nr. 63
VICTORIA, BC,
LIPIEC 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polonijny piknik
Elk Lake
23 sierpnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Polskie stocznie
tak dobrze nigdy
nie było

Anna Berent-
Poeta emigrant

Stanisław Baliński

B. Ulewicz
W krainie skierek

i chochlików

A. Cieński-
O Powstaniu

Warszawskim

Lidia Mongard-
Na lipę

botanika stosowana

Biesiada
na 10 rocznice
Białych Orłów
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 18


Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 18


Na drugi dzień rano Stefcia obudziła się z bólem głowy. Ogarnęło ją natychmiastowe przygnębienie odbierające jej swobodę myśli. Lucia mówiła, że posłano samochód do miasteczka po praktykanta- studenta rolnictwa, że jest bardzo ciekawa jak wygląda, czy przystojny czy dobrze urodzony.
W Słodkowcach jadano obiad o drugiej. Zaraz po skończonych lekcjach wszedł do klasy lokaj prosząc do stołu.
– Czy pan ordynat powrócił? – Spytała go Lucia
– Tak jest. Przyjechał z drugim panem z dworca kolejowego, co ma tu już być na stałe.
– To ten praktykant! – Zawołała Lucia i po odejściu lokaja stanęła przed lustrem poprawiając bluzkę i włosy. – Jak to dobrze, że już przyjechał! Ciekawe gdzie mama go posadzi przy stole?! O! Będzie teraz u nas weselej! Chodźmy już!
Przed drzwiami jadalni Stefcia doznała wrażenia lęku. Weszła szybko i zbliżyła się do stołu. Wtem spojrzała na Waldemara, podchodzącego do niej z powitaniem i dusza zdrętwiała w niej z przerażenia.
Obok Waldemara stał Edmund Prątnicki.
Stefci zaszumiało w głowie, cienie zaczęły jej skakać przed oczyma, jakby padał czarny śnieg. Doznała wrażenia, że ktoś cisnął na nią ciężki rozpalony przedmiot. Jej twarz w jednej chwili zbielała, Stefcia instynktownie cofnęła się jak na widok szerszenia, który uciął ją raz w życiu do krwi.
Nieprzytomnie podała rękę Waldemarowi, spostrzegła jego oczy szeroko otwarte ze zdziwienia i usłyszała jego słowa:
– Pozwoli pani sobie przedstawić pana Edmunda Prądnickiego…Panna Stefania Rudecka – dokończył
– Witam! – wesoło zawołał Prątnicki podając jej zamaszyście rękę. – Nad-zwyczajne spotkanie – dodał wesoło
– Państwo się znają? – Spytała pani Idalia.
– Doskonale! Z warszawskich czasów, prawda Stefanio?
– Tak – odpowiedziała i usiadła cicho na krześle.
Było w niej jednak coś takiego, że pani Idalia nie pytała więcej, natomiast odgadła, że miedzy Stefcią, a młodym stażystą coś kiedyś musiało zajść. Zaczęła ich nieznacznie badać. Pan Maciej zdziwiony zachowaniem nauczycielki, milczał. Lucia nie mogła usiedzieć z ciekawości. Waldemar zrozumiał wszystko. Zmieniona twarz Stefci, siła wrażenia, jakiej uległa, wreszcie jej milczenie utwierdziło go w przekonaniu, że młody praktykant jest jej byłym. Waldemara raziła jego swoboda. Prątnicki sam jeden mówił dużo i wesoło zerkał na Stefcię z ironicznym uśmiechem. Zdawał się nie rozumieć, że prosta delikatność nie pozwalała być swobodnym wobec takiego spotkania.
Młody Michorowski natychmiast poczuł niechęć do swojego stażysty. Polecał go wpływowy biznesmen. W jego rekomendacji Prątnicki prezentował się całkiem inaczej. Ordynata gniewało niespodziewane spotkanie Stefci z tym człowiekiem, jego bezpośredniość granicząca ze spoufaleniem się i bezceremonialność, zwłaszcza te drwiące uśmieszki, jakimi obrzucał Stefcię.
– Jak on śmie? – myślał z oburzeniem i siedział wściekły nie chcąc podtrzymywać rozmowy.
Drażniła go pani Idalia, badająca Stefcię, nawet wkurzała go Lucia, wpatrzona z zachwytem w przystojnego stażystę.
Waldemar wyrzucał sobie, że nie mówił przy Stefci nazwiska stażysty, bo gdyby spostrzegł najmniejsze wrażenie, zbadałby przyczynę i cofnął wszelkie z nim układy. Teraz już, za poźno. Zgnębienie Stefci sprawiło mu ogromną przykrość.
A Stefcia istotnie cierpiała
- Czy on wiedział o mojej obecności w Słodkowcach, czy to tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Skąd by wiedział?
Była wprost ogłuszona. Po pierwszej chwili przerażenia ogarnęła go rozpacz. Może on podążył za nią umyślnie, aby ją skłonić do opuszczenia Słodkowic? Może on przebłagał jej ojca, a teraz będzie chciał żeby do niego wróciła.
A ona? Już nie mogłaby powtórzyć mu, że go kocha, nie mogłaby do niego wrócić. Wszystko się w niej wypaliło. Zrozumiała siebie i to, co czuje… Omyliła się strasznie…
Edmund zwrócił na nią oczy. Świeciły w nich błyski cynicznego uśmiechu.
Twarz jej poczerwieniała nerwami, zatargało nią oburzenie.
Wtem zagrzmiał jego głos.
– Dlaczego pani jest dziś taka milcząca, pani Stefanio. Nie poznaję pani i jako dobry znajomy mogę mieć pretensje, gdyż wydaje mi się, że jest pani niezadowolona z mojej obecności. Czy tak?
Stefcię te bezczelne słowa wyprowadziły z równowagi. Zawrzała w niej krew obrazy, podrażniona ambicja ukąsiła jak żądło.
Zmierzyła Edmunda zimnym spojrzeniem, ale odparła spokojnie:
– Nie spodziewałam się tu pana spotkać, nic więcej.
– Ale spotkanie chyba ucieszyło panią? Ja się bardzo cieszę.
Nie odpowiedziała. Zagryzła usta. W jego głosie brzmiała drwina.
Przechylił się przez stół i natarczywie powtórzył jeszcze raz.
– Bardzo się cieszę!
– Czy pan zawsze ma taki przyjemny nastrój – zapytał Waldemar. Mówił z nieukrywaną ironią. Prątnicki spojrzał na niego i zesztywniał. Twarz młodego magnata była lodowata i tknęła pogardą. Pan Maciej też nie ukrywał niesmaku. Dobrze ubrany młodzieniec był wyrażnie arogancki i źle wychowany. Dzisiejszy świat pełen jest takich ludzi. I oni to nazywają dzisiaj klasą! – myślał starzec.
Po reakcji gospodarzy Edmund , zrozumiał, że jego tzw. dobry humor razi tutaj i jest całkowicie nie na miejscu.
Nie bardzo wiedział, co odpowiedzieć. Zmieszał się, więc i zamilkł.
Na szczęście obiad się skończył. Pani Idalia powstała od stołu i Waldemar zabrał mlodego inżyniera do gabinetu, by wyjaśnić mu na czym polegać będzie jego praca.

CDN.

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji