nr. 82
VICTORIA, BC,
LISTOPAD 2017
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Sw. Mikołaj
Dom Polski
10 grudnia

Zabawa Sylwestrowa
Dom Polski
31 grudnia


ARTYKUŁY

Bibliotekarka
dyżurna


E.Caputa-
Dzien Niepodległości

w Domu Polskimę

E. Starosta-
Ojczyzna polszczyzna

język polski

S. Rdesiński
Flis

odrzański

W.A.Lasocki -
Pod znakiem
żubrai

w Białowieży

E.Kamiński-
Zapiski"

ciąg dalszy

Z.Kossak-
Andrzejki

i wróżby

E.Caputa-
Liście


W.Widział-
Na dwa głosy
z kanadyjskiej kuchni

Gravlax
z kanadyjskiej kuchni

Fotografika
i poezja-
Obywatele świata


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 37

Rozmaitości

Indeks autorów

Ewa Starosta

Ojczyzna polszczyzna
(korepetycje z literatury)

XVIII stulecie jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych okresów historii Polski. W pierwszej jego części kraj osiągnął gospodarcze, polityczne i moralne dno, w drugiej zaś zdobył się na czyny i przedsięwzięcia, którymi zdystansował i zadziwił Europę. Kontrowersje kilku pokoleń historyków zrodziły się na płaszczyźnie następującej: które z ówczesnych poczynań można nazwać patriotycznymi. Wydawałoby się, iż nic prostszego. Postawy patriotyczne to takie, które płyną z miłości ojczyzny, z chęci służenia jej, wzmocnienia, naprawy, udoskonalenia. W skomplikowanej sytuacji XVIII wieku bywało odwrotnie. Inicjatywy patriotyczne Polaków były wykorzystywane przez sąsiadów w sposób odwrotny do intencji reformatorów, i ostatecznie doprowadziły do rozbioru. Kraj przypominał człowieka pogrążonego w bagnie, im silniej się poruszał, im energiczniej działał, tym bardziej się pogrążał. Trzeba być bardzo ostrożnym w ocenach, by oddać sprawiedliwość tamtym Polakom. Zbyt łatwo używa się dzisiaj określenia zdrada na różne ówczesne zachowania. A jednocześnie wiek XVIII dostarczył ewidentnych przykładów zdrady narodowej i równie oczywistych patriotyzmu. W tym stuleciu ostatecznie wykrystalizowało się pojmowanie patriotyzmu w nowożytnym rozumieniu tego słowa.

***

„Bojaźń jakaś, lichość umysłów i podłość generalna opanowała wszystko (…) zda się, że w nas pamięć o Rzeczypospolitej i ojczyźnie wygasa: jakby każdy obywatel kraju o niczym więcej myśleć nie powinien, tylko żeby jemu dobrze było, choćby wszyscy zginęli.” Opinia ta pochodzi od Stanisława Konarskiego, zawarta jest w dziele „O skutecznym rad sposobie” i dotyczy czasów saskich. Panowanie Wettinów stanowi najciemniejszy okres naszych dziejów. Wiek XVII ujawnił wszystkie skazy budowli państwowej, jeśli coś w ogóle mogło Polskę uratować, to władca rozumny i krajowi oddany. I, trzeba dodać, zdolny do wykłócania się o tę Polskę z pomniejszymi jej władcami, panami niepodzielnymi rozległych dziedzin. Wybór Sasa odebrał krajowi tę ostatnią, niewielką już szansę. Elekcja ówczesna („warcholska jak nigdy jeszcze, sprzedajna, łajdacka” — Paweł Jasienica) potwierdziła stopień demoralizacji, do jakiego doszli Polacy. Była w pewnym sensie wyjątkowa, zaprzeczyła całej tradycji narodowej. Po raz pierwszy po¬minięto w wyborach potomków zmarłego monarchy (a było ich kilku – pierworodny Jakub Sobieski i dwóch młodszych królewiczów),co kłóciło się z dotychczasowymi instynktami dynastycznymi szlachty – kolejnych Wazów wybierano, mimo tego, iż nie przynosiło to krajowi specjalnych pożytków, a wręcz przeciwnie. Po raz pierwszy zaprzeczono kardynalnej zasadzie i instynktowi politycznemu szlachty, wybierając na tron Niemca. Po raz pierwszy również o wynikach elekcji rozstrzygnęła mniejszość.
Polska miała kilka razy pecha. Królowie zdatni stanowczo zbyt rzadko się przez ostatnie sto lat trafiali, a jak się już trafił taki Batory, to panował ledwie 10 lat. A dwaj Wettinowie królowali lat ponad sześćdziesiąt. Jeden miał wprawdzie przydomek Mocny, ale w żaden sposób nie wiązał się on z talentami politycznymi. Przydomek zaś drugiego — Otyły, określa jedyną cechą wyróżniającą, jaką posiadał. Za panowanie pierwszego zerwano połowę sejmów, za drugiego tylko jednego sejmu nie zerwano. Zmora liberum veto coraz mocniej szczerzyła zęby. Znakomita większość panów braci popadła w umysłową gnuśność, polityczne otępienie, moralny letarg bądź dewocję.
Za czasów Augusta II Mocnego Polska de facto utraciła suwerenność. Nie dlatego, że przez kilka lat szalał po niej wojowniczy Karol XII, niemiłosiernie niszczył i mordował. Szwedzka rada słusznie na początku wojny ostrzegła swego króla, iż podbić Rzeczpospolitą można, ale opanować jej nie sposób. Skutkiem wojny północnej był ogromny wzrost potęgi rosyjskiej pod genialnym przywództwem Piotra Wielkiego. A słaba Rzeczpospolita dostała się pod protektorat rosyjski, spod którego nie umiała się wydobyć. Zaś grzeczne słowo protektorat oznacza nic innego, tylko panowanie rosyjskie. Zaświadczył o nim po raz pierwszy w sposób dobitny rok 1717 i sejm „niemy”.
Ten sejm i postawa Polaków w ogóle dowodzą, iż patriotyzm stanowił uczucie mocno przegniłe. Nadmiar upodlenia jest jednak w stanie obudzić zatracone instynkty, resztki honoru, odświeżyć pamięć o świetnej przeszłości. Nurt naprawy zaczął się w Polsce bardzo wcześnie. Dużym uproszczeniem jest przesuwanie tej granicy na lata panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego. Wtedy po prostu obóz reform bardzo się rozrósł. Za czasów Wettinów działać zaczęli pojedynczy ludzie, ale za to włożyli w swe przedsięwzięcia wiele serca i rozsądku. Naprawę kraju rozpoczęli bowiem od reformy szkolnictwa, rozumiejąc, że takie są Rzeczypospolite, jakie młodzieży chowanie.
Największe są zasługi Stanisława Konarskiego, który doskonale wyczuł wszystkie wady dotychczasowego systemu kształcenia. W zreformowanych szkołach pijarskich (a rychło w ślad poszli jezuici) wprowadził naukę dziejów ojczystych, co było ewenementem na skalę europejską. Dążył też do tego, by wychowankowie odcięci byli od domów rodzinnych, od wychowania w duchu sarmackim i obskuranckim. Uczona w nowy sposób młodzież zasiliła później szeregi reformatorów kraju.
Tragedia Polski polegała na tym, że obozowi reform patronował Stanisław August Poniatowski, osadzony na tronie z woli Katarzyny II, znienawidzony przez śmiertelnie ugodzoną ambicjonalnie magnaterię. Spory o postawę patriotyczną ostatniego króla polskiego trwają do dzisiaj. Rzeczywiście, trudno bezstronnie ocenić jego zamiary, możliwości i wreszcie postępowanie, w sytuacji, gdy wszystko niemal, co działo się w Polsce, zależało od Moskwy. Król przyjmował tę sytuację do wiadomości, uważał, że działać trzeba w oparcia o Rosję, jeśli inaczej nie można. (Nie wspominamy o jego młodzieńczych i trwających bodaj całe życie sentymentach do carycy Katarzyny II.) Faktem jest, że Stanisław August nie zgodził się wystąpić przeciw konfederatem barskim, mimo usilnych nalegań Moskwy i ofiarowania ma buławy generalissmusa wojsk carskich, którymi mógłby zgnieść konfederację. A przecież konfederaci ogłosili jego detronizację, miałby więc choćby po¬wód osobisty. Spekuluje się dzisiaj, że być może, gdyby to zrobił, nie doszłoby do rozbiorów. Ówczesny patriotyzm w szczególnie trudnych warunkach musiał się sprawdzać. Występować przeciw własnemu na¬rodowi, żeby uratować państwo ? Oddajmy jeszcze raz głos Pawłowi Jasienicy: „Tragizm położenia na tym polegał, że należało robić rzeczy, do których umysłowo i moralnie odrodzeni ludzie nie nadawali się wcale”.
Do truizmów należy twierdzenie, iż polityka jest brudna, efekty polityczne nie rzadko osiąga się niezbyt czystymi rękami. Czy może istnieć brudny patriotyzm ?
Różne dylematy mieli ówcześni reformatorzy i pisarze, którzy wprzęgli swe talenty w służbę naprawy. Krasicki, Niemcewicz, Kołłątaj, Staszic — tym ludziom nie można odmówić patriotyzmu. Satyrami, sztukami teatralnymi, artykułami, traktatami walczyli o tę samą sprawę, co Stanisław August Poniatowski. Ale posiadali również poczucie rzeczywistości, które mówiło, że w kraju uzależnionym od obcego mocarstwa nie wszystkie zamierzenia mogą być zrealizowane. Stanisław Staszic postulował w „Uwagach” zmodernizowanie ustroju i stworzenie 100-tysięcznej nowoczesnej armii, ale zdawał sobie sprawę, iż sąsiedzi nigdy nie pozwolą na takie umocnienie Polski. Dlatego proponował oddać tron którejś z potężnych dynastii ościennych. To rozsądne postępowanie, które miało na celu dobro kraju, motywował pobudkami patriotycznymi, choć w istocie nie był pewien „czystości” tego patriotyzmu: „Ja urodzony w wolności, którą uwielbiam, przymuszony do niewoli, w której jęczę, stanęliż się wolności zdrajcą ? czyliż się odważę radzić Polakom wybór niewoli ? Do tego wniosku przywiodły mię ciągły związek moich myśli i stała miłość Polaków.”
Takie dylematy obce były, niestety, innej grupie Polaków. Szczęsny Potocki, Seweryn Rzewuski, Ksawery Branicki, Kossakowscy – błagali u stóp tronu carskiego o interwencję zbrojną w Polsce. Szczęsny Potocki, po zaocznym skazaniu szefów konfederacji targowickiej na śmierć, tak się obraził na Polskę, że zwrócił się do carycy z prośbą, żeby uznała go Rosjaninem. Jego listy stanowią wyjątkowo odrażający przykład degeneracji („Wydawało mi się, że miałem szczęście urodzenia się Rosjaninem ”).
Te same czasy, które wydały targowiczan, wydały postaci takie, jak Tadeusz Rejtan – dziś symbol, synonim patriotyzmu. W jego nie¬zgodzie na sejmowe zatwierdzenie traktatów rozbiorowych brzmiało echo liberum veto, które u schyłku niepodległego bytu Rzeczypospolitej użyto w interesie narodowym.

***

Nie minęło wiele czasu od utraty bytu państwowego, a zrodziły się słowa:

„Jeszcze Polska nie umarła,
Kiedy my żyjemy,
Co nam obca moc wydarła
Szablą odbijemy.”

Wiemy dokładnie, kiedy powstały. Napisał je Józef Wybicki między 15 a 21 lipca 1797 roku, a swojska melodia pochodziła z Podlasia i znana była również na Pomorzu. Zarówno proste słowa, jak i melodia, natychmiast zdobyły serca słuchaczy, żołnierzy legionowych. „Pieśń Legionów” zwana też „Mazurkiem Dąbrowskiego” w sposób zadziwiająco szybki dotarła do kraju. Najprawdopodobniej przywiozła ją z Zachodu księżna Teofila z Jabłonowskich Sapieżyna. Udziałem pieśni stała się natychmiastowa i niepowtarzalna popularność. Akta policyjne z 1798 roku dowodzą, iż wielokrotnie odnotowano fakt śpiewania tej „buntowniczej pleśni”. Tekst Mazurka ulegał zmianom i przeróbkom, dopisywano też kolejne zwrotki. Można powiedzieć, iż współtwórcą hymnu w dzisiejszej wersji jest cały naród.
„Mazurek Dąbrowskiego” był nowym wcieleniem patriotyzmu polskiego w nowej, okrutnej rzeczywistości. Pod jego sztandarem uformowało się następne pokolenie Polaków. Romantyczne. Ono podjęło ciężar zawartego w nim przesłania. W czasach, gdy Polska zginęła z kretesem, głosiło, że „jeszcze nie zginęła”. W słowach Mazurka zawiera się nadzieja i wiara, zawiera się również moralno-narodowe zobowiązanie. Każdy Polak nosi w sobie wolność ojczyzny, jest cząstką niepodległej Polski, sobą gwarantuje jej biologiczne istnienie. Ten nowy patriotyzm był w pewnym sensie irracjonalny, zaprzeczał oczywistym faktom, zaprzeczał rzeczywistości rozbiorowej. Zawierał w sobie imperatyw etyczno-patriotyczny, który wymagał olbrzymiej siły woli i hartu duchowego. Ale przez ten wewnętrzny protest, zaprzeczenie rzeczywistości, Polska istniała. Istniała na obszarach, którymi nie sposób było za pomocą siły militarnej władać, w rejonach ducha i wyobraźni, w dziedzinie kultury. Nie istniejący rząd państwowy, narodowy zastąpiony został przez „rząd dusz”. Niebezpieczeństwa owego „rządu dusz” doskonale czuli zaborcy. Najlepszym dowodem na to jest fakt, iż śpiewanie Mazurka przypłacało się więzieniem, a często nawet zesłaniem.
Warto zestawić słowa „Pleśni Legionów” z utworem o 28 lat starszym , powstałym jeszcze w Polsce, nominalnie przynajmniej, niepodległej, a również pretendującym do roli hymnu. Zamysły stworzenia hymnu narodowego na wzór państw zachodnich, zrodziły się w głowię Stanisława Augusta Poniatowskiego. Napisał więc Adam Naruszewicz utwór, który miał pełnić rolę hymnu, ale w ogóle się nie przyjął, a dlaczego, być może tłumaczą słowa samego tytułu: „Królu, któryś naród oświecił”. Przyjął się natomiast inny utwór, napisany przez Ignacego Krasickiego i właśnie słowa „Pieśni Szkoły Rycerskiej” warte są analizy:

„Święta miłości kochanej ojczyzny
Czują cię tylko umysły poczciwe.
Dla ciebie zjadłe smakuję trucizny,
Dla ciebie więzy, pęta nie zelżywe.
Kształcisz kalectwo przez chwalebne blizny,
Gnieździsz w umyśle rozkosze prawdziwe,
Byle Cię można wspomóc, byle wspierać
Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać”.

Bohater „Mazurka Dąbrowskiego” jest zbiorowy – „my” – Polacy, cały naród. „Pieśń Szkoły Rycerskiej” zakłada, iż miłość ojczyzny czują wybrani, „umysły poczciwe”. Zarzucano jej uczoność. Istotnie, jej słowa, mimo całej żarliwości, nieco przypominają wykład o patriotyzmie, wyliczają systematycznie trudy, które warto dla ojczyzny ponosić. Ta pieśń nie mogła się stać hymnem narodowym i wcale nie sprawiła tego nieciekawa melodia. „Mazurek Dąbrowskiego” narodził się spontanicznie. Był gorący i prosty. W paru słowach skupiał ówczesne emocje i nastroje.
Wybór hymnu dokonuje się mimowolnie i samorzutnie. Tak było w okresie Konfederacji Barskiej, jeszcze przed zaborami wprawdzie, ale w powszechnie odczutej nagle dusznej atmosferze zależności od Rosji. Konfederacja Barska – tak naprawdę, pierwsze nasze powstanie narodowe – wypromowała pieśń, która dla bojowników walczących o wyzwolenie Polski spod obcych wpływów pełniła rolę hymnu narodowego:

„Stawam na placu z Boga ordynansu
Rangę porzucam dla nieba wakansu
Dla wolności ginę,
Wiary swej nie minę:
Ten jest mój szarż
(…)
W marszu zostaję, choć i trupem padnę
Nie zważam, bo w boju
Dla duszy pokoju
Szukam w ojczyźnie
(…)
Aby wzniecanie złych czynności zgasło,
Wolności przywary
Gwałty świętej wiary
Zniesione były”.

Ten hymn patriotyczno-religijny nawiązuje silnie do tradycji polskiej (podobnie, jak sama konfederacja 1768 roku do tradycji Rzeczypospolitej nawiązywała), o czym świadczy odniesienie do ojczystej pieśni religijnej, przez długie wieki pełniącej rolę hymnu narodowego – do „Bogurodzicy”:

„Boć i nie nowina Marii
Puklerzem zastawiać Polskę”.

Śpiewający ową pieśń konfederaci, złożyli ofiarę z siebie wierze i ojczyźnie (przypomnijmy, że od drugiej połowy XVI wieku te dwa czynniki nakładały się w myśleniu patriotycznym). Ponad dziesięć tysięcy z ich grona znalazło się na Syberii, tworząc pierwszą generację zesłańców polskich. Później dobywały następne generacje: ci, co śpiewali „Warszawiankę”, „Boże, coś Polskę” i oczywiście „Mazurek Dąbrowskiego”.
Od 1768 roku za patriotyzm płaciło się wysoką cenę: tułaczka, więzienie, zesłanie, katorga i cena najwyższa – życie. Nie zabrakło Polaków, którzy gotowi byli każdą cenę płacić.>

Ewa Starosta, „Fakty” 1982 r.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji