nr. 73
VICTORIA, BC,
SIERPIEŃ 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

W Domu Polskim
Kalendarz imprez
do końca roku

Piknik Polonijny
Nad Elk Lake
28 sierpnia

Biesiada
Dom Polski
3 września

Polski Festival
Vancouver
4 września


ARTYKUŁY

Od Redakcji

W. Widział -
Bitwa Warszawska

Cud nad Wisłą

P.Stokłosa-
Czereśnie

w 20 smakach

E.Kamiński
Zesłańcy

cz. 4

E.Caputa-
Poczytajcie

recenzja książki

L. Mongard-
Szałwia


M.Lachowski-
Grupa teatralna

podziękowanie

I.Lompart-
Polska Szkoła

zakończona piknikiem

W Galerii Stron
Chełmoński

Polskie pejzaże

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 28

Rozmaitości
ludzie listy piszą

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 28

Słońce stawało ku zachodowi, gdy pan Maciej prowadzony przez Waldemara powracał do pałacu. Klasycznie wyglądała para tych ludzi. Znać było na nich ten sam styl, ale w szczegółach i formie różnice występowały znamienne.
Dziadek przypominał starego orła, patriarchę rodu, zmęczonego lotem życia, o skrzydłach już zwiniętych, może nawet połamanych i ociężałym, niezgrabnym, tłustym ciele. Typ patrycjuszowski minionej epoki, tradycyjnie zachowanej i bardzo szanowanej, ale wstecznej i odległej. Wnuk, to młody orzeł, spadkobierca rodzinnego berła i starego gniazda, pełen życia i siły z rozwiniętymi szeroko skrzydłami o pięknych harmonijnych kształtach i bujnym locie młodzieńczych skrzydeł. Tradycyjny potomek rodu, patrycjusz wyjęty niby żywcem ze starych pergaminów z życiorysami pradziadów lub z odwiecznych portretów ich dostojnych postaci, ale już odarty z pleśni wieków, udoskonalony przez mistrza postępu. Ten sam, co powyższy typ, ale w odmłodzeniu, orzeł tej samej skały, lecz z bystrzejszym wzrokiem obejmującym szersze horyzonty. W starej karmazynowej krwi miał świeże krople, produkt odmiennych prądów. Nad przodkiem górował bystrością umysłu, bogactwem natury i wrażliwości. Jedynie typowa gwałtowność, charakter stanowczy, trochę feudalny i siła temperamentu nie uległy w nim ogólnej zmianie, chyba w drobnych szczegółach.
Ale tu przyczyną było odmienne tło; zamiast pergaminu zmierzchłych lat tłem eleganckim był nowoczesny grafon.
Patrząc na niego, jak prowadził dziadka, widocznie zirytowany, niemal złowrogi, przede wszystkim poznawało się w nim Michorowskiego, potomka tych, którzy w niezadowoleniu wyciągali miecze z pochew, a w chwilach gniewu broczyli je krwią.
Po rozmowie z dziadkiem Waldemar ledwo zdołał powstrzymać się od gniewu. Gdyby mu było wolno dać folgę oburzeniu, wywołałby gwałtowną burzę w pałacu. Ale zmógł się. Szedł krokiem nerwowym, chwilami przystając, aby dorównać miarowym stąpaniom pana Macieja, i pejczem uderzał gwałtownie po sztylpach swoich butów do konnej jazdy.
W oczach gniewne błyski mieszały się zimną ironią, usta krzywił sarkazm, brwi ściągała groźna zawziętość.
Pan Maciej zaniepokoił się.
- Pamiętaj Waldy, co mi obiecałeś – rzekł patrząc w oczy wnuka. Gwałtownością narażasz Stefcię. Prątnicki awantury jej nie zrobi, ale może szarpać jej dobrą opinię. Będzie przekonany, że ci się poskarżyła i gotów myśleć bóg wie co.
- Ależ cóż znowu oburzył się Waldemar. – Przecież potrafię zapanować nad sobą. Zresztą najlepiej będzie, gdy zaraz odjadę.
- to właśnie najgorsze
- Prawie konieczne. Jestem tak wściekły, że drobnostka może mnie wyprowadzić z równowagi pomimo mej woli. Niech ten…osioł przy kolacji odezwie się do niej z czymś niewłaściwym lub zacznie się umizgiwać do Luci…Nie ręczę za siebie. Wolę go nie widzieć wcale.
- Idalka dziś jeszcze z pewnością nie wróci.
- Wszystko jedno- rzucił zły.
Uderzył szpicrutą po gałęzi, aż grad liści posypał się pod nogi i cisnął jakieś przekleństwo.
- Co zamierzasz czynić? – zapytał pan Maciej.
- Czekać pierwszej sposobności, by pozbyć się tego gagatka.
- Drażliwa sprawa. Gdyby to był płatny staż zapłaciłbyś mu za cały rok i skończone, ale tak…
- Zaproponuję mu przeniesienie do Głębowicz, lecz w ten sposób, że powinien zrozumieć, czego chcę.
- A jeżeli się nie zgodzi?
- O to jestem spokojny! Zresztą innego sposobu nie ma, by się go pozbyć bez narażenia Stefci.
Pan Maciej spojrzał na niego ukradkiem.
- Jak on się o niej wyraża – pomyślał.
Weszli do pałacu. Waldemar kazał przywieść mu samochód, sam zaś szedł do parterowego salonu w pobliżu pokoju Stefci.
- Niech tu przyjdzie Jacenty – powiedział pokojówce, która go minęła.
- Trzeba zasłonić okna i pozapalać światło – rozkazał kamerdynerowi. Jacenty spełnił polecenie i już chciał odejść.
- Czekaj! – Zawołał ordynat. – Idź do panny Stefanii i powiedz jej, ze pragnę się pożegnać.
Jacenty wyszedł.
Ordynat zaczął chodzić po salonie. Po chwili weszła Stefcia. Na twarzy miała silne rumieńce.
Waldemar pospieszył ku niej.
- Chciałem się z panią pożegnać. Zaraz jadę.
- Jak to? Nie zaczeka pan na kolację?
- Nie dziękuję. Nie tym razem. Spieszę się do domu.
- Otrzymał pan jakąś złą wiadomość?
- Dlaczego pani o to pyta?
- Bo widzę, że jest pan zdenerwowany.
Ach tak. Pani to zauważyła? Jestem nawet wściekły, lecz nie z powodu wieści z Głąbowicz. Rozmawiałem z dziadkiem. Wszystko mi powiedział…
Mgła przesłoniła oczy dziewczyny. Niezmierna przykrość odbiła się na jej twarzy.
Była chwila kłopotliwego milczenia.
- Więc nie zostaje pan? Zatem do widzenia – rzekła Stefcia wyciągając do niego rękę.

CDN

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji