nr. 76
VICTORIA, BC,
GRUDZIEN 2016
NavBar

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

W Domu Polskim
Kalendarz imprez
do końca roku
Zabawa Sylwestrowa
Dom Polski
31 grudnia
Świąteczny Opłatek
Dom Polski
29 stycznia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

J.Curtin -
Sienkiewicz

wspomnienie o pisarzu

Anonim -
Choinka

u różnych narodów

E.Kamiński -
Borys

cd zesłańców

E.Caputa -
Święta Rodzina

w pociągu

L. Mongard -
Pszenica


E.Caputa-
Czerwony Kapturek

w Domu Polskim

W Galerii Stron
Boże Narodzenie

w czasie i przestrzeni

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 31

Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 31

Błękitna tafla jeziora mieniła się opalowo. Zapalała się mnóstwem złotych iskierek, płynąc jaskrawą szarfą. Chwilowo pokrywał ją ciemny błękit lub szmaragdowa tęcza, albo stawała nagle nieruchomo, nie wytwarzając barw i odbijała tylko poszarpane obłoki. Jakieś zygzaki szły po fali w kierunku gdzie rosły wielkie graby, powłóczyste brzozy, stare potężne klony pałacowego parku.
Waldemar szedł szybkim krokiem podziwiając świat roziskrzony słońcem, gdy nagle rubinowa spinka w jego krawacie złapała iskierkę światła, które odbiła czerwonym promykiem.
Szczególny promień jak krew – pomyślał – gdybym był zabobonny…Promyk. Czy ona może być moim promykiem? Jest również słoneczna, ale czy równie gorąca?
Zaśmiał się ironicznie.
– Może była, ale ostygła wygrzewaniem, kogo innego.
W wyobraźni mignęła mu postać Prątnickiego i Stefci. Wzruszył ramionami i rzekł głośnio, prawie ze śmiechem:
– Ogromnie głupi jestem! Cóż promyk? Skoro jest słoneczny – ogrzać się nim. Po co te rozważania bezcelowe?
Spojrzał na jezioro.
– Ot te mewy. Biorą na swe skrzydła tyle światła ile się da. Trzeba korzystać z życia, tak jak one, a nie rozdzielać promień na czworo.
Popatrzył w dał i na horyzoncie zobaczył sunące auto, a w nim zamajaczyły dwie sylwetki.
– O, tam jedzie promienisty – powiedział sam do siebie wesoło. Wrócił do pałacu.
Kolacje spożywano w milczeniu. Pan Maciej był apatyczny, Waldemar zimny, Prątnicki niespokojny. Edmund nie spodziewał się zastać ordynata. Zmieszał się podwójnie, gdy dowiedział się o wyjeździe pań. Czuł się bez nich nieswojo, ale postanowił nadrabiać miną. Opowiadał wesoło o swej wizycie w hurtowni rolniczej. Dowcipnie krytykował firmę i dwóch panów, których tam spotkał. Ale spostrzegł szybko, że jego opowiadanie nie robi wrażenia na panach Michorowskich. Zaczął, więc mówić do pana Ksawerego. Zniżonym tonem zapytał starego rezydenta:
– Czy panie dziś nie wrócą?
– Chyba nie – odparł Ksawery. – Pojechały do Obronnego. Tam zawsze nocują.
– Szkoda.
– Dlaczego pan tak żałuje? Nie ma przecież osobistego interesu do żadnej z pań?
– Owszem, mam bardzo pilny.
– Ciekawe jaki? Bardzom ciekaw – rzekł pan Ksawery patrząc na praktykanta żartobliwie.
Edmund odczuł odrobinę ironii w głosie rezydenta i pomyślał:
– A temu, co się dzisiaj stało?
– Więc, jakiż to interes? - powtórzył pan Ksawery. Staruszek zjadł bardzo dużo był więc w świetnym nastroju.
Prątnicki pokręcił głową.
– O tego nie mogę powiedzieć nikomu.
– O, aż tak! Ho, ho! A o którą z pań tu chodzi, jeżeli wolno, choć o to zapytać?
– Mam osobisty interes do swego ideału – rzekł z zagadkowym uśmiechem zapytany.
– A nie będę niedyskretny, jeśli zapytam, jakiej natury jest ten interes?
– Pan zbytnio ciekawy! Przypuśćmy, że pragnę jej opowiedzieć o mej tęsknocie i ujrzeć rumieniec na jej twarzy.
Waldemar mimo woli słyszał wszystko. Wzburzony, chciał wstać i wyrzucić za drzwi Prątnickiego, ale opanował się, może pod wpływem błagalnego spojrzenia pana Macieja.
– Jaki pan pewny tego rumieńca! – zauważył pan Ksawery. – A gdyby nie udało się panu go wywołać?
– Pan wątpi? Panienki zawsze łase są na czułe słówka i mają rumieniec na zawołanie. Zwłaszcza Stefa jest do rumieńców skłonna. Już ja ją znam...
Tu Edmund spostrzegł, że posunął się za daleko. Ordynat rzucił serwetkę i wstał od stołu. Przeprosił pana Macieja i wyszedł z sali.
Stary pan Michorowski powiedział dobranoc obu panom, coś do nich przemówił i także wyszedł. Prątnicki niemile dotknięty, stracił humor, a stary rezydent, podając mu rękę pomyślał:
– Czy nie zagalopowałeś się kawalerze?
Waldemar biegał po swoim gabinecie, chcąc się uspokoić. Po godzinie kazał Jacentemu prosić Edmunda. Ordynat siedział przy biurku z miną spokojną i obojętną, tak, że praktykant nie widząc niezadowolenia na jego twarzy, odzyskał swobodę.
– Czym mogę służyć – spytał nonszalancko, podchodząc do biurka.
Waldemar wskazał mu krzesło.
– Proszę, niech pan siada. Chcę z panem porozmawiać.
– Już od dawna noszę się z zamiarem przeniesienia pana do Głębowicz. Będzie miał pan tam większe pole do popisu, bo majątek jest większy…
Mówił tonem uprzejmym, ale lodowatym tonem.
W Prontnickiego jakby nagły grom uderzył. Wszystkiego by się spodziewał, tylko nie tego, co usłyszał. Nie wiedział, co z tym zrobić i bezładnie bąkał:
– Ale dlaczego…panie ordynacie? Nie jest pan zadowolony z moich czynności gospodarczych tutaj? Nie rozumiem?
– Z czynności gospodarczych? Nie. Tylko wydaje mi się, że będzie pan tam odpowiedniejszy.
– Odpowiedniejszy? A z jakich względów?
– O to już moja decyzja. Nie muszę tego panu tłumaczyć. Jest pan tu nieodpowiedni.
Nagle Edmundowi spadły łuski z oczu. Spostrzeżono jego zamiary i dają mu odprawę. Projekt przeniesienia go do Głębowicz, to tylko delikatne wskazanie drogi, którą ma się wycofać. Jego plany przekreślone zostały ręką ordynata. Psiakrew, dostałem kosza, pomyślał po wyjściu z gabinetu.
Waldemar wyszedł za nim i udał się do pokoju dziadka.
Starszy pan przyglądał się wnukowi przez chwilę.
– Zwolniłeś Prątnickiego? – zapytał.
– Nie. Przeniosłem go do siebie.
– Czy to przez dzisiejszy epizod przy kolacji?
– Częściowo, ale on już od dawna mnie drażnił.
Pan Maciej popatrzył na wnuka z westchnieniem.
– Ach! Waldi, bądź szczery sam z sobą! Zwolniłeś go, bo to głównie o nią chodzi.
Z głębi pokoju odezwał się głos przytłumiony, o pięknym niskim brzmieniu:
– Tak!
– Boże nie odmawiaj swego zmiłowania - szepnęły drżące wargi starca.
Zasłaniając oczy rękoma, modlił się cicho, powtarzając z przejęciem:
– Za moje winy nie karz go Panie. Odpuść im… Zaniechaj zemsty!>

CDN

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji