nr. 75
VICTORIA, BC,
LISTOPAD 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

W Domu Polskim
Kalendarz imprez
do końca roku

Zabawa Sylwestrowa
Dom Polski
31 grudnia

Polskie delikatesy
znowu mamy
w Victorii


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Z.Szczypiński -
Stocznia Gdańska

o przewadze ducha

W.Widział-
Andrzej Wajda

zmarł

E.Kamiński
Zabajkalski mróz

cd zesłańców

E.Starosta-
Średniowiecze-
renesans

historia
język polski

L. Mongard-
Uprawianie
ziół


E.Caputa
Sopocka Polonia

przed wojną

M.Lachowski-
Pod skrzydłami
Melpomeny
w Domu Polskim
W Galerii Stron
Marian Mokwa

malarz marynistyczny

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 30

Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 30

P- Moja ciociu, nie ulega wątpliwości, że ten pan zdobywa sobie tu jakieś prawa, ale to wina cioci, nie moja.
- Nie rozumiem o co ci chodzi – przerwała pani Idalia wzruszając ramionami.
- Ciocia widzi jego zabiegi w wokół Luci? Tak czy nie?
- Odbiegasz od przedmiotu.
- Właśnie do niego dążę. Niech mi ciocia odpowie.
- Asystuje Luci, więc cóż w tym złego?
- Ale ciocia to widzi i pozwala na to?
Pani Idalia zerwała się z krzesła.
- Ach mój drogi! Nie widzę w tym nic złego, że z sobą flirtują. Cóż to szkodzi?
- Sądzę, że dla Luci taki flirt jest jeszcze zbyteczny – rzekł Waldemar chłodno.
- Przeciwnie, Lucia ma szesnaście lat, niech się wprawia. Dla dziewczyny w tym wieku, to nawet konieczność…
- Czy i to byłoby konieczne, gdyby się zakochała?
- Chociażby! W Prątnickim może się nawet zakochać.
Waldemar spojrzał na nią nie wierząc własnym uszom.
- Za pozwoleniem. Co znaczy ten dodatek „nawet” i w ogóle to w „Prątnickim’?
- Sądzę, że rozumiesz.
- Niestety, nie.
Pani Idalia w buchnęła:
- Gdyby Prątnicki był z naszej sfery, lecz niestosowany, jako partia, wówczas inaczej by się na to zapatrywała, ale tak…
- A tak wolno im się kochać? No to może im będzie wolno pobrać się? – spytał z ironią.
- Drażnisz mnie mój drogi!
- Ja tylko pytam. Więc jemu wolno z nią flirtować, jej wolno kochać się. Ciocia na to pozwala i on to widzi. No i bądź że tu w dobrym humorze! To jest kwintesencją jego dzisiejszej przejażdżki. Pełen dobrych myśli pojechał Rollsem, a cioci zadysponował mercedesa, uważając, że przyszła teściowa na wszystko się będzie zgadzać. Myśli, że ma ciocię w ręku i się szarogęsi.
- Waldy, co ty mówisz?
- Nic więcej tylko prawdę.
- Ależ…Czyżby? – zastanowiła się.
- Tak, tak…to właśnie! – zawołał Waldemar podchwytując myśl ciotki, która nagle zbladła.
- On śmiał marzyć o Luci?
- O! Dlaczegoż by nie? On jest bardzo odważny.
- To niemożliwe!.. Nie, nie. To by było szczytem zuchwalstwa – mówiła Italia wzburzonym głosem.
- Moja ciociu! On miał twoją protekcję. Czegóż potrzeba więcej?! Bez twojego przyzwolenia, pod twoim bokiem? Można by śmiało powiedzieć: veni, vidi, vici – drwił Waldemar.
Ciotka spojrzała na niego z zaskoczeniem.
Skąd o tym wiesz, Waldi?
- Od dziadka, który jest lepszym obserwatorem niż ciocia.
Zresztą i sam widzę dużo.
Pani Elzonowska poruszyła się gwałtownie na krześle.
Waldemar chodził po pokoju. Myśli rozsadzały mu głowę. Przede wszystkim jedna: że choć nawet Prątnicki był innym człowiekiem i kochał Lucię, nie dano by mu jej dlatego, że nie należy do sfery.
- Cóż za barbarzyński przesąd! – mówił sobie w duchu. – Więc ona, Elzonowska nie może zostać żoną Prątnickiego dla nazwiska. Jakież to dzikie! I ja sam do tego dopomagam. Dajmy na to, że dla wielu przyczyn. Za Prątnickim nie przemawia nic prócz dziecinnego zadłużenia Luci. Lecz gdyby Prątnicki był innym człowiekiem, nie byłoby w Słodkowicach Stefci…I tu także inna sfera…Przekleństwo – szepnął do siebie.
Baranowa ocknęła się z odrętwienia.
- Powiedz mi Waldi, dlaczego mówiłeś przed chwilą, ze ja i ten…prątnicki zrobiliśmy ci przysługę? – spytała.
Waldemar przesunął ręką po czole, jakby odsuwając od siebie natrętne myśli.
- Bo ja czekam na jakiś pretekst, żeby się od niego uwolnić
- Acha! Rozumiem! I sposobność znalazłeś? To bardzo dobrze!
- chyba ciocia nie mysli, że głównym powodem będzie jego spacer?
- A cóż więcej?
- Jak to co? Czy ciocia sobie życzy, aby on tu nadalpozostał?
- Wobec tego czego się dowiedziałam? Broń Boże! Ale przecież mu wyraźnie drzwi wskazać nie możesz.
- Dam mu do zrozumienia w jak najoględniejszy sposób, że jest tu już zbyteczny.
Wszedł Jacenty, oznajmiając., ze Benedykt czeka.
Pani Idalia do Waldemara po francusku:
_ kazałam mu przyjść, wytłumaczyć się, ale teraz to zostawiam tobie.
Wzruszył ramionami
- On nic nie winien, tylko rzadca. Ja bym cioci radził jechać i kwestię samochodów zostawić na boku.
- Proszę dla pani podwieźć mercedesa.
Po odejści kamerdynera, Waldemar zapytal:
-Ciocia jedzie tylko z Lucią?
- Jedzie z nami Rudecka.
Gniew zadrgał na ustach Waldemara.
- To dobrze. Tylko moglaby ciocia mówić o niej troszkę grzeczniej.
Baronowa rzuciła na niego krytyczne spojrzenie. Chciała coś rzec, lecz Waldemar szybko skłonił jej się dodając:
Proszę być gotową. Czas jechać.
Wyszedl i mruknął do siebie z gniewem:
znowu chciała cos powiedzieć o wyższych sferach…

CDN

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji