nr. 55
VICTORIA, BC,
WRZESIEŃ 2014
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Zebranie
Sprawozdawcze
Dom Polski
19 pażdziernika

Zabawa Halloween
25 pażdziernika

60 jubileusz
Domu Polskiego


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Andrzej Pomian-
W 75 rocznicę
wybuchu

II wojny światowej

Ewa Caputa-
Sztandar

Ewa Korzeniowska-
Witkacy

rocznica śmierci

Józef Han-
Dziennik

ciąg dalszy (6)

Lidia Mongard-
Wrzos

Pospolity

Quo Vadis
Rozmowa z Anią Stefek

Ewa Caputa-
Makutra
w kuchni

Rzeżby z broni
fotoreportaż

Glinludy
w Bolesławcu
fotoreportaż

Najazd Wikingów
w muzeum
RBCM

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 10

Rozmaitości


Indeks autorów

Ewa Caputa

Sztandar


11 listopad 2007. Prezes Białego Orła Stanisław Planeta ze sztandarem SPK


Został tylko goły drzewiec.


Zwykle, kolory Stowarzyszenia Polskich Kombatantów koła 29 w Victorii BC zdobiły hol w Domu Polskim. Sztandar z gabloty wyciągany był tylko na specjalne okazje, a teraz go tam już nie ma.
Nie będę ukrywać, że zniknięcie sztandaru mnie zdziwiło. Jak się okazało, zarząd stowarzyszenia „Biały Orzeł” też nic o tym zniknięcu nie wiedział. Sztandar nie był własnością „Białego Orła”, należał do Koła Polskich Kombatantów.
Wystarczy „zaguglować”, by dowiedzieć się, że S P K czyli polska organizacja kombatancka na emigracji powstała po zakończeniu II wojny światowej. W jej skład weszli byli żołnierze polscy znajdujący się pod brytyjskim dowództwem, których poza Polską po zakończeniu II wojny zostało ok. 250 tysięcy. Większość z nich nie chcąc wrócić do kraju opanowanego przez komunistów, wybrała życie na emigracji. Nie mogąc pozostać w Wielkiej Brytanii rozproszyła się polska armia po świecie, ale wszędzie, gdzie znaleźli się ex-żołnierze powstawały ich małe Polski.
Garstka polskich ex-żołnierzy oraz więźniów z niemieckich obozów pracy trafiła do Victorii. Po osiedleniu się w stałym miejscu, polscy emigranci założyli stowarzyszenie „Biały Orzeł”. Chcieli być silną etniczną grupą. Wzajemnie się wspierać. Podkreślić swą obecność w tkance nowego kraju i jej osnowę wplatać polską kulturę i tradycję.

Koło Kombatanckie SPK powstało w Victorii dużo później. Stało się to dopiero w1985 roku z inicjatywy pana śp. Kazimierza Klimaszewskiego, który przybył do Victorii z Toronto, gdzie był wieloletnim działaczem SPK i na sercu leżało mu kontynuowanie kombatanckich tradycji, zwłaszcza, że fala emigratów 1981 roku, chętnie się do szeregów kombatanckich zapisała.
W dniu 11 listopada 1986 roku grupa polskich kombatantów po raz pierwszy złożyła w Victorii wieniec pod Pomnikiem Nieznanego Żołnierza. Dwa lata później kombatanci z 29 koła w Victorii BC otrzymali swoje barwy, czyli sztandar. W Kronice SPK, którą prowadziła pani Alina Chalecka, zdeponowanej w bibliotece przy Domu Polskim w Victorii czytamy:


„Sztandar został wykonany w Polsce, według wzorów sztandarów kół SPK w Kanadzie, z dodatkiem herbu miasta Victorii: ”Victoria Temper Liber”. Na rodziców chrzestnych sztandaru poproszono kolegę Władysława Chmiela z Victorii i panią Janinę Trzyna, wdowę po komandorze marynarki wojennej RP. W krótkim czasie zastąpiła ją pani Chalecka (…)
10 maja 1987roku podczas uroczystej mszy świętej za poległych w kościele pod wezwaniem Serca Jezusowego w Victorii w obecności prezesa SPK, kolegi Mieczysława Szczecińskiego, delegacji koła SPK z Vancouver, zaproszonych gości i licznie zebranych wiernych, ksiądz kapelan Antoni Kwarta dokonał aktu poświęcenia. Po poświęceniu sztandaru delegacje udały się pod Pomnik Nieznanego Żołnierza, gdzie z udziałem pocztów sztandarowych i flag: polskiej i kanadyjskiej złożono wieniec w polskich barwach narodowych z wstęgami i napisem „ Battle of Britain”, „Monte Casino”, „Falaise”, „Warszawa” – w hołdzie poległym. Koło SPK Nr: 29, Victoria BC.”
Od tej pory sztandar towarzyszył wszystkim obchodom świąt narodowych i wojskowych.

Kombatanci w Victorii działali aktywnie. Z ich inicjatywy reaktywowała istnienie Polska Szkoła - finansowali w większości jej działanie. Wspomagali potrzebujących.Organizowali akademie z okazji ważnych kościelnych i państwowych świąt. Wspierali bibliotekę. Urządzali projekcje polskich filmów. Udzielali pomocy różnym wagabundom polskiego pochodzenia, którzy przybywali w ten koniec świata. Pomagali również w Polsce, na przykład przy rekonstrukcji zabytkowej kaplicy w kościele na Dolnym Śląsku. Wspomagali Instytut Dzieci Niewidomych w Laskach, pomagali Polakom na Ukrainie i Litwie. Reprezentowali także Polonię przy różnych kanadyjskich kombatanckich okazjach. A teraz, oprócz kroniki, i pożółkłych nekrologów nic nie pozostało po nich w domu Polskim, żaden ślad?

Chcąc rozwikłać tajemnicę zniknięcia sztandaru posta-nowiłam porozmawiać z panią Chalecką. Jest jedną z niewielu żyjących jeszcze polskich pań kombatantów z pokolenia, które własnymi rękami budowało Polski Dom. Jak wiele osób w tamtych czasach, pani Chalecka trafiła do Victorii po wieloletniej wojennej tułaczce. Z rodzinnego domu na Wileńszczyźnie, jako mała dziewczynka została wywieziona w głąb Rosji, a potem wraz z dziećmi i żonami żołnierzy walczących w Armii Andersa, przez Iran i Indie, przewędrowała pół świata. Dla nich, bezdomnych wędrowców, polskość była najwyższym dobrem. Rząd polski na uchodźstwie kładł wielki nacisk na kultywowanie polskiej edukacji i kultury wśrod polskich tułaczy II wojny. Gdziekolwiek się znajdowali czy to w Afryce czy w Azji, natychmiast powstawały tam polskie parafie, szkoły, biblioteki, polskie harcerstwo. Ich książki z tamtych czasów wydawane w najdziwniejszych zakątkach świata, do dziś znajdują się na półkach polskiej biblioteki w Domu Polskim. Pani Chalecka była aktywną członkinią „Białego Orła” i SPK. Obecnie pracuje jako wolontariuszka w bibliotece Domu Polskiego. Tam ją właśnie zastałam.
Zapytałam o sztandar. Oto, co powiedziała:

- Nie ma już SPK. Oddaliśmy nasz sztandar.
- Odesłaliśmy go do muzeum SPK do Toronto, - w jej głosie brzmiała nutka żalu.
- Nasze koło przestało istnieć. Powymieraliśmy. Została nas tylko garstka, więc odesłaliśmy wszystko, sztandar, głowicę z orłem, plakietki, pieniądze, które nam zostały i zdjęcia. Wszystko poszło do głównego oddziału SPK do Toronto.

Zmartwilam się. Od teraz, podobnie jak na pamiętnej Paradzie Zwycięstwa w 1945 roku, gdzie zabrakło polskich sztandarów, polskiego sztandaru znowu zabraknie, na przykład w trakcie obchodów Święta Zwycięstwa 11 listopada, pod Pomnikiem Nieznanego żołnierza w Victorii. Tym samym zniknie pamięć o polskich kombatantach, o ich walecznych czynach, bez których trudniej byłoby niewdzięcznym aliantom wygrać II wojnę. I jak na ironię, sztandar zniknął z Polskiego Domu właśnie teraz, gdy po latach zaczyna się doceniać w świecie polskie zasługi.

Parę dni później, na konferencji Polonijnej Młodzieży w Whistler, miałam okazję rozmawiać z panem Andrzejem Rutą, prezesem Zarządu Głównego SPK. Zapytałam go, czy można coś zrobić, żeby sztandar do Victorii wrócił.
- Możecie odzyskać sztandar wznawiając działalność waszego koła SPK – powiedział, jakby uradowany, że się do niego z tym zwracam.
- Zdziwiłem mnie trochę ta przesyłka bo wasz prezes SPK obiecał mi, że będzie się sztandarem opiekował. No i co się stało? Czy wszystko porządku? Proszę go pozdrowić.
Podziękowałam, choć prawdę mówiąc nie wiedziałam kto był prezesem koła nr: 29.
- Widzi pani - wyjaśniał dalej - przyszedł czas na młodych. Widać to na tej konferencji. Kombatanci odchodzą, ale przecież ich idee są ciągle aktualne. Niech młodzi - synowie i córki, wnuczki i wnukowie kombatantów się zbiorą i poniosą dalej ideę poprzedniego pokolenia. „Bóg”, „Honor”, „Ojczyzna’ są hasłami wyznaczającymi drogę, którą z pól bitewnych II wojny szli przez życie polscy kombatanci. Teraz, co prawda, Polska jest wolnym krajem, ale pielęgnowanie polskości jest ważnym zadaniem zarówno dla Polaków w Polsce jak i zagranicą, zwłaszcza w czasach globalizacji.

Ucieszyłam się.
Znaczy nie wszystko stracone…

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji