nr. 68
VICTORIA, BC,
STYCZEŃ 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Komunikat
konsulatu
podwójne
obywatelstwo

Zabawa
Walentynkowa

Dom Polski
13 luty


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E. Sawicka
Tadeusz Konwicki

sąsiad

ECK
Cały naród

buduje stolicę

tygodnik Piast
Kolumna Zygmunta

Warszawa

E. Caputa-
Teatr

w Domu Polskim

B. Głogowska-
Nabieranie
Odwagi


E. Caputa-
Wśród swoich
Wywiad z Adelą

L. Mongard-
Włoszczyzna


W Galerii Stron
Warszawa
pędzlem Canaletto


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 23

Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 23

Pewnego dnia w końcu czerwca, Prątnicki z Kleczem byli na łąkach, gdzie robotnicy kosili trawę. Panowie na linijce pod lasem rozmawiali ze sobą często wybuchając śmiechem. Edmund palił papierosa i z rękami w kieszeniach zwracał się do zaciekawionego Klecza z junakierią i minami. Mówił o Stefci.
- Tak panie. Na świecie jest dużo kobiet, ale trzeba umieć wybierać takie, co obok dobrego smaku posiadają jeszcze dobrą przyprawę. To jest grunt. Stefa jest apetyczna, nie przeczę, teraz jakoś zblazowała, ale to esencjonalna laska. Lecz cóż z tego? Jej Stary daje za nią tylko marne dwadzieścia tysiączków. Cóż to dla mnie? Wystarczy mi to zaledwie na dwie zagraniczne podróże.
- No, a gdyby miała tak z dwieście tysiączków? Nie porzuciłbyś jej pan? – rubasznie zaśmiał się rządca.
Edmund zrobił ustami grymas wyrażający lekceważenie.
- Tak, naturalnie, choć powiem panu, że ona dla mnie jest trochę za mdła, no i zbyt cnotliwa. Byłem z nią w końcu przez kilka ładnych miesięcy to, co nieco wiem. Panna bez wyrazu. Długo musiałem być natarczywy, żeby zgodziła się na pocałunek, nie mówiąc o reszcie. To jest kobieta ładna, ale bez temperamentu. Taka zimna lalka.
- Ja bym powiedział inaczej. Dla mnie wygląda ona na ognistą kobietę. Może nie umiał jej pan zajść, bo z kobitą, to panu powiem, jest jak z narowistym koniem, trzeba umieć się obchodzić.
Wybuchnęli śmiechem.
-Przecież szalała za mną – mówił stażysta. Już ja umiem krzesać iskry, to moja specjalność. Zobaczy pan, ona nie tak łatwo złapie kandydata na męża. Jeśli w ogóle. Chyba, że ożeni się z nią jakiś świętoszek, albo facet, któremu wystarczy jej posąg. Ona, choć ładna, porwać nie potrafi. Mówię panu, że całkiem zimna. A to defekt w kobiecie. Z niej nikt nic nie wydobędzie.
- E! Tak źle nie będzie. Klecz uśmiechnął się chytrze. Panu się nie udało, a Waldiemu się pewnie poszczęści.
Prątnicki szeroko otworzył oczy.
- No pan tak myśli na serio? Ordynat ożeniłby się z nią? Co znowu?!
Klecz parsknął śmiechem.
- Ożenić się!.. Co panu w głowie? Ordynat z nauczycielką? Także myśl! On, o którego księżniczki europejskie się ubiegają…ale zbałamucić może i potrafi. On w niej rozpali ognie, choć pan mówisz, że zimna.
Praktykant zamyślił się
- A wie pan, co?- rzekł po chwili, – że mnie już coś takiego do głowy przychodziło. On jakoś za grzeczny dla niej i zawsze ją broni.
- Broni?
- No tak, parę razy zażartowałem z niej. On kilka razy wziął jej stronę, nawet dość szorstko, niedelikatnie.
Klecz spojrzał spod oka na Edmunda i mruknął:
Pewnie dał ci dobrą naukę…?
- Co, pan mówi?
- Ech, nic. Mówię, że on to potrafi.
Prątnicki kręcił głową.
- No, no, gdyby ta cnotliwa Stefcia została kochanką ordynata, ot, śmiał bym się…
- Cieszyłby się pan, co?
- Cieszyłbym się naprawdę. Nawet bym nie żałował, że ona już nie ze mną…
- Podlec - mruknął rządca.
To samo słowo padło na wąskiej ścieżynce leśnej wyrzucone przez wściekłego Waldemara.
Konno stał tam od kilku minut i wysłuchał rozmowy. Jadąc po piaszczystej drożynie wśród gęstych krzewów leszczyny i młodych sosen usłyszał głośny śmiech. Przez gąszcze dostrzegł kontury linijki i głowę konia skubiącego trawę. Nagle wpadło mu do uszu imię Stefci wymówione przez Prątnickiego ze śmiechem i z jakimś cynicznym dodatkiem. Waldemar posunął konia chcąc przerwać ten wywód, ale wtedy usłyszał swoje imię i wstrzymał się.
Miał wygląd złowrogi ze zmarszczonymi brwiami i zimną stalą w oczach. Nozdrza jego rozdęły się poruszane gniewem. Oburzyły go ostatnie słowa Edmunda, ale nie mógł mu nie przyznać racji. Trącił konia ostrogami.
- Odgadł mnie. Ja istotnie chcą ją mieć. To nie prawda, że ona nie ma temperamentu. Dziewczyna jak iskra, przy tym ponętna. Jest dumna i ambitna, lecz to nie zmniejsza jej uroku – przeciwnie, podwaja go.
Waldemar mimo gniewu poczuł radość, że Edmund nazwał Stefcię zimną lalką.
- Nie potrafił do niej dotrzeć. Nie kochała go prawdziwie – pomyślał Waldemar – gdyż inaczej… To esencjonalna dziewczyna, w tym Prątnicki nie ma słuszności. A gdybym ja miał większe szanse?
Wzdrygnął się. To samo mówił Klecz.
- Podły jestem – rzekł Waldemar sam do siebie i popędził cwałem.

CDN

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji