nr. 64
VICTORIA, BC,
WRZESIEŃ 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polska szkoła
zaprasza

Zabawa Halloween
Dom Polski
31 pażdziernika

Wszystkich Świętych
UROCZYSTA MSZA
kościół Sacred Heart
1 listopada

Zebranie
sprawozdawcze
Dom Polski
4 listopada

Akademia
Niepodległości

Dom Polski
8 listopada


ARTYKUŁY

Od Redakcji

T.Bielecki -
Gdyby to ...

Pakt Ribbfentrop-
Mołotow

E. Kamiński-
Jak to na wojence

gdy ułan z konia spadnie

A.Śmiarowski
O Solidarności

wspomnienie

E.Korzeniowska-
Wojnę szatan
spłodził

o Marii Pawlikowskiej-
Jasnorzewskiej

L.Mongard-
Mięta

botanika stosowana

Andrzej
Wróblewski
W galerii Stron

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 19


Rozmaitości

Indeks autorów

Edward Kamiński

Jak to na wojence ładnie



Gdy w 1920 roku hordy bolszewickie ruszyły na Warszawę, czterech synów z rodziny moich dziadków Kamińskich w jednym dniu powołano do wojska. Babcia Anna żegnając ich mówiła: Ale, jak tam dojdzie do jakichś potyczek, to wy lepiej się w to nie mieszajcie. Gdyby dobre rady matek miały siłę sprawczą, zapanowałyby powszechna miłość i braterstwo. Niestety w ciągu 25 lat pomiędzy pierwszą, a drugą wojną światową doliczono się około 200 konfliktów zbrojnych na świecie.
Wojna rodzi wojnę, każda następna, technologicznie bardziej zaawansowana, potęguje ilość ofiar i strat materialnych. Już w dniu, w którym panowie we frakach podpisywali rozejm kończący batalie I wojny światowej, można było przypuszczać, że bez następnej się nie obędzie. Po II wojnie światowej, najbardziej krwawej w dziejach ludzkości, z roku na rok przybywa starć militarnych o mniejszym lub większym zasięgu. Spory nieuregulowane w zarzewiu, przygotowują grunt pod III wojnę globalną. Groźba, że któraś ze stron przegrywająca starcie konwencjonalne pierwsza odpali pociski nuklearne jest całkowicie realna. Siła zgromadzonej broni nuklearnej może zniszczyć cywilizacje wszystkich krajów na ziemi, bez względu na ich udział w konflikcie. W czasie “Zimnej Wojny” USA - ZSRR, spodziewano się starcia lada moment. Poradnik jak ustrzec się przed zabójczym promieniowaniem skażonego pyłu po wybuchu, zalecał: okryć się białym prześcieradłem i ... Ktoś dodał - czołgać się w kierunku najbliższego cmentarza.
Naocznymi świadkami wydarzeń wybuchu II wojny światowej, 1-go września 1939 roku są jeszcze liczni, 85 - letni seniorzy. Weteranów kampanii wojennej, 95-latków można już policzyć niemal na palcach. Ktoś powiedział, że czas to świnia - pożera wszystko. Pamięć o każdej wielkiej wojnie wypiera następny wielki konflikt. Tak też uogólniając, wiedza o I wojnie światowej zaciera się w pamięci. Gdyby nie opracowania historyczne oparte na zachowanych dokumentach, pozostałyby tylko wspomnienia najstarszych, żyjących osób. Po przekazach ustnych wymarłych pokoleń, “z ojca na syna”, z czasem pozostają tylko anegdoty, legendy i strzępy zniekształconych wiadomości. Przypomnijmy sobie wyrywkowo wiadomości o I wojnie światowej zgodnie z oficjalną historią i dodatkiem kilku zasłyszanych i własnych, anegdotycznych wspomnień:
I Wojna wisiała na włosku. Wybuchowa mieszanka sprzecznych interesów, ambicji i prestiżu czekała tylko na iskrę zapłonu. Wojny chcieli wszyscy, tylko nikt nie chciał zacząć pierwszy.
- Francja chciała odzyskać Lotaryngię i Alzację, utracone w 1871 roku.
- Rosja dążyła do zjednoczenia pod swoim tronem wszystkich Słowian i prawosławnych bez względu na to, czy sobie tego życzyli. Na początek chciała odebrać kraje, które “zjednoczyło” już wcześniej cesarstwo Austro - węgierskie, a Niemcom zagarnięte ziemie polskie i w Turcji Istambuł, bo tam narodziło się prawosławie.
Okazja do bijatyki nawinęła się na Bałkanach w Sarajewie. Arcyksiążę Franciszek Ferdynand, następca tronu Austro-Węgier, generalny inspektor wojsk cesarstwa, dążył do zajęcia niepodległej Serbii, nad którą rząd wiedeński od 36 lat sprawował zwierzchnictwo polityczne i cywilne. Dwa korpusy wojsk austriackich przeprowadzały tam manewry, co miało zabezpieczyć “przychylność’ w łaskawym przyłączeniu do cesarstwa. (Skąd my znamy te metody?) Niepomny grożącym mu zamachem, uparł się przeprowadzić lustrację manewrów. Z dawnych, polskich magazynów zapamiętałem niektóre, sensacyjne szczegóły wydarzeń:
Arcyksiążę postanowił ostentacyjnym korowodem przejechać ulicami Sarajewa. Monarsza bufonada nie wyszła mu na zdrowie, a był przekonany, że przywitają go, jeżeli nie hołdem, to przynajmniej poddańczym ukorzeniem się.
Po dniu spędzonym na manewrach i nocy w pobliskim kurorcie, odświeżony, wypachniony, raczył przybyć pociągiem na stację w Sarajewie. Oczekiwała go miejscowa generalicja i notable z pękami róż. Z towarzyszącą mu małżonką, hrabiną Zofią Chotek, w paradnym mundurze generała kawalerii, z piersią obciążoną orderami zasiadł w otwartym kabriolecie. W kawalkadzie samochodów jego zielony pióropusz na czapce generalskiej był widoczny z daleka. Samochody jechały wolno, by zgromadzone tłumy mogły podziwiać wspaniały orszak.
Miejscowe garnizony wojskowe były na manewrach. Do ochrony zmobilizowano całą policję, ale okazała się niewystarczająca. Zaledwie jeden policjant przypadał na każde 100 metrów trasy. Gdy samochody zdążały do ratusza na ceremonie powitalne, młodzieniec z tłumu upewniwszy się u policjanta, w którym samochodzie jedzie Jego Wysokość, rzucił bombę. Odbiła się ona od złożonego dachu kabrioletu. Eksplodowała na jezdni raniąc dwóch adiutantów i wielu widzów. Zamachowiec należał do serbskiej organizacji terrorystycznej o nazwie budzącej lęk - “Czarna Ręka”.
Wizyty jednak nie przerwano. Arcyksiążę uparty, jakby był już cesarzem, po ceremoniach życzył sobie odwiedzić rannych w szpitalu. W drodze kierowca pomylił kierunek i kawalkada zatrzymała się na chwilę u zbiegu dwóch ulic, a tam ponownie czekała już “Czarna Ręka”. Jeden z kilku zamachowców - jak mówiła zaciągając z lwowska moja babcia, była poddana cesarza w zaborze austriackim, - wzioł i palnął bufonowi w łeb z liworweru. Widocznie go nie lubiła, podobnie jak na dworze budapeszteńskim, gdzie ponoć uradowanych było więcej niż ubolewających. Współczucie u babci budziła śmiertelnie ugodzona małżonka niedoszłego cesarza: No popatrzcie się ludzie, a to biedna kobita. Z tytułem tylko zwykłej hrabiny nie mogła zostać cysarzową. Dla jej dzieci też były za wysokie progi do tronu. Dla ścisłości trzeba dodać, że godność księżnej Hohenberg nadano jej po ślubie tylko, dlatego, by podążając w tyle za arcyksięciem, mogła uczestniczyć w cesarskich uroczystościach pałacowych.
Zamach poważnie naruszył autorytet monarchii. „Ta zniewaga krwi wymaga” - powiedziano na dworze wiedeńskim i w rządzie budapeszteńskim. Pod pretekstem odwetu nadarzyła się okazja do zbrojnego zajęcia Serbii. Wypadki potoczyły się błyskawicznie. Zarządzono mobilizację, którą skwapliwie poparły Niemcy. Rosja sojuszniczka Serbii również ogłosiła mobilizację, na co Niemcy wypowiedziały Rosji wojnę. Dwa dni później wypowiedziały też wojnę Francji popierającej Rosję i wkroczyły do Belgii. Obawiając się klęski Francji i umocnienia Niemiec, do ogólnego zamieszania włączyły się Wielka Brytania z Kanadą i następnie neutralne dotąd USA. Pierwsza wojna światowa wybuchła miesiąc po zamachu, 28 lipca 1914 roku.
- Niemcy uważali , że to oni mają największe prawo do brytyjskich, francuskich kolonii i do niemal całej Europy Środkowej z Ukrainą włącznie i państwami nadbałtyckimi. Zakompleksiony cesarz Wilhelm II nie mógł się pogodzić z tym, że międzynarodowa arystokracja zamiast w Berlinie wolała zabawiać się w Paryżu czy Londynie, mimo, że w Europie Niemcy zjednoczone przez Bismarcka przodowały gospodarczo, w technice i nauce. Nic to, że dla zaimponowania światu podjęto gigantyczną rozbudowę floty morskiej, broni ułatwiającej podbój wysp i obcych terytoriów.
- Włosi rościli sobie prawo do południowego Tyrolu, Istrii i Dalmacji, ziem zamieszkałych przez Włochów. Wprawdzie rządzili tam Habsburgowie, większością byli Słoweńcy i Chorwaci, ale uważano, że to narody niecywilizowane, nie godne uwagi.
- Cesarstwo Austrowęgierskie przygotowywało się do wojny obawiając się, że Włosi mają chrapkę na tereny Bośni - Hercegowiny, którymi zarządzało od 36 lat.
- Japonia chciała wyprzeć Rosjan z Chin i zająć na Pacyfiku kolonie niemieckie.
Panował ogólny optymizm. Wszyscy byli przekonani, że walki zakończą się po 5 - 6 tygodniach. Okazało się, że była to długa, czteroletnia, wyczerpująca wojna pozycyjna. Początkowe wiwaty i uniesienia patriotyczne zakończyła się wielkim kacem moralnym. Udział w międzynarodowej awanturze walczące strony usiłowały usprawiedliwić wyższą koniecznością obrony narodowego honoru i propagandowymi frazesami. Francuzi i Anglicy walczyli w obronie wolności, Niemcy w imię “kultury”. Wojna miała wszystkich zjednoczyć, zapoczątkować duchową odnowę, przezwyciężyć wewnętrzne podziały polityczne i społeczne.
Z oficjalnych podsumowań: w czteroletniej wojnie uczestniczyły 33 państwa i ponad 1,5 miliarda ludności. Zmobilizowano ponad 70 milionów żołnierzy. Straty wynosiły 10 milionów zabitych i 20 milionów rannych. Ponadto około 10 milionów zmarło z głodu lub podczas epidemii. Wydatki przekroczyły 208 miliardy dolarów (ówczesnej wartości). Dla porównania: II wojna światowa, największa i najkrwawsza w historii ludzkości trwała 6 lat. Uczestniczyły w niej 72 państwa liczące 1,7 miliarda mieszkańców. Wydatki wojenne przekroczyły 1380 miliardów dolarów. Walki przebiegały na terenie 40 krajów. Nie licząc ruchu oporu, do wojska powołano 110 milionów ludzi. Było ponad 50 milionów poległych, zamordowanych, zmarłych z powodu epidemii i głodu.
Gospodarka europejska w wyniku I wojny legła w gruzach lub zbankrutowała. Ruch sprzeciwu wobec starych porządków, roszczeń terytorialnych i podbojów zrodziły bolszewizm i faszyzm - podwaliny do II wojny światowej. Załamał się system równowagi politycznej utrzymywany w Europie od 100 lat. Rozpadła się Monarchia Austro-węgierska. Duże straty terytorialne poniosły Niemcy, Rosja, Turcja i Bułgaria. Powstały nowe państwa lub odzyskały niepodległość: Polska, Czechosłowacja, Jugosławia, Węgry, Estonia, Łotwa, Litwa i Finlandia.

W tamtych czasach, gdy nie było jeszcze rozwiniętej motoryzacji, kawaleria była “królową” broni. Górowała nad piechotą możliwością szybkiego przemieszczania się i siłą ataku na pozycje wroga, ale nie tylko tym. W czasie pokoju, z braku wojen, kawalerzyści dobierani dla celów reprezentacyjnych byli formacją elitarną, a chętnych było więcej niż koni w kraju. Stare porzekadło głosi: za mundurem panny sznurem. Zwłaszcza, rośli wojacy w paradnych strojach kawaleryjskich byli poszukiwani na “rynku” matrymonialnym. Mieczysław Pruszyński, pisarz, wojskowy, wspomina przemówienie Gwido Potena, pułkownika armii austriackiej, do kadetów Szkoły Podchorążych Kawalerii, której był komendantem: Jest tyle piekne zawody. Ksządz, doktor. Włoży do d... dwa palce i bierze za to dziesiec koron. Aber, um Gotten Willen, warum kawalerie? (ale na miłość boską, dlaczego wszyscy pchacie się do kawalerii?) Również polscy ułani byli śmietanką nie tylko wojskową, ale i towarzyską. O ich wyczynach bojowych i podbojach serc niewieścich krążyły legendy. Ich sławę opiewały pieśni, jedna z popularniejszych zaczynała się słowami sadystycznego zachwytu: Jak to na wojence ładnie kiedy ułan z konia spadnie.
Jednak w wojnie okopowej najważniejszą była piechota. To z okopów wywodzi się opowiadanie piechura, któremu wybuch pocisku artyleryjskiego strzaskał karabin: na szczęście zabił obok kolegę, ale jego karabin był nieuszkodzony. Mogłem więc, ruszyć do ataku gdy padła komenda.
Kawaleria okazała się zupełnie nieprzydatna i po I wojnie broń napędzaną owsem wyparła motoryzacja. Powołano natomiast nowe bronie - czołgi i lotnictwo. Prymitywne dwupłatowce, wolne, nisko latające, wyposażone w karabiny maszynowe okazały się groźną bronią. Małe bomby pilot rzucał na cel ręcznie. Pamiętam jak opowiadano, że Paulina, babcia z rodziny mojej matki w małym miasteczku na Wołyniu, na warkot nadlatującego samolotu chowała się w ogródku z dużym, białym półmiskiem na głowie. Tłumaczyła: lotnik patrząc z góry pomyśli, że to gęś i nie będzie strzelał.
Silnie utrwaliły się wspomnienia o gazach bojowych użytych przez Niemców. Po raz pierwszy zaatakowali nim pozycje Rosjan w styczniu 1915 roku na froncie wschodnim pod Bolimowem, 50 km na zachód od Warszawy. Do pocisków artyleryjskich dodano mieszankę bromków ksylilu i ksylendu, ale wyniki były słabe. Dopiero po użyciu chloru, efekt działania straszliwej broni przerósł oczekiwania.
22 kwietnia 1915 roku zastosowano chlor w Ypres, blisko granicy francuskiej, na przeciwko pozycji Francuzów i Kanadyjczyków. Z okopów, na przestrzeni 6 km wypuszczono jednocześnie chlor z 6 tysięcy butli ciśnieniowych. Niesiona wiatrem szarozielona chmura stopniowo zabarwiała się na żółto i niszczyła wszystko po drodze, wraz z roślinnością. Ci, którzy wcześniej spostrzegli śmiercionośne opary, oślepieni, ciężko dysząc i zataczając się uciekali w chaotycznym popłochu jak pozbawieni zmysłów. Potworny strach odebrał im mowę, ich twarze były sino zabarwione. W okopach pozostały setki martwych i konających. Wywiad aliantów ostrzegał o przygotowaniach Niemców do ataku gazowego. Wyższe dowództwo wiedziało, ale ostrzeżenia zbagatelizowano.
Niemcy zachęceni “sukcesem”, po raz drugi użyli gazu przeciwko Rosjanom na froncie wschodnim też pod Bolimowem, 31 maja 1915 roku To była zgroza - mówili naoczni świadkowie. Wzdłuż rosyjskich okopów trupy zaścielały pole. Żołnierze w śmiertelnej agonii wlekli się na czworakach, z palcami wszczepionymi w ziemię. Rwali na sobie mundury, leżeli z szeroko otwartymi źrenicami, z ust toczyła się żółta piana.
Niemcy posiadali duże zapasy broni gazowej, mimo to wycofano ją po pierwszych atakach. Wkrótce wojsko wyposażono w maski i gaz okazał się mniej skuteczny. Wymyślono, więc nowy rodzaj - parzący gaz musztardowy. 12 lipca 1917 roku Niemcy zaatakowali nim ponownie okopanych Francuzów pod Ypres. Gaz musztardowy też nie spełnił oczekiwań, bo w przeciwdziałaniu wprowadzono wcześniej sprzęt i ubiory ochronne. Umierało nie więcej niż 10 procent ofiar ataku. Broń gazowa była też dość kapryśna - zbyt uzależniona od warunków atmosferycznych. Najważniejszy był kierunek wiatru i jego siła. Wiatr słaby mógł łatwo zmienić kierunek rażąc własne pozycje. Wiatr za silny szybko rozrzedzał gaz osłabiając jego działanie.
Gazem zabito “tylko” około 90 tysięcy żołnierzy, co w ogólnej liczbie ofiar śmiertelnych wojny wynosiło zaledwie 1 procent. Do uśmiercenia jednego żołnierza potrzeba było aż dwóch ton środków chemicznych, więc się nie opłacało. Obawiano się też odwetu, bo wojska przeciwnej strony również zgromadziły duże zapasy gazowej broni. Największy był efekt psychologiczny.
Należy dodać, że ofiarą gazu był ochotnik w oddziałach bawarskich, przyszły Fuhrer III Rzeszy - Adolf Hitler. Na pewien czas stracił wzrok. Podobno wzmogło to jego szczególną nienawiść do Żydów. Autorem opracowania śmiercionośnego projektu gazów bojowych był wybitny chemik pochodzenia żydowskiego - profesor Fritz Haber, zaangażowany do badań na potrzeby militarne.
Po ataku Niemców na Polskę we wrześniu 1939 roku tłumnie wykupywano maski gazowe w panicznym strachu, że użyją oni gazy bojowe ponownie. Maski dla dorosłych z filtrem szczelnie chroniły oczy i całą twarz. Dla dzieci były tylko małe maseczki niezbyt szczelnie przykrywające nos i usta. Chwilę po założeniu nie mogłem w nich złapać oddechu i wojna wydawała mi się już mniej zabawna.
Mówi się, że punkt widzenia zależy od punku siedzenia. Pamięć ludzka działa wybiórczo. Zwłaszcza odległe dzieje zachowały się w pamięci starszych pokoleń jako dobre, albo bardzo złe czasy. Pamiętam z dzieciństwa jak wielu dorosłych mawiało: za cesarza Franciszka Józefa to były, panie, czasy! Później, po zakończeniu wojny w 1945 roku mawiano: przed wojną to były, panie, dobre czasy! W rzeczywistości nigdy nie było dobrych czasów dla wszystkich. W naszej rodzinie jeden delikwent, nie mógł się pogodzić z utratą godności piastowanych w Galicji pod zaborem austriackim. Był naczelnikiem jakiejś stacyjki kolejowej koło Lwowa. Należał, więc do uprzywilejowanej grupy urzędników, niebotycznie rozdętej administracji państwowej. Dość powiedzieć, że z dochodu 60 milionów z podatków państwowych i lokalnych za rok 1887, 34 milinów wydano na pensje 200 tysięcy urzędników. Do końca długiego żywota powtarzał przy każdej okazji jak to dobrze było za Franciszka Józefa. Po śmierci też sprawił kłopoty. Zmarł na ubikacyjnym sedesie. Znaleziono go po kilku godzinach, gdy zakrzepł już w pozycji siedzącej i trudno było dopasować go do trumny. A jak było naprawdę za Franciszka Józefa? Oto tylko kilka przykładów: Galicyjską, przysłowiową nędzę najbardziej obrazowało przeludnienie wsi zbliżone do poziomu Indii i Chin. Co roku, umierało z głodu 50 tysięcy osób. W porównaniu z zaborami pruskim i rosyjskim Galicja miała najwyższy przyrost naturalny, najwyższy wskaźnik śmiertelności i najniższą średnią życia - 27 lat, (w Czechach to 30 lat, a w Anglii 40 Lat). Chłop na wsi odżywiał się niemal wyłącznie tym, co wyprodukował na malutkim poletku: zupą, kaszą, owsianymi otrębami, bobem i kapustą, mięsem wyjątkowo, gdy padła krowa. Pszenicę, jaja, drób sprzedawał na targu żeby zapłacić dwukrotnie wyższy podatek niż w cesarstwie. Chłop mało pracował, bo nieustannie głodował, bo mało pracował i nie miał wyjścia z tego diabelskiego koła. Walnie przyczyniał się do tego kościół z surowym nakazem postu: 40 dni przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem, 14 dni przed świętami Piotra i Pawła, 14 przed Wniebowstąpieniem Pańskim. Ponadto przez cały rok w każdą środę i piątek, żeby zasłużyć się Bogu jeszcze lepiej, w każdy poniedziałek. To razem 264 dni. W pozostałych 100 dniach mógł jeść dowoli, pod warunkiem, że miał, co jeść. W katastrofalnym położeniu byli jeszcze biedniejsi chałupnicy i wyrobnicy nieposiadający ziemi. W gospodarce rabunkowej (po to się najeżdża obce kraje), Galicja, najbiedniejsza prowincja w Europie zasilała skarb cesarski gotówką z podatków, służyła jako dostawca surowców i rynek zbytu tanich wyrobów przemysłowych. Miłościwego cesarza Franciszka Józefa, aczkolwiek jego reżim był łagodniejszy niż w pozostałych zaborach, należy uznać zgodnie z prawdą jako najeźdźcę. Cesarska władza pochodziła od Boga, cesarz był władcą absolutnym, niepodlegającym osądom ani krytyce. Można było go tylko uwielbiać i chwalić. Przypomnijmy z pamiętników Haska o dobrym wojaku Szwejku. W popularnej praskiej piwiarni U Fleku powiedział on przy piwku, że najjaśniejszego pana obsrały muchy, co zauważył na wiszącym tam portrecie Franciszka Józefa. Sprawców nie udało się pociągnąć do odpowiedzialności. Za znieważenie jego wysokości aresztowano Szwejka.
Wspomnienia, przekazy ustne uzupełniają historię, a ubarwiając ją anegdotami pomagają w jej zapamiętaniu. Bez obiektywnych, udokumentowanych opracowań historycznych często jednak utrwalają fałszywe informacje i wnioski. Niewiedza o przyczynach wzlotów i upadków własnego kraju w powiązaniu z historią ogólną, prowadzi zwykle do katastrofalnych skutków. Wydaje się, że - generalizując - nie wiele to obchodzi nowe pokolenia, które nie zaznały najazdów, gwałtów masowych egzekucji. Na razie są zajęci poszukiwaniem rozrywki, gapieniem się w swoje iPody i żeby był “
fun”. Wspomnienia najstarszych dla wielu z nich są, jak mówią w Polsce, to opowiadania “leśnych dziadków”. To coś w rodzaju akcji większości filmów z Hollywood. Trup zalega gęsto, a potem nieboszczyki wstają, ukazują się w następnym filmie i dostają za to kasę, że mózg ścina. Do niewiedzy walnie przyczynia się szkolnictwo. W polskim programie szkolnym z jedną godzinę historii w tygodniu, dwie godziny przypada na lekcje religii, i to w kraju, w którym jest konstytucyjny rozdział między państwem a Kościołem. Co nastolatki przekażą jutro swym dzieciom, a one potomkom, zaowocuje w przyszłości. Wojna to męska rzecz. W łańcuchu dojrzewania naturalne są entuzjazm, porywczość, skłonność do czynów walecznych i porywczych haseł - Hej! Kto Polak na bagnety! Dojrzewają też równolegle spory międzynarodowe a z nich konflikty zbrojne. Nie daleko szukając - w ostatnich miesiącach Polska dolewała oliwy do ognia w starciach między Rosją a Ukrainą. Od pogróżek do bijatyki wystarczy mały incydent. Tak się zaczęła I wojna światowa w 1914.
Opowiadania “leśnych dziadków” przegrywają dziś z iPodami. Nie ustawajmy jednak w naszych usiłowaniach póki nie jest za późno, by historia wciąż się nie powtarzała. >

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji