nr. 67
VICTORIA, BC,
GRUDZIEŃ 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Komunikat
konsulatu
podwójne
obuwatelstwo

Zabawa
Sylwestrowa

Dom Polski
31 grudnia

Tradycyjny
Opłatek

Dom Polski
10 stycznia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Świąteczna
kartka

z konsulatu

Historia opłatka
w Polsce

T. Skąpski
Na piaskach Sahary

Wigilia

Ks. Jelosicki-
Wycieczka do Betlejem

w 19 wieku

Krystyna Zetro-
Wywiad z
Santą


M. Grzeszczyk-
Wigilia u innych
kulinarnie

MC-
Byłem tu i tam
Wigiilie w podróży

L.Mongard-
Pierne przyprawy

na święta

R. Strzemiecki-
Cicha tragedia

chrzescijaństwa
bliskowschodniego
W Galerii Stron
Święta rodzina

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 22

Rozmaitości

Indeks autorów

Krystyna Zetro

Wywiad z Santą


Tego wieczoru niebo było pochmurne. Szłam do sklepu, gdy nagle usłyszałam nad głową dziwny warkot. Spojrzałam w górę i oniemiałam. Przez niebo przelatywały sanie ciągnione przez sześć reniferów, a w nich siedział Santa jak z plakatu Coca Coli. Zamachałam do niego, sanie zaczęły szybować coraz niżej, aż wylądowały na ulicy tuż przed moim nosem.
- Ho…Ho…Ho! Jakieś zamówienie? - Zapytał dziarski mężczyzna w czerwonym płaszczu. Biała broda zasłaniała mu twarz, widać było tyl-ko oczy błyszczące jak węgielki, niby radosne, ale gdzieś na ich dnie krył się smutek. Nagle wokół zrobilo się biało. Renifery grzebały kopytami w skrzącym śniegu.
- Święty Mikołaj! Co za spotkanie! Nie mam zamówień, ale mam prośbę: czy możemy pogadać? Mam kilka pytań, które już dawno chciałam panu zadać.
- Ho… Ho… Ho! Bardzo się spieszę do chłopców i dziew-czynek na całym świecie, ale zgoda. Masz 15 minut. Wypocznę chwilkę i napiję się wody.
- To nie pije pan już Coka Coli?
- Zawodowo w pracy tak, ale prywatnie piję wodę, bo zdrowiej. Jestem na diecie.
- O, to pan też się przystosowuje do zmieniających się czasów?
- Oczywiście, jeśli przyjrzy się pani mojej historii… Moje życie się zmienia, ale działam według dawno przyjętej opinii, że lepiej dawać niż brać. Zresztą nie ja to wymyśliłem, jestem tylko kontynuatorem starożytnych tradycji, bo ten obyczaj jest stary jak świat. Ludzie od dawna obdarowywali się wzajemnie. Na przykład u rdzennych mieszkańców obecnej Kandy panuje prastary zwyczaj wzajemnego wymieniania podarunków nazywany Potlach… Początkowo to bogaci obdarowywali podarkami biednych. Raz do roku robili sobie taką przyjemność w ramach zimowego festiwalu, na pamiątkę trzech króli, którzy przybyli z darami dla nowonarodzonego dziecka. Potem biedni też stwierdzili, że dawanie jest bardzo przyjemne. No i się zaczęło. Tyle tylko, że w dawnych czasach ludzie przeważnie sami produkowali podarki, które były też o wiele skromniejsze… Moje życie to długa historia związana z rozwojem cywilizacji dziś niekoniecznie chrześcijańskiej.
- No, właśnie. Proszę mi o w skrócie tę historię opowiedzieć.
- Urodziłem się w Azji Mniejszej i byłem biskupem ubranym w dostojne szaty. Lubiłem dawać prezenty Najpierw rozdawałem eulogie, a potem słodycze w buty dzieci kładłem. Skromnie sobie żyłem. Aż tu nagle zwrócili się do mnie producenci Coka Coli, żeby zacząć dla nich pracować. No i tak się zaczęło. Wygryzłem Aniołka i Gwiazdkę, zmieniłem image i zatrudniłem agenta. Zamieszkałem w pałacu na Północnym biegunie. Mam żonę. Elfów, którzy mi służą. No, a teraz przesiadłem się na paralotnię. Reniferom jest lżej. Choć trochę marzną, bo znacznie mniej są w ruchu. Nie wiem, co będzie z moją pracą w następnych latach, bo korporacja mówi coś o zastosowaniu dronów w roli dystrybutora prezentów. To, dlatego, że niektórzy narzekają na mój wizerunek, bo rani ich religijne uczucia. A ja walczę o to, żeby ludzie we mnie wierzyli, bo warto w coś wierzyć. Byłem kiedyś świętym, ale teraz już nie jestem. Stałem się kim innym.
- A kim?
- Jestem zatrudniony przez korporację celebrytą. Korporacja wykupiła do mnie prawa i z mojego życia zrobiła komercjalny symbol. Teraz dopiero dostrzegam, jaką cenę płaci się za sławę. Człowiek przestaje do siebie należeć. Ale z drugiej strony, ludziom potrzebne są igrzyska, jak już mają pełne brzuchy. Po kontrakcie z Coca Colą moje życie zaczęło się zmieniać. Powoli też zaczął rozwijać się Bożo - Narodzeniowy przemysł. Prezenty, kartki, papiery, ozdoby choinkowe… Już mało kto dziś pamięta, skąd się wziął ten zwyczaj. Został tylko pęd do kupowa-nia. A ja napędzam ten system. Stałem się marionetką w rękach handlowców, ale wie pani, lubię być gwiazdą.
- Czy to pan się zmienia razem ze światem, czy to świat dostosowuje się do zmian zachodzących w panu?
- Proszę pani, każdy decyduje o swoim losie. Patrzę na to co się dzieje dookoła i staram się dostosować, żeby zupełnie nie wypaść z obiegu, bo dotarło do mnie, że gdzieniegdzie mówią, że moja obecność w czasie Bożego Narodzenia jest politycznie niepoprawna. Jedni celebrują święta Bożego Narodzenia, dla innych to festiwal dawania prezentów i dobrego jedzenia, wspólnego spędzania czasu na weseleniu się. Niektórzy do-rośli mnie nie lubią. Coraz bardziej im przeszkadzam, nawet fakt, że napędzam koniunkturę nie ma dla nich znaczenia. No, a proszę zobaczyć jak istotne jest to, co robię. Jestem światowym liderem rozdawania prezentów, właściwie ja promuję dawanie, jako akt dobroci, przyjaźni, szacunku, ale handlowcy mnie przechytrzyli. Przejęli mnie i moje wartości wykorzystując je do swoich celów. Tymczasem ostatnio nawet niekatolicy dekorują drzewka i zamawiają u mnie prezenty dla swoich dzieci. Dzieci mnie kochają. Jak ja się ciasteczkami objadam w okresie świątecznym!!!! Choć teraz zdarza się, że zamiast ciasteczek znajduję przed progiem surowe warzywa i mleko sojowe.
- Czy jest to więc dla pana czas jedzenia smakołyków?
- Nie proszę pani, Boże Narodzenie ma dla mnie ciągle duchowe znaczenie i choć działam pod dyktando komercji, to uważam, że najważniejszym przesłaniem świąt Bożego Narodzenia jest rozdawanie dobroci i tego należy się trzymać, bo to cenniejsze jest niż jakikolwiek prezent znajdujący się w moich przepastnych workach.
- A co w nich jest?
- Najmocniej panią przepraszam, ale muszę już pędzić. Ho…Ho…Ho. Życzę wszystkim wesołych świąt!
I odleciał. Zostałam sama na pustej ulicy. Z daleka dobiegały mnie dźwięki kościelnych dzwonów. >

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji