nr. 64
VICTORIA, BC,
WRZESIEŃ 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polska szkoła
zaprasza

Zabawa Halloween
Dom Polski
31 pażdziernika

Wszystkich Świętych
UROCZYSTA MSZA
kościół Sacred Heart
1 listopada

Zebranie
sprawozdawcze
Dom Polski
4 listopada

Akademia
Niepodległości

Dom Polski
8 listopada


ARTYKUŁY

Od Redakcji

T.Bielecki -
Gdyby to ...

Pakt Ribbfentrop-
Mołotow

E. Kamiński-
Jak to na wojence

gdy ułan z konia spadnie

A.Śmiarowski
O Solidarności

wspomnienie

E.Korzeniowska-
Wojnę szatan
spłodził

o Marii Pawlikowskiej-
Jasnorzewskiej

L.Mongard-
Mięta

botanika stosowana

Andrzej
Wróblewski
W galerii Stron

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 19


Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 19


Przeszło kilka tygodni. Życie Stefci stało się walką najróżniejszych uczuć, często bardzo sprzecznych. Obecność Edmunda działała na nią depresyjnie. Stefcia wyznała szczerze pani Elzanowskiej, kim jest Edmund; powiedziała, że spotkanie z nim zanadto ją męczy, i poprosiła o zwolnienie. Pani Idalia okazała jej współczucie z cała taktyką wielkiej damy, ale nie zgodziła się na wyjazd. Ponieważ jej podobał się Prątnicki, więc nie powtórzyła prośby Stefci ojcu, ani Waldemarowi. Odgadywała, że pan Maciej chciałby zapobiec cierpieniom Stefci, a gdyby to doszło do Waldemara, Edmund przestał by istnieć w Słodkowcach.
Pani Idalia nie życzyła sobie jego wyjazdu. Dla niej młody, wesoły i przystojny praktykant stał się czarującym towarzyszem codziennych obiadów i kolacji. Umiał komplementami i miłymi słówkami łechtać jej ambicję, przy tym był zabawny i dowcipny potrafił bawić. Zawsze z wielka żywością chwalił Lucię i w pani Idalii odczuwał swoją jedyną przyjaciółkę i sprzymierzeńca.
Waldemar nie lubił go aż nadto wyraźnie, pan Maciej również. Dla Stefci stał się obojętnym. Luci mówił grzeczności, bo widział, że matka to lubi. O samą Lucię mniej mu chodziło. Nie uważał, że jego nadskakiwanie robi na dziewczynce wrażenie zupełnie niepożądane.
Lucia jak sobie zapowiedziała, zadłużyła się w nim od razu. Pociągnęła ją jego super urodą, reszty dopełniły komplementy, do jakich jej jeszcze nie przyzwyczajono. Z tego powodu i stosunek jej do Stefci uległ zmianie. Swoboda dziewczynki znikła. Myślała zawsze, że Stefcia kocha Edmunda. Czuła do niej żal i obawę, aby ona nie spostrzegła jej uczuć. Stefcia odgadła wszystko.
Bała się o spokój Luci, lecz mówić z nią o tym nie mogła, z panią Idalią nie śmiała. Pozostał pan Maciej, lecz jego także nie chciała dręczyć.
Taktyka i nieszlachetność Edmunda oburzały ją. Wszystko to składało się dla niej na życie pełne zmartwień i niepokoju. Przyjazdy Waldemara sprawiały jej ulgę. Witała go z przyjemnością zupełnie różną od tamtych niechęci. Wówczas drażnił ją, teraz występował w roli obrońcy przed Prątnickim.
W obecności Waldemara panowała swoboda. Rozweselał wszystkich, prócz jednego Edmunda, który przy młodym ordynacie tracił werwę, nie pozwalał sobie na żarciki ze Stefcią, nawet nie pochlebiał Luci, widząc, że ordynat tego nie lubi.
Prątnicki oddychał, gdy Waldemar odjeżdżał, Stefcia oddychała, gdy przyjeżdżał; czuła się przy nim swobodniejszą, mniej rozgoryczoną. Ich sprzeczki trwały, ale już odmienne, więcej w tonie obopólnego żartu, dowcipne, nawet cięte, ale bez domieszki dawnej złośliwości. Nie kłócili się nigdy przy Edmundzie, za co Stefcia musiała być wdzięczna Waldemarowi. Rozmawiali ze sobą dużo i zajmująco.
Inteligencja i wykształcenie jego imponowały dziewczynie. Ale po każdym wyjeździe ordynata cierpiała podwójnie. Edmund mścił się na niej niesmacznymi żartami za rozmowy z Waldemarem i za to, że sam nie może w nich brać udziału, bo poruszali często kwestie mało mu znane. Zresztą praktykant w obecności Waldemara tracił swój animusz.
Pewnego dnia Stefcia grała w salonie. Lucia wciśnięta w fotel oglądała kolorowe magazyny. Nagle wszedł Waldemar, niosąc sporą paczkę. Lucia z okrzykiem zerwała się pierwsza.
-Przyjechałeś?...Jak to dobrze…coś przywiózł?..
Ordynat powitał Stefcię.
- Mam to dla pani obiecane książki. Jest Koronna i Delfina, pani Stael jest kilka tomików Byrona w oryginale. Czy pani jest dość dobra w angielskim, żeby to przeczytać?
- Mówię i rozumiem. Natomiast nie czytałam jeszcze nic poważnego w oryginale, ale spróbuję. Odrzekła Stefcia dziękując.
- Horacego przywiozę następnym razem. A może chce pani coś z naszej literatury.
- Tak poproszę o Lama i Mochnackiego, jeżeli pan posiada.
- Ależ dobrze. Mogę pani służyć i Skargą i Rejem i Kołlątajem, i kim pani zechce. Moja kolekcja jest na rozkazy pani.
- Jest widać niewyczerpana.
- Szczycę się tym, że jedna z największych w kraju. Ale przerwałem pani muzykę. Stanął przed pulpitem, odrzucił kilka stron w zeszycie z nutami i zatrzymał się na dwunastej sonacie Beethovena As-dur.
- O tę proszę. Ślicznie pani oddaje scherzo i marsz żałobny.
- Skąd pan wie?
- Słyszałem kiedyś, kiedy pani nie widziała.
- O. To się muszę strzec – zaśmiała się Stefcia siadając do fortepianu.
Waldemar stanął za nią, ale spojrzał na bok i widząc Lucię zatopioną w czytaniu klasnął w dłonie i zawołał:
- Hola panienko, to nie dla ciebie jeszcze lektura…
Lucia zamknęła książkę.
- Nudni jesteście ty i panna Stefania. Ja czytałam nawet Odcienie Grey’a, a teraz nic mi nie wolno…
Waldemar zaśmiał się.
- Oczytana bestia z tej pani uczennicy. Pewnie, że po Grey’u Mickiewicz wygląda blado, jak moralne jasełka po rokowym koncercie.
- Beznadziejny jesteś! – Powiedziała nadąsana Lucia.
- No, Luciu, uspokój się, przecież pan Waldemar tylko żartuje.
Waldemar chciał ją ucałować, ale wykrawała mu się i wybiegła z pokoju.
Stefcia zaczęła grać z pamięci. Ordynat usiadł. Chwilę patrzył na grającą, oparł czoło na dłoni i zagłębiony w fotelu, znieruchomiał.
Stefcia początkowe andante grała z roztargnieniem. Obecność Waldemara niepokoiła ją. Nogi miał założone jedną na drugą. Widziała eleganckie jego buty jeździeckie z ostrogami, opinającymi prawdziwie arystokratyczne stopy i drażniła ją w dziwny sposób. Pierwszą wariację przegrała bezdźwięcznie.
Waldemar poruszył się odjął rękę od czoła i palcami najeżając wąsy w sposobie w właściwy, z podniesieniem ust w gorę, patrzył na nią badawczo.
Dziewczyna dojrzała jego ruch, odczuła wzrok i zrozumiała, że spostrzegł jej roztargnienie. Następną wariację wykonała dobrze, trzecią i czwartą z brawurą i znakomitą technika, piątą artystycznie z pełnią uczucia, jakby grając mówiła zarazem…Waldemar, wsparty na dłoni słuchał w skupieniu.
A Stefcia cieniowała piątą wariację, jakby haftując na klawiszach perłami i cudną pelą. Wdzięczne lekkie nuty płynęły z tęsknotą, namiętnie, pieszcząc i unosząc się w błękity. Ostatnie akordy jęknęły rozpaczliwie, nagle posypało się jak rzęsiste złote kropelki scherzo. Chwila ciszy i zabrzmiał tragiczny pełen majestatu marsz żałobny. Powaga, groza, potęga szły z grzmiących nut.
- Cóż za temperament. Jaki zapał! – Myślał widząc ruch jej palców i ognie na twarzy.
Olbrzymia siła namiętności, jakiej dawno już nie doznawał, pchała go do niej. Uczuł, że pożąda tej dziewczyny, że ona przepala mu krew i szarpie nerwy. Poczuł erekcję.

CDN.

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji