nr. 53
VICTORIA, BC,
MAJ 2014
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Dzień Dziecka
Dom Polski
1 czerwca

Night in Tropics
Dance
Dom Polski
7 czerwca

Opiekun
Polskiego Domu
Poszukiwany


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Przechodniu -
powiedz Polsce

o Monte Cassino

Alicja Babkiewicz -
Instytut Józefa
Piłsudskiego

w Nowym Jorku

Rysiek Rydz-
Szwedzkie wakacje

dla polskich dzieci

Józef Han -
Dziennik

ciąg dalszy (4)

Lidia Mongard -
Wiosenne zioła

melisa
i lubczyk

T. Gierymski
Uri Orlev

pisarz

E. Caputa -
Rodeo w
Luxton
fotoreportaż

Najazd Wikingów
w muzeum
RBCM

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 6

Rozmaitości


Indeks autorów

Rysiek Rydz, Goteborg, Szwecja

Szwedzkie wakacje

Robię za tłumacza. Pewno będziecie zdziwieni, z jakiego języka tłumaczę. Szwedzi zorganizowali kolonie dla domu dziecka z południowej Polski. Przyjechało 35 dzieci, miało być 36, ale jeden chłopak uciekł tuż przed wyjazdem.

Dzieci są w wieku od 6 do 19 lat. Kolonię mają położoną nad morzem, 110 km ode mnie. Spędziłem z nimi cały dzień. Dzieci wyglądały zdrowo, były dobrze ubrane i były fajne. Dwoje jest podobno gotowych do adaptacji, ale nie wiem, które.

Kierowniczka domu dziecka jest dobrą kobietą, widać, że troszczy się o dzieci. Okazuje im masę ciepla. Dzieci wpadają często w konflikty i są ostre dla siebie. Język między dziećmi również jest ostry. Umieją też okazać ciepło młodszym, często w formie bójki z nimi.

Dzieci wydają się dość pasywne, jeśli chodzi o zdobywanie wiedzy. Próbowałem powiedzieć im trochę o Szwecji z mapy, która wisi na ścianie. Mają bardzo małą wiedzę o geografii, a zainteresowanie jeszcze mniejsze. Uczą się błyskawicznie, jeśli jest to im przydatne, np. jak się mówi po szwedzku: poproszę o jabłko. Dzieci są zgłodniale owoców.

Personel jest szwedzki i stąd moja rola w grupie dzieci. Podobno przez pierwsze dni dzieci były niespokojne, przy jedzeniu zachowywały się bardzo głośno i dochodziło między nimi do awantur. Dzieci rzucamy się na owoce i brały na zapas pod poduszkę, co zostało zabronione przez personel. Wtedy jedna dziewczynka, około 16 lat, wzięła dwa jabłka, po jednym do każdej ręki i ugryzła wpierw jedno, a potem drugie.

Dzieci przeszły badanie lekarskie, tłumaczka płakała słuchając odpowiedzi dzieci na pytania doktora. Dzieci nie są sierotami, nie licząc jednego chłopca. Wszystkie pochodzą z rodzin pijaków, którzy maltretują swoje potomstwo. Kierowniczka opowiadała o dziewczynce lat 9, która po każdym powrocie od matki jest tak pobita, że jest niebieska.

Jadłem z tym dzieckiem przy jednym stole, miła dziewczynka o ogromnym apetycie. Jestem zdziwiony ilością jedzenia, które mieści się w tym małym ciele.

Inne dziecko jest kontrastem tej malej, chłopiec 8-letni potrafi nie jeść parę dni. Siedzi przy stole kierowniczki i biedna kobieta cierpi walcząc z nim, żeby zjadł trochę. Kobieta rozumiała, że to jest sposób dziecka, żeby zwrócić na siebie uwagę, ale nie mogła patrzeć, jak dziecko się głodzi. Chłopiec był dwa lata w domu dziecka, i dopiero tu w Szwecji dal się przytulić kierowniczce. Opowiadała, że chłopiec zjadł raz dobrze, kiedy ksiądz opowiadał mu bajki przy stole i tańczył przed nim. Kierowniczka pytała dzieci, czy chcą w niedziele, tzn. wczoraj, księdza na kolonii. Dzieci zgodnie powiedziały, ze nie chcą i ksiądz nie przyjdzie. Jeśli chodzi o chłopca, który nie je, to kierowniczka pocieszała się tym, że jego starszy brat był taki sam, ale wyrósł z tego.

Zostałem z młodszymi dziećmi w świetlicy, podczas gdy starsze poszły malować łodzie. Dzieci miały się uczyć tajemniczego szyfru. Większość dzieci szybko opanowała sztukę szyfrowania i przybiegały do mnie, żeby pokazać rezultat. Były głodne pochwał.

Wypytywałem dzieci o szkolę. Nie przywiązywały dużej wagi do nauki. Pytałem dzieci, czym chcą zostać, jak będą duże. Dziewczynki odpowiadały, że chcą być w domu albo pracować jako sprzątaczki. O najzdolniejszej dziewczynce, która przeskoczyła klasę, powiedziały, że „ona chce pracować w sklepie jako sprzedawczyni”. Chłopiec około lat 11, dobry uczeń, według dziewczynek z tej samej klasy, powiedział, że chce być szoferem, co zostało przyjęte drwinami ze strony koleżanek.
“Ty? Niezdaro, nawet nie umiesz jeździć na rowerze”,
na co ja, że do prowadzenia samochodu umiejętność jazdy na rowerze nie jest konieczna.
Chłopiec przyjął kpiny koleżanek spokojnie, ale wycofał się z zawodu kierowcy. “Zostanę cukiernikiem, jak mój wujo” powiedział.

Kierowniczka domu mówiła, “co ja im mogę pomoc, jeśli te dzieci żyją z piętnem, że ich matki ich nie chcą.”.>

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji