nr. 60
VICTORIA, BC,
MARZEC 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Rekolekcje
Sacred Heart

Konkurs
Być Polakiem

Zgloszenia
do 30 Marca


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E.Caputa-
Spotkanie

z konsulem

A. Marecki-
Astronomka
Wilhelmina Iwanowska

W. Widział-
Rdzenne języki

w BC

Olga Badowska-
Girl Power

na dzień kobiet

Lidia Mongard-
Wierzba


E. Caputa-
Geolożka

Magdalena Suska

L.Łakomczuch
Marcepan
kulinaria

E. Caputa
Indiański
protest
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 15


Rozmaitości

Indeks autorów

Andrzej Marecki

Astronomka
450 LAT PO „DE REVOLUTIONIBUS”



[Rozmowa z Wilhelminą Iwanowską, profesorem astronomii na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie i Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Prof. Iwanowska zmarła w 1999 roku. W roku 1993 rozmawiał z nią Andrzej Marecki. Zamieszczamy skrót wywiadu, który wczesniej ukazał się w internetowym magazynie “Spojrzenia”.]

- Pani Profesor, wiem że fascynuje Panią Mikołaj Kopernik i jego dzieło. Proszę łaskawie powiedzieć, co sprawiło, iż spośród tylu wielkich postaci w dziejach astronomii właśnie ta jest Pani szczególnie bliska?

- O, to długa historia. Urodziłam się w Wilnie. Od 1923 studiowałam na Uniwersytecie Stefana Batorego, tam się doktoryzowałam w 1933 roku i habilitowałam w 1937 pod kierunkiem prof. W Dziewulskiego. Dodam jeszcze, ze moje studia na USB rozpoczęły się zaledwie 4 lata po jego reaktywowaniu przez Józefa Piłsudskiego. (...)

Astronomia na wileńskim uniwersytecie miała wspaniale tradycje. Poczet jego wielkich astronomów otwierają Jan Śniadecki i Marcin Odlanicki Poczobutt, założyciel pierwszego uniwersyteckiego obserwatorium w Polsce. (Tak, tak, Obserwatorium Astronomiczne Uniwersytetu Jagiellońskiego powstało dopiero jakieś 40 lat po wileńskim.)
Nota bene: Marcin Odlanicki Poczobutt, jezuita, królewski astronom Stanisława Augusta Poniatowskiego, był członkiem Królewskiego Towarzystwa w Londynie i Akademii Paryskiej.

Wojna i wynikłe z niej przesuniecie granic Polski na zachód zmusiło pracowników USB - w tej liczbie i mnie - do opuszczenia rodzinnego miasta; alternatywą była zsyłka na daleki wschód. Władze PRL chciały rozproszyć kadrę naukowa uczelni po całym kraju w jego nowym kształcie terytorialnym, ale myśmy się zbuntowali.

Po naradach w gronie profesorów, docentów i doktorów USB uznaliśmy, że nie możemy do tego dopuścić i że nie wolno nam zaprzepaścić wspomnianych tu świetlanych tradycji wileńskiej Alma Mater. Za jedynie słuszne wyjście z trudnego położenia, w jakim znaleźliśmy się, uważaliśmy założenie w nowych granicach kraju nowego uniwersytetu - spadkobiercy i kontynuatora całej tej tradycji.

Nasz wybór padł na Toruń. I to nie tylko ze względu na skojarzenie dziedzictwa astronomów wileńskich z miejscem, gdzie urodził się nasz największy astronom.

(Zresztą, prawdę powiedziawszy, nasza - tj. ówczesnych ocalałych astronomów wileńskich - „siła przebicia” była niewielka. Większość młodszych kolegów poginęła, czy to w niemieckich czy sowieckich lagrach i zsyłkach i zostało nas zaledwie troje.)

Również profesorowie innych specjalności optowali za Toruniem właśnie przez wzgląd na Kopernika. Jechaliśmy wiec „na zachód” z mocnym postanowieniem, że osiądziemy nie gdzie indziej tylko w Toruniu.


- A wiec miejsce urodzenia wielkiego astronoma było dla Państwa tym swoistym magnesem przyciągającym ku sobie i skłaniającym do założenia uniwersytetu właśnie tutaj?

- Tak, choć, szczerze mówiąc, moje pojęcie o wielkości Kopernika i jego dzieła nie wykraczało podówczas wiele poza to, co wiedzą wszyscy: wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię... Moje „odkrywanie” Kopernika zaczęło się ćwierć wieku później. Oto bowiem zbliżała się pięćsetna rocznica jego urodzin. Spodziewaliśmy się przeto, że, jako zawodowi astronomowie, będziemy często indagowani o dane z jego życiorysu i kulisy jego wiekopomnego odkrycia.

Wypadało, więc zatem dobrze przygotować się merytorycznie do rocznicowych obchodów. Sposób narzucał się sam. Postanowiliśmy po prostu starannie przestudiować dzieło Kopernika „De Revolutionibus” i przedyskutować je na specjalnym seminarium. Tak więc nie wertowaliśmy - licznej zresztą - literatury o Koperniku, ale czytaliśmy samego Kopernika: wszystkie sześć ksiąg „De Revolutionibus”, zresztą w polskim już tłumaczeniu.

Otóż ta lektura i studia otworzyła mi oczy na „prawdziwego” Kopernika. Uświadomiłam, bowiem sobie, ze jego dzieło to nie tylko to „standardowo” z nim kojarzone „wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię...” Oczywiście, to było najważniejsze. Jego myśl uporządkowała nasze wyobrażenie o układzie planetarnym i utorowała drogę jego wielkim następcom: Keplerowi, Galileuszowi, Newtonowi, a może nawet, w pewnym sensie,... Einsteinowi.

Ale było coś jeszcze, cos, co właśnie wtedy odczytałam wprost z kart „De Revolutionibus”: Kopernik stwierdził mianowicie, że Wszechświat jest *wielki*, jest bardzo wielki, jest może nawet nieskończony. Z tym, że, jak pisze, „pozostawmy tę sprawę filozofom przyrody”. I dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, jak ogromnego przewrotu on naprawdę dokonał.

Oto przez czternaście stuleci przed Kopernikiem obowiązywał geocentryczny model układu planetarnego Ptolemeusza, w którym to układzie Wszechświat był bardzo mały, tzn. „kończył się” zaraz za sferą Saturna. Ptolemeusz nawet podał konkretną liczbę określającą jego rozmiar - około 20 tysięcy promieni Ziemi. Wprost śmiesznie mało, zwłaszcza jak na nasza dzisiejszą wiedzę! Dlaczego właśnie Ptolemeusz tak to oszacował? Odpowiedź nie jest trudna. Otóż układ geocentryczny musiał być mały, ponieważ przy ewentualnie większych jego rozmiarach planety, a zwłaszcza Saturn, poruszałyby się z kolosalnymi prędkościami.


Strona tytułowa De Revolutionibus.


- A jak do zagadnienia fizycznych rozmiarów Wszechświata podszedł Mikołaj Kopernik?

- By na to odpowiedzieć, pozwólmy tu sobie na krótkie streszczenie jego wywodu. Jak przystało na rzetelnego badacza, wyszedł on od obserwacji. (Tu dodajmy od razu, ze był on niestrudzonym obserwatorem i swój model wywiódł właśnie z licznych obserwacji własnych i swych poprzedników.)

Tak wiec, obserwując położenia planet, nie poprzestał on tylko na stwierdzeniu, ze planety kreślą na niebie pętle - on te pętle skrupulatnie mierzył. I wyciągnął dwa prawidłowe wnioski z tych
pomiarów. Po pierwsze, ów ruch planet jest dlatego tak zawikłany, że stanowi wypadkową ruchu planety i Ziemi. Mars, Jowisz i Saturn, dlatego zatrzymują się w swoim biegu z zachodu na wschód, po czym „cofają się”, że są wtedy wyprzedzane przez szybciej biegnącą po swojej orbicie Ziemię.

Drugi wniosek jest genialną konsekwencją pierwszego: wielkość drogi przemywanej przez planetę w pozornym ruchu wstecznym, czyli długość obserwowanej pętli, jest odbiciem rozmiaru jej orbity. To z kolei pozwoliło Kopernikowi ustalić właściwą kolejność planet według odległości od Słońca. Jest to ogromne osiągnięcie Kopernika; Ptolemeusz uchylał się od zajęcia stanowiska w tej kwestii.

Pojawiła się jednak poważna trudność. Oto bowiem gwiazdy, będące rzekomo w bliskim sąsiedztwie orbity Saturna, też powinny podlegać temu ruchowi, tego zaś nie obserwuje się. Stąd np. Tycho Brahe nie uznawał teorii heliocentrycznej. Tymczasem Kopernik stawia śmiałą hipotezę: gwiazdy są bardzo daleko od Słońca, bez porównania dalej niż planety. Ich, jak to fachowo mówimy, ruchy paralaktyczne są analogiczne do tych wykonywanych przez planety, tyle, że niezmiernie małe. Tak małe, że po prostu niemierzalne ówczesnymi metodami. A zatem tak jak geocentryczny Wszechswiat Ptolemeusza musiał być mały, tak kopernikański, heliocentryczny - przeciwnie - musiał być bardzo wielki.

I to była dla mnie rewelacja. (...)

Tak więc wielkość Kopernika ujawniła mi się przede wszystkim poprzez wielkość dzieła jego życia: „O obrotach”. Lektura ta zostawiła na mnie niezatarte wrażenie. Nie była to zresztą lektura łatwa. Owszem, Księga Pierwsza, zawierająca ogólny wykład całej teorii heliocentrycznej, jest przystępna i - śmiem twierdzić - mógłby ją przeczytać każdy.
Kolejne księgi „De Revolutionibus” są jednak nader hermetyczne. Stało
się tak, mówiąc najogólniej, za sprawa archaiczności warsztatu naukowego Kopernika. Przecież on nie znał rachunku różniczkowego; wynalazł go i zastosował dopiero Newton. Posługiwał się zatem tylko geometrią i trygonometrią. Aby wyłożyć swoje racje musiał wiec np. posłużyć się wielką liczbą rysunków. Karty jego dzieła są świadectwem wielkiego trudu tworzenia i heroicznych zmagań autora zmierzających do ścisłego przedstawienia nowej teorii.

A skoro już padło słowo „heroiczny”, to myślę, że ono w ogóle dobrze pasuje do postaci Mikołaja Kopernika. Pamiętajmy, bowiem, że dane mu było pracować w warunkach dalekich od komfortu. Obarczony był ciężarem wielu obowiązków pozanaukowych. Przede wszystkim był on przecież administratorem wielkich dóbr kapitulnych. A do tego był lekarzem. I ponadto zajmował się także ekonomią; tzw. prawo Greshama (o wypieraniu monety dobrej przez gorsza) jest de facto prawem Kopernika. Kiedy więc miał czas na uprawianie astronomii? No cóż, odpowiedz jest banalna: nocami, bo kiedyż obserwować planety i gwiazdy jak nie nocami. Tylko pamiętajmy, że czynił to kosztem czasu na odpoczynek po rozlicznych obowiązkach dziennych i całkowicie bezinteresownie. Wreszcie – zwróćmy uwagę na to, ze nie parał się on astrologią (w przeciwieństwie do niektórych krakowskich i włoskich profesorów, u których studiował).

I jeszcze jedno: proszę pamiętać o tym, jak niezmiernie prymitywnymi przyrządami Kopernik się posługiwał. Wynalazek lunety przynależy już do następnego stulecia. Jestem wiec głęboko przekonana o tym, że Kopernik to po prostu godzien podziwu geniusz. Tylko genialny umysł mógł, bowiem stać za tak wielkim przełomem poznawczym, dokonanym w tak trudnych warunkach, przy użyciu tak prymitywnych środków.

A zatem, streszczając odpowiedź na Pana pierwsze pytanie, powiem tyle: darzę Kopernika wielka atencją za jego całkowite oddanie nauce na przekór innym, licznym obowiązkom. Połączenie geniuszu z ogromną pasją naukową, pracowitością i dbałością o rzetelność, to najkrótsza jego charakterystyka. Powiedziałabym wręcz, iż biorąc pod uwagę tę heroiczność postawy Kopernika, myślę, że zasługuje on na to, by mienić się patronem naukowców; przede wszystkim - co zrozumiałe - astronomów, ale nie tylko. Cdn.

------------------------------------------------------------------------
[Słów pare o prof. Iwanowskiej. Jest ona nestorką polskiej astronomii: we wrześniu br. ukonczyla 88 lat. Jest nadal czynna naukowo! Czyta
„Astrophysical Journal” i „Astronomy & Astrophysics” od deski do deski. Jest - jak na swoj wiek - fenomenalnie sprawna umyslowo. Zresztą język tej rozmowy, nieco tylko podretuszowany przeze mnie, swiadczy o tym najlepiej.
Najwazniejsze jej prace dotyczą astronomii gwiazdowej i kosmologii.
Wskazala na różnice w składzie chemicznym gwiazd różnych populacji, co jest doniosłym argumentem za ewolucyjnym rozwojem Wszechswiata. Przeskalowala, niezaleznie od W. Baadego, odleglosci we Wszechswiecie. Ma notke w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN. Jest czlonkiem rzeczywistym PAN.
WI, wraz prof. Dziewulskim (zm. w 1962), u którego sie doktoryzowała, zakładała obserwatorium UMK od podstaw. WI byla jego dyrektorem do 1975 r. Dzis, co tydzien przyjeżdża do obserwatorium (15 km od Torunia) i uczestniczy w seminariach.

WI jest powszechnie szanowana wsrod calej społeczności astronomów w Polsce. Jest przeuroczą starszą panią o niespożytym zdrowiu i energii. Chodzi bez laski. Czas jakby stanął dla niej. Ma wszelkie dane po temu, by dożyc 100 lat.

No i na koniec: WI jest wielbicielką Kopernika i niestrudzoną propagatorką jego dzieła. Po prostu Kopernik to jej hobby i wielka miłość, ktorej daje wyraz i w tej rozmowie. Polecam zwłaszcza przedostatni akapit drugiej części. No comment! Już za dwa tygodnie dowiesz sie, Drogi Czytelniku, cóż takiego chciałaby uczynic Kopernikowi prof. W. Iwanowska.

A. Marecki

Tekst pochodzi z Internetowego pisma Spojrzenia, z października 1993

Ciekawostka lokalna: Prof Iwanowska kilkakrotnie odwiedzała obserwatorium astronomiczne w Victorii i bywała też w Domu Polskim. Przechowało się nawet zdjęcie ze spotkania sławnej astronomki z dziećmi w Domu Polskim w latach 70tych





  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji