nr. 88
VICTORIA, BC,
MARZEC 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polskie Delikatesy
zapraszają na
Wielkanocne zakupy

Wielanocna święconka
Wielkanocne
święcenie pokarmów
Kościół Sacred Heart
sobota 20 kwietnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

A.deChec -
Czary i kary.

na czarownice

E. Caputa-
Feminizm polski


L.Mongard
Madame Helena

Rubinstein

E.Korzeniowska-
Sekret
Okragłego Stołu

1989

W.Widział-
Dzban

polszczyzna stosowana

E.Kamiński-
Silni zwarci

i gotowi,
zapisków c.d.
J.S. -
Kołtun polski
socjologia

E. Caputa-
Wolak&Bridge

w Domu Polskim

ECK-
Koncert

fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 19

Rozmaitości

Indeks autorów

Od Redakcji

Wiosno, wiosno, wiosno ach to ty – śpiewał Marek Grechuta, polski bard romantyczny.
Słowa jego piosenki kręcą mi się w głowie jak buddyjski młynek, tylko jest w nim troche mięsa. Pogoda zrobiła się nareszcie piękna. Jak zwykle o tej porze wszystko kwitnie. Drzewa owocowe, przebiśniegi, przylaszczki, żonkile. Krokusy zakwitły pod moim oknem.
Sadząc krokusy próbowałam odtworzyć pewną podhalańską łąkę mojego dzieciństwa, która dziś ciasno jest zabudowana koszmarnymi willami w zakopiańskim stylu. Wtedy w marcu kwitły na niej setki fioletowych kwiatów. Zatęskniłam w tamto nieistniejące miejsce i w listopadzie ubiegłego roku posadziłam dziesiątki krokusowych cebulek. Kupiłam sobie w tym celu piękne narzędzie wyprodukowane w Holandii, które wżera się w trawę bezlitośnie wygrzebując w niej dziury odpowiednie do sadzenia cebulkowych roślin różnej wielkości i ruszyłam do roboty. Pierwszego dnia posadziłam chyba z 50 cebulek. Niestety następnego dnia rano okazało się, że ktoś je wszystkie pracowicie wykopał. Zakopałam, co się dało i posadziłam resztę. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Zaczęłam już podejrzewać członków rodziny, że robią mi na złość. Notorycznie wykopywane przez tajemniczego osobnika cebulki stały się tematem konwersacji przy obiedzie, na towarzyskich spotkaniach, aż którejś nocy, w pełnię księżyca przyuważyliśmy złoczyńców. Była to rodzina szopów praczy, która zwabiona zapachem świeżo rozkopanej ziemi grzebała w dziurach w poszukiwaniu pędraków wyrzucając z nich moje biedne krokusowe cebulki. Po tym odkryciu, zrobiliśmy ostatnie podejście z tym, że przykryliśmy trawnik zeschłymi gałęziami i jedliną. Przyzwyczajonym do łatwizny praczom nie chciało się już podejmować wyzwania. Dzięki temu, że dzikie zwierzęta w mieście idą na łatwiznę, kwiaty ocalały i pięknie zakwitły, choć jest ich mniej niż zaplanowałam. Patrzę na łąkę za oknem ozdobioną szafranem, bielą i fioletem i myślę sobie, że czasem warto o coś zawalczyć, nawet, jeśli sprawa wydaje się beznadziejna, zawsze przecież może się coś zmienić.
Zapraszam państwa bardzo serdecznie do przeczytania kolejnego numeru Stron, a w nim kilka interesujących tekstów poświęconym kobietom: od palonych na stosie czarownic po społecznice i polityczki - kobiety, które swoją działalnością przyczyniły się do powstania II Rzeczypospolitej opartej na konstytucyjnie zagwarantowanym równouprawnieniu. Oczywiście nie może zabraknąć sylwetki kobiety wyjątkowej i wyzwolonej, bohaterki naszej okładki, o której życiu i osiągnięciach pisze pani Lidia Mongard. Ważnym i oczekiwanym tekstem jest również kolejny odcinek wspomnień pióra Edwarda Kamińskiego. Jest też coś o języku ojczystym – wiersz autorstwa Leopolda Staffa Mowa Ojczysta oraz relacja o tym jak zmienia się semantyczna nośność słowa.
Życzę przyjemnej lektury. ECK
.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji