nr. 88
VICTORIA, BC,
MARZEC 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polskie Delikatesy
zapraszają na
Wielkanocne zakupy

Wielanocna święconka
Wielkanocne
święcenie pokarmów
Kościół Sacred Heart
sobota 20 kwietnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

A.deChec -
Czary i kary.

na czarownice

E. Caputa-
Feminizm polski


L.Mongard
Madame Helena

Rubinstein

E.Korzeniowska-
Sekret
Okragłego Stołu

1989

W.Widział-
Dzban

polszczyzna stosowana

E.Kamiński-
Silni zwarci

i gotowi,
zapisków c.d.
J.S. -
Kołtun polski
socjologia

E. Caputa-
Wolak&Bridge

w Domu Polskim

ECK-
Koncert

fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 19

Rozmaitości

Indeks autorów

Edward Kamiński

Silni, zwarci, gotowi...
(wspomnień ciąg dalszy)


Po wizycie generała Sikorskiego w obozie Tockoje życie wracało opieszale do codzienności naznaczonej głodowymi porcjami posiłków. Z dnia na dzień przybywało kobiet samotnych i z dziećmi, które nadzieje wydostania się z sowieckiego piekła widziały jedynie w dołączeniu do formowanych oddziałów wojska polskiego. Panie kuchciły, sprzątały, prały, łatały postrzępione, podarte resztki mundurów żołnierzy. Nade wszystko samą obecnością, naturalnie ocieplały militarną atmosferę życia obozowego. Obok wszystkich zalet była też negatywna strona ich obecności... Odchudzały racje żywnościowe. Mimo, że przybywało też ochotników do wojska, przydziały żywności dla obozu od miesięcy pozostawały wciąż na tym samym poziomie ilościowym. Na żołnierza przypadało 600 gram chleba, czarna kawa rano i wieczorem. Na obiad zupa z kaszy jaglanej, garstka tej samej kaszy na sypko, w której czasami był strzępy mięsa. Aż dziwne, że nie było niesnasek, gdy od ust sobie odejmowano, by podzielić się z głodnymi cywilami.
Niewiasty usiłowały uzupełniać braki w kuchni, sporadycznie wymieniając resztki swojej eleganckiej bielizny na różne warzywa, rzadko ser czy jajka, z miejscowymi kobietami na skąpym targu. Było tego tyle, “co kot napłakał”, ale urozmaicało posiłki dla dzieci i chorych. Za to zachwycały czasami na okolicznym weselu kołchozowe elegantki zadające szyku wykwintną suknią balową z koronkowej damskiej halki. W takiej sukni, hasały w komiśnych buciorach z cholewami oczyszczonych z gnoju, zapastowanych czernidłem ze sadzy zmieszanej z łojem.
Męska część obozu nie krzywdowała sobie, że panie są coraz skąpiej odziane. Na tym pustkowiu - mówili - przynajmniej było na czym oko oprzeć, a niektórzy powiadali, że jak Pan Jezus da zdrowie, to grzech byłby nie przytulić zziębniętego stworzenia.
Odchudzająca dieta pobudzała kłótnie “o suchym pysku” między wojskowymi. Bractwo się rozpolitykowało. Wyłoniło się kilka grup z przewagą naskakujących się na siebie zwolenników sanacji, czyli “piłsudczyków” i opozycji. Korzystając z okazji uzupełnienia mojej niewiedzy o tamtych czasach - wspominał Stanisław - nadstawiałem uszu. Dowiedziałem się więcej o generale Sikorskim, który był moim dowódcą, gdy przepędzaliśmy bolszewików z Polski w 1920 roku. Jako szeregowy legionista nie miałem z nim bezpośredniego kontaktu. Wykonywałem rozkazy podległych mu oficerów i tyle. Na północy kraju nad Wkrą, 16 sierpnia tegoż roku, dzięki zręcznej operacji zatrzymaliśmy główne siły wojsk sowieckich. Przedostaliśmy się na tyły armii Tuchaczewskiego, przerywając mu wszystkie połączenia. Otoczeni ponieśli druzgocącą klęskę. Do niewoli wpadło około 100 tysięcy krasnoarmiejców. To był nasz udział - Piątej Armii - w “Cudzie nad Wisłą”, gdy trzy armie sowieckie zostały całkowicie unicestwione. Reszta usiłowała przedostać się na wschód w zupełnej rozsypce. W następnych tygodniach, dzięki takim dowódcom jak między innymi Sikorski, Legiony Piłsudskiego odnosiły jedno po drugim zwycięstwo. Szarże polskiej konnicy pod Komarowem obwieszczono ostatnią, wielką bitwą wojsk kawaleryjskich w historii Europy.
W chwili wybuchu wojny w 1939 roku Sikorski miał 58 lat, w tym większość z doświadczeniem organizacyjnym i militarnym. Już w wieku młodzieńczym, kiedy studiował inżynierię na Politechnice Lwowskiej, karierę życiową związał z wojskiem. Wraz z Marianem Kukielem i Kazimierzem Sosnowskim, przyszłymi generałami polskiej armii, przystąpił w 1908 roku do organizacji tajnego Związku Walki Czynnej założonego przez Józefa Piłsudskiego. Związek miał przygotować kadry kierownicze planowanego powstania zbrojnego w zaborze rosyjskim, uwolnienie Polski z pod władzy Caratu.
W wolnej Polsce Generał Sikorski odgrywał znaczną rolę w życiu kraju. W kolejnych latach od 1921 do 1926 roku był szefem sztabu generalnego, premierem i ministrem spraw wojskowych, generalnym inspektorem piechoty, ponownie ministrem spraw wojskowych. Po zamachu majowym Piłsudskiego w 1926 roku zdziwienie budził brak wiadomości o tak znacznej osobistości jak Władysław Sikorski. Dopiero teraz z pyskówek i kłótni wyławiałem informacje o dalszych jego losach, znane niektórym bardziej wtajemniczonym warszawiakom. Na tym ostatnim eksponowanym stanowisku zaczęła się zakulisowa walka z Piłsudskim o wpływy w wojsku, o stanowisko faktycznego szefa armii. W 1925 roku Sikorski został przesunięty na pozycję dowódcy lwowskiego okręgu wojskowego, a później, po przewrocie majowym oddany do dyspozycji ministra spraw wojskowych. Było to jednoznaczne z przeniesieniem na emeryturę. Czas wypełniał studiami i wielu pracami z zakresu wyszkolenia, historii woskowości, taktyki i strategii. Kilka lat przebywał we Francji. Nawiązał tam liczne kontakty w kołach rządowych i militarnych. Przeszedł też do czynnej opozycji do rządu sanacyjnego. W roku 1936 zainicjował wraz z Ignacym Paderewskim porozumienie polityczne działaczy stronnictw centrowych stojących w opozycji do rządu, zwłaszcza do jego polityki zagranicznej i stosunku do hitlerowskich Niemiec. Przed wybuchem wojny powrócił do kraju i zgłosił swój akces do armii. Marszałek Polski Śmigły-Rydz zignorował jego gotowość do służby wojskowej. Gdy na wszystkich frontach polska armia cofała się w bezładzie przed hitlerowską nawałą, zdecydował się na wyjazd przez Rumunię do Francji. Podobno jeszcze dzień przed tym, ponownie proponował powrót do wojska, ale i tę Rydz odrzucił.


“Nie oddamy ani guzika” ...
Byłemu legioniście - wspominał Stanisław - wypadało wiedzieć, co nieco o Marszałku Wojska Polskiego, następcy zmarłego Józefa Piłsudskiego. Przyznaję, że niewiele o nim wiedziałem poza powszechnie znaną przyśpiewką:


Marszałek Śmigły - Rydz.
Nasz drogi, dzielny wódz,
do boju pójdziemy z nim,
najeźdźców tłuc,


Nikt nam nie zrobi nic,
Nikt nam nie weźmie nic,
Bo nas prowadzi Śmigły,
Marszałek Śmigły-Rydz.


Dodane do tej rymowanki czołowe hasła propagandowe w przeddzień wybuchu wojny: “Silni zwarci gotowi! Nie oddamy ani guzika!”, - oddają krótko a treściwie krewkie wówczas nastroje w “mocarstwowej Polsce”. Ogólny entuzjazm podsycano sloganami i bajdurzeniem o niemieckich czołgach z tektury. Słynne przemówienie w sejmie pułkownika Józefa Becka, ministra spraw zagranicznych, w dniu 5 maja 1939 roku słuchała cała Polska. Jego oświadczenie, że nie będzie ustępstw wobec Niemiec, powitano euforią.
Jedynym skojarzeniem, jakie mi się nasuwało odnośnie wodza, - mówił Stanisław - wkrótce po przegranej kampanii wrześniowej, było pytanie czy nosił on spodnie na pasku czy szelkach.
Niewątpliwie Marszałek Śmigły-Rydz należał do eminencji najbardziej owianych dziwną tajemnicą w kraju. W “rozgadanym” obozie ledwie nadążałem z zapamiętywaniem wszystkich pogłosek o nim, z których część - moim zdaniem - była powielaniem tego, co lud potocznie określał - “g.... prawda”. Być może tajemnica była przyczyną “niskiego“ urodzenia. Podczas gdy rządy sanacyjne sprawowały osoby niemal wyłącznie pochodzenia szlacheckiego i z inteligencji, marszałek wywodził się z gminu.
Opracowania historyczne oddzielą plewy od ziaren. Ojciec przyszłego marszałka Tomasz Rydz urodził się w okolicy Wieliczki, jako syn kowala, nie przejął jednak warsztatu po ojcu. Wybrał karierę zawodowego podoficera w armii austriackiej w Brzeżanach na Kresach. Tam poznał niezwykle urodziwą Marię Babiak - córkę miejscowego listonosza. Pobrali się w obrządku greckokatolickim. Tego wyznania była rodzina panny młodej. Edward Rydz przyszedł na świat dwa lata przed ślubem z powodu kłopotów finansowych ojca. Dopiero podwyżka żołdu związana z awansem na plutonowego, umożliwiła mu zalegalizowanie związku. Według innej wersji miał być synem czeskiego żandarma i Ukrainki. Edward nie pamiętał ojca, który wkrótce po ślubie zmarł na gruźlicę. Matka słabego zdrowia niebawem podzieliła los męża. Osierocony, dziesięcioletni chłopiec wychowywał się odtąd u babci niecieszącej się specjalnie dobrą opinia w Brzeżanach. Miał u niej ciężkie życie. Babka nie troszczyła się o wnuka, nie jednokrotnie wymawiała mu kawałek chleba. Chata babki była w ruinie, w nocy przez sufit świeciły gwiazdy. Wszystko jak w bajce o ubogim kopciuszku. Przełom w jego życiu nastąpił, gdy podjął naukę w gimnazjum. Wkrótce został wzorowym uczniem. W pierwszej klasie poznał i zaprzyjaźnił się z synem zamożnego lekarza, Urbanowicza, który dostrzegł dobry wpływ Edwarda na jego syna. Staraniem doktora Edward uzyskał od Rady Miejskiej niewielkie stypendium naukowe. Doktor zaproponował mu też zamieszkanie w swoim domu. Pod koniec nauki w gimnazjum Edwarda pochłonęła pasja rysunku i malarstwa. Poświęcał temu każdy wolny czas. Było oczywiste, że ma talent. W roku 1905 Edward zdał maturę z odznaczeniem i Urbanowiczowie postanowili wysłać go na studia w Krakowie. Inicjatywę poparła też w Brzeżanach dobrze sytuowana, ekscentryczna wdowa po lekarzu lwowskim - Michalina Widmanowa. Zaproponowała pomoc finansową na czas studiów.
W Krakowie, Edward w kręgu osób owianych patriotyczną legendą zetknął się z bojownikami PPS skupionymi wokół Józefa Piłsudskiego. Wstąpił do Związku Walki Czynnej. W tym czasie przyjął pseudonim “Śmigły”, pod którym przeszedł do historii. W 1910 roku przerwał studia, aby odbyć roczną, obowiązkową służbę wojskową w armii Habsburgów. Po powrocie do cywila dalsze studia kontynuował na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.


Błyskawiczna kariera wojskowa
Wśród wielu nadzwyczajnych wydarzeń w życiu przyszłego marszałka nie zabrakło też spirytualnego seansu. Na jednym z towarzyskich spotkań gościem była też wspominana darczyni - Michalina Widmanowa. Ni stąd, ni zowąd wpadła w trans jasnowidzenia. Przewidziała krwawą wojnę światową, w wyniku, której, między innymi nastąpi odrodzenie Wojska Polskiego. Na czele armii narodowej stanie wielki generał i dowódca Edward Rydz-Śmigły. Rzeczywiście dwa lata później wybuchła wojna pomiędzy zaborcami. Okazuje się, że i wśród jasnowidzów możliwe są sprzeczne wyrocznie. Słynny w tamtych czasach Stefan Ossowiecki bez trudu odczytywał kilka słów na kartce w zalakowanej kopercie, a jednak wojny nie przewidział. Seanse spirytystyczne były wówczas w kołach towarzyskich bardzo popularne. Piłsudski szczerze wierzył w telepatię, interesował się parapsychologią chętnie uczestniczył w takich seansach.
O starcie między trzema zaborczymi potęgami od pokoleń modlili się Polacy, zwłaszcza zrzeszeni w Związku Walki Czynnej. Wykorzystano wówczas austriacką ustawę o związkach strzeleckich do powołania w tym zaborze legalnych organizacji militarnych. W ruchu strzeleckim zaistniał również Rydz-Śmigły. Opanowany, małomówny, przedkładał konkretne działania nad akademickimi dyskusjami, a takich wyjątkowo cenił Józef Piłsudski. Odtąd zaczyna się jego błyskawiczna kariera wojskowa. Tuż przed wybuchem pierwszej wojny światowej został mianowany komendantem Związku Strzeleckiego we Lwowie. Ukończył wyższy kurs oficerski. Otrzymał stopień majora, następnie podpułkownika, a rok później pułkownika.
Po internowaniu Piłsudskiego, jesienią 1917 roku Rydz-Śmigły został komendantem głównym Polskiej Organizacji Wojskowej, rozwijał podziemne siły zbrojne do walki z zaborem rosyjskim. Pierwszy zgrzyt między nim a Piłsudskim zdarzył się po powrocie komendanta z internowania, który zarzucił swemu następcy zbyt samowolne, niepomyślne działania. Udzielając natychmiastowej dymisji, powiedział mu, zgodnie z “zasadami” wojskowej dyplomacji, że powinien “kury szczać wyprowadzać, a nie politykę robić”. Animozje w końcu ustąpiły gdyż Rydz sprawdzał się we wszystkich działaniach i bitwach wolnościowych. Dowodził wyprawą, która odbiła z rąk sowietów Wilno w 1919 roku, a w maju następnego był zdobywcą Kijowa. Odznaczył się w zwycięskiej bitwie warszawskiej nad Niemnem, po której otrzymał nominację na Inspektora armii z siedzibą w Wilnie.
Podczas przewrotu majowego Rydz-Śmigły poparł bez wahania Piłsudskiego, co zaowocowało przeniesieniem go na inspektora armii z siedzibą w Warszawie. Wiadomo! Stolica to Stolica! Zyskał w armii dużą popularność. Całe dnie spędzał w terenie na ćwiczeniach i wykładach taktycznych Wyższej Szkoły Wojennej. Zawsze wypoczęty, uśmiechnięty, w końcowych fazach ćwiczeń, trafnie wyciągał wnioski, mówił spokojnie i ciekawie. Lubili go wszyscy - słuchacze i wykładowcy. Ceniono jego doświadczenie frontowe, powszechnie lubiano za skromność i łatwy z nim kontakt. W kołach towarzysko-rządowych Warszawy dał się poznać dzięki dobrej prezentacji, łatwości wypowiedzi, dobrej postawie w jeździe konnej i miłemu stosunkowi do otoczenia.
W szczytowym okresie kultu Marszałka, doprowadzonym do granic absurdu, 12 maja 1935 roku zmarł Józef Piłsudski. Nie zostawił testamentu politycznego. W atmosferze narodowej żałoby, po naradzie parlamentarnej, dekretem Prezydenta Mościckiego, następcą Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych mianowano generała Edwarda Rydza-Śmigłego. Rok później premier Sławoj Składkowski ogłosił go osobą numer dwa w państwie, a ukoronowaniem kariery był awans na generała broni, z wręczeniem buławy marszałkowskiej. W obozie sanacyjnym mówiono, że w roku 1940 zostanie Prezydentem Rzeczpospolitej.


Lance do boju, szable w dłoń!
Po śmierci Piłsudskiego zmieniły się psychicznie elity władzy. Prezydent Ignacy Mościcki polubił należne mu splendory, stawał się coraz bardziej wyniosły i żądny hołdów. Ulubione miejsce wypoczynku poprzedniego prezydenta w Spale przekształcił w miejsce reprezentacyjne. Podejmował tam gości z Polski i zagranicy wystawnymi przyjęciami. Zasmakował w polowaniach połączonych z salonową galą w godzinach wieczornych. Panowie we frakach, mundurach galowych, panie w sukniach balowych. Służba w liberii podawała wyszukane trunki i potrawy. To też budżet prezydenta wzrósł niepomiernie do 4,5 miliona złotych rocznie, a pensja do 300 tysięcy - dwa razy więcej niż otrzymywał jego poprzednik, prezydent Wojciechowski. Koszt owych “hulanek i swawoli” elit był solą w oku ubogich warstw społeczeństwa. Prasa opozycyjna donosiła, że utrzymanie prezydenta USA w tym czasie kosztowała podatników 3,8 miliona złotych, Niemiec 2 miliony, a Francji tylko 1,3 miliona. Dość powiedzieć, że prezydent Niemiec miał do swojej dyspozycji dwa samochody, a Mościcki aż dwadzieścia dwa.
W reprezentacyjnych rautach i bankietach prezydenckich lubowała się stołeczna śmietanka rządowa. Mówiono, że na wystawnych balach można było spotkać częściej wielu dostojników niż w ich gabinetach. Warszawa bawiła się niepomna zaostrzającej się atmosfery wokół Polski. Dały o sobie znać też niepokojące zmiany w osobowości Marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza, który uprzednio unikał przyjęć, ceremonii i parad. Być może zaszczyty i splendory przyszły zbyt szybko, a on jakby zaczadział w “dymie” pochlebstw otoczenia. Utracił odporność na pokusy i doczesne wartości, mniej czasu poświęcał sprawom przygotowania armii do tlących się już konfliktów międzynarodowych.
Genialny polityk i strateg, jakim był Piłsudski głównie polegał na pułkach szarej piechoty i kawalerii. Zupełnie nie doceniał lotnictwa i broni pancernej. Przygotowywał więc siły zbrojne do walki głównie z zacofanym przeciwnikiem, jakim była Armia Czerwona. Lakonicznie ukazuje to komenda woskowa do ataku, która trafiła do cywila w formie powszechnie znanej przyśpiewki:


Lance do boju ! Szable w dłoń !
Bolszewika goń, goń, goń !


Czy w ciągu czterech lat, po śmierci Piłsudskiego do września 1939 roku, następca Marszałek Śmigły-Rydz mógł przestawić całą strukturę zbrojeniową wojska polskiego? Słabe uprzemysłowienie, ubóstwo kraju po latach wojen, każe zaprzeczyć temu pytaniu. Polska nie mogła dorównać takim potęgom przemysłowym i militarnym jak Niemcy. Kraj po odzyskaniu niepodległości był dopiero w powijakach. Można było lepiej przygotować społeczeństwo do szoku, jaki wywołał atak na nasz kraj i zmniejszyć ilość wynikających z tego śmiertelnych ofiar.
Na pozór beztroskie dni, nagle przerwały alarmy przeciwlotnicze. Większość Polaków uśpiona fałszywą propagandą, zakłamanymi sloganami, wierzyła, że w mocarstwowej Polsce włos z głowy im nie spadnie. Nie była przygotowana na wojenną hekatombę.
Wojna była nieunikniona. Hitler parł do wojny niczym oszalały maniak. W swoim ostatnim przemówieniu Minister Spraw Zagranicznych Józef Beck powiedział: “My Polacy nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”. W imię i w obronie tego honoru wiele milionów ludzi straciło życie. >

CDN

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji