nr. 61
VICTORIA, BC,
KWIECIEŃ 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Jajeczko
Dom Polski
12 kwietnia

Zabawa
Hawajska

Dom Polski
25 kwietnia

Projekcja filmu
Kobiety i wojna

Dom Polski
10 maja


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Wywiad
z Papieżem

św.Janem Pawłem
1993

A. Marecki-
Astronomka
dokończenie

ks. Z. Kłos-
Zmartwychwstanie

w malarstwie polskim

S.Jarzębski-
Pisanki

polska tradycja

Lidia Mongard-
Chrzan

botanika stosowana

Z. Gloger-
Pisanki

Najwczesniejsze
wzmianki

Co nowego
w RBCM
kwiecień

E. Caputa
Via
Dolorosa
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 16


Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 16


Stefcia spojrzała na wiązankę kwiatów, leżącą przed jej talerzem.
Dziwnym trafem były to kwiaty polne, wątłe roślinki rzucone między srebra i kryształy. Choć je olśnił blask i przepych, zwiędną i świat zginie dla nich. Podniosła główkę i nagle drgnęła.
Patrzyło na nią kilka par oczu z rzeźbionych ram portretów, zdobiących salę.
Oczy przodków Michorowskich szare jak u Waldemara, przenikliwe, groźne, zdawały się wpijać w jej twarz pytając: „Skąd się tu wzięłaś plebejuszko w tym gnieździe senatorów i hetmanów? Czego szukasz?” Stefcię przejmował dreszcz. Surowe spojrzenia, spoczywające na niej ze wszystkich stron męczyły ją… Spojrzenia nieprzyjazne, odpychające.
- Co mnie od nich tak dzieli potężnie? Owi sławni przodkowie? – myślała. – Odgradzają mnie od nich korony dziewięciopałkowe, mitry książęce i nazwa arystokracji, uświęcona przez tradycję, rozpościerająca się zawsze na szczycie gmachu społeczeństwa. I czy ten szczyt tonął w słońcu czy w chmurach, nigdy nie przestawał być najwyższym. Oni przywykli spoglądać z góry na ludzi zajmujących niższe piętra nawet w dzisiejszych czasach, chociażby równie sławnych, często więcej zasłużonych. Uważali ich za podwalinę, na której mogliby roztaczać swą magnacką świetność wywieszać chorągwie z herbami. A ci mniejsi niech śpiewają hymny na ich cześć.
Jednak w tej uprzywilejowanej rasie jest jakiś urok nieuchwytny, działający na wytworne natury. Stefcia pomyślała, że powodem tego może być majestat ich wiekowego możnowładztwa. Choć nie widać na nich znaków donioślejszych ani bujnych polotów, jednak odznacza ich jakiś urok piękna zewnętrznego, są oni we współczesnym społeczeństwie jakby dekoracją. Niektórzy z nich, jak staruszka księżna pociągają ku sobie siłą nieprzepartą. W księżnej przebija wyższość duchowa. Widać, że to magnatka z każdej kropli krwi, prawnuczka karmazynów. Jest w całej pełni wielką panią, rozumiejącą swe zadanie. Stefcia słyszała o jej działalności i wielkim sercu. Pan Maciej do niej podobny, ma duszę subtelnego arystokraty, ale jest znacznie starszy, trochę ociążały.
Stefcia spojrzała na Waldemara.
A ten?...Jest wielkim panem, rodowym karmazynem. Nie zrobi ujmy swoim przodkom. Przeciwnie, mogą się nim poszczycić. Czynny, energiczny. Prawdziwy pan, magnat i milioner, pojmował poważnie swoją rolę w społeczeństwie.
Pan Maciej, wielki gaduła opowiadał Stefci, że nie sądził nigdy, żeby Waldemar potrafił się tak zmienić. Dawniej żył inaczej. Po skończeniu uniwersytetu w Bonn i szkoły rolniczej w Halli wpadł w wir życia. Przesiadywał zagranicą, podróżował. Znał całą Europę, zwiedzał Algier i Egipt. Polował w Indiach i w stepach amerykańskich, wdrapywał się na szczyty gór, marzł w fiordach norweskich. Zwiedzał kliniki, miewał dysputy z uczonymi, ciekawie zaglądał do wielkich laboratoriów chemicznych, w obserwatoriach meteorologicznych robił doświadczenia. Pociągały go fabryki, w dokach nowojorskich wtajemniczał się drobiazgowo w pracę robotników. Jego stosunki i miliony otwierały mu wszelkie instytucje. Miał wstęp do zakładow Kruppa w Essen, w odlewniach armat pracował kilka dni, powodowany nieprzepartą chęcią poznania wszelkiego. Robil próby ze sławnym młotem „Frycem”, miał rewolwer zmieniony na proch przez olbrzyma fabryk esseńskich i złoty pierścień z brylantem, na który „Fryc” spadł i dotknął go, nie uszkodziwszy zupełnie. Na Wezuwiuszu zapalał cygaro, zwiedzał dom Napoleona I na Wyspie Św. Heleny, w galeriach Louvre’u i drezdeńskich przesiadywał godzinami wpatrzony w dzieła sztuki. Rozrzucał pieniądze, miewał awantury i skandaliki przeważnie na tle erotycznym, był ulubieńcem najwykwintniejszych kół towarzyskich.
Obracał się w sferach dworskich w Wiedniu, gdzie wśród magnaterii węgierskiej zyskał wielką popularność, będąc spokrewniony z kilkoma najpotężniejszymi domami przez swą prababkę. Tracił na kobiety, nawet trochę grał w karty, lecz to nie wchodziło w zakres jego namiętności. Odbył kilka pojedynków, zakończonych zwycięstwem, zawdzięczając to swej odwadze i ćwiczeniom fechtunku i strzelaniu.
W Jockey clubie wiedeńskim zrobił raz awanturę jednemu z arcyksiążąt za to, że ten nazwał Polskę krajem podgolonych łbów i grzmiących języków. Sprawa oparła się o dwór i arcyksiążę jak niepyszny musiał przeprosić polskiego magnata. Kobiety szalały za nim: jedne olśniewał blask milionów i świetna partia, inne kochały go prawdziwie. Lecz on, choć wiedział, że jest wszędzie pożądany, jednak nie znalazł sobie żony. Po pięciu latach hulanki nastąpił przesyt, znudziły go triumfy, miłostki, nawet podróże, powrócił na stałe do kraju.
Pan Maciej opowiadał Stefci, że Waldemar ma trzy namiętności: Konie, polowanie i kobiety, choć te mu już trochę zobojętniały. Polowania urządzał wspaniale, nawet w czasach swych podróży; zjeżdżali się wówczas do Głębowicz magnaci z całego świata. On sam wyjeżdżał często na polowania do swych przyjaciół, prawie do wszystkich domów arystokratycznych, gdzie go zawsze mile widziano. W koniach lubował się jeszcze, lecz nie puszczał ich na wyścigi, mówiąc, że nazbyt je lubi, aby oddawać w ręce dżokieyów i patrzeć jak nogi łamią.

CDN.

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji