nr. 57
VICTORIA, BC,
LISTOPAD 2014
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Mikołaj
potluck
Dom Polski
7 grudnia

Hej Kolęda!
Wspólne śpiewanie
z White Eagle Band
Dom Polski
21 grudnia

Sylwester
Dom Polski
31 grudnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Jerzy łukaszewski-
Australijska
konkwista

hr. Strzeleckiego

E. Caputa-
Jedzenie
Morskiej
świnki

Ania w Peru

Tomasz Włodek-
Zwoje z Qumram

archeologia

Józef Han-
Dziennik

ciąg dalszy (8)

Lidia Mongard-
Jarzębina

czerwona

E. Caputa-
Wenus w Futrze

w Belfry

60-lecie
Domu Polskiego
Fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 11

Rozmaitości

Indeks autorów

Ewa Caputa

Jedzenie morskiej świnki


Wokół świat tonął w deszczu w listopadowy dzień, gdy z Anią Zapotoczny rozmawiałyśmy o jej przygodzie w Peru. Ania, obecnie uczennica 12 klasy, w lutym tego roku przebywała w Limie. Wraz z czternastu innymi uczniami ze szkoły, St. Andrew’s High School w Victorii BC, do której uczęszcza, brała udział w budowaniu szkoły na odległym przedmieściu stolicy Peru.

Kto organizował ten wyjazd?
To była lokalna organizacja z siedzibą w Kelownie. Oni pomogli nam to wszystko zorganizować, a my mieliśmy za zadanie zdobyć fundusze na wyjazd.

A kto wasz wyjazd finansował?
My sami. By zrealizować ten projekt, potrzebowaliśmy piętnastu tysięcy dolarów. Zaczęliśmy nad tym pracować rok wcześniej. Sama dla siebie zebrałam tysiąc siedemset dolarów, z czego $1000 to dotacje od członków polskiej parafii w Victorii - dochód zebrany z kawy i ciasta urządzonej na ten cel po niedzielnej mszy. To było niesamowite. Bardzo chciałabym podziękować wszystkim, którzy się do tego przyczynili: paniom, które upiekły ciasto i tym, którzy je kupowali.
Zorganizowaliśmy też wielką akcję zbiórki pieniędzy w postaci zabawy w centrum handlowym: Więzienie i Wykupienie (Jail and Bail). Polegała ona na tym, że kogoś ważnego, polityka, czy jakąś osobę z mediów wsadza się do więzienia (klatki), i uwięziona osoba dzwoni do różnych znajomych sobie ludzi z prośbą, żeby ją wykupić. Dużo pieniędzy zdobyliśmy w ten sposób. Naszym więźniem był na przykład Mack Hudson z lokalnej telewizji. Chcieliśmy wyjść poza szkołę z tą akcją. Udało nam się w nią ludzie z miejskiej społeczności. Było przy tym dużo zabawy, no i dość dużo pieniędzy udało nam się w ten sposób zebrać.

Jak wyglądały przygotowania do wyjazdu?
Do tej wyprawy przygotowywaliśmy się przez wiele miesięcy, bo oprócz zbierania funduszy na wyjazd musieliśmy coś wiedzieć o kraju, do którego jedziemy. Musieliśmy wiedzieć, co możemy tam jeść i pić i czego należy unikać. Musieli też zrobić wszystkie wymagane szczepienia. Baliśmy się tej podróży, gdyż jechaliśmy w nieznane, nie wiedząc, czego możemy się spodziewać. Ludzie musieli przygotowywać się do fizycznej pracy. Nikt z nas nie miał żadnego doświadczenia budowlanego.

Jak wyglądało wasze pierwsze spotkanie z Peru?
Po wielu godzinach lotu wysiedliśmy z samolotu i uderzyła nas niesamowita gorąca wilgotność, jakby ściana gorącego powietrza. Była 1-sza w nocy, ale gorąco że trudno było oddychać. No, więc załadowali nas do autobusu i zawieźli do hostelu. Rano okazało się, że szkoła, którą mamy budować znajduje się dwie godziny jazdy autobusem od miejsca naszego zakwaterowania.

Jak wyglądał tam wasz dzień?
Musieliśmy bardzo wcześnie wstawać. Dzielnica Miraflores gdzie mieszkaliśmy w bogatej części Limy, to miasto ogród. Tam rosły kwiaty, ale tak naprawdę, Peru jest ogromną pustynią. Z autobusu widzieliśmy, że im dalej od centrum tym to bogate miasto robi się biedniejsze i biedniejsze. Im dalej odjeżdżaliśmy, tym więcej widzieliśmy bezdomnych ludzi lub takich, którzy śpią w naprędce skleconych szopach. Byliśmy zdumieni, że ludzie żyją w takich okropnych warunkach, właściwie niczego nie mają. Ale jak dojechaliśmy do szkoły, to na nasze powitanie wyszły dzieci i mimo, że żyją one w wielkiej biedzie, to były uśmiechnięte i szczęśliwe. To było całkiem niesamowite. I wszyscy mówili nam, jacy są nam wdzięczni za to, że przyjechaliśmy do nich. Okazało się, że ta szkoła ma już dwa piętra, które wybudowano we wcześniejszych latach. My pracowaliśmy nad trzecim piętrem. Nasza praca była kierowana przez trzech majstrów budowlanych, którzy zajmowali się techniczną stroną budowy. My byliśmy robotnikami, wiec musieliśmy się wspinać na trzecie piętro, oczywiście tam nie było windy, żadnych dźwigów i donosić na własnych plecach materiały budowlane: worki z piaskiem, cementem, cementowe bloki, cegły. Wszystko musieliśmy dźwigać. To była bardzo ciężka praca. Nosiliśmy te ciężary, było okropnie gorąco i wszędzie pełno kurzu. I w nosie i w oczach. Pomimo maseczek. Pracowaliśmy tak przez tydzień. Peruwianie byli bardzo zdziwieni naszą ciężką pracą i dziwili się, że pracujemy tak szybko. W Peru ludzie tak nie pracują. Oni coś robią przez krótki czas, a potem odpoczywają. My pracowaliśmy tak szybko, że kilka osób nie wytrzymało tempa i zaczęło chorować. Były też przypadki udaru słonecznego, dlatego proszono nas, abyśmy zwolnili.

Czego nauczył was ten wyjazd?
Dla wielu z nas to była pierwsza taka podróż i był to dla nich niesamowity szok kulturowy. Nie zdawali sobie sprawy z tego, jak różnić się może życie w innych krajach, jaki inny jest ich sposób życia. Wszystko było zaskoczeniem. Miejsce, w którym mieszkaliśmy, to nie był pięciogwiazdkowy hotel, to było schronisko młodzieżowe, gdzie były wspólne łazienki i panowały koszarowe obyczaje jak to, że musieliśmy jeść wspólnie i o określonych porach trzeba było schodzić na posiłki. Ruch miejski też był szokujący. Nikt tam nie przestrzega żadnych zasad. Kierowcy jeżdżą jak chcą. Jedzenie jest zupełnie inne, nie wolno pić wody z kranu. Na wszystko trzeba było uważać.

A jak porównałabyś życie biednych Peruwiańczyków z życiem na przykład biednych ludzi w Polsce?
W Peru jest bardzo gorąco, jest zupełnie inny klimat, dlatego trudno porównywać warunki mieszkaniowe. Ale biedni ludzie w Peru dbają o swoje dzieci. Mimo biedy, każdego dnia dzieci przychodziły tam do szkoły w czystych ubraniach, bardzo porządnie wyglądały, wymyte i czyste. Widać, że Peruwianie chcą jak najlepiej dla swoich dzieci. Nawet, jeśli mają niewiele, to cenią wiedzę i wykształcenie. I w Polsce jest podobnie.

Jakich doświadczeń nabrałaś w tej podróży?
Ta podróż to dobre doświadczenie dla młodych ludzi. Każdy powinien coś takiego przeżyć.
Dla mnie pobyt w Peru nie było takim wielkim szokiem, bo widziałam życie ludzi w innych niż Kanada czy US krajach. Co mnie tam zaskoczyło, to fakt jak bardzo pomysłowi są tam ludzie i jaką mają umiejętność robienia czegoś z niczego. Jakikolwiek przedmiot znaleziony gdzieś na ulicy czy śmietniku mogą wykorzystać na pięć różnych sposobów. Nigdy nie widziałam czegoś takiego.

Czy czegoś tam nie lubiłaś?
Nie lubiłam tego okropnego kurzu i tego, że po dniu pracy trzeba było jechać przez dwie godziny, by znaleźć się pod prysznicem. I tego, że trzeba było codziennie nosić te same ubrania do pracy, bo były trudności z praniem.
Okropne też było, jak musiałam jeść świnkę morską, której mięso jest składnikiem narodowej potrawy peruwiańskiej. Przeszkadzałam świadomość, że to w wielu krajach jest domowe zwierzątko. No, ale zjadłam. W smaku była jak kura tylko trochę bardziej łykowata.

A co było tam dla Ciebie najmilszym przeżyciem?
Największe wrażenie robili tam na mnie ludzie, którzy na każdym kroku okazywali nam swoją wdzięczność za to, że przyjechaliśmy do nich. Byli biedni, prawie niczego nie mieli, ale wyglądali na szczęśliwych ludzi.

Czy mieliście też jakieś rozrywki?
Tak, jednego dnia objeżdżaliśmy Limę na rowerze, i to było bardzo ciekawe, drugiego spływaliśmy gumową tratwą po burzliwej rzece, to było niesamowite, bo rzeka była bardzo rwąca i burzliwa.


Tu do naszej rozmowy przyłączył się Stanisław, ojciec Ani, który prosił jeszcze raz w imieniu córki i swoim, by serdecznie podziękować wszystkim osobom z polskiej społeczności, które złożyły dotację na cel tego wyjazdu. >

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji