nr. 69
VICTORIA, BC,
LUTY 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Komunikat
konsulatu
podwójne
obuwatelstwo

Mały memoriał
Bronka Czecha

Vancouver
6 marca

Walne Zebranie
Sprawozdawczo-
Wyborcze

Dom Polski
13 marca


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E. Kamiński-
Zesłańcy

sowiecka okupacja

J.C.Troyanowski
Cichociemni

2 wojna światowa

M.Zawratko-Laskowska
Balony

za Króla Stasia

ECK-
E.Wedel

dawne 22 lipca

A.Olas-
Problemy
w raju

ma Polonia
Amerykańska


Pomyłka
"Polish SS"

L. Mongard-
Cytrusy


W Galerii Stron
Rafał Malczewski


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 24

Rozmaitości

Indeks autorów

J. C. Troyanowski

Cichociemni



Kim byli osławieni Cichociemni?

To był odział ochotników do zadań specjalnych Armii Krajowej przebywający głównie na terenie Wielkiej Brytanii.

Dlaczego powstał taki odział?

Ażeby zrozumieć genezę powstania tego oddziału należy się cofnąć do przeszłości, do pamiętnego września 1939 roku. To jest do wybuchu drugiej wojny światowej. I jej opłakanych skutków. Wojna wrześniowa dla Polaków nie zakończyła się ani kapitulacją Warszawy, Modlina czy Helu. To był tylko koniec pierwszej fazy. Druga faza rozgrywała się już w całkowicie innym wymiarze, schodząc, bowiem pod ziemię, wyszła z ram konwencjonalnych, trójwymiarowych do wymiaru czwartego. Było to logiczne następstwo wojny totalnej, którego niemiecki sztab Generalny w swoich kalkulacjach nie przewidział.

W jaki sposób powstawała podziemna armia?

W kraju, jak grzyby po deszczu zaczęły się rodzić i rosnąć dziesiątki patriotycznych organizacji, najpierw na dziko i luzem chodzących, które jednak w krótce zaczęły się łączyć w jedną armię - Armię Krajową. Technologia, wprzęgnięta w wojenną machinę państw wojujących, prześcigała się w wynalazkach i ulepszeniach środków walki, które dla odciętych od świata armii podziemnych, były całkowicie niedostępne. Skutkiem tego, ich przydatność i efektywność była odwrotnie proporcjonalna do liczebności i czyniła z nich raczej dobry przedmiot propagandy, ale mało skuteczne narzędzie walki. Ażeby ten stan rzeczy zmienić na lepsze, polskie dowództwo na uchodźctwie postanowiło stworzyć oddział specjalny zwany powszechnie Cichociemnymi.

Jakie były zadania tego oddziału?

Stałe utrzymywanie łączności z Krajem i zasilanie walczącego w nim podziemia, w miarę własnych możliwości a jego potrzeb, w sprzęt, pieniądze oraz, a może przede wszystkim, w ludzi kompletnie i wszechstronnie wyszkolonych i przygotowanych do zadań, jakie w okupowanym kraju mogą im być poruczone.

Jak wyglądała rekrutacja do szeregów Cichociemnych?

Werbowano do oddziału młodych oficerów i podchorążych w Anglii i w Szkocji. W rekrutacji Cichociemnych nie było chyba żadnego schematu. Nie jestem nawet pewny, że była to w pełni znaczenia tego słowa, rekrutacja, jako, że nawet w Anglii wywiad niemiecki działał bardzo skutecznie, należało, przeto postępować bardzo ostrożnie i w ścisłej tajemnicy. O werbunku, zatem dowiadywano się z niedyskretnych półsłówkowych wypowiedzi, albo przejęzyczeń już wciągniętych na listę kandydatów lub od dowódców rozżalonych na Londyn za zabranie im i tak nielicznego personelu, albo jak to miało miejsce w II - im Korpusie, drogą wprawdzie oficjalną, ale ściśle tajną. Polegała ona na tym, że dowódcy większych jednostek (batalionów) mieli polecenie wytypowania kandydatów wśród swoich najodpowiedniejszych do służby w kraju podkomendnych, których potem pojedynczo wzywali na „rozmówkę”, gdzie bez osłonek przedstawiali im propozycję i jej hazardowość, taką czy inną decyzję zostawiając zainteresowanym.

Czy dużo było chętnych?

Decyzja, zwłaszcza dla takich, którzy zasmakowali już niemieckich obozów dla jeńców, albo sowieckich więzień, czyli „lagrów” była niezwykle do podjęcia trudna, zważywszy opory natury psychicznej. Zostawić trzeba przecież było spokojne, bezpieczne, miłostkami urozmaicone życie garnizonowe i iść dobrowolnie na spotkanie „największej przygody”, której szczęśliwe zakończenie miało wyjątkowo małe szanse. Mimo to, ochotników nie brakło. Według danych zaczerpniętych z wiarygodnych źródeł, do niebezpiecznej służby w oddziale VI (Specjalnym) Sztabu Naczelnego Wodza, zgłosiło się 3000 ochotników, w tym kilka kobiet. O ostrości i drobiazgowości świadczą dalsze liczby. Do przerzutu zakwalifikowano 551 skoczków (18%). Do Polski i innych krajów okupowanych zeskoczyło ze spadochronem, albo lądowało w ramach operacji „Mosty” – 326, w tym dwie kobiety. Stanowi to 11% ogółu zgłoszeń.

A kobiety?

Odnośnie kobiet, to według mojej oceny, żadna nie posiadała warunków, które kwalifikowały do grona Cichociemnych. Jedna z nich, Krystyna Skarbek Giżycka, to raczej Mata Hari angielskiego wywiadu, druga to Elżbieta Zawadzka „Zo” kurier (ka) przybyła z kraju drogą lądową, która po wykonaniu zlecenia misji wróciła do Polski, skacząc na spadochronie na placówkę.

Czy wszyscy Cichociemni zdołali wykonywać powierzone im zadania? Czy ponosiliście jakieś straty?

Straty, jakie ponieśli Cichociemni, a zamykające się liczbą 101 wydają się być, jak na tak ryzykowne przedsięwzięcie, stosunkowo niskie (ok.32%), w istocie jest to wrażenie tylko pozorne, należy, bowiem wziąć pod uwagę, że były to straty tych najlepiej wyszkolonych i najstaranniej do wykonania zadań przygotowanych. Jeśli powiedzenie, że każdy Cichociemny był spadochroniarzem, ale nie każdy spadochroniarz miał warunki, żeby zostać Cichociemnym, jest prawdziwe, a co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości.

Jak wyglądało szkolenie żołnierzy Oddziału Specjalnego? Jakim warunkom musieli odpowiadać ochotnicy, żeby zostać zakwalifikowanymi do przerzutu do kraju?

Pierwszym i oczywiście nieodzownym warunkiem był skok ze spadochronem. Do tego konieczne było osiągnięcie 100% sprawności fizycznej i przygotowania psychicznego. Konieczną kondycję fizyczną osiągało się przede wszystkim w tzw. małpim gaju, który należał do szkolnego ośrodka Brygady Spadochronowej. Jak się tę sprawność osiągało? Niech to już zostanie „słodką” tajemnicą między instruktorami. Mówiąc prawdę, to owa dbałość o kondycję fizyczną będzie towarzyszyła nam przez cały okres trwania szkolenia, rok czasu niemal trwającego. Aczkolwiek szkolenie było bardzo różnorodne, urozmaicone i obfitujące w szereg specjalizacji, to chyba największy nacisk kładziono na sabotaż i dywersję, jako przedmioty główne. Chyba nie będę daleki od prawdy, jeśli stwierdzę, że niemal wszyscy Cichociemni szkoleni byli z myślą i pod kątem przydatności kursów pomocniczych właśnie dla celów dywersyjno-sabotażowych. Jest prawie niemożliwością wymienić i po krótce omówić wszystkie kursy zasadnicze i poboczne czy też specjalistyczne, jakie były organizowane czy to przez Szóstkę (oddział specjalny Sztabu Naczelnego Wodza, Brygadę Spadochronową czy nawet angielski Intelligence Service, ale wybór ich był tak duży i różnorodny, że tylko najważniejsze i to w tempie przyspieszonym można było ukończyć.

Dlaczego w trybie przyspieszonym?

Czas i Kraj naglił. Kraj potrzebował transfuzji nowych sił, realnego zadokumentowania, że się o nich pamięta i troszczy zrzucając zasobniki z pieniędzmi, bronią i sprzętem radiowym, ale przede wszystkim ludzi, którzy dla ojczyzny „na stos rzucali swój życia los”. Z punktu widzenia Cichociemnego, decyzja pójścia do kraju, jak i sam jej rezultat w postaci dotknięcia stopami oj-czystej ziemi, po latach tułaczki i poniewierki, był przeżyciem psychicznym niewiarygodnie doniosłym. Dla kraju z kolei byli Cichociemni oddechem wolnego świata, świadectwem, otuchą, natchnieniem i najgłębszym przekonaniem, że katowanie Gestapo i koncentracyjne obozy niemieckich siepaczy nie są w stanie pognębić i zniszczyć siły postępu, sprawiedliwości i wolności.

A czy zna pan książkę „Drogi Cichociemnych” ?

Otwieram ją i przeglądam często. Szukam znajomych twarzy, nazwisk… Jest ich zastraszająco niewiele. Dlaczego? Przecież było nas bądź, co bądź 316? Więc tak było, ale na śmierć zapomniałem, że byliśmy cichociemni nie tylko dla świata, ale i dla samych siebie. Po prostu nie znaliśmy się wzajemnie, a jeżeli to przeważnie tylko z widzenia, nigdy nie tworzyliśmy żadnego zwartego oddziału, od początku tej służby aż do jej zakończenia skazani na samotność.
Spotykaliśmy się przelotnie w przerwach między kursami. Czasem na krótkich urlopach w Domu Żołnierza na Devonia Rd. w Londynie, albo w kancelarii oficera płatnika Oddziału Specjalnego. Bo właśnie tak być musiało. Przyglądam się tym zdjęciom, odczytuję stopień, imię, nazwisko, pseudonim. Przy niektórych tragiczny dodatek: zakatowany przez Gestapo w Al. Szucha, albo poległ w Powstaniu Warszawskim, albo… zażył w więzieniu truciznę. Są wzmianki jeszcze tragiczniejsze. Jedna z nich dotyczy kolegi, który raz już dostał wyrok śmierci od radzieckiej „Trojki”, ale uratował go pakt Sikorski – Majski i wyjazd II Korpusu z „nieludzkiej ziemi”.
To rtm. Andrzej Czajkowski „Garda”, jeden z dzielnych dowódców Mokotowa w Powstaniu Warszawskim, a poprzedni jesz-cze dowódca „Grupy Wschód”, to jest kandydatów na CC, który z dalekiego Iraku pod kryptonimem „Lotnicy” udawali się do Anglii na przeszkolenie. W czasie ćwiczebnych skoków Andrzej złamał nogę. Zdawało się, że jego kariera, jako Cichociemnego jest skończona. Ale Andrzej się uparł. Ażeby swoją sprawność udowodnić nie tylko wymaganą liczbą skoków, po wykurowaniu się na kursie odprawowym, zaangażował Zdzisia L i mnie do swojej ochotniczej ekipy - trójki, która w nocnych ćwiczeniach dokonała rzeczywistego skoku z samolotu na placówkę. I oto Andrzej, któremu udało się przeżyć wrześniową tragedię, piekło sowieckich więzień i lagrów i tragedii Mokotowa zginął z rąk siepaczy polskiej bezpieki, choć oficjalnie jak czytamy, w krótkiej pod zdjęciem Andrzeja notatki: skazany na śmierć przez sąd PRL i stracony w 1953 roku.
Drugi, ale niekoniecznie ostatni, stracony za służbę Polsce i patriotyzm – to Miecio Szczepański, członek naszej ekipy, z którym tej samej nocy i tym samym samolotem opuściliśmy lotnisko w Brindisit. Notatka o nim jest równie lakoniczna, ale i równie tragiczna jak ta o Andrzeju: Por. Art. Szczepański Mieczysław „Dębina” stracony przez UB na Zamku w Lublinie w 1945 roku.
Ci, którym udało się przeżyć mieszkają przeważnie poza Polską, ale niewiele mówią o swoich zadaniach, gdyż wszyscy związani byliśmy przysięgą milczenia przez wiele lat po wojnie. >

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji