nr. 64
VICTORIA, BC,
WRZESIEŃ 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polska szkoła
zaprasza

Zabawa Halloween
Dom Polski
31 pażdziernika

Wszystkich Świętych
UROCZYSTA MSZA
kościół Sacred Heart
1 listopada

Zebranie
sprawozdawcze
Dom Polski
4 listopada

Akademia
Niepodległości

Dom Polski
8 listopada


ARTYKUŁY

Od Redakcji

T.Bielecki -
Gdyby to ...

Pakt Ribbfentrop-
Mołotow

E. Kamiński-
Jak to na wojence

gdy ułan z konia spadnie

A.Śmiarowski
O Solidarności

wspomnienie

E.Korzeniowska-
Wojnę szatan
spłodził

o Marii Pawlikowskiej-
Jasnorzewskiej

L.Mongard-
Mięta

botanika stosowana

Andrzej
Wróblewski
W galerii Stron

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 19


Rozmaitości

Indeks autorów

Ewa Korzeniowska

Wojnę szatan spłodził



Podaj mi płaszcz --- deszcz pada…
Koniec z pogodą, niestety…
To nie deszcz? Nie, to łzy spadły
z jakiejś dalekiej planety


Zalotnicy Niebieskiej ktoś podarował gwiazdę. Poetka Maria Pawlikowska - Jasnorzewska (1891-1945) posiada swój asteroid - 1441 Jasnorzewska. Na pewno uszczęśliwiłby ją taki dar, bo kochała gwiazdy i kosmiczne przestrzenie, w które uciekała przed tym co nieuniknione.

Gnana wizją tragedii ucieka z Polski w pierwszych dniach wojny 1939 roku i odtąd rozpoczyna się jej los tułaczy opisywany w bardzo kobiecy sposób w zapiskach z tamtych lat. Niby rzecz banalna w sytuacji uchodźców w jakiej się oboje z mężem znaleźli, a jednak czuje się w tym pisaniu nie tylko głębokie emocje, ale również filozoficzną refleksję:”


Co się stało nie pamiętam już, z moją śliczną suknią jedwabną różowo-zieloną? Sprzedana była. Jak to wszystko nie „siedziało jakoś”. A to cudo lekkości, gaza szara w drobne kwiaty i do tego pelerynka z crepe satin i mufeczka. Jak się tego nigdy nie nosiło i wreszcie skrócone – zmarnowana, zeszła na psy i zrobiwszy kawałek wojennej drogi, sprzedała się za bezcen w Bukareszcie. I suknie mają swój los, swoje gwiazdy…Nie darowałam jej Duszy, bo Dusza grubością swą dawała mi na nerwy… (Dusza - poetka rumuńska)
Może to my kobiety winne jesteśmy tej polskiej klapy. Ja - niepokój z tego powodu pokrywa inne niepokoje…


Osiadla na dalekiej „płaczącej planecie”, w Anglii „na wygnaniu”, w biedzie i izolacji duchowej i fizycznej, pożerana przez nieuleczalną chorobę, tęskniła do Polski i do naturalnego swego środowiska.
Pochodziła z Kossaków, rodziny o szlacheckich i artystycznych tradycjach. Jej ojciec Juliusz, syn wziętego artysty malarza, też był znanym krakowskim malarzem - obrazy zamawiali u Kossaka ludzie z całej Europy. Dom rodzinny Lilki, bo tak j często nazywano poetkę, był dostatni, mieszczański, patriotyczny i bardzo krakowski. Rodzinie nie brakowało niczego. Lilka i Magdalena, jej siostra, Magdalena Samozwaniec- polska pisarka satyryczna, otrzymały staranne wychowanie i od dziecka obcowały ze sztuką i z artystami. Miały bony, guwernantki, pokojówki, jeździły konno, podróżowały po świecie. Bawiły się w Monte Carlo, robiły furorę w Paryżu. Na śniadanie jadały kawior popijany szampanem. Lilka była artystyczną duszą przeżywającą swoje różne wewnętrzne wzloty i upadki, miłosne fascynacje i tragedie opisywane w wierszach od wczesnego dzieciństwa. Magdalena , która traktowała swoją siostrę jak bóstwo, swojemu uwielbieniu dla niej daje wyraz w biograficznych powieściach Maria i Magdalena oraz Zalotnica niebieska, opisując w nich życie jako niekończące się pasmo przyjemności.

Mariia Pawlikowska - Jasnorzewska zadebiutowała w 1922 roku tomem poetyckim Niebieskie Migdały. W sumie poetka posiada w swym dorobku kilkadziesiąt tomików poetyckich i kilkanaście dramatów. Jej wiersze mają przeważnie formę miniatury poetyckiej zakończonej zaskakującą puentą. Pachną perfumami, mają miękkość futra, szeleszczą jedwabiem, są efemerycznie i zmysłowo, nacechowane erotyzmem, umiłowaniem miłości, życia i natury. Sławną i uwielbianą poetkę, związaną z grupą poetycką Skamander, zaprzyjaźnioną z najwybitniejszymi polskimi artystami, nazywano w międzywojniu „Polską Safoną”.

Na wygnaniu, jej poezja się zmienia w żałosne strzępy eleganckich materii rozrywane przez krzyk bólu i niedolę wygnania i chorobę.
Jej mąż, polski lotnik, mimo swoich zasług, nie dostaje awansu. Państwo Pawklikowscy żyją w złych warunkach, w niedostatku. Poetka boryka się z trudną codziennością. Rozgoryczanie atmosferą panującą wśród polskich uchodźców spowodowanej konfliktami w rządzie na emigracji oraz w dowództwie polskiego wojska, zwłaszcza w dywizjonie lotniczym, wyczytać można w zapiskach poetki z tamtego okresu. Jest to przepełniony bólem dokument ukazujący w pełni bogatą i skomplikowaną osobowość poetki wierzącą w to, że „wojnę szatan stworzył.”

Wbrew niesprawiedliwym opiniom wielu komunistycznych krytyków twórczość międzywojennej poetki przetrwała próbę czasu, pisane przed laty wiersze nie tracą aktualności, wręcz przeciwnie odsłaniają zawarte w sobie kolejne semantyki, niektóre z nich krzyczą, nawet, gdy wypowiadane szeptem. Jednak pod płaszczykiem z kaszmiru podbitym sobolami, w pienistych falbanach sukni czai się nowe. Nowy system wartości, nowy świat, w którym nawet suknia z plamą będzie w cenie.


Dopuście, gwiazdy,
Abyśmy biedni byli i okrutni…
Więc cóż mi z natchnionego Pegaza,
Coż mi z namiętnej lutni?
Bo i coż z najpiękniejszej sukni,
Gdy ją splamiła skaza?


W Polsce Ludowej piękno poezji Jasnorzewskiej odkryła szerszemu gronu odbiorców polska pieśniarka, Ewa Demarczyk. To krakowski Czarny Anioł zrobił w 1970 roku śpiewając Pocałunki, Listonosza - klasyczne dziś pieśni do słów poetki.


Wciąż powtarzasz uparcie i skrycie
Patrzysz w okno i smutek masz w oku
Przecież mnie kochasz nad życie…
Tak mi mówiłeś przeszłego roku…


Było to wielkie wydarzenie w historii polskiego pieśniarstwa. Za przykładem Czarnego Anioła z Krakowa, po wiersze Jasnorzewskiej sięgnęli też inni artyści. Jej poezje stały się lekturą nastolatków, trafiły pod strzechy, a ich wartość jest nieprzemijająca. >

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji