nr. 56
VICTORIA, BC,
PAŹDZIERNIK 2014
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Tango
Teatr Polski
Vancouver
28 listopada

60 jubileusz
Domu Polskiego


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Ewa Caputa-
Uciszcie go

ks. Popiełuszko

Edward Potkowski-
Pierwsze księgi
w Polsce
Magdalena Hen-
Luzjana

kupiona od Francji

Józef Han-
Dziennik

ciąg dalszy (7)

Lidia Mongard-
Dąb

i żołędzie

Ewa Caputa-
Polska szkoła
w Victorii

Joanna Jedrzejewska
Polskie szkoły
w Kanadzie

Ewa Caputa-
Zwyczje grzebalne
Prasłowian

Anna Poulton-
Czczenie zmarłych
w Japonii

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 11

Wspólne Niebo
Kosmos Aborygenów
galeria Stron

Rozmaitości

Poznań zaprasza
reklama

Indeks autorów

Magdalena Hen

Luiziana

To były dwa najlepsze interesy XIX wieku. Zakup przez Stany Zjednoczone Luizjany od Francji i zakup Alaski od Rosji. Nabycie Luizjany wynegocjowano w 1803, Alaskę kupiono w sześćdziesiąt lat później.
Kraina, nazywana przez Francuzów Luizjaną, obejmowała terytorium piętnastu dzisiejszych stanów USA i dwie prowincje kanadyjskie. Czyli cały dzisiejszy stan Arkansas, Missouri, Iowa, Oklahomę i Nebraskę, tę część Minnesoty, która jest położona na zachodnim brzegu Missisipi, Północną Dakotę, większość Dakoty Południowej, część Nowego Meksyku, północny Teksas, kawałki Montany, Wyoming Colorado, Luizjanę na zachód od Missisipi wraz z miastem Nowy Orlean i niewielkie terytoria w dzisiejszych kanadyjskich prowincjach Alberta i Saskatchewan stanowiło lwią część ówczesnego francuskiego imperium amerykańskiego. (Z dokładnością do Republiki Vermont. Dzisiejszy stan Vermont, zawsze radykalny, w czasie amerykańskich walk o niepodległość ogłosił się republiką. Dopiero po trzynastu latach państwowości przystąpił do Unii. Jeszcze dziś około 23% mieszkańców tego stanu przyznaje się do narodowości francuskiej. Czy to ze względu na tę specyfikę Vermont chlubi się jedynym w amerykańskim Kongresie socjalistycznym posłem?) Cały amerykański środkowy Zachód upstrzony jest francuskimi nazwami obecnie wielkich miast. Samochód Cadillac został nazwany na cześć założyciela Detroit…
Prezydent Jefferson nazwał ten zakup „obszernym zabezpieczeniem naszej przyszłości i rozległym obszarem dla błogosławieństw wolności” . Stany Zjednoczone podwoiły swoje terytorium..
Rosjanie, kiedy się im mówi, że tanio sprzedali Alaskę, bronią się, że Francuzi Luizjanę sprzedali za zbliżoną cenę, a przecież w momencie zakupu dolina Missisipi, tak wtedy jak i dziś, była bardzo urodzajna.
Zresztą chodziło nie tylko, i nie przede wszystkim, o terytorium. Francja podchodziła do sprawy swoich kolonii w Ameryce strategicznie - nie było to spontaniczne osadnictwo Anglików. Eksploracja Missisipi nie była przypadkiem. Należało opanować drogi wodne – tylko one w ogromnym kraju zapewniały transport. Już w XVII wieku generał Frontenac budował dobrze umocnione forty nad jeziorem Ontario, potem Erie a wreszcie posłyszano od Indian o wielkiej rzece przepływającej kawał kraju. To była Missisipi, czwarta rzeka świata. Za czasów Regencji u ujścia Missisipi założono miasto, które na cześć rządzącego wtedy Francją Filipa Orleańskiego nazwano Nowym Orleanem. Gdyby zrealizowano wyjściowy plan zbudowania nad Missisipi linii fortów łączących się z tymi nad jeziorem Erie, Francuzi mogliby opanować całą Amerykę Północną.
Bo tereny przyszłego Montrealu i Quebecu podróżnicy z Francji odkryli jeszcze za Franciszka I, w XVI wieku. Kilkadziesiąt lat później kardynał Richelieu, wszechmocny minister Ludwika XIII, uznał, że kolonizacja Ameryki jest sprawę państwową. Za Ludwika XIV państwo już zdecydowanie inwestowało w te kolonie. Ludwik XIV zadbał, by w traktacie z Rijswick strony, a przede wszystkim Anglia, uznały jego stan posiadania w Ameryce Północnej. Piętnaście lat wcześniej tereny w dolinie Missisipi nazwano na jego cześć Luizjaną.
Dlaczego więc to nie Francuzom się w Ameryce udało? Przede wszystkim z przyczyn społecznych. Nie budowano tam nowego społeczeństwa – jak w koloniach anglojęzycznych. Nie było równych szans: w koloniach francuskich, tak samo jak w hiszpańskich, panowały te same stosunki społeczne, co w metropolii. Nie wyjeżdżali więc przeciwnicy polityczni– na przykład hugenoci, bo królowie Francji, tak jak i władcy Hiszpanii, nie zgadzali się, by propagowali swoje idee w ich posiadłościach, nawet tych bardzo odległych. Zwykli mieszkańcy urodzajnej Francji nie mieli motywacji, by wyjeżdżać. Pozostawali więc poszukiwacze przygód – co dziesiąty Francuz w Ameryce był traperem. Stąd za Regencji dochodziło do porywania siłą kandydatów na osadników okolic Missisipi, co opisuje w swoich pamiętnikach Saint Simon. Nie pomogło, że w tym okresie kolonizację skompromitował największy skandal finansowy epoki: afera Lawa – próba finansowania kolonii akcjami giełdowymi bez pokrycia. Nic dziwnego, że w XVIII wieku liczebność Francuzów w Kanadzie stanowiła ułamek innych osadników. Około roku 1760 kolonie brytyjskie liczyły 15 razy więcej mieszkańców niż francuskie. Przebieg wojen w dalekiej Europie, które wpływały na losy kolonii, miał już drugorzędne znaczenie wobec tego zasadniczego faktu.
Mimo to kolonie angielskie były zaniepokojone: francuskie forty nad Ohio mogły odciąć pionierów Dzikiego Zachodu od kolonii bliżej Atlantyku. Co więcej, handel odbywał się poprzez rzeki Missisipi i Św. Wawrzyńca – obydwie w rękach Francuzów. Za rządów Pitta, Anglicy zdobyli więc kolejno Fort-Duquesne (nazwa została zmieniona na Pittsbourgh) i Fort-Frontenac, również francuska dotąd Kanada znalazła się pod rządami Anglii. W tej wojnie, która była odpryskiem europejskiej Wojny Siedmioletniej (1756-1763), Francja utraciła prawie wszystkie swoje kolonie. W Ameryce, oprócz utraty Kanady, wschodni brzeg Missisipi został przyznany Anglii. A koloniści anglosascy przybywali tłumnie.
Luizjana francuska też się dobrze rozwijała. Wprawdzie w wyniku paktu rodzinnego Bourbonów francuskich z Bourbonami hiszpańskimi znalazła się pod zarządem Hiszpanii, ale na przykład miasto Nowy Orlean w momencie sprzedaży liczyło już 18 tysięcy francuskojęzycznych mieszkańców. Było jednym z trzech największych w Ameryce. Żenujące, że podstawę jego rozwoju w dużym stopniu stanowił handel niewolnikami.
W Luizjanie rządy słabej Hiszpanii nie sprawiały Amerykanom kłopotów. Za przyrzeczenie pozostawienia w spokoju hiszpańskiego Teksasu uzyskali prawo żeglugi po Missisipi i prawo do posiadania w Nowym Orleanie składów nie objętych cłem. Francja jednak nie mogła pogodzić się z upokorzeniem Wojny Siedmioletniej. Utrata Luizjany i innych kolonii pozbawiła Francję towarów, do których obywatele zdążyli się już przyzwyczaić – trzciny cukrowej, bawełny tytoniu, kawy… (Sprawę cukru rozwiązała co prawda narzucona przez rząd Napoleona uprawa buraków cukrowych.)
Jak to zdarzało się w historii wcześniej i będzie zdarzać się później, buta zwycięzców stała się zarzewiem późniejszych wojen. Z tego głównie powodu Francja wsparła rewolucję amerykańską. Nie na wiele przydał się Francji zawarty wtedy z młodą amerykańską republiką pakt sojuszniczy. Kiedy po Rewolucji Francuskiej doszło do wojny z Anglią, prezydent USA Washington lawirował, by się w nią nie zaangażować. Doszło do tego, że Dyrektoriat, który rządził wtedy Francją, zerwał stosunki dyplomatyczne ze Stanami. Sytuacja Amerykanów stała się jeszcze trudniejsza, kiedy do władzy doszedł Napoleon. Na początku co prawda nastąpiło wznowienie stosunków dyplomatycznych. Ale w 1802 Amerykanie dowiedzieli się o tajnym pakcie Napoleona z Hiszpanią: Hiszpania zwróciła Francji Luizjanę w zamian za obietnicę uzyskania jednego z tworzonych przez Napoleona włoskich królestw. Prezydent Jefferson, nawiasem mówiąc frankofil, napisał, że każdy posiadacz Nowego Orleanu jest naturalnym wrogiem USA. Amerykanie rozważali więc wojnę z Francją o te tereny. Niemniej Jefferson próbował nawiązać negocjacje, ale minister spraw zagranicznych Napoleona, Talleyrand, grał na zwłokę.
Bo Napoleon rzeczywiście zamierzał przywrócić Francji imperium w Ameryce. Tu zdarzyło się coś, co przyjęliśmy uważać za element historii Polski. San Domingo – dzisiaj Haiti – od dwunastu lat było opanowane przez zbuntowanych niewolników. Pierwszym, wydawałoby się łatwym, etapem przywrócenia francuskiego stanu posiadania, było ponowne opanowanie tej wyspy. Generał Leclerc, szwagier Napoleona, pokonał co prawda zbuntowanych, ale wybuchła epidemii żółtej febry. Zmarł on sam i większość żołnierzy – wśród nich ci z Legionów Polskich.
W kilka miesięcy później Jefferson wysyła do Francji Jamesa Monroe, który wysprzedał się, by sfinansować tę podróż. Niewiele mu pomogło, że został później piątym prezydentem Ameryki – zmarł w biedzie.
Instrukcje od Jeffersona były jasne: za Nowy Orlean i Florydę należało zaproponować 50 milionów franków. Gdyby Francja odmówiła, należało zaproponować trzy czwarte tej sumy za samą wyspę Nowy Orlean. W przypadku niepowodzenia negocjatorzy mieli zwrócić się o terytorium na lewym brzegu Missisipi a wreszcie – o wieczyste prawo żeglugi i składowania. Gdyby to wszystko zawiodło, należało natychmiast rozpocząć rozmowy z Anglią.
Negocjatorzy zdębieli, kiedy Talleyrand odpowiedział: Chcecie kupić Nowy Orlean? Dlaczego tylko Nowy Orlean? Nie chcecie całej Luizjany?
Tak więc za 60 milionów franków dokonano tej transakcji. Nie bez problemów: konstytucja Stanów Zjednoczonych nie dawała takich prerogatyw prezydentowi. Ale że w ogóle o nich nie wspominała, to w obliczu oczywistych korzyści postanowiono przejść do porządku dziennego nad ta kwestią. Były też problemy finansowe – młoda republika musiała zaciągnąć długi w europejskich bankach. Spłacała je przez 20 lat.
Jakie były motywacje Napoleona? Z pewnością niepowodzenie na San Domingo, a wcześniej w Egipcie, zniechęciło go do zamorskich wypraw. Jego problemem była Anglia. Musiał sobie zdawać sprawę z zagrożenia możliwością zbliżenia Stanów Zjednoczonych i Anglii. A potrzebował pieniędzy na wojnę. Może liczył, że kiedy wygra, sprawa kolonii jakoś się rozwiąże. On sam powiedział: „Przekazując to terytorium Stanom Zjednoczonym ustalam na zawsze potęgę i daję Anglii rywala na morzu, który prędzej czy później utrze jej nosa.”
Nowy Orlean położony jest nad jedną z odnóg delty Missisipi, która w tym miejscu nie prezentuje się szczególnie efektownie. Główna ulica w Nowym Orleanie nazywa się Canal Street. Za czasów hiszpańskich rzeczywiście był tam kanał, oddzielający część francuską Nowego Orleanu od części amerykańskiej. Dziś w pełnej turystów części francuskiej na wszystkich gadżetach i wielu budynkach mogłam zauważyć lilie – herb Bourbonów. W tej drugiej części Nowego Orleanu ulice nazywają się avenue Iena, avenue Josephine i oczywiście avenue Napoleon. Jedni czczą tych, którzy ich stworzyli, drudzy tego, który im to sprzedał. >

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji