nr. 88
VICTORIA, BC,
MARZEC 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polskie Delikatesy
zapraszają na
Wielkanocne zakupy

Wielanocna święconka
Wielkanocne
święcenie pokarmów
Kościół Sacred Heart
sobota 20 kwietnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

A.deChec -
Czary i kary.

na czarownice

E. Caputa-
Feminizm polski


L.Mongard
Madame Helena

Rubinstein

E.Korzeniowska-
Sekret
Okragłego Stołu

1989

W.Widział-
Dzban

polszczyzna stosowana

E.Kamiński-
Silni zwarci

i gotowi,
zapisków c.d.
J.S. -
Kołtun polski
socjologia

E. Caputa-
Wolak&Bridge

w Domu Polskim

ECK-
Koncert

fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 19

Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 41


Całe towarzystwo zgrupowane było na tarasie. Tenis z powodu braku kostiumów nie bardzo się udawał. Zamyślano o nowej zabawie. Stefcia i Waldemar przyszli w porę: oglądano się za nimi. Żółte róże w ręku Stefci zrobiły wrażenie; patrzano trochę podejrzliwie.
– Gdzieście państwo byli? Panna Stefania wygląda jak corso kwiatowe – rzekł ironicznie Trestka.
Zaczepiona zaśmiała się.
– Ale co? Ładne róże, prawda?
A Waldemar powiedział:
– Przypomina mi się bajka o zaczarowanym dworze królewskim: wyglądacie państwo wszyscy jak pośnięci.
– A pan wkracza pomiędzy nas jak tryumfator na zwycięskim rydwanie – podchwyciła Rita mrużąc oczy.
– Przy którym nie brakuje nawet·i branki – dodał Trestka.
– Ach! więc to milczenie jest rodzajem hołdu dla nas? ...
- Och nie! tak dalece zachwyceni nie jesteśmy; ja przynajmniej – zaśmiała się nerwowo Rita .
Waldemar spojrzał na nią z ironicznym uśmieszkiem.
– Widzę, że tenis nie był zabawnym.
– Czy wszyscy państwo już grali? – spytała Stefcia.
– Ja nie grałem. Rozpoczniemy na nowo – rzekł Wiluś Szeliga.
– Ja z wami także – zawołała, podbiegając, Lucia.
Waldemar zwrócił się do Stefci:
– Mówiła mi pani kiedyś, że nie uprawia tego sportu.
– Cóż znowu? Panna Stefania gra po mistrzowsku!
– Złapałem więc panią na kłamstwie! A! ... ładnie!
– A może pani nie chciała grać wyłącznie z panem? – wtrącił Szeliga.
– Ani jedno, ani drugie – odrzekła Stefcia. – Tenisa nauczyłam się dopiero w Słodkowcach i wówczas, gdy mi go pan proponował, nie umiałabym utrzymać rakiety.
– No, to pani nie może grać jeszcze po mistrzowsku! – zawyrokował krzykliwie Trestka.
– Toteż jest to jedynie zdanie Luci. Zgodzili się wszyscy jeszcze na jedną partię.
– Pozwoli pani służyć sobie za partnera? – zapytał Waldemar.
Stefcia skłoniła głową.
Wiluś Szeliga zmarszczył się. Rita zagryzła usta. Gracze stanęli po bokach siatki, Stefcia z ordynaten i panna Rita z Wilusiem.
Partia zapowiadała się dobrze z powodu udziału ordynata i panny Rity. Wiluś był wypróbowany w grze, tylko Stefcia niepewna. Trestka drażnił się z nią, dowodząc, że będą ją dopiero uczyli, i zbierał zdania, kto wygra. Powstały zakłady.
Stefcia żartowała z, Trestki, bawił ją Wiluś w roli pokrzywdzonego bohatera. Waldemar tłumaczył jej główne zasady gry, twierdząc, że muszą wygrać. Stanęli w wyzywających postawach. Stefcia widząc, że suknia jej zawadza, podpięła ją zręcznie z obu stron i świecąc lakierkami pantofelków podniosła rakietę w górę, wołając:
– Zaczynamy?
Vogue la galere! – rzuciła panna Rita. – Muszę wygrać! - dodała patrząc bystro na stojącego naprzeciw ordynata.
Waldemar. skłonił się z uśmiechem trochę szyderczym.
Wyglądało to, jakby przyjął walkę.
Partia się zaczęła. Rita grała gorączkowo i z irytacją. Gniewał ją spokój Waldemara, który wszystkie jej ciosy odbijał zręcznie, prawie mechanicznie, z zimną krwią. Rzucane przez nią piłki zdawał się lekceważyć, mimo to nigdy nie chybił, a całą uwagę zwróconą miał na grę Stefci. Czuwał nad każdym jej ruchem. Wiluś, zły, nie ukrywał swego humoru, grał impetycznie. Lecz towarzystwo przyglądało się głównie Stefci. Dziewczyna podniecona, wesoła, grała z życiem. Ruchy miała swobodne, wdzięczne już z natury. Czasem podskakiwała .w górę, – biegnąc jak strzała do piłki, czasem wydawała przeciągły okrzyk, gdy dobrze trafiła.
Waldemar robił jej uwagi, które ją aż zniecierpliwiły.
– Niech mię pan nie poprawia, ja·i sama umiem grać.
– Oto wdzięczność niewieścia za dobre chęci – zaśmiał się ordynat.
– A pewnie. Bo jak wygram, to całą zasługę pan sobie przypisze.
– Pani już wygrała. Teraz na mnie kolej.
– Mój panie! co to za konszachty? ¬ zawołała panna Rita. – Ot, ma pan!
Cisnęła piłkę z taką siłą, że ta potoczyła się na brzeg placu. Stefcia krzyknęła, podbiegła pędem i w samą porę odbiła piłkę pod nogi Wilusia.
– Uratowałam pana! – zawołała chwytając prędko powietrze.
– Dziękuję! Pani bajecznie przyczyni się do naszego zwycięstwa – rzekł znacząco.
Panna Rita zagryzła wargi i obrzuciła Stefcię niechętnym spojrzeniem.
– Byłam pewna, że pan· przegra, ale to jeszcze nie koniec!
– Czekam nowego ataku – rzucił ordynat.
– Ryzykuje pani za wiele - wtrącił Trestka – tam grają kolosalne siły i mają wenę: przeczuwam porażkę na całej linii.
– Niech pan będzie cicho. Qui ne risque rien, n 'a rien!
Mais qui. risque trop, aussi n'a rien – odrzekł Trestka zły.
– O czym państwo mówią? – spytał ordynat.
– Niewiniątko!
– Panie ordynacie, piłka! piłka! – krzyknęła Stefcia.
Waldemar cofnął się, przegiął zgrabnie i z siłą odbił nadlatującą piłkę – wprost na pannę Ritę.
– Wiluś, trzymaj! – krzyknęła ona z kolei.
Ale już było za późno; wygrała Stefcia i Waldemar.
– Brawo, panno Stefanio! Możemy sobie podziękować i powin-szować, tryumfujemy! – wołał ordynat.
Trestka popatrzał na Ritę.
– A co, nie mówiłem? To ciekawa gra.
– Nudny pan jest. Mogłam wygrać. To przez Wilusia wszystko.
– Moja droga, ty gapiłaś się, a ja miałem za ciebie grać – odciął się zaperzony student.
– Prawda! tym bardziejże gapiłeś się i ty.
Voila c'est le mot – zaśmiał się baron Weyher. >

CDN.

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji