nr. 68
VICTORIA, BC,
STYCZEŃ 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Komunikat
konsulatu
podwójne
obywatelstwo

Zabawa
Walentynkowa

Dom Polski
13 luty


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E. Sawicka
Tadeusz Konwicki

sąsiad

ECK
Cały naród

buduje stolicę

tygodnik Piast
Kolumna Zygmunta

Warszawa

E. Caputa-
Teatr

w Domu Polskim

B. Głogowska-
Nabieranie
Odwagi


E. Caputa-
Wśród swoich
Wywiad z Adelą

L. Mongard-
Włoszczyzna


W Galerii Stron
Warszawa
pędzlem Canaletto


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 23

Rozmaitości

Indeks autorów

ECK

Cały naród buduje stolicę


Warszawa 1945 (Wikipedia)


Unicestwiona na rozkaz Hitlera stolica Polski, 17 stycznia 1945 roku, poczęła się odradzać. Były plany, by stolicę zainstalować w Łodzi. Ruiny Warszawy miały pozostać ku przestrodze. Warszawiacy spra-wili, że miasto jak Feniks zaczęło powstawać z popiołów. Popioły te kryły kości poległych.
17 styczeń 1945 roku był mroźnym dniem. Żołnierze polscy i sowieccy wkroczyli w pokryte śniegiem zgliszcza lewobrzeżnej Warszawy i zatknęli biało-czerwoną flagę nad oceanem ruin. Przykryte białym kirem śniegu cmentarzysko miasta emanowało grozą. Wydawało się być wymarłe, a jednak z jam, z pieczar wygrzebanych w gruzach, ze schowków na strychach zaczęły z ruin wychodzić wycieńczone istoty - Robinsonowie Warszawscy. Jedni długo stali w bezruchu oślepieni światłem i przestrzenią nieba, inni jakby nigdy nic, ruszali do kuchni polowych serwujących herbatę. Ukrywali się w ruinach od października 1944 roku. Byli między nimi AK-owcy, którzy nie chcieli oddać broni, Żydzi walczący w Powstaniu, wiedząc, że gdy się ujawnią, wraz z innymi AK-owcami, zostaną rozstrzelani. Byli też tacy, co nie chcieli oddać swej wolności. Warunki ich życia, w systematycznie, rabowanym i niszczonym mieście, były niezwykle trudne. Cierpieli z braku żywności, wody, ogrzewania, zagrażało im nieustanne niebezpieczeństwo, również z powodu pożarów i groźby zawalenia miejsc, w których się ukrywali.
Po wyprowadzeniu z miasta ludności cywilnej, w październiku 1944 roku, specjalnie w celu destrukcji wyszkolone, oddziały hitlerowskie przystąpiły do masowego rabowania tego, co ocalało z powstańczej pożogi. Przeszukane już obiekty podpalali lub wysadzali w powietrze. Gdy znajdowali ludzi w ruinach, rozstrzeliwali ich bezpardonowo. Dlatego Robinsonowie mieszkający w gruzach żyli w ciągłym napięciu, w ustawicznym stanie zagrożenia. Wkroczenie polskiego wojska było dla nich początkiem nowego życia. Nie wiedzieli jeszcze, że staną się niebawem znowu łowną zwierzyną, tym razem dla NKWD. Dawni mieszkańcy Warszawy na wieść o wyzwoleniu spod hitlerowskiej okupacji miasta, jeszcze tego samego dnia zaczęli do niego powracać. Oto jak tamte chwile opisuje Eugeniusz Szermentowski w swoim pamiętniku „Przedwiośnie”:
“17 stycznia
Dzień epokowy, Rano wkroczyli Rosjanie. Entuzjazm. Dzieci wzdłuż szosy z kwiatkami w dłoniach. Strzałów nie słychać.
Na szosie dziwny widok. Pędem mknie w stronę Warszawy nowy wąż pojazdów. Armaty. Czołgi. Jaszczyki. Taczanki. Do wózków zaprzężone malutkie koniki syberyjskie wielkości kuców. Kosmate to, z długimi grzywami i ogonami. Drobią kopytkami po jezdni oślizgłej gołoledzią, potykają się, ale biegną, biegną.
- One oczień wynosliwyje - powiada oficer radziecki, wskazując koniki.
Nasze żołnierzyki z orzełkami na czapkach. Zmęczone to, licho obute, zarośnięte. Gna to wszystko na oślep, śpieszy się, pędzi, goni. Na brezentowych budach samochodów rosyjskie napisy: “Wpieriod na Berlin!” Na lufach armatnich, na jaszczykach - cywile, nasi. Nie pytając o nic, pakują się, pędzą do Warszawy razem z wojskiem. W Pyrach zdarzyła się katastrofa; Nie wiedzieć skąd samolot zaczął ostrzeliwać zgromadzony tłum na szosie. Kilkanaście ofiar.
18 stycznia
Bez przerwy istna procesja w kierunku Warszawy. Na wozach, na rowerach, na piechotę. Dokąd i po co? Tutejszy ogrodnik ogołocił swoją cieplarnię z alpejskich fiołków, które dzieci rzucają żołnierzom. Na terenie cegielni nocowało kilku. Pili wódkę, strzelali na wiwat. Przed południem mieliśmy u siebie pierwszą wizytę. Przyszło ich pięciu. Są z różnych stron: z Wilna, ze Lwowa, z Płocka. Powiadają, że Częstochowa już wzięta. Rosjanie podchodzą pod Kraków. W Lubelszczyźnie realizuje się już reforma rolna.
Daliśmy im kawy i chleba z masłem. Jeden z nich umył się w miednicy. Opowiadają nam dziwne rzeczy. Osłupieliśmy. “
Po dwóch dniach przez miasto przeszła wojskowa parada zwycięstwa. Jeremi Przybora tak to opisał w swoich wspomnieniach:
“Upiorne „wyzwolenie” trupa miasta i upiorna defilada na jego cmentarzysku [ ], ta defilada zwycięskich oddziałów maszerujących między dwoma milczącymi szpalerami widm. Wyległy one, niczym niema publiczność, na trybuny zwalisk i ruin, wzdłuż trasy przemarszu żołnierzy warszawskiej operacji. Widma chłopców i dziewcząt z AK, wmieszane w tłumy mieszkańców, którzy byli wraz z bojownikami Warszawy jej obliczem i duszą, uśmiechem, rozpaczą i strachem. [ ] parada wyzwolicieli, którzy już nikogo nie wyzwolili”. (J. Przybora “Przymknięte oko opaczności. Memuarów część II”).
Miasto wyglądało przerażająco, a jednak zaczynało żyć. Warszawiacy na gruzach zaczynali nowe życie, często nie wiedząc o leżących w pobliżu ich minach. Tylko do końca stycznia na terenie lewobrzeżnej Warszawy znaleziono i usunięto 15 tysięcy min. Do budynków na wpół rozwalonych, nadpalonych lub cudem całych z napisami Min Niet, natychmiast wprowadzali się lokatorzy, dawni i nowi mieszkańcy.
W swej determinacji do stworzenia normalności nie zważali na masowo walające się ludzkie zwłoki. Tymczasem najpilniejszą potrzebą chwili było oczyszczanie gruzów z ciał poległych, ekshumacje i chowanie zwłok. W lutym 1945 roku referat ekshumacyjny szacował, że na terenie lewobrzeżnej Warszawy znajduje się 200 tysięcy zwłok żołnierzy powstania i ludności cywilnej. Rozkopywano setki prowizorycznie oznaczonych mogił, zwłoki powstańców wydobywano spod gruzów, z kanałów. W większości odbywało się to po kryjomu, gdyż zdarzało się, że anonimowe zwłoki bez dowodów tożsamości przechwytywało NKWD i poległych uznawało za żołnierzy z Armii Ludowej, grzebiąc ich na wojskowych Powązkach, zamiast w powstańczych kwaterach AK. Swoją krwawą działalność rozpoczęło NKWD już po kilku dniach. Inwigilując mieszkańców miasta i nowoprzybyłych, w poszukiwaniu „bandytów z AK”. Już następnego dnia pod kierownictwem władz komunistycznych zaczęto organizować miejską infrastrukturę: powstawała prowizoryczna komunikacja miejska, poczta, wodociągi, zaczynały działać instytucje użyteczności publicznej: szkoły, łaźnie, punkty medyczne, przychodnie lekarskie, szpitale, komunistyczne więzienia. Choć na terenie miasta długo działali jeszcze w podziemiu „żołnierze wyklęci”, to miasto robiło się coraz bardziej komunistyczne. Pomimo powstającego wraz z Warszawą komunizmu, mieszkańcy miasta nie tracili animuszu. Znosili uciążliwe życie w gruzach, wszelkie braki, niedostatki, a nawet komunistyczny terror.
Czasy te świetnie ukazuje film Aleksandra Forda „Piątka z ulicy Barskiej”. Poza innymi wartościami tego obrazu, cenne w nim jest to, że jego akcja rozgrywa się wśród najprawdziwszych warszawskich ruin i krajobrazów powstającego od nowa miasta i jego autentycznych klimatów.

Nowa Warszawa była przestronna, przecięta nowoczesnymi arteriami, które łączyły śródmieście z dzielnicami mieszkaniowymi. Obudowa Śródmieścia odbywała się dynamicznie i masowo. Popularne było wówczas hasło „Cały naród buduje swoja stolicę.”


Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa (MDM) - 1952(Wikipedia)

Dziś Warszawa jest znów europejską metropolią, w której tak jak przed wojną, bije serce narodu. >

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji