nr. 79
VICTORIA, BC,
KWIECIEŃ 2017
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Wielkanocne Jajeczko
Dom Polski
24 kwietnia

Akademia 3 Maja
Dom Polski
7 maja

Andrzej
Rosiewicz

Dom Polski
27 maja

Gooral
Dom Polski
5 czerwca


ARTYKUŁY

Od Redakcji

ks.Puchalski-
Polskie zwyczaje

wielkanocne

M.Krasowski-
Bigos

gotujemy

E.Korzeniowska
Kucharka

pozytywistyczna

E.Korzeniowska
Do Grobu Pańskiego

w Jerozolimie

E.Kamiński-
Anioł Stróż

Zesłańcy - ciąg dalszy

L. Mongard-
Owoce granatu


Teatr Brawo
i nie tylko

Ożenek
Teatru Brawo

fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 34

Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 34

Tym razem panna Rita szła z Trestką naprzód. Stefcia postępowała
obok Waldemara.
Szli wąską uliczką, wysadzaną po obu stronach malwami. Wysokie ukwiecone krzaki Tworzyły różnokolorowy murem delikatny zapach miodowy rozchodził się z płaskich kwiatów, zmieszany z zapachem kwitnących lip i ciepłym powiewem do jeziora.
Poprzez masę liści i krzewów fala posyłała gorące oddechy na kwiaty, muskając je leciutko, jakby kołysząc do snu. Roje komarów i drobnych muszek sypały się na gałęzie i szerokie liście kwiatów. Cicha jakaś była wielka tęsknota płynąca jakby z poszumu olbrzymich modrzewi i bełkotania uderzających o brzeg fali jeziora.
Waldemar milczał, towarzyszka jego również, on zamyślony, ona rozbawiona. Nareszcie odezwała się pierwsza:
Dlaczego pan bez humoru?
Zatrzymał na niej przenikliwy wzrok.
- Jestem zdenerwowany, co mi się w ostatnich czasach zdarza często.
Przy tym drażni mnie Trestka.
Stefcia dopowiedziała sobie w duchu, że drażni go z powodu ciągłego asystowania pannie Ricie. Przypomniała sobie, że ta ostatnia kocha się w Waldemarze bez wzajemności…
Uczuła lekkie ukłucie w sercu. Po krótkim wahaniu rzekła:
- Od pana tylko zależy, aby hrabia Trestka przestał pana drażnić.
- Ode mnie? No tak trochę mityguję jego ogródkowe dowcipy, lecz nie zawsze jest to możliwe bez wywołania skandalu. Trestka jest przede wszystkim źle wychowany, albo pozuje na takiego sądząc, że mu z tym do twarzy.
Przy tym niesmaczny cynik.
Stefcia nie zrozumiała, co Waldemar przez to rozumie, ale odrzekła idąc za własną myślą
- Panna Rita traktuje go dość pobieżnie. Dziwię się, że on taki sprytny, a tego nie widzi.
- Panna Rita ma się, z kim przekomarzać o konie i to ją bawi – odparł obojętnie.
- Ja myślę, że prędzej nudzi – zauważyła Stefcia.
Waldemar stanął.
Panno Stefanio, czy nie moglibyśmy znaleźć ciekawszego tematu do rozmowy. Trestka, panna Rita ich uczucia – to tematy takie niezabawne.
- Przepraszam – odrzekła Stefcia chłodno – nie zastanowiłam się, że robię panu przykrość tą rozmową. Ale pan sam rozpoczął.
- I mówiłem o Trestce, nie o pannie Ricie.
- Ale, to, co pan mówił odnosiło się do niej.
- Ani trochę zawołał podnosząc brwi do góry i zaprzeczając ruchem głowy.
Patrzył w oczy Stefci pełne gniewnych iskierek, uśmiechnął się i rzekł:
- My się chyba z panią nie rozumiemy.
- Być może, jak zawsze zresztą – odparła rozdrażniona.
- Co, pani myślała mówiąc o pannie Ricie? Proszę mi powiedzieć
- Wybaczy pan, ale tak dalece żałuję swoich słów, że nie chcę ich powtarzać. Istotnie popełniłam niedyskrecję. Spojrzał na nią uważnie.
- A więc rozumiem, bajecznie. Można pani pozazdrościć spo-strzegawczości. Więc pani sądziła, że Trestka mnie drażni, bo zajmuje się panną Ritą? I mogła pani tak myśleć, choć przez chwilę? Starcia szła prędko, zła na siebie i na niego. Trzymając w ręku płaski kwiat malwy, rwała go palcami, nie odpowiadając.Waldemar patrzył na nią wzburzony, lecz nie doczekawszy się odpowiedzi, wzruszył ramionami i zawołał:
- Pani mnie czasem tak bardzo drażni, że nawet nie mogę spokojnie mówić! Dlaczego pani milczy, panno Stefanio?
- Nie chce pana rozdrażnić jeszcze więcej. Zresztą nic już nie mam do powiedzenia.
- To najłatwiejsze! – Wybuchnął. – Stanowczo nie można z panią rozmawiać.
- Toteż niech się pan nie trudzi.
Zmarszczył brwi. Usta zadrgały mu gniewem.
- Pani jest uprzejma rzekł z ironią.
- Muszę nią być dla zrównoważenia pańskiej uprzejmości.
- Moja jest inna.
- O, tak, pod bardziej ostrym kątem.
- Nie, pani. Tylko pod innym.
Stanęli pod filarami werandy.
- Co to? Państwo się znowu kłócą? – Spytała Rita widząc silne rumieńce Stefci i poruszenie Waldemara. Ale on zaprzeczył.
- Och, nie! Dowodzę tylko pannie Stefanii, że kobiet a powinna być domyślna i tak łapać wszystko, co się dookoła dzieje jak motyle w siatkę.
- Kobieta powinna być przede wszystkim pikantna zawyrokował Trestka.
- Jak ja na przykład. Prawda? – Zaśmiała się nerwowo Rita.
Trestka zaczął się rozwodzić o kobietach, ale Waldemar spojrzał bokiem na Stefcię i pomyślał: oj, tej tego nie brak. Wtem zagadnęła panna Rita:
- Kiedyż pan nas zawiezie do Grębowicz? Mamy już dawno obiecane.
- Ja nie oznaczam dnia, to od państwa zależy. Bramy grębiczowskie są zawsze dla państwa otwarte.
A zatem robimy walną naradę z dziadkiem i z Idalką, chodźmy.
Panna Rita i Trestka poszli na przód. Gdy Stefcia wchodziła w drzwi idąc za nią szepnął konfidencjonalnym tonem:
- Jestem niezmiernie rad, że pani pozna Grębowicze. Panią proszę szczególnie o przyjazd. Wszyscy znają moją siedzibę prócz pani.
- Dziękuję – odpowiedziała obojętnie.
- Czy pani gniewa się na mnie zapytał ją zastępując drogę.
Podniosła na niego oczy.
- Panie ordynacie, proszę mi pozwolić przejść.
- Nie ustąpię, aż mi pani odpowie. Gniewa się pani?
- Nie.
- Pozwolę sobie wątpić o szczerości pani odpowiedzi. Dotknąłem panią, lecz sam byłem wściekły. Teraz przepraszam. Pani mi nie poda ręki na zgodę?
Panna Rudecka prędko wyciągnęła dłoń, którą on uścisnął mocno, pochylając nisko głowę.
Nie zauważyli panny Rity stojącej na schodach, ale ona ich widziała doskonale.
Poruszyła się nerwowo i zawołała zmienionym głosem:
- Skoro przymierze zawarte, to proszę na kolację. Idalka czeka.
Waldemar i Stefcia w milczeniu wkraczali na schody. Rita mówiła nienaturalnym głosem, kładąc nacisk na każdy wyraz:
- Nie powinniśmy tak długo spacerować po parku. Teraz wieczory są zbyt upajające…Zwłaszcza ta malwowa uliczka…
- Czy oświadczył się pani Treska? – Spytał szorstko Waldemar.
Zagadnięta zbladła.
- Nie, ale może ja mu się oświadczę – odparła prędko i szeleszcząc jedwabiami pobiegła na przód.
Stefci zaczęły mocno pulsować skronie. >
Cdn.

CDN

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji