nr. 61
VICTORIA, BC,
KWIECIEŃ 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Jajeczko
Dom Polski
12 kwietnia

Zabawa
Hawajska

Dom Polski
25 kwietnia

Projekcja filmu
Kobiety i wojna

Dom Polski
10 maja


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Wywiad
z Papieżem

św.Janem Pawłem
1993

A. Marecki-
Astronomka
dokończenie

ks. Z. Kłos-
Zmartwychwstanie

w malarstwie polskim

S.Jarzębski-
Pisanki

polska tradycja

Lidia Mongard-
Chrzan

botanika stosowana

Z. Gloger-
Pisanki

Najwczesniejsze
wzmianki

Co nowego
w RBCM
kwiecień

E. Caputa
Via
Dolorosa
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 16


Rozmaitości

Indeks autorów

Andrzej Marecki

450 LAT PO „DE REVOLUTIONIBUS”
(dokończenie)



[Z Wilhelminą Iwanowską, profesor astronomii kiedyś Univwersytetu Stefana Batorego w Wilnie a po wojnie UMK w Toruniu rozmawia Andrzej Marecki. Dokończenie wywiadu przeprowadzonego w 1993 roku na 6 lat przed śmiercią sławnej astronomki.]

A.M. Powiedziała tu Pani o bezinteresowności Kopernika, o tym, że jego pracy naukowej, która doprowadziła do tak wielkiego odkrycia, a nawet, jak to Pani podkreśliła, do wielu odkryć, przyświecała szlachetna idea dążenia do poznania prawdy. Ujmując to we współczesnych kategoriach, dzieło Kopernika to, jak rozumiem, tzw. „czysta nauka”. Czy nie było jednak innych, nazwijmy to, praktycznych przesłanek? Przecież wiadomo skąd innąd, że „Almagest” Ptolemeusza był coraz mniej dokładny w swoich przewidywaniach położeń planet. Czy praca nad „De Revolutionibus” nie miała też aspektu utylitarnego, tj. stworzenia lepszego przepisu na przewidywanie zjawisk astronomicznych w układzie planetarnym?

W.I. - Tak, aspekt utylitarny też niewątpliwie miał miejsce, choć ustępował on poznawczemu. W owym czasie było wielkie zapotrzebowanie na reformę kalendarza. O potrzebie tej mówili, rzecz jasna, przede wszystkim hierarchowie Kościoła i, co więcej, zwracali się m.in. właśnie do Kopernika o zajęcie się tym zagadnieniem i *popierali* jego pracę. I Kopernik miał to na uwadze. Pisał, bowiem w przedmowie swego dzieła:

„Bo nie tak dawno, za Leona X, gdy na Soborze Lateraneńskim roztrząsano zagadnienie poprawy kalendarza kościelnego, pozostawiono je bez rozstrzygnięcia jedynie z tego powodu, ze nie rozporządzano jeszcze dostatecznie dokładnymi pomiarami lat i miesięcy ani też ruchów Słońca i Księżyca. Od tego czasu, zachęcony przez znakomitego męża, ks. Pawła, biskupa Fossombrone, który wówczas tą sprawą kierował, zacząłem wytężać umysł, by te rzeczy dokładniej zbadać.”

Jak Pan słusznie zauważył, model geocentryczny podówczas coraz bardziej rozmijał się z danymi obserwacyjnymi i - abstrahując nawet od kwestii, nazwijmy to, „ideologicznych” - nie pasował do rzeczywistości. Próbowano go, więc ulepszać, rozbudowywać, słowem ratować za wszelką cenę, kosztem przejrzystości. Ów rosnący brak klarowności i elegancji był dla fromborskiego kanonika przesłanką do dokonania gruntownej przebudowy całego modelu układu planetarnego. Kopernik przeczuł, że łatanie starego modelu prowadzi donikąd, co najwyżej do dalszej jego komplikacji. Nowy model miał się odznaczać prostotą i harmonią, a o jego słuszności miała przesądzić jego wyższa dokładność dająca się już wykorzystać praktycznie, np. do lepszej rachuby czasu. Droga, którą poszedł Kopernik, była nader ambitna: najpierw zrozumieć istotę zjawisk, potem wyciągać dalsze wnioski, w tym również praktyczne.

Tym niemniej tzw. „usłużni” ludzie np. Osjander, który był, określając to współczesnym nam terminem, redaktorem pierwszego wydania „De Revolutionibus”, poprzedził oryginalną przedmowę Kopernika swoją, nb. anonimową, w której dezawuował właściwe przesłanie autora i sprowadzał jego dzieło życia do rangi praktycznego, rachunkowego schematu.
Fałszerstwa wydawcy posunęły się jeszcze dalej: usunięto fragment księgi pierwszej oraz zmieniono tytuł całego dzieła ze zwięzłego „O obrotach” na „O obrotach sfer niebieskich”.
Niestety, Kopernik nie mógł już mieć na to wpływu i nie zdawał sobie sprawy z tej manipulacji. Pierwodruk „De Revolutionibus” dotarł do niego, gdy był już na łożu śmierci.

- Właśnie, pani Profesor, czy to fakt historyczny, czy może raczej legenda, iż Kopernik dosłownie tuż przed śmiercią miał jednak w ręku odbitkę swojego opus vitae?

- No cóż, ostatnio historycy (np. prof. Biskup) powątpiewają przede wszystkim w prawdziwość tradycyjnie przyjmowanej daty jego śmierci, tj. 24 maja 1543. Twierdzą mianowicie, że umarł nieco wcześniej, a 24 maja mógł mieć miejsce np. już jego pogrzeb. Tak czy inaczej wiadomo, iż Kopernik bardzo ciężko chorował przed śmiercią, do tego stopnia, ze miał najprawdopodobniej zaburzoną świadomość. Czy na łożu śmierci trzymał w ręku egzemplarz, czy nie, ustalić się nie da. Jedno wydaje się być pewne: nie mógł już czytać i tym samym zauważyć manipulacji wydawcy.
Biskup chełmiński Tidemann Giese, który nakłaniał Kopernika do napisania i opublikowania swojej pracy, protestował u wydawcy przeciwko dokonanemu fałszerstwu, ale nadaremno. Dopiero drugie, amsterdamskie wydanie „De Revolutionibus” jest wierne rękopisowi Kopernika.

Nawiązując jeszcze do poprzedniego pytania, pragnę dodać, iż opracowane przez fromborskiego kanonika metody rachuby czasu były zastosowane jeszcze przed jego śmiercią do układania kalendarza.

- Podsumujmy, zatem: teoria heliocentryczna układu planetarnego została przez Kopernika udowodniona. Nie była to, zatem jakaś spekulacja, czy hipoteza. Hipotezą natomiast, której udowodnić nie mógł, pozostawała kwestia odległości do gwiazd.

- Dokładnie tak. Kopernik był dostatecznie pewien swojej, opartej na rezultatach obserwacyjnych, teorii, że nie załamywał się brakiem „koronnego” dowodu na słuszność modelu heliocentrycznego w postaci zauważenia paralaks gwiazd. Postawił natomiast genialną hipotezę, o której tu już mówiliśmy, że paralaksy występują, tyle, że są niemierzalne. Bo jakże inaczej, jak nie genialną, nazwać hipotezę, która została postawiona bez mała z 300-letnim wyprzedzeniem! Pierwsze pomiary paralaksy (dla Vegi - najjaśniejszej gwiazdy w Lutni) dokonane zostały, bowiem dopiero w 1837 roku przez Wilhelma Struvego. Wtedy, w XIX wieku, technika obserwacyjna była zupełnie nieporównywalna z tym, czym dysponował Kopernik. Precyzyjne lunety pozwalały na pomiary położeń gwiazd z dokładnością kątową do ułamków sekundy. Takiego też rzędu jest efekt paralaks gwiazdowych. Kopernik był, wiec bez szans ze swoimi przyborami o dokładności rzędu... jednego stopnia, a wiec 10000 razy gorszej. To, że paralaksy są tak subtelnym efektem, wskazuje, iż Wszechświat według Kopernika był setki tysięcy razy rozleglejszy od ptolemeuszowego. Kopernika możemy, zatem uważać za prekursora kosmologii obserwacyjnej, gdyż to on miał śmiałość, po raz pierwszy powiedzieć coś, co można by zamknąć w postaci takiej oto sentencji:

Wszechświat jest wielokrotnie większy, niż wam się wydaje.

Po Koperniku taką sentencję wypowiedziano w języku nauki jeszcze parokrotnie, zwłaszcza wtedy, gdy odkryto galaktyki (1926) i kwazary (1963). Skutek tych odkryć jest taki, iż według naszych współczesnych wyobrażeń Wszechświat jest miliardy razy większy w porównaniu z wyobrażeniami Bessela czy Struvego, którzy przecież sięgnęli zaledwie do najbliższych nam gwiazd.

Popełniłabym tu jednak nieścisłość sugerując, że teoria heliocentryczna, a dokładniej ruch Ziemi wokół Słońca, nie miał wystarczających dowodów przed Struvem. Dowodu takiego dostarczył w XVIII stuleciu Bradley, odkrywając (1727-29) efekt tzw. aberracji światła. Zjawisko to występuje
w skali o dwa rzędy większej niż paralaksa, dlatego wyszło ono na jaw ponad sto lat wcześniej i stąd powszechnie pisze się, iż teoria kopernikańska czekała na potwierdzenie przez dwa, a nie trzy wieki. Niemniej jednak dopiero efekt paralaks Struvego potwierdził *wszystkie* przewidywania Kopernika. Samo zjawisko aberracji światła nie pozwala nam bowiem wnioskować o rozmiarach zarówno orbity Ziemi jak i Wszechswiata.

- Pani Profesor, skoro już doszliśmy do kwestii akceptacji teorii heliocentrycznej, to niepodobna przemilczeć stosunku Stolicy Apostolskiej do nowego porządku świata. Wspomniała już Pani o poparciu Kościoła, jakim Kopernik cieszył się za życia. Stereotypowo uważa się jednak, iż Kościół nieledwie „potępił” go. Prosiłbym bardzo o krótkie przypomnienie, jak to właściwie było z wciągnięciem „De Revolutionibus” na indeks ksiąg zakazanych.

- Przede wszystkim wypada mieć na uwadze, że Mikołaj Kopernik był osobą głęboko wierzącą i dobrze znającą Pismo Święte. Ale to jeszcze niecała prawda. On po prostu uwielbiał Boga, zachwycał się Jego wielkością i wielkością Jego stworzenia. Piękno i harmonia Wszechświata autentycznie go urzekały. A sprawcę tego piękna i harmonii jednoznacznie widział w Bogu. Ów zachwyt i uznanie dla Stwórcy są wszechobecne na kartach „O obrotach”.

Kopernik przyjaźnił się z biskupem Tidemannem Giese i kilkoma innymi dostojnikami. Był przez nich namawiany i zachęcany do prowadzenia i publikowania swych prac, o czym już wspomniałam, ale może teraz poprę to cytatem z przedmowy do „O obrotach”, mającej, jak wiemy, postać listu do Papieża Pawła III:

...mój serdeczny przyjaciel, biskup chełmiński Tidemann Giese, oddany z największym zapałem tak teologicznym, jak i wszystkim innym naukom szlachetnym [...] często mnie zachęcał i nieraz wśród gorzkich wyrzutów usilnie na mnie nalegał, abym to dzieło… [...] wydał i pozwolił mu w końcu wyjść na światło dzienne.”

Do idei kopernikanskiej z entuzjazmem odnieśli się Galileusz i Kepler.
Galileusz przez skonstruowaną przez siebie lunetę dostrzegł fazy Wenus dokładnie tak, jak wynikało to z modelu heliocentrycznego. Kolosalne wrażenie zrobił na nim Jowisz ze swoimi czterema wielkimi księżycami, który to układ jest niejako naturalnym modelem układu planetarnego według przewidywań Kopernika. Kepler z kolei, opierając się na idei Kopernika oraz korzystając z bogatego zbioru obserwacji swego mistrza Tychona Brahe, doprecyzował model heliocentryczny, zastępując kopernikańskie orbity kołowe, orbitami nieco spłaszczonymi - eliptycznymi.

Niemniej jednak oficjalnie Kościół odniósł się z rezerwą do teorii kopernikańskiej, aczkolwiek nie od razu. „De Revolutionibus” zostało wciągnięte na Index Librorum Prohi-bitorum dopiero w roku 1616, co oznaczało, ze zakazane było jego rozpowszechnianie jako rzeczy nie do końca sprawdzonej, ale nie studiowanie. Zwróćmy natomiast uwagę na to, iż protestanci - a były to przecież właśnie czasy Reformacji - natychmiast odnieśli się wrogo do Kopernika i jego dzieła. Marcin Luter miał podobno powiedzieć o nim „ten szalony astronom sarmacki”. Podobnie Kalvin odrzucał kopernikanizm. Powód był bardzo prosty: protestanci byli zwolennikami absolutnie literalnego interpretowania tekstów Biblii.

Kopernik zresztą jakby przeczuł, że stanie się obiektem takich ataków. Zacytujmy jeszcze raz fragment z przedmowy „De Revolutionibus”:

„Być może znajda się tacy, co lubią bredzić i mimo zupełnej nieznajomości nauk matematycznych, roszcząc sobie przecież prawo do wypowiadania o nich sądu, na podstawie jakiegoś miejsca w Piśmie Świętym, tłumaczonego źle i wykrętnie odpowiednio do ich zamierzeń, ośmiela się potępiać i prześladować moją teorię. O tych jednak zupełnie nie dbam do tego stopnia, że sąd ich mam nawet w pogardzie jako lekkomyślny.”

A zatem w porównaniu z reakcjami protestanckimi, stanowisko Kościoła Katolickiego nie było przesadnie surowe. Pamiętajmy, bowiem o tym, co już tu powiedzieliśmy, iż w księdze „O obrotach” był też element hipotetyczny: odległości do gwiazd. Wciągnięcie jej na indeks można, zatem rozumieć jako wskazanie, że jest to dzieło nie prezentujące we wszystkich aspektach wiedzy zweryfikowanej. Na zdjęcie „De Revolutionibus” z indeksu najwyraźniej wpłynęła weryfikacja dokonana przez Struvego, gdyż zbieżność czasowa jest tu wyraźna.

Ze sprawą „De Revolutionibus” wiąże się oczywiście proces Galileusza - zapalonego propagatora kopernikanizmu. Jak pamiętamy, niedawno dokonano rewizji tego procesu i Kościół, w osobie Papieża Jana Pawła, Galileusza zrehabilitował.

- A czy uważa Pani, że Kopernik też powinien być zrehabilitowany?

- Ja bym oczekiwała od Kościoła czegoś innego, choć - przyznam – nie miałabym odwagi przedstawić tego wprost Papieżowi. Oczekiwałabym mianowicie… Beatyfikacji fromborskiego kanonika. Uważam, bowiem jego postawę i cnoty za heroiczne. W czasach Kopernika tak uparte dążenie do poznania prawdy, jak sam mówił „niemal wbrew powszechnemu przekonaniu”, wymagało nieprzeciętnej odwagi. Upatruję w nim idealnego patrona nauki i naukowców. Proszę mi wybaczyć, że darzę Kopernika wręcz kultem, ale pamiętajmy, że błogosławiona Jadwiga, założycielka Akademii Krakowskiej, też została beatyfikowana w odpowiedzi na spontaniczny, powszechny kult jej osoby. Więc może...

- Pani Profesor, serdecznie dziękuję Pani za rozmowę.

- Ja również dziękuję i pragnę jeszcze dodać, iż mam ogromną satysfakcję, ze idea utworzenia uniwersytetu pod patronatem Mikołaja Kopernika w jego rodzinnym mieście przybrała - po bez mała 500 latach - kształty i rozmiary takie, iż jest to najgodniejszy pomnik, jaki mogliśmy wystawić genialnemu astronomowi, twórcy ze wszech miar przełomowego dzieła: „O obrotach”.

rozmawiał: Andrzej Marecki



------------------------------------------------------------------------
[Słów pare o prof. Iwanowskiej. Jest ona nestorką polskiej astronomii: we wrześniu br. ukonczyla 88 lat. Jest nadal czynna naukowo! Czyta
„Astrophysical Journal” i „Astronomy & Astrophysics” od deski do deski. Jest - jak na swoj wiek - fenomenalnie sprawna umyslowo. Zresztą język tej rozmowy, nieco tylko podretuszowany przeze mnie, swiadczy o tym najlepiej.
Najwazniejsze jej prace dotyczą astronomii gwiazdowej i kosmologii.
Wskazala na różnice w składzie chemicznym gwiazd różnych populacji, co jest doniosłym argumentem za ewolucyjnym rozwojem Wszechswiata. Przeskalowala, niezaleznie od W. Baadego, odleglosci we Wszechswiecie. Ma notke w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN. Jest czlonkiem rzeczywistym PAN.
WI, wraz prof. Dziewulskim (zm. w 1962), u którego sie doktoryzowała, zakładała obserwatorium UMK od podstaw. WI byla jego dyrektorem do 1975 r. Dzis, co tydzien przyjeżdża do obserwatorium (15 km od Torunia) i uczestniczy w seminariach.

WI jest powszechnie szanowana wsrod calej społeczności astronomów w Polsce. Jest przeuroczą starszą panią o niespożytym zdrowiu i energii. Chodzi bez laski. Czas jakby stanął dla niej. Ma wszelkie dane po temu, by dożyc 100 lat.

No i na koniec: WI jest wielbicielką Kopernika i niestrudzoną propagatorką jego dzieła. Po prostu Kopernik to jej hobby i wielka miłość, ktorej daje wyraz i w tej rozmowie. Polecam zwłaszcza przedostatni akapit drugiej części. No comment! Już za dwa tygodnie dowiesz sie, Drogi Czytelniku, cóż takiego chciałaby uczynic Kopernikowi prof. W. Iwanowska.

A. Marecki

Tekst pochodzi z Internetowego pisma Spojrzenia, z października 1993

Ciekawostka lokalna: Prof Iwanowska kilkakrotnie odwiedzała obserwatorium astronomiczne w Victorii i bywała też w Domu Polskim. Przechowało się nawet zdjęcie ze spotkania sławnej astronomki z dziećmi w Domu Polskim w latach 70tych





  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji