Han -
Dulębianka
DZIENNIK
ciąg dalszy (3)

Lidia Mongard -
Wczsne zioła

koper
i szczypiorek

M. Sławiński
Stół wielkanocny

Radziwiłła

E. Caputa -
Świąteczne
wypieki
fotoreportaż

E. Caputa
Do zobaczenia!
z Januszem
Pawlakiem

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 6

Rozmaitości


Indeks autorów

Przepisala ECK

Trendowata
nowa wersja cz. 7

Na wzmiankę pana Macieja, że obcując z nimi ludzie innych sfer mogą skorzystać wiele, Waldemar zawołał z humorem:
- A tak, skorzysta, będzie nam wdzięczny. Po co ma ma się uczyć agronomii, melioracji? Może przejąć gremialnie nerwy i kwasy ciotki. Jej wytworne i dystyngowane minki. Nauczy się makaronizować, uważać zagranicę za wyrocznię dowie się, że człowiek, który szanuje swą godność, powinien uważać literę „r” za barbarzyński zbytek w alfabecie, wreszcie przekonamy go, że można być skazanym na utratę czci i honoru nie tylko po spełnieniu podłości, ale za dobieranie sobie drugi raz z półmiska. Wspaniałe nabytki cywilizacji, In summo gradu!
Pan Maciej,zarażony żartobliwym głosem wnuka, śmiał się również.
- Mój chłopcze - rzekł z uśmiechem - mówisz tylko o Idalce, a czego ode mnie mógłby się nauczyć?
- O doprasza się dziadek komplementów. Gdybyśmy byli wszyscy do dziadka podobni i do babki Podhoreckiej, miałbym inne zdanie o dzisiejszej arystokracji. Wówczas może stałbym się fanem naszej sfery, ba, kapłanem składającym ofiarę na jej ołtarzu, czciłbym jej godne hasła, ultrahumanitarne zasady, wyborną etykę. Lecz ponieważ u innych nie widzę nic podobnego, więc nie śpiewam wraz z ciotką hymnów pochwalnych.
Wysokie czoło starego magnata zmarszyło się, spuścił głowę i głęboko westchnął. Słowa wnuka wywołały w jego duszy niepokojący szept. Coś w sumieniu cichutko się odezwało, jakaś mała komórka wspomnień, pokryta pleśnią czasu drgnęła nagle wywołując strzałę bólu. Tę smutną chwile życia można by wytłumaczyć młodością, ale pan Maciej nie należał do ludzi, co dla złagodzenia własnych błędów wynajdują powody i stawiając je przed sobą jakby barykady, żyją spokojnie.
Siedział zamyślony, spokojny aż zwrócił uwagę Waldemara.
Ordynat przystanął obok dziadka i zaglądając mu w twarz zapytał z uśmiechem.
- O czym dziadek tak marzy? Wolno wiedzieć? To ten wieczór. Jest tak upojnie, i nawet ja, choć nie jestem romantykiem z przyjemnością zanurzyłbym się w marzenia. Taka noc skłania do snu na jawie. I chętnie zostałbym was dzisiaj na noc, gdyby nie perspektywa kolacji w towarzystwie ciotuni. Ona odbiera mi humor i apetyt.
- Bo też zostań! Co tam Idalka! Pogodzicie się z sobą.
- Nie, wolę jechać. Wszyscy mnie dziś zmęczyli nawet ta makolągwa, diablica przebrana za pasterkę.
- Co za diablica? Jaka pasterka?
- Ano, ta panna Stenia…
Pan Maciej drgnął.
- Stenia? Co ty mówisz Waldemarze?
Ordynat spojrzał zdziwiony.
- Mówię o tej dziewczynie Stefanii Rudeckiej. Dziadzio przecież tak ją nazywa.
-Ach tak! Istotnie, tak ją nazywam, bo to ładnie. Ale czymże ci ona dokuczyła? Ty zawsze się z nią drażnisz, dziś także.
Waldemar zaśmiał się głośno.
-Wcale się z nią nie drażnię. To ostrodzioba! To ona mnie prowokuje tą swoją świętoszkowatością.
- Źle robisz. To miłe i bardzo dobre dziecko. Trochę tylko pokaleczone. Jest z dobrej polskiej rodziny. Wiesz przecież, w jakich warunkach została nauczycielką. Pracuje pilnie, i choć to nie jej prawdziwy zawód, to świetnie daje sobie radę. Taki home schooling, to nie łatwa robota. To trzeba cenić. Po co jej robić przykrości.
- Dziadku! Przecież to cecha naszej sfery robić sobie zabawę z takich zabłąkanych wśród nas, mieć ich za przedmiot żartów, ostrzyć na nich dowcip.
Pan Maciej popatrzył na wnuka z obawą.
- Wątpię żebyś to mówił serio.
- Owszem. Zupełnie serio mówię. To także jeden klejnot z drogocennego skarbca naszych arystokratycznych przymiotów.
- Waldy, co dziś w ciebie wstapiło?
- Jestem wyjątkowo prawdomówny.
- Jesteś rozgoryczony i niesprawiedliwy dla samego siebie. Nie potrafiłbyś się tak bawić ludźmi.
- Być może. Zresztą, wszystko mi jedno.
- Więc czemu tak postępujesz?
- Dla tradycji, kochany dziadku.
- Znowu kpisz!
- Więc powiem prawdę. Nie mogę patrzeć na tę dziewczynę. Jest w niej coś, co mi przeszkadza.
- W kim? W pannie Steni?
- Tak. Jest odrażająca.
- Przecież to piękne i inteligentne dziecko. Za co jej nie lubisz?
Waldemar wzruszył ramionami.
- Prawdopodobnie za to samo, co ona mnie. Czy ja wiem, za co? Mniejsza o to. Muszę jechać. Za tydzień przyjeżdżam z praktykantem ku wielkiemu zadowoleniu cioci.
- Jak to! Wcześniej nie będziesz?
- Mam bardzo dużo pracy.
Pan Maciej uścisnął wnuka serdecznie.
-Tylko jedź ostrożnie. Nie szalej na tym swoim żelaznym rumaku.
- Obiecuje jechać ostrożnie.
Wyprostował swą męską postać i uśmiechnął się łobuzersko.
- Idę pożegnać ciocię. Ale czy mnie nie zrzuci ze schodów?
- Daj spokój. Ona już dawno śpi.
- Tym lepiej. No to Adieu.
Pan Maciej widział przez okno jak Waldemar spotkał przed domem obie dziewczyny wracające ze spaceru. Zamienił kilka słów z Lucią, ale wpatrywał się w Stefcię. Ta stała milcząc odwracając spojrzenie. Gdy weszły do środka, zapuścił motocykl i z rykiem pomknął jak wicher.
Pan Maciej pokiwał głową.
- I to ma być ta ostrożna jazda? – powiedział sam do siebie. Mam nadziej, że się za chwile uspokoi. A swoją drogą …mówi, że jej nie cierpi, ale się na nią gapi, jak sroka w klejnot. Ciekawe? –Powiedział sam do siebie.


(Ciąg dalszy nastąpi)

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji