nr. 68
VICTORIA, BC,
STYCZEŃ 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Komunikat
konsulatu
podwójne
obywatelstwo

Zabawa
Walentynkowa

Dom Polski
13 luty


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E. Sawicka
Tadeusz Konwicki

sąsiad

ECK
Cały naród

buduje stolicę

tygodnik Piast
Kolumna Zygmunta

Warszawa

E. Caputa-
Teatr

w Domu Polskim

B. Głogowska-
Nabieranie
Odwagi


E. Caputa-
Wśród swoich
Wywiad z Adelą

L. Mongard-
Włoszczyzna


W Galerii Stron
Warszawa
pędzlem Canaletto


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 23

Rozmaitości

Indeks autorów

Tygodnik Piast, 14 sierpnia 1949

Kolumna Zygmunta


Chociaż Warszawa w swojej przeszłości wielokrotnie przeżywała okresy wzmożonej odbudowy i rozbudowy, przecież żaden z nich nie może iść w porównanie z dzisiejszym zarówno pod względem zasięgu, jak i tempa. Niejednokrotnie, bowiem w przeszłości burza wojenna mocno otarła się o mury naszej stolicy. Ale nigdy zniszczenia nie przybrały tak potwornych rozmiarów jak te, które pozostawili po sobie hitlerowscy barbarzyńcy. Nigdy też przedtem całe społeczeństwo polskie nie przejawiło tyle ofiarności i zapału dla odbudowującej się stolicy ile obecnie. Przedtem budowali stolicę królowie, magnaci lub bogaci mieszczanie. Budowali dla siebie wspaniałe pałace, urządzone z największym przepychem, podczas gdy lud roboczy mieszkał w nędznych lepiankach, których sam wygląd zewnętrzny urągał stołecznemu charakterowi miasta. Dziś w Polsce Ludowej lud pracujący, chłop, robotnik i inteligent buduje stolicę dla siebie. Dlatego zadziwiająco szybko dźwiga się ona z ruin, dźwiga się jasna i przestronna dla wszystkich, piękniejsza niż była przedtem.
Dźwigają się całkiem nowe, wielkie i nowoczesne gmachy. Powstają nowe ulice, szerokie i przestronne, odpowiednie dla potrzeb wielkomiejskiego ruchu, i powstaje nowa Warszawa – miasto nawskroś nowoczesne, pełne światła, zieleni i przestrzeni, tak jak wymaga tego zdrowie człowieka. A obok tego z wielkim pietyzmem odbudowuje się to wszystko z przeszłości, co drogie jest sercu każdego Warszawianina i Polaka. Dziś, po kilku zaledwie latach odbudowy, wiele kościołów, pałaców, zabytkowych kamienic odzyskało swą dawną piękną szatę. W przededniu piątej rocznicy wyzwolenia wrócił na swoje miejsce posąg Kopernika, wyrosła z powrotem na Placu Zamkowym kolumna Zygmunta, symbol i niejako drugi herb Warszawy.
W ciągu wieków kolumna Zygmunta stopiła się w nierozerwalną całość z Warszawą. Niemal od samego początku Warszawy jako stolicy Polski kolumna Zygmunta dzieliła jej dobre i złe losy. Dlatego też otoczona była szczególnym pietyzmem i sentymentem przez lud Warszawy.
Kolumna Zygmunta ma swoją ciekawą historię. Sam pomysł jej postawienia w Warszawie zrodził się w głowie Zygmunta III, który panował trzystakilkadziesiąt lat temu. W latach swojej młodości podróżował on po Włoszech, gdzie z podziwem oglądał starożytne budowle i kolumny. Gdy później jako król polski przeniósł swoją siedzibę z Krakowa do Warszawy, umyślił sobie nową stolicę upiększyć kolumną, podobną do widzianych we Włoszech, a na jej szczycie postawić jakiegoś świętego. Pojechał tedy do Chęcin pod Kielcami, gdzie już wtedy wydobywano marmur i w tamtejszych kamieniołomach długo szukał bryły, która by się nadawała na kolumnę. Po długich poszukiwaniach znalazł blok długi podobno na 60 metrów, kazał go kamieniarzom ostrożnie odłupać i przewieźć do Warszawy.
Trudno było odłupać i obrobić tak ogromną bryłę, ale trudniej jeszcze przewieźć. Załadowano ją na wozy drewniane i tak wieziono do Warszawy. Ale że droga była wyboista, a i woźnice nie umiejętnie poczynali, kolumna w drodze pękła. Gdy król dowiedział się o wypadku, zrezygnował z zamiaru wystawienia kolumny i pęknięty blok kazał pozostawić przy drodze. Leżał tedy ów blok przez długie lata zapomniany i z pewnością dobrze mchem porósł, gdy przypomniał sobie o nim syn i następca Zygmunta III Władysław IV. Kazał on dłuższy ułomek pękniętej bryły przewieźć do Wisły, a następnie dostarczyć do Warszawy. Postanowił on postawić przed zamkiem kolumnę, a na jej szczycie umieścić wizerunek jego ojca.
Z ustawieniem kolumny wynikły jednak nieprzewidziane trudności. Naj-odpowiedniejsze miejsce dla ustawienia kolumny wypadało na gruntach, które wtedy należały do klasztoru bernardynek. Król wykupił ten skrawek gruntu od klasztoru, kazał zburzyć stojące tam stragany i przygotować teren do ustawienia kolumny.
Pomimo, że król za ów skrawek ziemi dobrze zakonnicom zapłacił i wszelkie formalności były załatwione, w sprawę wmieszał się nuncjusz papieski Filonardi. Ogłosił on unieważnienie wykupna gruntów klasztornych, a gdy król nie zaniechał zamiaru wybudowania tam pomnika, obłożył go klątwą i zagroził najcięższymi karami kościelnymi tym, którzy króla usłuchają.
Władysław IV umiał sobie jednak poradzić. Swojej straży przybocznej kazał otoczyć siedzibę nuncjusza i nie wypuszczać go do miasta. Strażnicy wypełnili rozkaz dokładnie. Siedział tedy nuncjusz w areszcie domowym przez długie tygodnie, tyle, ile trzeba było, aby stanęła kolumna. Przez ten czas usunięto rudery i ustawiono kolumnę. Zaś uparty nuncjusz Filonardi musiał wkrótce potem jak niepyszny opuścić Polskę na zawsze.
Odtąd kolumna Zygmunta dzieliła wszystkie losy, jakie przechodziła stolica. Podczas walk ulicznych, jakich widownią była Warszawa w czasie najazdu szwedzkiego, ucierpiała i kolumna. Podobno król szwedzki Karol Gustaw chciał usunąć z jej wierzchołka posąg Zygmunta III. Wyznaczył on 3000 talarów nagrody dla tego, kto zwali posąg z kolumny. Nie znalazł się jednak żaden ochotnik.
W roku 1711 król August II podarował kolumnę carowi Piotrowi Wielkiemu, który zamierzał kolumnę ustawić w swojej rezydencji. Jednakże transakcja ta z jakichś powodów nie doszła do skutku i kolumna pozostała w Warszawie. Jego syn August III, który był wielkim miłośnikiem sztuki, kazał mocno wyszczerbioną kolumnę odnowić.
Gdy z początkiem ubiegłego stulecia przystąpiono w Warszawie do budowy wodociągów, przesunięto kolumnę Zygmunta o kilka metrów dalej na Plac Zamkowy. W latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia wymieniono dawną chęcińską kolumnę na kolumnę z białego włoskiego marmuru. Na tej podstawie Zygmunt przetrwał do roku 1944, do czasu, gdy kolumna została strzaskana przez hitlerowskich opryszków. Przez długie miesiące posąg Zygmunta leżał wśród gruzów obok szczątków pogruchotanej kolumny.
Po wyzwoleniu Warszawy wydobyto posąg spod gruzów i umieszczono go w Muzeum Narodowym. W piątą rocznicę wyzwolenia Polski Zygmunt stanął na starym miejscu, na szczycie nowej kolumny, która jest darem polskich robotników. Z tego wysokiego podnóżka pierwszy król – Warszawianin spogląda na odbudowującą się stolicę i na jej mieszkańców, którzy po godzinach pracy tłumnie spieszą na Plac Zamkowy i gromadzą się u stóp kolumny, ciesząc się jej widokiem. Daleko ponad dachami domów i trasą W-Z widać kolumnę Zygmunta jako wymowne świadectwo tego, że lud pracujący, który w Nowej Polsce buduje nową stolicę, z największą czcią otacza to wszystko, co wielkiego, dobrego i pięknego przekazała mu przeszłość i w oparciu o te wartości buduje przyszłość. >

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji