nr. 75
VICTORIA, BC,
LISTOPAD 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

W Domu Polskim
Kalendarz imprez
do końca roku

Zabawa Sylwestrowa
Dom Polski
31 grudnia

Polskie delikatesy
znowu mamy
w Victorii


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Z.Szczypiński -
Stocznia Gdańska

o przewadze ducha

W.Widział-
Andrzej Wajda

zmarł

E.Kamiński
Zabajkalski mróz

cd zesłańców

E.Starosta-
Średniowiecze-
renesans

historia
język polski

L. Mongard-
Uprawianie
ziół


E.Caputa
Sopocka Polonia

przed wojną

M.Lachowski-
Pod skrzydłami
Melpomeny
w Domu Polskim
W Galerii Stron
Marian Mokwa

malarz marynistyczny

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 30

Rozmaitości

Indeks autorów

Ewa Starosta

Średniowiecze - renesans
twórczy ferment

Polska wieku XII, którą opisywał Gall Anonim, czy wieku XIII, widziana oczami Kadłubka, Polska wieku XV odmalowana piórem Długosza, to zupełnie inne kraje. Nie zrozumiemy polskiego renesansu, jego życia kulturalnego i politycznego, jeśli nie poznamy przemian, które zaszły w ciągu wieków XIV i XV, przeorały polską mentalność i przeobraziły społeczeństwo.


Corona Regni Poloniae
Paweł Jasienica nazywa wiek XIV najważniejszym stuleciem naszych dziejów. Cóż takiego zaszło w tym stuleciu? Kończyła się epoka piastowska. Na tronie polskim zasiadł ostatni król z dynastii Piastów, Kazimierz, słusznie nazwany przez potomnych Wielkim. Kontynuował on dzieło zjednoczenia ziem kraju, rozumiejąc, iż polega ono nie tylko na przyłączaniu kolejnych elementów narodowej mozaiki. O jedności państwa stanowi bowiem jedność obowiązującego w nim prawa. Ustanowił więc Kazimierz statuty, szanujące dzielnicowe różnice, ale w perspektywie zmierzające do unifikacji praw i równej sprawiedliwości dla wszystkich. Dzieła swego dokonał skutecznie, co pokazała całkiem nie-daleka przyszłość. Zrodził się w Polsce kult prawa pisanego, ogromne poszanowanie dla sądów i szacunek do słowa w ogóle. Cudzoziemcy dziwili się wielce, obserwując, że w Polsce przysięga sądowa jest dowodem prawdy. Wszystko to stanowiło o kulturze życia i kulturze politycznej, której kolejne formy wykształcaliśmy pracowicie, by niezadługo obdarować nimi hojnie żyjącą w prymitywizmie politycznym Litwę.
W czasach Kazimierza Wielkiego weszło w życie określenie Corona Regni Poloniae, podkreślające godność i jedność kraju poprzez symbol władzy – koronę królewską, określenie więc, które władcę tę koronę noszącego wysuwało na plan pierwszy.
Jacy zaś byli poddani Kazimierza Wielkiego? Cechy władcy często nie są bowiem cechami ogółu, mądrość i dalekowzroczność króla nie musi się udzielać poddanym. A wkrótce króla tego miało zabraknąć. Jak poradziła sobie szlachta sama, bez inicjatywy odgórnej? Mamy – drugą połowę XIV wieku, średniowiecze, silne jeszcze partykularyzmy dzielnicowe. Szlachta wyszła z tej próby zwycięsko, postąpiła rozważnie i mądrze, a jednocześnie z pełnym poszanowaniem dla praw, choć było to w owej chwili bardzo trudne.
„Ludzie, którzy potrafili tak się zachować w chwili trudnej, nie dziedziczyli tradycji niewoli. Piastowska szkoła polityczna musiała szanować wolność, skoro nauczyła z niej korzystać” – napisał Paweł Jasienica, który w swej eseistycznej historii Polski po wielokroć daje się porwać zachwytowi nad przeszłymi czynami Polaków. W tym wypadku musimy mu przyznać rację.
A oto dowód dla powyższych twierdzeń, a właściwie dwa koronne dowody na wielką, jak na owe czasy, dojrzałość polityczną Polaków. Pierwszy: zjazdy w Radomsku i Wiślicy u schyłku roku 1382. Oba te zjazdy nastąpiły po tym, jak Węgrzy wybrali na tron Marię, narzeczoną Zygmunta Luksemburczyka, czyli tę córkę Ludwika Andegaweńskiego, która była również przeznaczona na tron polski. Polacy od razu spostrzegli niebezpieczeństwa rodzącej się sytuacji: ścisła stałaby się nasza zależność od Węgier, a nadto zwiększała się groźba penetracji niemieckiej na nasze tereny, której próbkę w minionych latach zaprezentował Zygmunt Luksemburczyk, nieodrodny członek dynastii. Nie chcieli więc dopuścić Marii i jej narzeczonego do rządów w Koronie, ale jednocześnie chcieli dotrzymać wcześniejszej umowy. Jako istotny składnik ówczesnego poziomu myśli politycznej występowała niechęć szlachty do łamania uroczystych paktów. A przecież w Koszycach przyrzekli Polacy wybrać na tron tę córkę Ludwika Andegaweńskiego, którą on sam, jego matka lub żona wyznaczą.
I tu pokazało się mistrzostwo dyplomatyczne szlachty. Na zjazdach w Radomsku i Wiślicy potwierdziła umowę z Koszyc, z jednym wszakże haczykiem. Uznała za rzecz zrozumiałą samą przez się, że przyszła królowa mieszkać będzie w Polsce: „…chcemy dotrzymać wierności i posłuszeństwa córce śp. króla Ludwika, tej mianowicie, która nam jako prawa dziedziczka daną będzie do zamieszkania w królestwie, według dawniejszych układów i postanowień. Od których to praw i ustaw nigdy nie odstąpimy. A gdyby kto śmiał powstać przeciwko takowym, natenczas my wszyscy jednomyślnie i zgodnie przeciwko niemuż powstać obiecujemy i onego jako wiarołomcę i gwałciciela praw naszych chcemy wszystkimi gnębić siłami…”. W ten sposób zamknięto Marii, wybranej już na tron węgierski, drogę do tronu polskiego, a otwarto ją dla Jadwigi.
Szkoła piastowska przyniosła wyniki. Zasady postępowania i wartości, z takim trudem wpajane przez kolejnych Piastów, przyjęły się. Polska oderwała się od Węgier bez rozlewu krwi, w pełnym poszanowaniu wcześniejszych ustaw. Na zjazdach w Radomsku i Wiślicy szlachta stawiła się spontanicznie i bez przymusu po to, by, jak sama stwierdziła, dokonać postanowień „ku pożytkowi państwa”.
Nie bez powodu poświęcamy temu pojedynczemu aktowi tyle miejsca. Zamyka on ostatecznie epokę piastowską i, podkreślmy to raz jeszcze, dokonany jest przez szlachtę „ku pożytkowi państwa”. W początkach władania Piastów dylematy tego rodzaju były jedynie udziałem króla i grupki jego współpracowników. Sprawy państwa jako całości leżały na sercu wąskiej elicie umysłowej. Przez pół tysiąclecia rozważnych działań sprawy Korony przestały być obojętne dla szerokiej rzeszy Polaków.
Otwiera nową epokę inny akt, który stanowi drugi koronny dowód ówczesnej dojrzałości politycznej Polaków: wybór Jagiełły na męża dla Jadwigi i pierwsza unia Korony z Litwą. Na tronie polskim zasiadła na okres dwóch wieków dynastia Jagiellonów. Udziałem Polski stała się, bezprecedensowa w Europie, błyskawiczna kariera mocarstwowa.
Oglądając fakty z przeszłości Polski strzec się musimy przykładania do nich miary dzisiejszej. To, co współczesnym zdawało się dobre dla pomyślności kraju, okazywało się później zagrożeniem czy zgubą. Mierzmy więc patriotyzm XV-wieczny wiedzą i intencjami ludzi wtedy działających.
Unia z Litwą dała Koronie – i to jedno jest bezsporne – spokój na ziemiach położonych na wschód od Wisły, które poprzednio doświadczały łupieżczych najazdów litewskich. W kilkadziesiąt lat ziemie te zagospodarowano, a zaludnienie wzrosło z jednej do dwudziestu i więcej osób na kilometrze kwadratowym. Otrzymaliśmy też sojusznika, choć często zawodnego, w zmaganiach z Zakonem. Te dwa chociażby względy pozwalają nazwać pobudki do unii z Litwą patriotycznymi. O ekspansywnej, a już w ogóle zaborczej wtedy polityce panów polskich nie można mówić. Układ był obustronnie korzystny, kto wie, czy nie dużo korzystniejszy dla Litwy.
Przede wszystkim jednak, zgodnie z wolą szlachty, na tronie za¬siadł król cudzoziemiec. A wola ta wynikała z nauki, nie najlepszej, jaką odebrała szlachta w czasie krótkiego panowania Ludwika Węgierskiego. Król cudzoziemiec skłonny był do ustępstw materialnych, za cenę obietnic dynastycznych gotów był udzielać przywileje.
Przywileje szlacheckie to osobny problem naszych dziejów. Dziś mówi się o nich głównie przy okazji anarchizacji życia politycznego w Polsce, które nastąpiło znacznie później. Początkowo jednak odgrywały one inną rolę. Rzecz jasna, były przejawem dbałości szlachty o własny interes stanowy, ale jakże często były również świadectwem patriotyzmu. Przypatrzmy się choćby pierwszemu, z czasów Ludwika Andegaweńskiego. W Koszycach szlachta wywalczyła znaczne obniżenie po-datku łanowego (z 12 na 2 grosze), nadto zaś zobowiązanie, iż odtąd na wszelkie podniesienie podatku trzeba uzyskać zgodę całej szlachty.
To wywalczyła, myśląc wyłącznie o sobie. Czy zapomniała jednak o sprawach Korony? Oto inne ustalenia z Koszyc: starostami mogą zostawać tylko Polscy, nie wolno monarsze tworzyć w państwie lenn książęcych, ani powierzać cudzoziemcom ważniejszych twierdz. Oprócz dbałości o własne przywileje, widać więc wyraźnie troskę o interesy państwa, o jego jedność i narodowy charakter.

Panowanie Jagiełły.
Król usiłuje zapewnić swemu synowi Władysławowi następstwo tronu w Polsce. Szlachta godzi się pod warunkiem zatwierdzenia przez Jagiełłę wcześniej wydanych przywilejów . Ponieważ król zachowuje się chwiejnie, dochodzi do innej umowy. W roku 1430 w Jedlnie za cenę potwierdzenia przywilejów, postanowiono ofiarować w przyszłości koronę temu z królewiczów, który będzie się wydawał „sposobniejszy”. Prywata, czy troska o interes kraju?
Czy szlachta nadużywała posiadanych przywilejów? Nie. Kiedy Jagiełło umówił się z Krzyżakami na wykup ziemi dobrzyńskiej i potrzebne były pieniądze, szlachta nie zasłaniała się przywilejem koszyckim. Zjazdy szlacheckie zgodnie uchwaliły sześciokrotnie podwyższone podatki. Przywileje szlacheckie ograniczały wolę monarchy, ale jej jeszcze nie paraliżowały. Mogły nawet wspomagać walkę króla z zapędami możnowładców. Kazimierz Jagiellończyk właśnie w sejmikach ziemskich znalazł oparcie w zmaganiach z magnaterią. Przez całe stulecie trwał twórczy ferment, krystalizowały się nowe formy życia politycznego. Wszystkie drogi stały jeszcze otworem. Zaniedbano tylko jednej rzeczy. Obdarzając szlachtę przywilejami, zapomniano o innych stanach, zwłaszcza o mieszczaństwie. Kraj coraz silniej wspierał się na jednej tylko warstwie.
Istnieje dzieło, z którego pełnymi garściami czerpać możemy wiedzę o tej epoce, bez którego ogląd czasów minionych byłby ledwie ułamkowy. Stworzył je Polak, nazywany jednym z największych, jeśli nie najwybitniejszym historykiem europejskiego średniowiecza.
Napisał o nim Ignacy Chrzanowski: „Długosz jest pisarzem tendencyjnym: przy każdej sposobności opromienia Polskę i Kościół katolicki blaskiem chwały; jego kronika to pierwszy potężny wyraz patriotyzmu polskiego.” Jest to opinia w pewnym sensie krzywdząca, gdyż wiąże patriotyzm autora „Kronik” z tendencyjnym spojrzeniem na Polskę. Długosz ogarnięty jest po prostu wielką miłością do ojczyzny, a każda miłość jest tendencyjna i stronnicza, wyszukując w tym, co kocha, rzeczy najlepsze, chętnie puszcza w niepamięć klęski i wady. Ale w efekcie owej miłości do ojczyzny wyzwolił się u naszego dziejopisa krytycyzm, zaskakujący w wieku XV. Krytycyzm ten dotyka wszystkich, którzy uchybiają powinnościom wobec ojczyzny, nie czynią wszystkiego dla uświetnienia jej imienia. Ileż w dziele Długosza zgryźliwych uwag pod adresem Jagiełły, ile krytycznych ocen postępowania Kazimierza Jagiellończyka. Daje to nam przy okazji obraz czasów, w których polscy poddani swobodnie i bezkarnie oceniają decyzje władców, czyniąc to w imię dobra kraju. Pamiętajmy jednocześnie, iż Kazimierz Jagiellończyk przeznaczył tego krytykującego go Długosza na wychowawcę swoich synów.
Inny lapidarny sąd Ignacego Chrzanowskiego jest po stokroć trafniejszy: „Patriota zwyciężył religianta”. Długosz, pozostając gorliwym katolikiem, nie waha się również słać krytyczne uwagi pod adresem Rzymu i jego wysłanników, jeśli ich poczynania kolidują w jego pojęciu z interesem Polski i godzą w jej osiągnięcia. I to dopiero ukazuje rozmiary jego patriotyzmie we właściwym świetle.
Stosunek do Polski to główne dla Długosza kryterium oceny. O Pawle Włodkowicu napisał: „Mąż rzadkiej cnoty i gorliwy miłośnik ojczyzny”, o Władysławie Jagielle zaś przy okazji zwycięstwa pod Grunwaldem i warunków pokoju: „Jakoż Władysław, król polski, nie troskał się bynajmniej o odzyskanie krajów swego królestwa, to jest ziemi pomorskiej, chełmińskiej i michałowskiej (…) dosyć miał na tym, iż Litwa odzyskiwała swoją całość, choć z krzywdą i uszczupleniem królestwa polskiego, które winien był na pierwszym mieć względzie”.
Dowodów serdecznej troski o polskie królestwo znaleźć można w „Kronikach” wiele. Przywołajmy tylko jeden, znamienny dla nastrojów całego społeczeństwa polskiego, które już dawno nauczyło się myśleć kategoriami państwowymi obok dzielnicowych: „I ja, piszący te księgi, czuję niemałą pociechę z ukończenia wojny pruskiej, odzyskania krajów z dawna od królestwa polskiego odpadłych i przyłączenia Prus do Polski. Bolało mnie to bowiem, że królestwo polskie szarpane było dotąd i rozrywane od rozmaitych ludów i narodów. Teraz szczęśliwszym mienię siebie i sobie współczesnych, że oczy nasze oglądają połączenie się krajów ojczystych w jedną całość; a szczęśliwszym byłbym jeszcze, gdybym doczekał odzyskania za łaską Bożą i zjednoczenia z Polską Śląska, ziemi lubuskiej i słupskiej”.
Infantylny w dużej mierze patriotyzm przezierający z dzieła Kadłubka zastąpiony został patriotyzmem dojrzałym, pełnym i mocnym głosem brzmiącym z kart „Roczników, czyli Kronik sławnego Królestwa Polskiego”.
Rzeczpospolita
W XVI wieku wyszła z obiegu dawna, z średniowiecza rodem nazwa Corona Regni Poloniae – Korona Królestwa Polskiego. Nową, oficjalnie używaną nazwą stała się Rzeczpospolita. Inny był już stosunek do kraju, którego sprawami żyła znaczna liczba mieszkańców.
Stulecie to, oprócz nowych prądów religijnych, ożywia potężny ruch polityczno-patriotyczny, wołanie szlachty o egzekucję praw. W 1504 roku zapadła uchwała, iż nie wolno królowi bez zgody sejmu rozdarowywać, ani dawać w zastaw dóbr koronnych. Kolejni władcy nadal jednak szafowali królewszczyznami, używając ich jako narzędzia zjednywania sobie sojuszników, głównie spośród magnaterii, która
najczęściej bywała obdarowana. Rozpoczęła się więc walka stanu szlacheckiego, już nie tylko o egzekucję praw, lecz także o egzekucję dóbr, czyli zwrot ziem rozdanych po roku 1504.
Ów ruch polityczny ożywiał szlachtę i kształcił przez udział w życiu publicznym. Był to ruch reformatorski. Ale największy reformator tego stulecia i jeden z najszlachetniejszych umysłów polskich w ogóle niewiele miał z tym ruchem wspólnego.


Dziełem Andrzeja Frycza Modrzewskiego „O poprawie Rzeczypospolitej” zachwycali się najświatlejsi myśliciele europejscy. W kraju miało nieliczną grupkę entuzjastów. Szerokiej rzeszy szlacheckiej treści w nim zawarte były obce. Jest to dość zaskakujące. Przecież szlachta w tym czasie również walczyła o poprawę Rzeczypospolitej. Ale szlachta zmagała się z możnowładztwem o pełną realizację swych swobód. W tym momencie zaś, kiedy emocje szlacheckie dochodziły do zenitu, kiedy zbliżało się rozstrzygnięcie walki z magnaterią, re¬formator nasz domagał się praw dla mieszczanina i chłopa. Miłość ojczyzny pojmował bowiem Frycz Modrzewski jako dbałość o wszystkich jej obywateli: „Widzieliśmy sami, że wiele rzeczy znakomitych postanowiono u nas za zgodą stanu szlacheckiego, wiele szkodliwych odrzucono, gdy jego zgody zbrakło. Oby to zawsze tak było. Niekiedy jednak wydawało się, że więcej niż zbytnio miłował on siebie samego i nie tak dbał o Rzeczpospolitą jak o swoje wolności; okazało się to w wielce niesprawiedliwym prawie o mężobójstwie. Niechże przeto ba¬czą posłowie, aby przez nich Rzeczpospolita kiedyś nie poniosła olbrzymiej szkody, z hańbą i największą klęską dla ich stanu. Lecz przed tą złą wróżbą niechaj Bóg broni i niechaj cały stań szlachecki tą myślą natchnie, by odsunąwszy na bok miłość własną miłował całą Rzeczpospolitą, to znaczy wszystkich ludzi żyjących z nami w tej społeczności; aby troskał się o wszystkich, aby strzegł życia, pożytków, godności wszystkich.”
Andrzej Frycz Modrzewski tworzył w wielu miejscach wizję utopijną państwa na wskroś sprawiedliwego, z mądrym władcą, światłymi doradcami i oddanymi służbie ojczyźnie obywatelami. Oto jeden z jego postulatów: „Magnaci tedy, szlachta i ci, co urzędy piastują, powinni być srożej karani niż ludzie bezbronni, plebejusze, ludzie prywatni. I znowu srożej ci, co przeciw urzędom grzeszą, niż ci, co przeciw ludziom prywatnym.” Postulat piękny, ale do chwili obecnej nie powstało państwo, w którym byłby realizowany.
Zaszczyt przynosi Polsce ten pisarz wyprzedzający swój czas szlachetną utopią. Zaszczyt tym większy, że poprawiając Rzeczpospolitą – jak to określił Waldemar Voisé – „pisał często o tym, co warto przybliżyć do ideału, mimo że jest w zasadzie dobre”.
Swoje idealne państwo modelował Frycz Modrzewski na wzór państwa, w którym żył. >

Ewa Starosta jest bydgoską dzienikarką autorką kilku książek, między “Ośmiornicy Bydgoskiej”.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji