nr. 67
VICTORIA, BC,
GRUDZIEŃ 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Komunikat
konsulatu
podwójne
obuwatelstwo

Zabawa
Sylwestrowa

Dom Polski
31 grudnia

Tradycyjny
Opłatek

Dom Polski
10 stycznia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Świąteczna
kartka

z konsulatu

Historia opłatka
w Polsce

T. Skąpski
Na piaskach Sahary

Wigilia

Ks. Jelosicki-
Wycieczka do Betlejem

w 19 wieku

Krystyna Zetro-
Wywiad z
Santą


M. Grzeszczyk-
Wigilia u innych
kulinarnie

MC-
Byłem tu i tam
Wigiilie w podróży

L.Mongard-
Pierne przyprawy

na święta

R. Strzemiecki-
Cicha tragedia

chrzescijaństwa
bliskowschodniego
W Galerii Stron
Święta rodzina

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 22

Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 22

- Panie ordynacie, wracamy?
- Wracamy!
- Już?
- Tak.
Stefcia uśmiechnęła się z intonacji obydwóch.
Taki ładny wieczór – zaoponowała Lucia.
- Już późno rzekła Stefcia – mama będzie o ciebie niespokojna.
- Eee! To tylko pani chce wracać. Moglibyśmy jeszcze popływać.
- Panna Stefania ma pierwszy głos – rzekł sucho Waldemar.
Lucia umilkła natomiast Prątnicki rzekła z ironią:
- Pannie Stefanii zapewne zimno. Szkoda, ze pani…Nie wzięła szala.
Waldemar utkwił w nim oczy, usta mu zadrżały gniewem, ale Stefcia powstrzymała go błagalnym wzrokiem.
Rzekł, więc tylko:
- Zamiast uwag, niech pan lepiej steruje, łódka się ciągle krzywi.
Prątnicki poczerwieniał.
W milczeniu dojechali do brzegu, gdzie oczekiwała pani Idalia z panek Ksawerym.
Księżyc oświetlał głębiny parku, błyszczał na wodzie srebrną nitką ruchomą i mieniącą się. Róże pachniały, nisko w krzakach świeciły robaczki świętojańskie. Wieczór zalany falą ciepła usposabiał marząco.
Znad jeziora buchnął chór żabi. Wysokie białe lilie na trawnikach i żółte irysy wyglądały niby dziewice w rzymskich tunikach, przechadzające się wśród cyprysów, do których w cieniu wieczornym podobne były tuje. Oświetlony pałac mrugał rzędami okien, odbicia światła słały się na kamiennej posadzce tarasu ognistą smugą, srebrzyły rozkwitłe róże, drgały w listkach caprifolium, zapuszczały iskierki w głąb cienistej alei, jakby przywołując idących. Jasną suknię Stefci pokryły błyszczące plamki, na włosach igrały złote nitki. Waldemar szedł na końcu mnąc w rękach żółtą róże, patrzył na jasną postać dziewczyny z zagadką w swej upartej duszy.
- Czym ta dziewczyna mnie porywa? To ogień w kielichu białej lilii – powtórzył w myślach dawne porównanie.
Po kolacji, gdy wszyscy się rozeszli Waldemar chodził po parku otoczony psami, które łasiły się do niego szczekając wesoło. Ordynat obszedł aleje, błądził nad jeziorem, podchodził do pałacu, patrząc na światełko w oknie Stefci przyćmione firanką.
- Co ona robi? – myślał – Czy rachunek sumienia, czy prosi Boga o zachowanie rozsądku…czy rozmyśla o naszej rozmowie?.. w ogóle czy ona przeczuwa, co nadchodzi? Czy jest świadoma moich uczuć?...
Ordynat wzruszył ramionami i szedł dalej. Dymek z cygara otaczał go delikatnym obłokiem. W świetle księżyca smukła postać Waldemara migała na tle trawników nadmiernie wydłużona, cienka. Żwir pod stopami chrzęścił. Czasem ordynat cmoknął na psy lub pogładził, którego z nich. Przy bocznym pawilonie zatrzymał się na widok otwartego okna, skąd buchało światło i dochodziły cichy szept rozmowy. Ponad krzewami spirei spojrzał w okno. Przy małym stoliku siedział Prątnicki z rządcą Kleczem. Grali w karty. Prątnicki bez surduta w rozpiętej kamizelce, rozparty na krześle, dowodził coś z nadzwyczajną werwą. Miał minę bursza. Waldemar poszedł dalej mrucząc:
Bestia! Działa mi na nerwy. I te karty! Wprowadza nowe zwyczaje. Prądnicki zaprzyjaźnił się z Kleczem, ponieważ wiedział, że mu imponuje. Pochlebiało mu to. dodawało mu to poczucia wartości. Tylko w stosunku do tych od których czuł się lepszy dodawali mu pewności siebie.

CDN

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji