nr. 74
VICTORIA, BC,
WRZESIEŃ 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

W Domu Polskim
Kalendarz imprez
do końca roku

Thanksgiving
Dożynki
Dom Polski
16 pażdziernik

Polskie delikatesy
znowu mamy
w Victorii


ARTYKUŁY

Od Redakcji

J.Łukaszewski -
My imigranci

wszystkich krajów

B.Wolszczak-
Kto ty jesteś?

Polak mały!

E.Kamiński
Beniowski

cd zesłańców

E.Starosta-
Ojczyzna

ojcowizna
język polski

L. Mongard-
Len


Biesiada
w Domu Polskim

odbyła się

W.Widział-
Zbudować Myrdyrdę

tratwą po Polsce

W Galerii Stron
L.Wyczółkowski

z palety mistrza

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 29

Rozmaitości
ludzie listy piszą

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 29

Prątnicki miał minę zwycięską, wchodząc do garażu Spotkał Lucię, powracającą z cieplarni, widział jej rumieniec i z kilku słów dziewczynki upewnił się, co do jej uczuć. Sam skorzystał aby uścisnąć raczkę dziewczęcia i szepnąć jej parę czułych frazesów.
- Jestem na dobrej drodze – powtarzał sobie – Ta mała kocha się we mnie najwido- czniej.
Podkręcił wąsika z miną człowieka zadowolonoego z siebie i ze swej przyszłości. Już poczuł się panem.
- Benedykt! Samochód dla mnie! – zawołał do starego kierowcy.
- Który? – spytał Benedykt.
- Dawaj Rollsa
Kierowca wytrzeszczylł na niego oczy.
- Rollsa??
- Ogłuchłeś, widzę! /Wyjeżdżaj ! Prędzej!
Z szorowni wyszedł Klecz.
- Dokąd chce pan jechać? – zapytał Edmunda po niemiecku.
- Do miasta. Muszę być w składzie rolniczym, aby dowiedzieć się o żniwiarkę.
- Żniwiarka naprawiona. Nie ma pan, co jechać.
- Ordynat sam mi to polecił.
- Może być, ale dawniej. Teraz tylko poślemy furgonetkę.
- Musze jechać – upierał się Prątnicki.
- Ha. Jedź pan, ale nie Rollsem.
- A to dlaczego?
- Tak…Nie radzę…Daleki kurs…
- Do Szal chyba dalszy, a baronowa jeździ nim zawsze.
Klecz rzucil na niego znaczące spojrzenie.
- Różnica! – rzekł lakonicznie.
- Nie widzę żadnej! – zawołał Prątnicki.
Zrozumiał co Klecz chciał mu powiedzieć, ale postanowił nie ustępować.
Czemu nie przyprowadzasz auta?! – krzyknął na Benedykta.
- Panie, po przyjacielsku panu radzę nie brać tego auta – rzekł Klecz. – To ulubione auto Ordynata. Może mu się coś stać, a potem bieda. Niech pan jedzie mercedesem. Podobno baronowa ma dziś jechać do Obronnego. Zadysponuje Rollsa i co wtedy?
- To pojedzie mercedesem – rzekł Prątnicki nie ukrywając złości.
Zwrócił się znowu do Benedykta.
- Wyprowadzaj auto, na co czekasz!!!?
Mężczyzna wzruszył ramionami i wszedł do garażu wypełnić rozkaz. Mrucząc pod nosem niepochlebne życzenia dla praktykanta.
Klecz machnął reką
- Twarda sztuka…Niech go diabli! – rzekł do siebie.
Po kilku minutach Edward rozpierał się na fotelu kierowcy. Zapalił silnik i wystartował jak z procy…
- Żeby tylko nic się nie stało- mruknął Klecz.
- Jak pan praktykant zatrze silnik, to ja nie będę odpowiadał przed ordynatem.
Nieobecność Prątnickiego na obiedzie zadziwił panią Idalię, a zasmucił Lucię. Dziewczynka nie rozumiała dlaczego wyjechał dziś, po tak miłym spotkaniu sam na sam.
Smutek jej wzmógł się, gdy pani Idalia oznajmiła, że po obiedzie jadą do Obronnego odwiedzić księżną Podhorecką.
Gdy Lucia została sama ze Stefcią zarzuciła jej ręce na szyję szepcząc z rozkapryszoną miną:
-Tak bym wołała zostać w domu! Tak mi się nie chce jechać…
- Przecież dawniej lubiłaś bywać w Obronnem uśmiechnęła się Stefcia.
- Ach dawniej… to było coś innego.
I w oczach jej błysnęło rozmarzenie, tak nie dostosowane do tej dziewczęcej postaci, jak niewłaściwą byłaby silna woń róży dla niezapominajki.
Pani Idylia Kończąc ubieranie się rozkazała wyprowadzić samochód z garażu. W parę minut potem Jacenty zastukał do jej pokoju.
- Proszę jaśnie pani kierowca mówi, że auto gotowe, można jechać...
– Ale ja kazałam wyprowadzić Rollsa powiedziała z naciskiem.
- Kierowca powiedział, ze Rollsa nie ma.
- A gdzie się podział?
- Pan praktykant pojechał do miasta.
Pani Idalia zwróciła się gwałtownie ku Jacentemu i spod przymrużonch powiek popatrzyła na niego bacznie.
- Pan Prątnicki ? Rollsem do miasta?
- Tak mówi kierowca.- Rządca wiedział od rana, że pojadę…jak mogł dać mu to auto?
- Pan praktykant powiedział, że jaśnie pani pojedzie mercedesem.
- To nie może być! - zawołała wzburzona baronowa- Niech Benedykt przyjdzie do kredensu.
Jacenty wyszedł.
Pani Idalia wstała z krzesła szarpiąc nerwowo rękawiczki.
- Skandal – wołała do siebie. – Ja dysponuję auto, a mnie powiadają, że auta nie ma? On za wiele sobie pozwala. Waldy go rozzuchwalił. To do niczego nie podobne. Żeby tak się szarogęsić!!!! Rządzić jakby się było panem!To po prostu niebywałe, jak można dysponować nie swoim!!!? I to kto? Taki ćwierćinteligent, co mu się zdaje, że wszystkie rozumy posiadł. Skąd się tacy biorą?
Jej wzburzenie rosło z każdą chwilą.
Tymczasem przy garażu zebrała się narada. Jacenty i dwóch pomocników miało zakłopotane miny. Rządcy nigdzie nie było. Nie było rady trzeba było iść do pałacu.
Gdy Benedykt i Jacenty weszli w obręb dziedzińca kierowca zdrętwiał ze strachu. Prze wejściem stał motocykl. Ordynat przyjechał.
- No - zawołał Benedykt – pan przyjeżdża zawsze wtedy, gdy nikt się nie spodziewa, ale dziś to już trafił…!
Waldemar zastał ciotkę bardzo rozgniewaną.
- Co się stało ? – zapytał zdziwiony.
- Widzę, że ten twój protegowany ma tu większe prawa ode mnie. A! Tegom się nie spodziewała.
Waldemar słuchał spokojnie , chodząc po pokoju. Gdy skończyła parsknął śmiechem.
- Mój protegowany? Paradna ciocia jest. Nie wiem kto go dotychczas protegował więcej. Z pewnością nie ja. Ale jestem zachwycony.
- Nie obeszło cię to ani trochę?
- Przeciwnie. Państwo oboje wyrządziliście mi wielką przysługę: ciocia , że dziś chciała jechać, a ten pan, że pojechał.
- Nie rozumiem cię.

CDN

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji