nr. 71
VICTORIA, BC,
KWIECIEN 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Rzeka czasu
River of Time

Metro Studio Theatre
Victoria,
22-24 maja

B.L. Makowieccy,
Zayazd

Dom Polski
23 maja


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E. Korzeniowska
S.Wyszyński

Prymas tysiąclecia

S. Wyszyński
Śluby

Jasnogórskie

E. Kamiński
Zesłańcy cz2

Sowiecki terror

W.Widział-
Konferencja
Bermudzka

1943

H.Sienkiewicz-
Sluby Lwowskie

Jana Kazimierza

L. Mongard-
Lawenda


W Galerii Stron
Jan Matejko


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 26

E.Korzeniowska
Przyjazd Wujka
grupa teatralna
Dom Polski

Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 26

Obiad przeszedł ponuro.
Stefcia miała wypieki na Twarzy i ciemne obwódki pod oczyma, zdradzające niedawne łzy.
Lucia rzucała wzrokiem w stronę matki, uparcie milcząc. Pan Maciej był niespokojny. Waldemar groźny. Tylko pani Idalia mniej sztywna niż zwykle rozmawiała z Prątnickim o czymś zabawnym, co jednak nikogo, nie wyłączając jej samej, nie bawiło.
Edmund udawał wesołość, krztusił się własnym dowcipem, ale widząc ogólny nastrój, siedział jak złapany. Nawet służba odczuwała chmurne usposobienie państwa: kamerdyner usługiwał prawie bez szelestu, chodząc na palcach młodszy lokaj wnosząc półmiski nie otwierał drzwi, ale uchylał je delikatnie.
Wszyscy doznali ulgi, gdy powstano od stołu. Pani Elzonowska z Lucią pojechały do Szal, Stefcia nigdy tam nie jeździła odgadując, że hrabina Ćwilecka jej nie lubi.
Razem z paniami pojechał konno Waldemar oglądać folwarki. W pałacu słodkowickim zapanowała względna cisza. Na blaszanym dachu gruchały gołębie, z klombów dochodziły krzykliwe rozmowy turkawek, brodzące po trawnikach pawie odzywały się charakterystycznym dla siebie wrzaskiem.
Stefcia zamknięta w swym pokoju usłyszała ciche pukanie do drzwi.
- Proszę.
Wszedł kamerdyner Jacenty.
- Jaśnie pan starszy prosi panienkę do różanej altany, jeśli to panience nie zrobi różnicy.
Stefcia doznała miłego uczucia.
- Proszę powiedzieć panu, że idę natychmiast.
Z przyjemnością myślała o spędzeniu nudnego popołudnia w towarzystwie staruszka.
W altanie pan Maciej siedział na ławce mając nogi okryte tygrysią skórą. Był zamyślony i ponury. Na widok Stefci twarz mu się rozjaśniła. Wskazując jej ławkę obok siebie rzekł z miłym uśmiechem:
- Siądź moje dziecko. Przepraszam, ze cię wzywałem. Chciałem z tobą trochę porozmawiać. Może nie chcesz? Jestem stary nudziarz, – co?
Pan Maciej mówił do wszystkich po imieniu; Stefcię prawie zawsze tak nazywał.
- Ależ proszę pana, z największą przyjemnością – odrzekła dziewczyna siadając.
Staruszek siedział przez chwilę milcząc, jakby napływały do jego głowy jakieś wspomnienia. Wreszcie zaczął mówić głosem spokojnym, często przerywając:
- Nic się świat nie zmienia, nic. Zawsze jest młody i pełen życia… tylko ludzie na nim więdną, rozpadają się w popiół a na ich miejscu wyrastają nowi, ci najmłodsi, by z czasem też spopieleć. I dziwna rzecz, moje dziecko, że my starzy, już zmęczeni życiem, pragnący spoczynku, nie narzekamy jednak na świat. To życie sterało nas, a pozostało miłym. Narzekają młodzi. Zły objaw…Czy to wpływ ogólnej newrozy i pośpiechu, czy wyższego kultu rozumu, czy wręcz przeciwnie, skarłowacenia mózgów. Patrzą z pogardą na wszystko, co ich otacza, dążąc do czegoś nadzwyczajnego. Postęp, komputery, zabawa… Myśmy tego nie mieli My mieliśmy żywą wiarę. Dziś i to blednie. Dziś od wierzących więcej mamy filozofów analizujących Boga, więcej ateuszów niż ludzi głęboko wierzących. To źle. To grunt, z którego wyrasta tyle nieszczęść wśród ludzi.
Pan Maciej umilkł na chwilę, jakby zamyślony i po chwili znów zaczął mówić.
- Zmienił się świat. Ludzie chcą wieczności w życiu, ale na powstaniu i zaniku stoi świat. Każdy kwiat więdnąć musi, trudno. Na nic się zdają specjalne zabiegi. Dają tylko pozorną wieczność, pozorne szczęście. I tak jest ze wszystkim. A młodzi Boga nie mają w sercu. Tylko za szczęściem pędzą i pieniędzmi.
Starzec znów zamilkł na chwilę.
- Dlaczego pan tak smutnie mówi i młode pokolenie przedstawia w tak złych ramach?
- Nie w złych dziecko. W nowych.
- Więc pełnych nadziei!
- Gdyby nie było tak spaczone…
- Ale dlaczego? Czym!?...Zresztą nie wszyscy – mówiła unosząc się Stefcia.
Pan Maciej popatrzył na nią z uśmiechem.
Niewiele jest takich zdrojowych kwiatów jak ty dziecko, niewiele takich krystalicznych dusz. Jedną taką znałem, ale to już dawno… Może ciebie to razi, co mówię. Ale i ty nie jesteś wolną od goryczy życia…i na ciebie padł cień ogólnej epidemii…analizy…Całość zbadałaś w szczegółach i cierpisz. Zawiodłaś się. A to nie kwiat, prawda? …Łodyga, prosta łodyga …i trochę śmieci…

CDN

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji