nr. 63
VICTORIA, BC,
LIPIEC 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polonijny piknik
Elk Lake
23 sierpnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Polskie stocznie
tak dobrze nigdy
nie było

Anna Berent-
Poeta emigrant

Stanisław Baliński

B. Ulewicz
W krainie skierek

i chochlików

A. Cieński-
O Powstaniu

Warszawskim

Lidia Mongard-
Na lipę

botanika stosowana

Biesiada
na 10 rocznice
Białych Orłów
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 18


Rozmaitości

Indeks autorów

Anna Berent

Los poety emigranta



Śmiercią Stanisława Balińskiego, ostatniego z grupy ”Skamandra”, młodszego kolegi Wierzyńskiego, Iwaszkiewicza, Słonimskiego, Tuwima, rówieśnika Lechonia, w 1984 w Londynie, zamknięta została jeszcze jedna biografia poety-emigranta, któremu życie na obczyźnie nie szczędziło bolesnych i gorzkich momentów.
Baliński przez 45 lat mieszkał w Anglii. Żył samotnie, bez rodziny, ciężko znosił swój podeszły wiek, opuszczenie, chorobę. Na kilka lat przed śmiercią poruszał się z trudem. Katastrofa nastąpiła w styczniu 1984 roku, gdy po upadku ze schodów został na stałe przykuty do inwalidzkiego wózka i i zmuszony do przeniesienia się do domu opieki.
Obojętność otoczenia, poza życzliwością paru osób, brak pomocy ze strony środowiska emigracyjnego, świadomość tego, że jego twórczość jest po wojnie w kraju nieznana, a on sam zapomniany – wszystko to doprowadziło do sytuacji, którą poeta tak określał: „Samotność straszliwa (…) Kontrast straszny. Żyję w kontraście do mojego poprzedniego życia”. Poprzednie życie to dla poety przedwojenna poetycka Warszawa. I początkowe polityczno-kulturalne ożywienie powojennej emigracji. Na rok przed śmiercią wyznania stały się dramatyczne: „Właściwie należałoby już odejść z tego życia.” Poeta jednak sprosta do końca swojemu losowi. Być może pomogła mu w tym jego wiara.
Czy niegdyś przed laty, nie przeczuwał swojego losu; samotności człowieka, samotności poety?
Po wojnie, gdy jedni wrócili, inni pozostali poza krajem, a zdesperowany Słonimski krążył między Londynem i Warszawą, Baliński wybrał emigrację.
We wrześniu 1939 roku bronił się przed opuszczeniem kraju. Pierwszy raz przekroczył granicę państwa 16 września na polecenie władz zwierzchnich MSZ-tu, ale jeszcze tego samego dnia wrócił do Krzemieńca. Ten powrót jednak się Babińskiemu nie udał. 17 września, na wieść o tym, że Armia Czerwona przekroczyła polską granicę na wschodzie, po raz drugi opuścił kraj, przechodząc przez most w Zaleszczykach. Ostatnią noc na polskiej ziemi utrwalił w wierszu ”Pożegnanie z Krzemieńcem 1939”.
Babińskiemu pisany był los poety. Przyszedł na świat w „istnej dynastii pisarskiej” w 1898 roku. Był synem Ignacego Babińskiego, krytyka i poety, wnukiem historyka, prawnukiem filozofa. Matka, Maria z Chomętowskich, pisarka, prowadziła salon literacki. Rodzinę wiązały świetne przyjaźnie: stałymi gośćmi salonu pani Balińskiej byli Sienkiewicz, Prus, pani Gombrowiczowa z synem.
Rodzina żyła przeszłością. Balińscy przybyli do Warszawy z kresów wschodnich. Jakby przeniesiono tu część dworku z Litwy, w bardzo warszawskim intelektualno-artystycznym salonie snuły się zeszłowieczne cienie, ożywała pamięć o przodkach, krewniakach: Judziłłach, Odyńcach, Śniadeckich. Dla urodzonego w Warszawie Stanisława Balińskiego ziemia nowogródzka-wileńska była prawdziwie pierwszą ojczyzną. Przeczucie sytuacji bycia gdzie indziej, bycia nie u siebie określi potem całe jego życie, życie emigranta. Oderwanie od miejsc związanych z historią rodu, ze wspomnieniem dzieciństwa zrodziło napięcie, które po latach emigracyjnego oddalenia najbardziej dały o sobie znać nostalgicznym tonem wierszy.
Ciśnienie tradycji literackiej, romantyczne pierwiastki rodowodu określały klimat pierwszych prób pisarskich. Efektowne było pojawienie się Balińskiego na literackiej scenie stolicy w roku 1921. Wysłał wiersze do Mieczysława Grydzewskiego, który po ich przeczytaniu zatelefonował do autora: „Winszuję wierszy! Drukujemy i prosimy do Skamandra.” 3-go grudnia 1921 roku ( a więc w niespełna rok po debiucie) na wieczorze 12 poetów Baliński został oficjalnie przyjęty do grupy. Do literackiego stolika w „Ziemiańskiej” przysiadł się nie tylko pełen talentu poeta, ale też wykształcony młody człowiek; po studiach prawniczych, polonistycznych, muzycznych, swobodnie władający kilkoma językami. Bliskość pokoleniowa, wspólnota poglądów na sztukę i łagodność usposobienia sprawiły, że Baliński szybko nawiązał przyjacielskie porozumienie z otoczeniem. Był postacią oczekiwaną w towarzystwie, liczono się z jego opiniami, ceniono pomysły. On podsunął Gombrowiczowi tytuł do tomu nowel „Pamiętnik z okresu dojrzewania.” Wiele podróżował: Do Brazylii, Mandżurii, Persji, Danii. Najczęściej były to wyjazdy związane z pełnioną w latach 1922-1937 służbą dyplomatyczną. Paroletni pobyt na placówce w Teheranie zaowocował cyklem wierszy „Wieczór na Wschodzie”. Wydany w znanej firmie Mordkiewicza w roku 1928 tomik stal się wydarzeniem literackim. Baliński nawiązywał do powracającego w tym czasie do poezji nurtu orientalnego. Autentyzm jego wierszy przeciwstawiał się egzotyzmowi w wydaniu innych twórców szukających na wschodzie nowych źródeł inspiracji estetycznych. Babiński pisał o ludziach, miejscach, krajach znanych mu z podróży. On czujący swą przynależność do kultury europejskiej, w innym kulturowo świecie dostrzegł to, co wspólne ludzkiemu doświadczeniu. Już w tym pierwszym tomie wyraźnie zaznaczył się ton egzystencjalny, organizujący świat poezji Balińskiego.
„Wieczór na Wschodzie” zaliczany do kanonu poezji międzywojennej, to błyskotliwe potwierdzenie talentu, początek literackiej kariery. Okazało się, że również nieodwołalne zamknięcie fragmentu biografii i rozdziału twórczości. Stało się to, o czym poeta pisał w „krajobrazach polskich”, wierszu z 1933 roku będącym przepowiednią totalnego zagrożenia i dramatu, jakiego kraj rodzinny, „pole bitwy w sercu europy” miał doświadczyć. Wojna zmieniła tak wiele, że gdy poeta zabrał glos ponownie, jego poezja miała inny ciężar gatunkowy.
Emigracja była dla Balińskiego sprawą zasadniczą i trudną. Jawiła się w jego twórczości nie tylko jako skutek dziejowych wypadków zakłócających egzystencję jednostek i narodów, ale przede wszystkim jako dramat indywidualnego wyboru i kwestia etyczna sprostania wyzwaniu historii. Okolicznościom podjęcia ostatecznej decyzji pozostania poza krajem poświęcił fragment autobiograficznego poematu: „Rzecz sumienia”. Rozpamiętywanie i kwalifikacja moralna tego czynu upodobniają „Rzecz sumienia” do „Godziny myśli” Słowackiego i są zgodne z motywami obecnymi w twórczości innych emigrantów: Lechonia, Wierzyńskiego, Słonimskiego. Baliński wrażliwie reagujący na historię, skłonny był na widzenie swojego losu w kontekście wydarzeń narodowych. Gdy wypadki polityczne zburzyły porządek dotychczasowego życia, wstrząsnęły wyznawanymi wartościami, wycofał się w świat indywidualny, intymny. Poezja miała się stać sposobem przezwyciężenia sytuacji wojny i emigracji. Wyznaczył jej zadania, wprowadził w przestrzeń życia minionego, nasycił nostalgią. W cyklach wierszy, jakie od 1941 roku ukazywały się na obczyźnie:
„Wielka podróż” (1941), „Rzecz sumienia” (1942), „Trzy poematy o Warszawie” (1945) Babiński podjął trud odbudowania świata, który we wrześniu 1939 roku przestał istnieć. Zwrócony ku przeszłości poeta przywołuje krajobrazy dzieciństwa i młodości, sławi urodę kresów, tworzy poetyckie kroniki życia domów i dworków. W wierszach obok postaci historycznych: uczestników kampanii napoleońskiej, powstań 1831 i 1863, żołnierzy 1939, zesłańców i emigrantów pojawiają się krewni, przyjaciele. Szczególne miejsce w tym poetyckim wspomnieniu zajmuje Warszawa. W utworach jej poświęconych występuje takie skupienie emocji, są one tak sugestywnie malarskie, że doprawdy tęskni się do Warszawy z czasów Balińskiego.
Ważna też jest problematyka moralna, którą twórczość ta wyraża. Wiersze poety potajemnie docierały w czasie wojny do kraju. Jego „Kolęda warszawska” z 1939 roku zyskała w okupowanej stolicy równy rozgłos jak „Alarm” Słonimskiego. Wiersze te trafiły na łamach gazetek do powracających do Armii Polskiej z obozów i miejsc zesłania żołnierzy i ludności cywilnej. Były innym pomocą w nazywaniu własnych doświadczeń. Nieprzypadkowo Józef Czapki opatrzył przejmujący obraz wędrówki wojennej Polaków w Rosji tytułem „Na nieludzkiej ziemi” zaczerpniętym właśnie z Babińskiego.
Fenomen tej poezji określił Paweł Hertz: „…dar utrwalania świata i jego spraw w wierszach usposabiających nas do głębokiej medytacji nad życiem polskim nad jego realiami dziejowymi, których przypomnienie i wytłumaczenie sprawia, iż ludzie, którzy się kiedykolwiek w życiu z nim zetknęli, nawzajem są bliscy i tworzą serdeczną obronną wspólnotę. Kto w obliczu niebezpieczeństwa i zagrożenia z taką komunią przychodzi, staje się poetą narodowym.”
Nie pierwszy to w literaturze naszej przypadek, że poeta podejmuje wysiłek odzyskania w twórczości tego, co zostało utracone w rzeczywistości. Takie wyzwanie rzucone czasowi i historii jest ponad ludzką miarę. To jeszcze jeden dramat w życiu Balińskiego. Jego świadectwem są wiersze. Wiersze, powstałe jako lek na dotkliwe odczuwalną egzystencję emigranta, wśród emigrantów zyskały prawdziwych wielbicieli. Przez długi powojenny okresie nieznane w kraju, dotarły do czytelników w latach osiemdziesiątych. Paweł Hertz wydał wówczas w Państwowym Instytucie Wydawniczym (1882) wybór wierszy Stanisława Balińskiego, a katowiccy poloniści Ewa i Stanisław Pytaszowie podali do druku relację z nagranych na taśmie rozmów z pisarzem, przeprowadzonych w latach 1981 i 1982. Dzięki nim dzieje twórczości Balińskiego nie stały się historią nieobecności poety, a on sam zdążył się jeszcze przed śmiercią dowiedzieć, że jego wiersze są czytane w kraju. > >


Stanisław Baliński

Słoneczniki


W takt dalekiej, rytmicznej, przeciągłej muzyki,
Kołyszą mnie na słońcu złote słoneczniki.
Nie słyszę głosów ludzkich, nie widzę dna chaty,
Słyszę tylko melodię, widzę tylko kwiaty.


Pszczoły słodsze od skrzypiec, dzień słodszy od miodu,
Zwabiły mnie w sam środek wiejskiego ogrodu
I nakryły całunem złocistej ojczyzny,
Przez którą słońce sączy święte optymizmy.


Odgrodzony od świata, zamknięty wśród blasku,
Staję się własnym cieniem, co zastygł na piasku,
I umieram z nim razem pod echo muzyki,
Zabity przez ogromne, złote słoneczniki.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji